Arabia Saudyjska zmienia strategię. Mniej przepalania pieniędzy na sport

Sebastian Warzecha

29 kwietnia 2026, 18:27 • 11 min czytania 11

Reklama
Arabia Saudyjska zmienia strategię. Mniej przepalania pieniędzy na sport

Okazuje się, że nawet w Arabii Saudyjskiej czasem muszą zwolnić tempo wydawania pieniędzy. A przynajmniej takie wnioski można wyciągnąć z ostatnich zmian w strategii finansowej tamtejszego Publiczny Fundusz Inwestycyjny (PIF) i decyzji podejmowanych odnośnie do niektórych z wcześniejszych inwestycji. Arabowie z kilku się już bowiem wycofali, kolejne pozostają niepewne. Skąd wzięła się ta zmiana? I co oznacza dla światowego sportu?

Reklama

Arabia Saudyjska chce wydawać na sport mniej, ale mądrzej

Rok 2023. Arabia Saudyjska przyciąga 2,5 miliona turystów… tylko wydarzeniami sportowymi. Gości wtedy u siebie ponad 50 takich – a mówimy wyłącznie o tych dużych, międzynarodowych imprezach. Gale boksu, Grand Prix Formuły 1, turnieje golfa, Rajd Dakar, duże tenisowe zawody, eventy w innych sportach walki, wyścigi kolarskie i inne,  a do tego wydarzenia multidyscyplinarne. W kraju z Półwyspu Arabskiego znaleźć da się właściwie wszystko. Do tego do tamtejszej ligi trafiać zaczęli wówczas najlepsi piłkarze – co prawda głównie ci starsi – sowicie, rzecz jasna, opłacani.

Płacono głównie z pieniędzy PIF, czyli Public Investment Fund, wartego dobrze ponad 900 miliardów dolarów. To za jego sprawą w Arabii gra Cristiano Ronaldo, to przez PIF Saudowie organizują WTA Finals, to z powodu PIF do LIV Golf – ligi, którą zorganizowali Arabowie właśnie – trafiła część z czołowych golfistów świata. Bez funduszu nie byłoby też pewnie (wygranej) kandydatury do organizowania mistrzostw świata w piłce nożnej.

Teraz jednak i w Arabii zorientowali się, że tempo podejmowania decyzji o takich wydatkach może być zbyt duże. W nowym strategicznym planie na kolejnych pięć lat ogłoszono, że celem powinna być na dziś „maksymalizacja zwrotów i ponownego rozdysponowania kapitału w gospodarce krajowej”. Z kolei Yasir Al-Rumayyan, szef PIF, stwierdził na konferencji prasowej, że „potrzeba ponowne przemyślenia timingu niektórych inwestycji”.

A tychże inwestycji było mnóstwo.

Reklama

Czy więc chodzi tylko o rezygnację – lub ich zmianę – niektórych? Czy też fundusz faktycznie zaczął mieć problemy z powodu wydawanych sum, z których część okazała się przepaleniem pieniędzy w piecu? I czego należy się spodziewać po Saudyjczykach w najbliższym czasie?

Książę, czyli pan i władca

Fundusz istnieje od 1971 roku i przez lata służył głównie jako finansowe źródło dla inwestycji w samej Arabii Saudyjskiej. Chodziło czy to o zapewnienie środków na określone cele, ważne dla narodowej ekonomii, czy też o to, by przedsiębiorstwa o strategicznym znaczeniu należały – niekoniecznie całe, ale w dużej części – do państwa. Kiedy jednak w Arabii dostrzeżono działania Kataru czy Zjednoczonych Emiratów Arabskich – inwestujących poza granicami w celu zapewnienia sobie wpływów na świecie – postanowiono iść ich drogą.

Człowiek, który się za to zabrał, to książę Mohammed bin Salman, w rzeczywistości – choć nie jest królem – na dziś władca Arabii Saudyjskiej (który czy to pełnił, czy pełni nadal i wiele innych ról w polityce kraju).

Reklama

Kluczowy jest tu rok 2015, a więc śmierci króla Abdullaha. To wtedy książę zaczął odmieniać PIF, z którego stworzył tak naprawdę niezależny od kogokolwiek innego worek bez dna, z którego gotów był wyciągać pieniądze na wszelakie inwestycje – w kraju i poza jego granicami. Początkowo było w tym sporo ryzyka, kilka krótkoterminowych działań o potencjalnie wysokiej stopie zwrotu.

Książę trafiał, a fundusz rósł w siłę.

