Panie Agbonifo, prosimy o więcej takiego szaleństwa! Jagiellonia już prawie w Lidze Europy

Patryk Idasiak

20 sierpnia 2026, 20:07 • 5 min czytania 9

Reklama
Panie Agbonifo, prosimy o więcej takiego szaleństwa! Jagiellonia już prawie w Lidze Europy

To był dziwny mecz, naprawdę. Ktoś spojrzy na wynik 4:0 i pomyśli, że Jagiellonia wzięła maszynkę i ogoliła ogórków z Gruzji na łyso. A oni potrafili stworzyć kilka niezłych okazji i oddać prawie 20 strzałów. Nie ma co jednak marudzić, skoro polski klub w fazie play-off Ligi Europy ma cztery gole przewagi przed rewanżem. Jeremy Agbonifo pokazał, że potrafi odpalić fajerwerki. Na koniec gości dobił pięknym golem Sergio Lozano. Adrian Siemieniec siedział, podziwiał i delikatnie się uśmiechał.

Reklama

Czy Jagiellonia miała prawo się w ogóle obawiać, skoro w poprzedniej rundzie ograła dużo większą firmę – Rangers FC? Pierwsze minuty pokazały, że zdecydowanie. Siemieniec dobrze to przewidział przed meczem, że mogą być kłopoty. Najpierw Nikoloz Dadiani został zablokowany, a Zwiad Naczkebia uderzył już tak, że Sławomir Abramowicz musiał zareagować, a dosłownie dwie minuty później także wyłapać dośrodkowanie. Załączył się alarm.

Kiepsko to wyglądało – Gruzini mieli piłkę, spokojnie ją sobie wymieniali jak jakiś faworyt. Polski pressing działał – „no tak średnio bym powiedział, tak średnio”. Trochę chyba czuć było takie podejście, że łeeeee skoro nie daliśmy się na Ibrox, to co nam taki mistrz Gruzji. Tylko, że Iberia poczynała sobie żwawo – Stephen Ende sprawiał sporo kłopotów, położył na raz Yukę Kobayashiego i ten musiał go faulować na kartkę już w 11. minucie.

Reklama

Jak już Jagiellonia zaatakowała, to Nik Prelec podjął złą decyzję. Owszem, ładnie się zastawił, wygrał pojedynek, ale nie dał podania w tempo do Jesusa Imaza, który pobiegłby sam na sam! Piłka trafiła na skrzydło do Jeremy’ego Agbonifo, a ten został zablokowany.

To goście mogli bardziej się podobać – mieli różne pomysły, od długich piłek po wrzutki ze skrzydeł czy stałe fragmenty. Podchodzili też wyjątkowo odważnie do pressingu. Było to dość zaskakujące dla zagubionej Jagiellonii. Dopiero nieśmiało raz, drugi, trzeci zaczęła wymieniać podania tak, że udało się ten press ominąć.

Jagiellonia wyszła z jaskini po dwudziestu minutach

Po dwudziestu minutach wreszcie Jaga załapała o co chodzi i stworzyła trzy groźne szanse, w zasadzie jedna po drugiej:

  • Kobayashi ładnie znalazł Imaza długim podaniem, ale ten uderzył za lekko i wyczuł go bramkarz;
  • Agbonifo pokazał na co go stać, schodząc do środka ze skrzydła i mocno uderzając; Makaridze wybił piłkę prosto pod nogi Preleca, a ten NIE TRAFIŁ DO PUSTEJ;
  • Tym razem drugie skrzydło – Kajetan Szmyt uderzył celnie, ale za lekko i Makaridze złapał piłkę;

Reklama

Nik Prelec nie strzelił z takiej pozycji. Screen: Polsat Sport Premium.

Jeśli ktoś był koniem trojańskim, to Norbert Wojtuszek (może poszedł do kina na Odyseję?), bo ewidentnie jeszcze się nie mógł odkręcić po pressingu – a to kompletnie nie upilnował swojego skrzydłowego, a to podał bezmyślnie do tyłu i omal nie zaliczył asysty do rywala.

Jeremy Agbonifo – ależ on ma gaz!

Trzeba przyznać, że sporo się działo. Otwarty był to mecz. Na skrzydle popisywał się Agbonifo. W trójkowej akcji ładnie zagrali Klynge, Prelec i Imaz. Nareszcie się ta Jagiellonia rozkręciła! Agbonifo potwierdził formę wywalczeniem jedenastki, a raczej… „naciągnięciem sędziego”, bo zdaje się, że trochę go nabrał, o co ogromne pretensje miał Ibrahim Alhassan.

