Marcin Sasal nie krył oburzenia po porażce prowadzonego przezeń Świtu Szczecin z Górnikiem Łęczna. Nie zdenerwował się jednak na zawodników czy arbitrów (no, na nich też, ale mniej), tylko na… jednego z dziennikarzy, który miał doprowadzić do tego, że oznaczone klauzulą tajności nagrania jednego ze sparingów Świtu dotarły do sztabu szkoleniowego rywali.
Dodajmy, że było to spotkanie 1. kolejki sezonu 2026/27 w Betclic 2. Lidze. Górnik zatriumfował na wyjeździe 3:2.
Afera szpiegowska na trzecim szczeblu rozgrywkowym. Marcin Sasal grzmiał na konferencji
– Wymagam dużo od siebie, bo po to jestem 600 kilometrów od domu, żeby wymagać od siebie wszystkiego. Odrobiłem lekcje i od tygodnia wiemy jak gra Górnik. Wszyscy taką informację dostali i wszystko to przerobiliśmy w treningu. A żeby powiedzieć więcej, to nawet pojechałem na sparing do Janowa Podlaskiego. Nie wiem, czy ktoś z państwa tam był. Pojechałem, żeby to zobaczyć i przekazać odpowiednią wiedzę. Tak też było – zaczął Sasal na pomeczowej konferencji prasowej. – Uważam, że nie zrobiliśmy wszystkiego, żeby ten mecz wygrać. I to nie jest wycieczka tylko do zawodników. Przeciwnik wygrał – nie wiem, co tam trener Szatałow powiedział, że Górnik miał mnóstwo sytuacji… Ja uważam, że Górnik oddał trzy strzały po naszych trzech stratach. Dwóch błędach przy sędziowaniu.
– To absolutnie denerwuje, że takie rzeczy się dzieją. Ja nie obarczam winą za wynik wszystkich dookoła, tylko siebie. Biorę ten wynik na klatę. Ale denerwuje mnie, że przegrywamy w takich okolicznościach z zespołem, który spadł z 1. ligi i – moim zdaniem – grał słabo – dodał szkoleniowiec Świtu.
Po tej wstępnej tyradzie, Sasal przeszedł do meritum.
𝐈𝐧𝐚𝐮𝐠𝐮𝐫𝐚𝐜𝐣𝐚 𝐧𝐢𝐞 𝐩𝐨 𝐧𝐚𝐬𝐳𝐞𝐣 𝐦𝐲𝐬́𝐥𝐢 😕
Niestety pierwszy mecz nie zakończył się tak jak byśmy wszyscy tego chcieli i punkty pojechały do Łęcznej.
Wielkie podziękowania dla wszystkich kibiców, którzy licznie wypełnili trybuny i spowodowali, że zabrakło… pic.twitter.com/RZGCcvOdj0— Świt Szczecin (@SSkolwin) July 26, 2026
– Jeżeli staramy się robić wszystko profesjonalnie, wszystko ukryć, a pan redaktor z TVP 3 daje materiał do jednego z trenerów, który wysyła go Górnikowi Łęczna, żeby oni się przygotowali na nas przy stałych fragmentach, no to jest po prostu… Jakoś się to nazywa, nie? Jakoś się to nazywa. […] W sparingu z Flotą Świnoujście nagrywaliśmy materiał z drona. Trener wypisywał mi potem na komunikatorze, jak mogłem im materiału nie dać. Powiedziałem, że nie dam, skoro twój kolega pracuje w Łęcznej, to będzie chciał od ciebie materiał. Więc wyślę ci ten materiał w dniu meczu i tak też zrobiłem. Ale oczywiście oni zza bramki strzelili, więc byliśmy może przewidywalni przy stałych fragmentach. A i tak zdobyliśmy bramkę ze stałego fragmentu – zauważył 55-latek.
– Jak kogoś wpuszczam tutaj na obiekt, to robię to w dobrej wierze. Że to jest promocja klubu, tak dalej. Ale teraz to jest po prostu, no… Proszę zapytać dyrektora. Ja to zgłosiłem. Wysłałem ten materiał, on był w TVP 3. Ja nie chcę się zamykać przed mediami. Ale część materiału dostał przeciwnik.
– Wszyscy jesteśmy odpowiedzialni za ten wynik. Sasal dzisiaj jest, jutro go może nie być. Chodzi o to, żeby zbudować drużynę. Ja do chłopaków mogę mieć pretensje o jakieś tam rzeczy, ale generalnie wykonaliśmy kawał dobrej roboty. Brakuje tylko jednej rzeczy: wyniku. I nad tym ubolewam – podsumował Sasal.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
fot. NewsPix.pl