Gwiazda kadry Kolumbii od 30 lat szuka zaginionego ojca

Szymon Janczyk

07 lipca 2026, 19:53 • 8 min czytania 3

Reklama
Gwiazda kadry Kolumbii od 30 lat szuka zaginionego ojca

Gdy Luis Diaz walczył o mistrzostwo Anglii z Liverpoolem, w Kolumbii uprowadzono jego ojca. Po szeroko zakrojonych poszukiwaniach „Mane” wrócił do domu. Juan Quintero, który zalicza właśnie swój trzeci mundial, nie miał tyle szczęścia. Ponad ćwierć wieku po zaginięciu taty wciąż nie wie, co się z nim stało. I musi wierzyć, że jedna z najważniejszych osób w państwie nie kłamie, gdy mówi, że też nie ma o tym pojęcia.

Reklama

***

Mundiary to nasz pamiętniczek, cykl codziennych tekstów komentujących to, co wydarzyło się na Mistrzostwach Świata 2026.

***

Liczby świadczące o skali tragedii i dramatach kolumbijskich rodzin brzmią wręcz surrealistycznie. W państwach takich jak Kolumbia: latami rozrywanych przez konflikty wewnętrzne, grupy paramilitarne oraz kartele i gangi po dekadach terroru powołano instytucje, które mają na celu wyjaśnić to, co miało pozostać niewyjaśnione. Kolumbijska Komisja ds. Prawdy i Koegzystencji wylicza, że w wyniku walk w kraju zginęło ponad 450 tysięcy osób, ponad 120 tysięcy ludzi zostało uprowadzonych, ponad 15 tysięcy siłowo zwerbowanych do różnych grup zbrojnych.

Reklama

Przez sześćdziesiąt lat walk ponad 100 tysięcy osób zostało uznanych za zaginione: to tylko oficjalne dane. Agencja zajmująca się ich poszukiwaniem twierdzi, że los blisko 90 tysięcy z nich nadal pozostaje nieznany.

Ojciec Juana Fernando Quintero należy do tego grona. Chłopak ze slumsów, który został gwiazdą reprezentacji Kolumbii, wygrał Copa Libertadores i Copa Sudamericana, został wicemistrzem Ameryki Południowej i zagrał na trzech mundialach, od lat próbuje dociec prawdy o tym, co stało się z tatą. Sprawa stała się głośna kilka lat temu, gdy szefem sił zbrojnych Kolumbii został generał Eduardo Enrique Zapateiro.

Czyli jedna z ostatnich osób, które widziały Quintero seniora żywego.

Reklama

Mistrzostwa Świata 2026. Juan Quintero, gwiazda Kolumbii, szuka prawdy o zaginionym ojcu

Jaime Enrique Quintero Cano był podobno tak utalentowany jak jego potomek. Jakiś czas temu do sieci trafiło zdjęcie z drużyny młodzieżowej Atletico Nacional, którą reprezentował. Osoba w centralnej części fotografii, z krótko przystrzyżonymi włosami i piłką w rękach — to właśnie Jaime, ofensywny pomocnik z szybką nogą i niezłą techniką. Nie dowiemy się, czy zrobiłby karierę, bo poświęcił ją dla rodziny. Szybko został ojcem, a gdy na świecie pojawiały się kolejne dzieci, zaciągnął się do kolumbijskiej armii.

Poborowemu towarzyszą różne historie. Wedle jednej z nich wcale nie musiał odbyć służby wojskowej, bo jako młody ojciec mógł wymówić się świstkiem potwierdzającym, że musi zostać w domu i zaopiekować się familią. Inna mówi o tym, że Jaime Quintero w kamasze poszedł dobrowolnie — właśnie po to, żeby zapewnić najbliższym lepszy byt, bo mundur był gwarancją godnej zapłaty, o co na przełomie wieków w Kolumbii było trudno. Przynajmniej gdy mówimy o legalnej pracy.

Reklama

Rodzina Quintero na pewno nie miała łatwo. Mały Juan Fernando dorastał w slumsach położonych na zboczu wzgórza. Ścieżka kariery zawodowej w tym miejscu na ziemi wiodła albo do kolumbijskich karteli, albo grup paramilitarnych. Ewentualnie, jak w przypadku ojca, do regularnego wojska. Czwartym wyborem był futbol, ale mało kto pokładał w nim szansę na lepszą przyszłość, bo w tamtejszych dzielnicach biedy za piłką ganiał każdy, natomiast przebił się mało kto.

