Rabij: Jestem rozczarowany, że Neymar jedzie na mundial [WYWIAD]

Przemysław Michalak

09 czerwca 2026, 11:05 • 14 min czytania 3

Reklama
Rabij: Jestem rozczarowany, że Neymar jedzie na mundial [WYWIAD]

W kontekście wygrania zbliżających się mistrzostw świata najczęściej mówi się o Francji, Argentynie, Hiszpanii czy Anglii. Czekająca na mundialowy triumf od 2002 roku Brazylia znajduje się tu nieco w cieniu. Bartłomiej Rabij, komentator południowoamerykańskiej piłki w Polsacie Sport i współwłaściciel wydawnictwa Mandioca, również nie jest optymistą co do postawy Canarinhos.

Reklama

Rozmawiamy o sytuacji brazylijskiej kadry na kilka dni przed jej pierwszym meczem.

  • Dlaczego powołanie Neymara jest tak dużym rozczarowaniem?
  • Czy była tu marketingowa presja?
  • Gdzie są najsłabsze punkty tej drużyny?
  • Dlaczego liga brazylijska jest wyjątkowo „demokratyczna”?
  • Jakie są podobieństwa w sytuacji Brazylijczyków do tej z 2006 roku?
  • Jaki mit pokutuje co do triumów Brazylii na MŚ?
  • Za co Rabij, w kontrze do Carlo Ancelottiego, docenia Leo Beenhakkera i Paulo Sousę?

Zapraszamy na rozmowę.

*

Jak pan ocenia powołania Carlo Ancelottiego? 

Reklama

Widzę tu trzy kontrowersje. Pierwsza jest taka, że na mundial jedzie Neymar, który nie gra. I to jedzie z kontuzją. Do tych kontuzji Neymara jesteśmy przyzwyczajeni, bo odkąd wyjechał z Brazylii w 2013 roku, nie grał przez ponad 1570 dni. Przeliczając, wychodzi 4,5 roku kariery stracone przez problemy zdrowotne. To potężna liczba. A od ostatnich mistrzostw świata grywał wręcz epizodycznie, ciągle coś go wytrącało z rytmu.

Mówimy o 34-latku. Jeśli ktoś w tym wieku dostaje powołania do reprezentacji, przeważnie świadczy to o jego dużej regularności i renesansie formy. Tak było z Zidanem w 2006 i wieloma innymi słynnymi zawodnikami, którzy imponowali determinacją, tężyzną fizyczną i tak dalej. W przypadku Neymara imponowanie tężyzną fizyczną jest ostatnią rzeczą, którą byśmy o nim powiedzieli. Facet gra w przeciętnym klubie. Ci, którzy nie znają się na piłce brazylijskiej – a to zdecydowana większość – nie wiedzą, że Santos zajmuje szesnaste miejsce w tabeli ligi brazylijskiej i nie jest dziś żadną potęgą. Nic teraz nie grają. Ok, są w Copa Sudamericana, ale pamiętajmy, że brazylijska ekstraklasa jest absolutnym hegemonem w Ameryce Południowej, gdzie mamy raptem dziesięć krajów w rozgrywkach pucharowych, przez co trudno o świeży dopływ wymagających rywali. Brazylia w pucharach jest reprezentowana przez 60 procent klubów, trudno się gdzieś nie załapać. To nie UEFA, mająca u siebie nawet Azerbejdżan czy Izrael, które nie leżą w Europie.

I Neymar w takim Santosie od momentu powrotu do ojczyzny występuje mniej więcej w połowie wszystkich meczów. Nie ma tu mowy o żadnej regularności. W reprezentacji Brazylii nie grał od blisko trzech lat. Trudno nie więc nie zadać sobie pytania: dlaczego?

No właśnie, dlaczego?

