Abramowicz o Imazie po wygranej z Iberią. „Strzeli jeszcze dużo w tym sezonie”

Marcin Ziółkowski

20 sierpnia 2026, 21:13 • 3 min czytania 1

Reklama
Abramowicz o Imazie po wygranej z Iberią. „Strzeli jeszcze dużo w tym sezonie”

Jagiellonia pewnie pokonała gruzińską Iberię 4:0 i jest jedną nogą w fazie ligowej Ligi Europy. Podopieczni Adriana Siemieńca odparli groźne ataki z początku pierwszej połowy, a następnie zrobili to, co potrafią najlepiej – grać ładnie dla oka i zdominować rywala. Bramkarz drużyny z Podlasia w rozmowie z Polsatem Sport po raz kolejny w samych superlatywach wypowiedział się o hiszpańskiej gwieździe – Jesusie Imazie.

Reklama

Abramowicz na zero z tyłu. Imaz z golem, pierwszym z wielu

Duma Podlasia znajduje się w komfortowym położeniu przed rewanżem w Gruzji. 4:0 w domowym spotkaniu IV rundy eliminacji do Ligi Europy to wynik więcej niż bardzo dobry. Sławomir Abramowicz cieszy się zarówno z końcowego rezultatu, jak i faktu, że udało się, mimo sporej presji w pierwszej połowie, utrzymać czyste konto.

– Myślę, że cieszy i to, i to. To był nasz plan przede wszystkim. Może nie, że zamknąć dwumecz u nas, ale przede wszystkim wykorzystać atut własnego boiska, strzelając jak najwięcej bramek. Mogło być ich jeszcze więcej, choć wynik 4:0 jest bardzo korzystny. To dopiero pierwszy mecz, musimy w czwartek wyjść z tym samym nastawieniem.

Reklama

Abramowicz podkreśla też fakt, że w tym meczu przydały się zebrane w Europie przez Jagę doświadczenia z gry przeciwko mocno naciskającemu rywalowi. Udało się przetrwać niekorzystny moment, a potem było już znacznie lepiej. W przerwie postanowiono, aby, kolokwialnie mówiąc, rzucić się na rywala.

– Zdecydowanie doświadczenie gra ogromną rolę. Pierwsze 20 minut było bardzo ciężkie, dzisiejsi rywale weszli na wysoki poziomie intensywności i gry w piłkę. Na tym polega nasze doświadczenie, że nie straciliśmy bramki, przetrwaliśmy ciężki moment, a dalej – narzuciliśmy swoje tempo.

Najważniejsze było nie stracić gola na początku [drugiej połowy – MZ]. Pozytywem było, że nie straciliśmy. 2:0 to był dobry wynik, ale to dwumecz i musieliśmy zrobić to samo w drugiej połowie, narzucić większą intensywność. 

Reklama

Ważną rzeczą w spotkaniu z Iberią było też to, że doszło do przełamania Jesusa Imaza. Pierwszy gol w sezonie Hiszpana (w szóstym spotkaniu we wszystkich rozgrywkach) to bardzo istotna informacja dla drużyny i Adriana Siemieńca. Abramowicz jest przekonany, że teraz to już pójdzie z górki.

– To świetny piłkarz, człowiek niezwykle doświadczony. Myślę, że wiedział, że prędzej czy później strzeli. Tak jak mnie buduje czyste konto, tak napastnika buduje każda bramka. Czekał na tę szansę i jestem pewny że nastrzela dużo w tym sezonie.

Warto jednak dodać, że nie było tak z tym golem kolorowo. Imaz zmarnował pierwszego karnego, ale miał szczęście, że rywale za szybko wbiegli w szesnastkę i mógł jedenastkę powtórzyć.

Reklama

A, no i ciekawostka – ostatniego karnego z gry strzelał… 10 kwietnia 2023 roku i nie trafił. Miesiąc wcześniej też. Tak więc dwie jego ostatnie jedenastki to były pudła. Nie podchodził do wykonania jako „pewniak”, tylko mając z tyłu głowy, że dawno tego nie robił, a w 2023 roku mu nie wychodziło. Najważniejsze jest jednak przełamanie, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że Imaz nie notuje najlepszego startu i trochę tych szans marnuje.

Rewanż w Gruzji odbędzie się 27 sierpnia. Przegrany zagra w fazie ligowej Ligi Konferencji.

 

Reklama

 

Fot. Newspix

1 komentarz
Marcin Ziółkowski

Człowiek urodzony w roku stulecia swojego przyszłego ulubionego klubu. Schodzący po czerwonej kartce Jens Lehmann w Paryżu w finale Ligi Mistrzów 2006 to jego pierwsze piłkarskie wspomnienie. Futbol egzotyczny nie jest mu obcy. Przykład? W jednej z aplikacji ma ustawioną gwiazdkę na tajskie Muangthong United, bo gra tam niejaki Emil Roback. Inspiruje się Robertem Kubicą, Fernando Alonso i Ottem Tanakiem, bo jest zdania, że warto dać z siebie sto i więcej procent, nawet mimo niesprzyjających okoliczności. Po szkole godzinami czytał o futbolu na Wikipedii, więc wybudzony nagle po dwóch godzinach snu powie, że Oleg Błochin grał kiedyś w Vorwarts Steyr. Potrafi wstać o trzeciej nad ranem na odcinek specjalny Rajdu Safari, ale nigdy nie grał w Colina 2.0. Na meczach unihokeja w szkole średniej stawał się regenem Lwa Jaszyna. Esencją piłki jest dla niego styl rodem z Barcelony i Bayernu Flicka, bo Zdenek Zeman i jego podejście to życie, a posiadanie piłki jest przehajpowane

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
MLS

Lewandowski obrażany przez de Paula: „Kim ty jesteś głupku?”

Kacper Korpak
36
Lewandowski obrażany przez de Paula: „Kim ty jesteś głupku?”

Liga Europy

Reklama
Ekstraklasa

Wyjaśnione. Za rok dwa polskie zespoły z miejscem w fazie ligowej

AbsurDB
55
Wyjaśnione. Za rok dwa polskie zespoły z miejscem w fazie ligowej