Mimo wszystko była to rozsądniejsza droga życiowa niż wojsko. Przede wszystkim dlatego, że armia narodowa była w zasadzie otoczona: FARC, ELN i kartele, które w tamtym okresie, zaraz po śmierci Pablo Escobara, szalały w walce o władzę, nie znały litości. Jaime Quintero trafił najgorzej, jak tylko się dało – trafił do batalionu w Uraba, który operował w okolicach dżungli Darien Gap, która dzieli Kolumbię od Panamy. Jason Motlagh, amerykański dziennikarz, nazwał ją „najbardziej niebezpieczną na świecie”.

Sęk w tym, że Quintero senior mógł nawet nie zdążyć się o tym przekonać. Jego zniknięcie owiane jest wielką tajemnicą, nie wyjaśniły go nawet kolejne śledztwa. Wiadomo w zasadzie to, że jedną z ostatnich osób, które go widziały, był jego dowódca: Eduardo Enrique Zapateiro.

Reklama

Generał, kartele i zniknięcie ojca. Co Kolumbia wie o tragedii Juana Quintero?

Powiedzieć, że Eduardo Enrique Zapateiro to postać kontrowersyjna, to jak stwierdzić, że w burzowe dni niebo nie jest zbyt słoneczne. Lata służby w armii przyniosły mu tytuł generała, gablotę pełną medali czy odznaczeń oraz drugie tyle podejrzeń, czy kontrowersji. W kartotece zarzutów znajdziemy:

  • szemrane historie związane z falsos positivos, czyli wieloletnim procederem zabójstw cywili pod pretekstem ich powiązań z grupami paramilitarnymi;
  • powiązania z postaciami z półświatka: Zapateiro składał kondolencje rodzinie mordercy pod rozkazami Pablo Escobara – Jhona Jairo Velasqueza;
  • problemy z operacją Fenix, która wywołała poważny kryzys w stosunkach Kolumbii z Ekwadorem;
  • kierowanie operacją wojskową w wyniku której zginęło ośmioro dzieci;
  • bliską relację z Solid Murcią Perez, pseudonim Camila, znaną z działalności w kartelu Clan del Golfo – Amerykanie mają tych gości na liście organizacji terrorystycznych.

Wojskowego raczej nie kojarzono z empatią i wrażliwością. Kiedy w wyniku operacji wojskowej armia zastrzeliła matkę z dzieckiem, stwierdził po prostu, że to nie pierwsza taka ofiara, więc nie rozumie, w czym problem.

Gdy więc Eduardo Zapateiro został szefem kolumbijskiej armii, nie tylko rodzina Quintero miała do niego zażalenia. Natomiast to ona była bardzo aktywna i głośna, gdy przyszło do przypominania o kontrowersyjnej przeszłości generała. Przez lata to siostra Juana była najmocniej zaangażowana w poszukiwania ojca lub chociaż prawdy o jego zniknięciu. To typowa w Kolumbii sytuacja: żony, córki i siostry zaginionych organizują grupy czy nawet fundacje poświęcone zaginionym bez śladu. Podobnie wygląda to w Meksyku.

Juan Quintero zabrał jednak głos w momencie, gdy Zapateiro stał się prominentną postacią w krajowej administracji. Jego zasięgi – wielomilionowe konta w mediach społecznościowych – sprawiły, że temat nabrał rozgłosu także poza granicami kraju. Szczególnie w Argentynie, gdzie piłkarz jest uwielbiany.

Reklama

„Mam prawo wiedzieć, co się stało”. Juan Quintero pyta o prawdę

Jako syn mam prawo wiedzieć, co stało się z moim ojcem. Chcę to wiedzieć, bo cierpiałem i widziałem, jak moja rodzina cierpi przez jego nieobecność. Każdego dnia czuję pustą przestrzeń, która po nim została. Chcę tylko wiedzieć, co się stało – tłumaczył reprezentant Kolumbii.

Wojsko zareagowało komunikatem, w którym przypomniano, że śledztwo z początku XXI wieku nie udowodniło, że Eduardo Zapateiro był zamieszany w zaginięcie Jaime Quintero. Ani przez działanie, ani przez zaniechanie. On sam odpowiedział zaproszeniem Juana na rozmowę, która faktycznie się odbyła, ale jej przebieg nigdy nie został opisany. Wiadomo tylko, że nie zaspokoiło ono wiedzy familii Quintero.

Reklama

Gdyby naprawdę się tym interesował, pomógłby nam dowiedzieć się, co się stało. Gdyby nie miał z tym nic wspólnego… Powinien nam wyjaśnić, co zrobił, albo co kazał mu zrobić – ostro komentowała siostra zaginionego ojca zawodnika.