Reklama

Telewizja ESPN i media skupione wokół ESPN Fox od początku bardzo krytycznie podchodziły do powołania Neymara. Z kolei media powiązane z Globo, czyli największą organizacją medialną w kraju, patrzą na to entuzjastycznie. Wiadomo, Globo transmituje mundial i nadaje najwięcej reklam związanych ze sportem. A główną ich twarzą często jest Neymar. Brazylia to 200-milionowy kraj, więc łatwo się domyślić, o jak dużych kwotach mówimy.

Neymar

Czyli była tu marketingowa presja?

Nie ma cienia wątpliwości, że istnieje marketingowa presja, by Neymar był obecny w reprezentacji. On jest w tej chwili chodzącym słupem reklamowym, a tzw. otoczenie Neymara to istne Bizancjum. Do tego wszystkiego doprowadził jego ojciec. Straszny biznesmen, który najchętniej wyeksploatowałby swojego syna do cna. Nie twierdzę, że mówimy o sytuacji jak u ojca Amy Winehouse, ale chwilami trochę mi to tak wygląda. Neymar jest boiskowym geniuszem, artystą futbolu, tyle że ten borok aktualnie ledwo co gra.

Reklama

Wielkie postaci w reprezentacji Brazylii, jeśli tylko była jakaś wątpliwość co do ich zdrowia i formy, dotychczas na mundiale nie jeździły. Tak było z Romario w 1998 czy Ronaldinho i Adriano w 2010. Adriano może do geniuszy futbolu się nie zaliczał, ale w najlepszym okresie był naprawdę świetnym napastnikiem. Miał jednak problemy natury psychologicznej i zmagał się alkoholizmem, dlatego Dunga go pominął. Selekcjonerzy potrafili odpalać duże postaci, a w przypadku Neymara jakoś ta ręka za każdym razem zadrży.

Skreślenie go byłoby tym bardziej zasadne, że z nim w składzie Brazylia jeszcze niczego wielkiego na mistrzostwach świata nie osiągnęła. Największy wpływ miał na początku, na MŚ 2014 u siebie. Wszystko szło super, ale w ćwierćfinale Zuniga brutalnie go sfaulował i złamał mu jeden z kręgów. Bez niego było kompromitujące 1:7 z Niemcami w półfinale i 0:3 z Holandią w meczu o trzecie miejsce. Zespół był psychicznie zdewastowany, co pokazywało, jak ważną rolę odgrywał Neymar. Nie udało się tego wpływu zmienić cztery lata później. Przyjechał na turniej  niemal wprost po zakończeniu rehabilitacji. Rywale ostro go atakowali, a on turlał się po boisku, stając się piłkarzem-memem. Skończyło się na ćwierćfinale. W 2022 roku też był po kontuzjach, miał problemy w fazie grupowej. Znów tylko 1/4 finału.

Jak spojrzymy od 2014 roku, Brazylia zaliczała niemal same nieudane turnieje. Wyjątkiem wygrana w Copa America 2018, na którym Neymar nie wystąpił. I to jest ciekawe. Nie ma cienia wątpliwości, że mówimy o piłkarzu wybitnym, tylko nie wiadomo już, jaki ma wpływ na grupę. Dużym rozczarowaniem części komentatorów w kraju pozostaje to, że Carlo Ancelotti zrobił coś, czego prawdopodobnie nie zrobiłby żaden brazylijski selekcjoner, czyli wziął Neymara mimo wszystko. Oni na razie są mocno rozczarowani Ancelottim. Mając do wyboru tylu zdolnych zawodników, wybrał weterana ciągle walczącego ze zdrowiem. Pięć lat młodszy Gabriel Jesus w tym sezonie został z Arsenalem mistrzem Anglii i doszedł do finału Ligi Mistrzów. Nikt jednak nawet nie rozważał jego powołania, bo wiosną grał za mało po wyleczeniu kolana. Zupełnie inne podejście.

Mamy zatem pierwsze rozczarowanie. A dwa następne?