Doszło do ciekawej sytuacji – bramkarz Makaridze podszedł, spojrzał spokojnie na numer Jesusa Imaza i najwidoczniej miał go dobrze rozpisanego, bo obronił jego uderzenie. Tylko, że powinien opierniczyć kolegów, którzy za szybko wbiegli w pole karne (a było takich z pięciu narwańców), bo przez to Imaz dostał drugą szansę i tym razem już się nie pomylił.

Reklama

Szkoda, że Jagiellonia już ściągnęła do siebie Jeremy’ego Agbonifo, bo jest tak dobry, że powinna to zrobić drugi raz. Co też Szwed wyprawiał na prawym skrzydle! Śmigał jak połączenie Riyada Mahreza z Douglasem Costą, bo była i technika, i motoryka. Przy akcji bramkowej kiwnął nawet po drodze… Jesusa Imaza, zakładając mu „siatkę”. Pocieszny obrazek.

W ogóle była to taka akcja Jagiellonii, po której trzeba powiedzieć „wow”.

Reklama

Iberia chciała grać, ale strzelała tylko Jagiellonia

Piłkarze Iberii mogli się zdenerwować. Wszystkie stykowe sytuacje były na ich niekorzyść. Bo Jagiellonia otrzymała przecież naciąganego karnego, a potem został on powtórzony za wbiegnięcie w pole karne. Raz też Taras Romanczuk dostał piłką w rękę ułożoną za plecami i pewnie znalazłby się sędzia, który dałby za to karnego – za interpretacjami już po prostu nie nadążamy. A kiedy już Gruzini strzelili gola, to został on anulowany, bo Nikoloz Dadiani na wcześniejszym etapie akcji popchnął Kajetana Szmyta.

Mistrzowie Gruzji znów zaczęli odważnie, nie mieli nic do stracenia. Też mogli się bardziej podobać. No i strzelili, tylko, że samobója. To dosłownie kopiuj-wklej z pierwszej połowy, bo wszystko wyglądało tak samo. Moment przewagi ok. 15-20 minut i… gol dla Jagiellonii. Guilherme Montoia mocno dośrodkował, a swojego bramkarza uprzedził Ibrahim Alhassan.

Reklama

A jeszcze później Nik Prelec zmarnował sytuację sam na sam. Akurat tego dnia beznadziejnie grał napastnik Jagiellonii, dwója na szynach.

To wcale nie był mecz na 4:0, goście mieli też strzał w poprzeczkę po rzucie rożnym, trochę na koniec przycisnęli, ale nic tylko się cieszyć z czystego konta.

Reklama

I znowu, oh shit, here we go again. Gruzini przycisnęli, a Jagiellonia strzeliła. Tym razem Sergio Lozano pięknie dokręcił piłkę prawą nogą i sprawił, że to zwycięstwo jest jeszcze bardziej efektowne. Duma Podlasia jest jedną nogą w Lidze Europy. Jeśli tak się stanie, to będzie kolejny poziom, który w swojej indywidualnej grze wbił Adrian Siemieniec. Co za gość.

Jagiellonia Białystok – Iberia 1999 – 4:0

  • 34′ Jesus Imaz (karny) – 1:0
  • 45+2 Agbonifo – 2:0
  • 62′ Alhassan (sam.) – 3:0
  • 90+2 Lozano – 4:0

Fot. Newspix

9 komentarzy
Patryk Idasiak

Jeżeli akurat nie pisze o piłce nożnej, to na pewno o niej czyta lub z kimś o niej rozmawia. Człowiek paradoksów, bo z jednej strony ma zarośnięte pajęczyną, osławione zero tituli, a z drugiej... mnóstwo tituli w ostatnich latach. Co to oznacza? Że mocniej bije jego serce, gdy na bramkę strzela Kamil Grosicki lub Erling Haaland. Ten mniej znany z rodziny Idasiak. Pogadasz z nim o filmowych klasykach lub starych teleturniejach. Uważa "Lot nad kukułczym gniazdem" za najwybitniejsze dzieło w historii. Chciałby zagrać kiedyś w "Milionerach", ale paraliżuje go możliwość ośmieszenia się na pierwszym pytaniu dotyczącym kulinariów. Może się przełamie, daj mu Boże.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Polecane

ESPN ujawnił listę najlepszych piłkarzy świata. Co z Polakami?

Jan Broda
1
ESPN ujawnił listę najlepszych piłkarzy świata. Co z Polakami?

Liga Europy

Reklama
Liga Europy

LIVE: Górnik musi gonić. Piękne koncerty Jagi i Lecha

Duda  &  Wilma
66
LIVE: Górnik musi gonić. Piękne koncerty Jagi i Lecha
Ekstraklasa

Trener Thun zaskoczył przed meczem. Porównał Lecha do słynnego klubu

Braian Wilma
5
Trener Thun zaskoczył przed meczem. Porównał Lecha do słynnego klubu