Wokół zaginięcia Jaime Quintero krąży wiele dziwnych historii. Plotki mówią o tym, że batalion, w którym służył, miał nieoficjalne powiązania z partyzantkami. Inne twierdzą, że przyłapano go na zażywaniu narkotyków i odesłano autobusem do Medellin, do którego nigdy nie dotarł. Pojawiały się też historie o bójce z przełożonym, za którą został dyscyplinarnie ukarany.

Wiarygodnym źródłem pozostaje raport Amnesty International, który opisuje także reakcje rodziny. Najbliżsi byli w kontakcie z Jaime dzień przed jego zniknięciem, gdy przekazał im, że zadzwoni następnego dnia. Zwykle bardzo często dzwonił do domu, więc brak odzewu ich zaniepokoił. W końcu sąsiad, który służył w tej samej brygadzie, przekazał im, że nie widział Quintero. Gdy spytał o kolegę dowódcę, Zapateiro, ten odparł mu, że nigdy o kimś takim nie słyszał, że jego nazwiska nie ma na liście.

Kiedy żołnierze sami przypomnieli dowódcy, że to przecież z tym facetem pokłócił się, bo Jaime postawił się, gdy Eduardo Zapateiro ostro go potraktował, późniejszy generał przypomniał sobie, że jednak go zna. I osobiście odwiózł go na lotnisko, żeby wrócił do Medellin. Koledzy z wojska wątpią w tę wersję historii. Twierdzą, że być może Jaime Quintero został wysłany z powrotem do domu, ale autobusem. Czyli drogą, która prowadziła przez szlak kontrolowany przez grupy paramilitarne oraz kartele.

Reklama

Luis Diaz mógł stracić ojca. Cały kraj zaangażował się w odbicie go z rąk partyzantki

Juan Fernando Quintero prawdopodobnie nigdy nie dowie się, co naprawdę stało się z jego ojcem. Są i tacy, którzy twierdzą, że faktycznie został ukarany za krnąbrność — podobno widziano, że został zmaltretowany w celi więziennej i wywieziony w niewiadomym kierunku. To jednak wciąż tylko kolejna niepotwierdzona teoria.

Być może gdyby nie był wtedy dwuletnim brzdącem, tylko gwiazdą futbolu – jak Luis Diaz – to i on mógłby liczyć na wsparcie samego prezydenta, na wielomilionowe nagrody za informacje o uprowadzonym. Zniknięcie Mane wywołało reakcję, której oczekuje od rządu wielu Kolumbijczyków. Wsparcie, poszukiwania, twardą postawę służb oraz wojska. Mane dotknęło przecież to, z czym zmaga się cały kraj. Pojechał z żoną po arbuzy, natknął się na bandytów na kradzionych motocyklach i zniknął.

Jego porwanie zaplanowała partyzantka ELN. Było to o tyle kuriozalne, że szefowie paramilitarnej grupy wprost przyznali, że uprowadzili ojca Luisa Diaza, żeby „zrealizować ekonomiczne cele organizacji”, jednocześnie stwierdzając, że syn ofiary to wybitna postać, duma Kolumbii, dlatego… ojca nie skrzywdzą. Ba, partyzanci byli na tyle śmiali, że obwiniali rząd o to, że nie mogą wypuścić Mane – w końcu władze zablokowały drogi i zastawiły na nich obławę.

Reklama

W akcji brali udział komandosi, do poszukiwań wysłano helikoptery, wypuszczono psy gończe. W końcu odnaleziono i odbito matkę piłkarza. Ojca „zwrócono” po rozmowach z ELN. Luis Diaz ma traumę na całe życie. Kolumbia dowód na to, że organizacje paramilitarne i kartele wciąż są bezkarne. Liczba porwań czy zaginięć na przestrzeni lat to maleje, to rośnie. Ostatnio znów jest gorzej, ludzie znikają częściej.

Wciąż jednak nie jest tak źle, jak na przełomie wieków, gdy zniknął Jaime Quintero. Po nim i jego rówieśnikach zostaną tylko zdjęcia, wspomnienia i głuche apele o pomoc.

SZYMON JANCZYK

Reklama

fot. Newspix

3 komentarze
Szymon Janczyk

Liczby, transfery i reportaże. Dobrych historii szukam na całym świecie - od koła podbiegunowego po Rijad. Na Weszło od lat staram się przekazać, że polska piłka też jest ciekawa.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Mundial 2026

Reklama