Reklama

To się łączy z Neymarem. Ancelotti biorąc kogoś takiego, powołał także Lucasa Paquetę. Na „dziesiątce” do wyboru są więc tylko ci dwaj. Obaj nie biegają, nie bronią. Paqueta ma oczywiście wielkie umiejętności techniczne, potrafi posłać kapitalne podanie, ale generalnie to boiskowy leń. A gdy mamy mecz z rywalem ostro pressującym i nieustannie przeszkadzającym, zawodnik o jego charakterystyce ginie. Naturalne wydawało się podejście, że jeden z tej dwójki zostaje w domu. Brakuje tu jakiegoś klasowego robotnika.

Kolejne rozczarowanie wiąże się z brakiem jakości na bokach obrony. To następny kamyczek do ogródka Ancelottiego. Pierwszymi wyborami są 35-latkowie Danilo i Alex Sandro. Od wieków ci sami. Na bokach defensywy się zapieprza, a tu znów będą latały dziadki z Flamengo. Jedyny plus to fakt, że znają się jak łyse konie, bo wcześniej razem grali też w Santosie, Porto i Juventusie. Alex Sandro we Flamengo gra mniej więcej pół na pół z Ayrtonem Lucasem.

Po części Ancelottiemu pole manewru zawęziły kontuzje duetu z Monaco: Caio Henrique i Vandersona. Gdyby byli w pełni sił, pewnie pojechaliby na MŚ. Jeszcze kilka lat temu wydawało się, że pewniakami na bokach obrony Brazylii będą Emerson Royal i Renan Lodi, ale pogubili się w swoich karierach i teraz w ogóle nie brano ich pod uwagę. Ancelotti zagrał bezpiecznie z weteranami, ale kibic musi być rozczarowany. Przez lata kojarzyliśmy Brazylię z Cafu, Roberto Carlosem, Marcelo, Danim Alvesem, Mayconem, Filipe Luisem i tak dalej, a obecnie są na tych pozycjach zawodnicy, którzy nawet nie ocierają się o tamten poziom.

Carlo Ancelotti jako selekcjoner reprezentacji Brazylii

Reklama

Carlo Ancelotti jako selekcjoner reprezentacji Brazylii nie szukał oryginalnych rozwiązań. 

A co dobrego możemy powiedzieć o tej Brazylii?

Ma wspaniałych stoperów i mimo wszystko niesamowity potencjał w ataku. Brazylia generacyjnie przeżywa wysyp talentów w ofensywie. Jeśli jednak ktoś pyta mnie, czy stawiam na tym mundialu na Brazylię, niezmiennie odpowiadam, że nie.

Dlaczego?

Reklama

Największą zagadką pozostaje to, jak ta Brazylia w ogóle będzie grała. Między jednym a drugim mundialem prowadziło ją czterech selekcjonerów. Każdy w trochę innym stylu i innymi założeniami. Fernando Diniz miał zupełnie inny plan niż Dorival Junior, to samo z Carlo Ancelottim. Ciągle zmiany, ciągle coś nowego. W innych wielkich reprezentacjach jedną z podstaw jest ciągłość pracy selekcjonera.

Widzimy, że Ancelotti najwyraźniej nie chce kombinować i stawia na doświadczenie. Stąd mocna pozycja Danilo, Alexa Sandro, Casemiro. On tych zawodników znał już wcześniej. Czasu na eksperymenty było mało, więc pewnie oprze wszystko na Viniciusie i Raphinhi. Trudno byłoby wymyślić coś lepszego. To fachowiec z najwyższej półki, pięć razy wygrał Ligę Mistrzów. Brazylia chciała topowego trenera i go ma, ale wzięła go na rok przed mistrzostwami świata. Ciężko w tak krótkim okresie stworzyć coś nowego i odkrywczego. Pozostaje bazowanie na klasie i obyciu poszczególnych piłkarzy.

Znając Ancelottiego, nie będzie tu wymyślnej taktyki i szalonego pressingu, raczej budowanie więzi z zawodnikami i dawanie swobody z przodu. 