Mohammed bin Salman

Mohammed bin Salman. Fot. Newspix

Reklama

Na starcie miał jakieś 150 miliardów dolarów. Teraz dobił do niemal biliona, po drodze centralizując pod swoimi „skrzydłami” dużą część gospodarczych i sportowych inwestycji Arabii. Nie uniknął przy tym kontrowersji, łagodnie rzecz ujmując. To książę zdecydował o wojskowej interwencji w Jemenie (do dziś trwa tam wojna domowa, „wspierana” przez zagraniczne siły, regularnie giną w niej cywile), to za jego sprawą w Arabii Saudyjskiej przetrzymywano jako zakładnika (choć nie używano tego słowa) Saada Hairiego, premiera Libanu, i wreszcie: wedle doniesień mediów to on stał za głośnym zabójstwem dziennikarza Dżamala Chaszukdżiego, którego dokonano w Stambule.

Książę miał jednak pieniądze. Wielkie pieniądze. Stąd Zachód przymknął na to wszystko oko, a bin Salman zmienił z czasem swój wizerunek – stał się dyplomatą i inwestorem, z którym warto rozmawiać.

Vision 2030, czyli co chciała osiągnąć Arabia

Zrozumiały to też organizacje sportowe i sami sportowcy, z których wielu niespecjalnie interesowało się czymkolwiek poza wypłatą. A że te w Arabii – czy za sprawą Arabii – były ogromne, to wszystko się w ich oczach zgadzało. Zresztą inwestować na Zachodzie zaczęli tez inni tamtejsi bogacze – jak książę Abdulaziz bin Turki (znany głównie jako miłośnik i promotor boksu). Już w 2018 roku mówiło się, że Saudyjczycy negocjują z wieloma uznanymi postaciami ze świata sportu.

Miał być wśród nich Kobe Bryant (chodziło o rozwój koszykówki w Arabii), mieli być zarządzający NHL (budowa boisk do hokeja), mieli być ludzie ze świata surfingu, sportowych sieci handlowych czy wyścigów samochodowych. Wiele z tego ostatecznie nie wypaliło, ale faktem jest, że w ciągu ostatnich kilku lat Saudyjczycy „zaatakowali” świat sportu jak być może nikt – nawet Katar – wcześniej.

Reklama

I nie tylko sportu – inwestowali też w zagraniczne firmy (z różnych branż: finansów, rozrywki, budownictwa itp., nie wymieniamy nazw, bo skupiamy się tu na sportowych inwestycjach). Wspierali muzea i sztukę. Reklamowali się w Internecie, radiu czy stacjach telewizyjnych.

To wszystko miało być częścią strategii zwanej „Vision 2030”. Chodziło w niej o zdywersyfikowanie ekonomii kraju poprzez odejście od polegania wyłącznie na ropie i zyskach z niej, a zbudowanie krajowej turystyki, rozrywki, no i sportu rzecz jasna. Stąd ściąganie do kraju wielkich sportowców i eventów. Stąd obecność arabskich pieniędzy w zagranicznych federacjach. Stąd też kupno klubów – na czele z Newcastle United.

Po części się to udało.

W Arabii znacząco – o niemal 400 procent – wzrósł procent odwiedzających kraj z zagranicy. W kraju informowano też o 70 tysiącach nowych miejsc pracy. W oficjalnych komunikatach – propagandzie, nazwijmy rzecz po imieniu – rozprawiano też o tym, że Arabia staje się bardziej zachodnia, że zrywa z tradycjonalizmem i konserwatyzmem. Powtarzali to też sami sportowcy czy zagraniczni influencerzy.

Reklama

Innymi słowy: sportswashing, uprawiany przez Arabów, działał… ale chyba nie tak dobrze, jak oni sami by tego chcieli.

Albo inaczej: wydatki okazały się zbyt duże w stosunku do zysków.

Przykręcony kurek, czyli Arabowie się wycofują

Jako pierwsze wycofanie się arabskich pieniędzy odczuły… muzea i inne placówki zajmujące się sztuką. W amerykańskich mediach o oczekiwaniu na opóźniające się przelewy informował na przykład dyrektor Metropolitan Opera (200 milionów dolarów), o podobnych problemach mówili w paryskim Centrum Pompidou (50 milionów dolarów na remont muzeum, wypłacono część) i w wielu mniejszych instytucjach.

Reklama

Jak się okazało – była to po części zapowiedź tego, co dotknęło teraz i sport.

Jako pierwszy oberwał snooker. Arabowie bowiem w pewnym momencie mocno zainwestowali w ten sport, podpisując dziesięcioletnią umowę z zarządzającymi nim organizacjami. W jej ramach stworzono dwa turnieje – Saudi Arabia Snooker Masters oraz Riyadh Season Snooker Championship. Oba przede wszystkim otrzymały – co nie dziwi – rekordową pulę nagród. Oba odbyły się do tej pory dwa razy.

I oba dopiero co anulowano.