Nie liczyłbym na wielką pracowitość Brazylii jako zespołu. Słusznie zauważył jeden z komentatorów ESPN, że aż piętnastu powołanych zawodników brało udział w poprzednim nieudanym mundialu. Piętnaście nazwisk może się powtórzyć w Argentynie, która triumfowała w 2022 roku. Jest pewien zastój. Dla mnie to kuriozum, zwłaszcza przy selekcjonerze przychodzącym z zupełnie innego świata.

Reklama

Kup Magazyn Zero na mundial! Poznaj historie gospodarzy, egzotycznych drużyn i głównych bohaterów turnieju. ZAMÓW TUTAJ

Wśród pominiętych brakuje mi mocno Joao Pedro, który w tym sezonie strzelił 20 goli dla Chelsea.

Wybór był duży, na kogoś musiało paść. Ktoś upomni się o Antony’ego, za którym świetny rok w Betisie. Szkoda, że kontuzja zastopowała Davida Neresa z Napoli. Akurat jeśli chodzi o skrzydła i napastników, Brazylia ma klęskę urodzaju. Można wybierać we wszystkich kolorach. Znak czasów, bo przecież na MŚ 2014 dla Neymara z przodu nie było żadnej alternatywy. W ataku pozostawali jedynie naprawdę słabi Fred i Jo.

Pamiętam, że wtedy mówił mi pan, że Brazylia paradoksalnie zaczęła produkować znakomitych obrońców, a zaczyna mieć problemy z napastnikami. Nastąpił powrót do równowagi.

Reklama

Po prostu nowe pokolenie. Dziś dla odmiany jest bardzo przeciętnie w środku pola. Żałuję, że już jakiś czas temu z kadry wypadł Andre – defensywny pomocnik, gra w Wolverhampton. Trochę mi go żal, ale nie mówimy o kimś z City czy Arsenalu. Nie wiem, czy optymalnie wybrał idąc do średniaka Premier League. Może Włosi z jego stylem bardziej by go docenili, jednak to już tylko gdybanie.

Luiz Henrique

Luiz Henrique dostał powołanie na mundial kosztem kilku zawodników grających w lepszych klubach. 

Skoro Brazylia ma olbrzymi wybór z przodu, obecność w kadrze takiego Luiza Henrique z Zenitu St. Petersburg chyba jednak może zaskakiwać.

Reklama

To ogólnie jest dla mnie kosmos, że mamy tu po dwóch chłopaków z Rosji i Arabii Saudyjskiej. Jakby Brazylijczykom brakowało piłkarzy w poważniejszych ligach. Douglas Santos z Zenitu jest alternatywą na lewej obronie, ale on również już do młodych się nie zalicza, ma 32 lata. Emeryt z Flamengo i wiekowy gość z ligi rosyjskiej… To jeden z najbardziej jaskrawych przykładów, jak hiper przewidywalnie przy powołaniach działał Ancelotti. Po co w takim razie trener z wielkiego świata, skoro bierze głównie oczywiste nazwiska.

Gdy u nas pracowali Leo Beenhakker i Paulo Sousa, potrafili wykreować nowych kadrowiczów, wprowadzić coś świeżego, pozostawili po sobie ślad. Jasne, Sousa zostanie zapamiętany głównie z porzucenia naszej reprezentacji i słów Mateusza Borka, ale w pewnym momencie to się naprawdę oglądało, mimo wielu nowych nazwisk. Ancelotti za to poszedł głównie w zgrane karty. Nawet jeśli są jakieś postaci z ligi brazylijskiej, to takie, które wcześniej doskonale poznaliśmy w Europie, jak właśnie Alex Sandro, Paqueta, drugi Danilo czy 38-letni Weverton jako trzeci bramkarz. Robert Ibanez z Al-Ahli i prawie 33-letni Fabinho z Al-Nassr… Kurczę, nie ma innych defensywnych pomocników w Brazylii? Do tego jeszcze Casemiro, który rozczarował w Katarze.

Czyli trudno nawet wskazać potencjalne odkrycie w tej drużynie.