„Po konstruktywnej dyskusji pomiędzy Saudyjską Federacją Bilarda i Snookera oraz Matchroom [zarządzający snookerowym tourem – przyp. red.] wspólnie zdecydowano, że po edycjach z roku 2025, nie odbędą się kolejne” – można było przeczytać w oficjalnym oświadczeniu World Snooker Tour. Przy okazji skasowano też kilka bilardowych turniejów. Zawodnikom… nie powiedziano właściwie nic. Dowiedzieli się o tym – jak mówił Barry Hawkins – z „głupiego maila”.

Reklama

Neil Robertson

Neil Robertson z trofeum za wygraną w Saudi Arabia Snooker Masters. Fot. Newspix

A to o tyle ważne, że w snookerze rankingi ustala się na podstawie wygranych. Innymi słowy: zawodnicy, którzy osiągnęli dobre rezultaty w Saudi Arabia Snooker Masters, stracą swoje punkty, bez możliwości ich obrony, co może znacząco wpłynąć na ich ranking i potencjalne rozstawienia.

Abstrahując jednak od samego snookera – wycofanie się z tego typu inwestycji, a więc sportu, który poza nakładem finansowym na same turnieje, nie wymaga specjalnej infrastruktury czy przygotowań, pokazuje że w Arabii faktycznie nadchodzą zmiany. Wiemy też, że podobnie jest w tenisie, choć tam w pewnym sensie najpewniej skończy się „podmianą”. Do Rijadu pierwotnie ściągnięto bowiem WTA Finals (w tym roku odbędzie się ich trzecia tamtejsza edycja, poprzednie miały rekordowe w świecie kobiecego tenisa wypłaty), ale z organizacji tego turnieju Arabowie zrezygnują, mimo chęci przedłużenia umowy przez WTA.

Reklama

W zamian jednak dostaną w najbliższej przyszłości turniej ATP 1000, a sami organizują pokazowe imprezy – w tym głośny Six Kings Slam, z udziałem kilku najlepszych tenisistów świata (w tym Novaka Djokovicia, Carlosa Alcaraza i Jannika Sinnera), skuszonych wielkimi wypłatami. Całkiem prawdopodobne, że ten turniej pozostanie przy życiu.

Wydaje się jednak, że zupełnie inaczej będzie z golfem.

LIV Golf, czyli symbol porażki

Pięć miliardów dolarów. Tyle kosztowało Arabię Saudyjską stworzenie LIV Golf – profesjonalnej ligi golfa, która miała rzucić wyzwanie PGA Tour. Mówiono, że jeśli przyniesie ona sukces, to będzie rewolucją – nie tylko w świecie golfa, ale i ogółem w sporcie. Miało się okazać, że można bowiem rzucić wyzwanie tym największym, historycznym federacjom.

Jak to wyszło? Cóż, bardzo mizernie.

Reklama

Pomysły, owszem, były ciekawe. Krótsza forma zawodów, bardziej przystępna i otwarta dla fanów, łatwiejsza też do transmitowania w telewizji. Do tego część z dużych gwiazd, skuszonych wielkimi pieniędzmi. Grali w arabskiej serii Jon Rahm (ponoć dostał za to 300 milionów dolarów), a także Phil Mickelson, Brooks Koepka czy Bryson DeChambeau. Wszystkim rzucono minimum 100 milionów na start. Mniejsze nazwiska też swoje zarobiły, uzupełniając stawkę, która – to też różnica w stosunku do PGA Tour – się nie zmieniała.

Saudyjczycy chcieli bowiem w golfie zrobić coś na kształt Formuły 1. Te same nazwiska, cykl na całym świecie i niech wygra najlepszy. Początkowo wydawało się, że to wypali. Z miejsca zgłosili się bowiem niezależni sponsorzy, zainteresowanie mediów też było duże. Co prawda częściowo przez to, że dziennikarze śledczy próbowali zwrócić uwagę opinii publicznej choćby na wspomniane morderstwo Chaszukdżiego, ale dla Arabów był to szczegół.

Pisano o LIV Golf? Pisano. I to było ważne.

Z czasem jednak okazało się, że istotne jest też to, jak piszą. Bo Arabom nie udało się przebić na najważniejszym dla nich rynku – w USA. Tam PGA Tour nadal króluje, a do tego arabska liga była krytykowana przez organizacje zajmujące się walką o prawa człowieka czy te powiązane z rodzinami ofiar zamachu z 11 września 2001 roku. A te ostatnie w Stanach mają sporą siłę przebicia, bo 9/11 to wciąż wydarzenie żywe w umysłach wielu osób.

Reklama

Bryson DeChambeau

Bryson DeChambeau z trofeum za wygraną w turnieju LIV Golf w Singapurze. Fot. Newspix

W efekcie grono zewnętrznych inwestorów zaczęło się kurczyć, a udział PIF w finansowaniu cyklu się zwiększał. Odwrotnie było… w PGA Tour, bo tam pozyskano nowych inwestorów. Nie udało się też poprzez LIV Golf ocieplić – rzadki przypadek sportswashingu, który nie wypalił – wizerunku Arabii Saudyjskiej w oczach Zachodu. Co prawda na razie nie zostało jeszcze postanowione, że LIV zostanie całkowicie odcięte od arabskiego finansowania, ale wiele źródeł sugeruje, że tak się właśnie stanie.