Niestety tak. Nawet jeśli są młodzi, to i tak już oglądamy ich w Europie. Dopiero teraz odkryjemy Rayana czy Endricka? No nie, już są znani. Trudno też traktować jako kogoś do odkrycia Wesleya z Romy. Gdyby Ancelotti chciał kogoś naprawdę nieoczywistego do zaprezentowania szerszej publiczności, powołałby na przykład Allana z Palmeiras. Szkoda, bo pomijając Katar, Brazylijczycy zawsze starali się na takiej imprezie „sprzedać” kogoś z krajowej ligi. Może kimś takim mógłby być ewentualnie Estevao, który rok temu przyszedł do Chelsea z Palmeiras i jeszcze nie do końca się pokazał. No ale on także ma kontuzję. Gdyby był zdrowy, możliwe, że nie byłoby tematu Neymara.

Reklama

Neymar

Co do Neymara, może jedzie na MŚ jako „atmosferić”? Sądzi pan, że jego powołanie zostało dobrze odebrane w szatni?

Bardzo możliwe. Myślę, że jest lubiany i ceniony przez kolegów z drużyny, a dla tych urodzonych już w XXI wieku może być idolem z młodzieńczych lat. To na nim się wychowywali. Ronaldinho już nie pamiętają, zwłaszcza z jego najlepszego okresu.

Niektórym pompowanie Neymara kojarzy się z wydarzeniami z 2006 roku. Wtedy Brazylia wzięła na mundial niemal wszystkie gwiazdy sprzed czterech lat, kiedy udało się jej zdobyć ostatnie jak dotąd mistrzostwo świata. Ronaldo, Ronaldinho, Roberto Carlos, Lucio i tak dalej. Plejada znakomitości, Brazylijczycy jako nacja zjadali wtedy wszystkich. Każdy czołowy klub Europy musiał mieć jakiegoś Brazylijczyka w składzie. Do tego w sztabie był weteran Mario Zagallo, który został mistrzem świata jako piłkarz i trener. Totalne FC Hollywood. Na boisku jednak tym razem nie udało się tego zgrać i wszystko rozjechało się w ćwierćfinale. Od tego czasu Brazylia ciągle ma te ćwierćfinały, z wyjątkiem 2014 roku i półfinałowego 1:7 z Niemcami. Tutaj istnieje ryzyko, że dojdzie do przegrzania wizerunkowego z będącym na specjalnych prawach Neymarem. Jest nieregularnie grającym piłkarzem słabego Santosu, a ani Vinicius, ani Raphinha nie mają takiego statusu jak on. Spece od reklamy czy social mediów będą skupiać się na nim i może dojść do przesady, co nie pomoże zespołowi.

Reklama

W piłce nadal kluczową rzeczą jest dobre przygotowanie. Jak się zna historię piłki brazylijskiej, wie się, że ona wygrywała mundiale nie wtedy, gdy była najbardziej „plażową” drużyną, tylko gdy była najlepiej przygotowana. Mało kto kojarzy, że na przykład w 1958, kiedy wygrywała swoje premierowe MŚ, to ona jako pierwsza postawiła na trenerów przygotowania fizycznego i to wywodzących się ze sportów walki. Nie grała pięknie, ale miała w drużynie wyjątkowo twardych skurwysynów, którzy potrafili się przeciwstawić każdemu. Ćwiczyli nawet techniki padów i faulowanie. Wiem, że w Polsce narracja jest zupełnie inna i ludziom się wydaje, że oni wszyscy przyjeżdżali prosto z plaż po podbijaniu kokosa. Wytrenowanie, reżim, praca – to zawsze dawało sukces. W 1970 roku w Meksyku Brazylia pojechała jako pierwsza wyrzeźbić formę w meksykańskich górach. Miała inny plan przygotowań niż reprezentacje europejskie, była w tym mądrzejsza i zrobiła wcześniej wywiad środowiskowy. Ale plaża i kokos fajnie się sprzedają. To jak po wojnie: zwycięzcy zawsze na pewno byli miłymi, sympatycznymi chłopakami i strzelali kwiatami.

reprezentacja Brazylii

W jakim punkcie znajduje się liga brazylijska – to okres prosperity czy stagnacja? Nawet przykład Santosu pokazuje, że chyba sporo się pozmieniało.