Oczywiście, możliwe, że – jak zapewnia Scott O’Neal, dyrektor generalny – cykl przetrwa za sprawą pieniędzy od innych sponsorów. Sam O’Neal mówi, że mają pół miliarda dolarów od marek niepowiązanych z Arabią. Biorąc jednak pod uwagę koszty – w tym wypłaty – dla zawodników, to tak naprawdę mało. Trzeba by więc znaleźć ich więcej, co może okazać się trudne.

Reklama

Jeśli więc Arabowie faktycznie się wycofają, LIV Golf najpewniej upadnie. I będzie to pierwsza tak duża i spektakularna porażka tamtejszych pieniędzy w świecie sportu.

Czy ostatnia?

Zmiana strategii, czyli zyski jednak są ważne

15 kwietnia wiele się zmieniło. Wtedy bowiem PIF ogłosił nową strategię na najbliższych pięć lat.

„Strategia na lata 2026-2030 wyznacza naturalną ewolucję, gdy PIF przechodzi z okresu gwałtownego wzrostu i przyspieszenia, do fazy zrównoważonego tworzenia wartości” – można przeczytać w komunikacie prasowym. Co istotne – wymienionych jest w tymże sześć „ekosystemów”, na których fundusz pragnie się skupić. Sportu wśród nich nie ma… choć jest rozrywka, możliwe więc, że będzie on traktowany jako jej składowa.

Reklama

Sporo mówi się też w ostatnim czasie o prywatyzacji i dywersyfikacji części posiadanych przez PIF przedsiębiorstw, udziałów itp. W ostatnich dniach sfinalizowano sprzedaż 70 procent akcji w piłkarskim Al Hilal, choć kupującym było Kingdom Holding Company – firma Alwaleeda Bin Talala, biznesmena, ale i członka rodziny królewskiej. Czyli wszystko tak naprawdę zostało w rękach państwowych, nawet jeśli na papierze – prywatnych.

Coraz częściej słychać jednak głosy, że w Arabii uważają, że nadszedł moment, by to do nich przychodzili partnerzy z zewnątrz, a nie odwrotnie. Tyle że o to może być trudno, a jeszcze trudniej teraz z powodu konfliktu, którego centralną osią są Izrael i Iran, a który destabilizuje Bliski Wschód. Równocześnie jednak Saudyjczycy zaprzeczają, by wpłynął on na ich ostatnie decyzje, natomiast ekonomiści nie mają wątpliwości, że to tylko zaprzeczenie oficjalne. W rzeczywistości wpłynąć musiał.

Czy jednak Arabia przestanie wydawać?

Na pewno nie. Ale będzie wydawać uważniej. Już teraz anulowano kilka umów (poza wspomnianymi, na przykład podpisaną z Międzynarodowym Komitetem Olimpijskim umowę na organizację Igrzysk Esportowych w Rijadzie), a inne wiszą na włosku. Równocześnie jednak Arabia Saudyjska i tak stoi przed wielkimi inwestycjami – na czele z piłkarskimi mistrzostwami świata w roku 2034, wokół których trzeba będzie stworzyć wielką sportową infrastrukturę.

Reklama

Ale to inwestycja, która – tak wierzą w Arabii – się opłaci. Przyciągnie turystów, zmieni wizerunek państwa, da nowe możliwości. Czy tak będzie? Trudno powiedzieć, ale to, przynajmniej po części, możliwe. I właśnie w takim kierunku będą patrzyć tamtejsi wysoko postawieni członkowie rodziny królewskiej, takich okazji szukać. Stopa zwrotu z inwestycji ma być wysoka, nawet jeśli nie będą to stricte pieniądze. Tym większa, im dłużej utrudniać życie Arabii będą zagraniczne, niezależne od niej czynniki.

Arabski sportswashing może więc nieco ograniczyć ekspansywność i nie być tak agresywny. Zamiast tego – ma stać się przemyślany i faktycznie wspomagający tamtejsze polityczne i ekonomiczne potrzeby.

I kto wie, czy to nie gorzej dla reszty sportowego świata.

SEBASTIAN WARZECHA

Reklama

Zobacz również na Weszło:

Fot. Newspix

11 komentarzy
Sebastian Warzecha

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Piłka nożna

Media: Nie tylko Nigeria. Ukraina też zagra z Polską w czerwcu

Jan Broda
8
Media: Nie tylko Nigeria. Ukraina też zagra z Polską w czerwcu

Inne sporty

Reklama