Liga brazylijska jest wyjątkowo demokratyczna. Na wiele lig patrzymy przez pryzmat tych największych. Hiszpania to Barcelona, Real, ewentualnie Atletico i cała reszta. W Portugalii jest wielka trójka i reszta świata. W Turcji są giganci ze Stambułu i tyle, na chwilę wyskoczy jakiś Basaksehir, ale potem wraca do miejsca w szeregu. Większą rotację na szczycie mamy w Premier League. Brazylia jest tu wyjątkowa. Tylko raz komukolwiek udało się trzy razy z rzędu zdobyć mistrzostwo – Santosowi w latach 2006-2008. To najlepiej pokazuje, jaka tam jest rywalizacja.

Reklama

Są dwa mocne kluby z Belo Horizonte. Trzy mocne kluby z Sao Paulo i Rio de Janeiro. Jeden z Santosu, jeden z Kurytyby, dwa z Porto Alegre i tak dalej. To już 12 klubów. Praktycznie co roku kto inny sięga po tytuł. W ostatnich latach na tle pozostałych wybijają się Flamengo i Palmeiras. Te kluby bardzo dobrze ogarnęły zarządzanie finansami. Wiele innych ekip tonie w długach. Przykładem Corinthians, którzy de facto powinni zniknąć z mapy, bo ich długi przekroczyły wartość drużyny i stadionu razem wziętych. Są bankrutami, ale to ukochany klub prezydenta Luli, więc pomoc jest tam transferowana na wszelkie sposoby. Duże kłopoty ma Vasco da Gama, które zostało częścią wielkiego funduszu, posiadającego wiele klubów piłkarskich. Szatański pomysł. Ten fundusz doprowadził do ruiny nie tylko Vasco. Nie wiem, czy nie chodzi o jakieś przekręty. W niedawnym mistrzu Botafogo jest gruba afera z amerykańskim kapitałem, który posiada również Olympique Lyon i belgijski Molenbeek. Jedni w tym funduszu są winni pieniądze drugim, a facet podający się za głównego machera tak naprawdę nie miał żadnych pełnomocnictw do zawierania umów. Totalny cyrk.

Całościowo jednak liga brazylijska nadal jest bardzo mocna. W Ameryce Południowej nie ma godnej konkurencji. Trochę gonią ją Argentyńczycy, reszta w ogóle się nie liczy. Wyróżniający się piłkarze są w stanie zarobić 4-5 mln dolarów rocznie. Dostajesz tyle w fantastycznym Rio de Janeiro, to ile musiałby ci zapłacić taki Manchester United, żebyś przeniósł się do deszczowej Anglii. Na moje to co najmniej dwa razy więcej, inaczej nie ma sensu się ruszać.

A jak można scharakteryzować specyfikę Campeonato Brasileiro Serie A?

Kojarzy nam się pewnie, że ekstraklasa brazylijska jest wyjątkowo techniczna. Nie, jest bardzo fizyczna. Jeśli miałbym porównywać, najbliżej jej do ligi francuskiej, gdzie też jest dużo biegania, pojedynków i starć fizycznych. Poziom meczów bywa mocno zróżnicowany, co wynika z przeładowania kalendarza. Gdyby udało się wyeliminować mistrzostwa stanowe, moim zdaniem mocno by to pomogło i zaczęlibyśmy mówić o szóstej czy siódmej lidze świata.

Reklama

Wspominał pan, że nie jest optymistą co do postawy Brazylii na tym mundialu. Czy tak samo do tematu podchodzi brazylijska opinia publiczna?

Trudno powiedzieć, co jest wiodącym nurtem, ale raczej nie słyszę buńczucznych haseł. I to od dawna, nie tylko teraz. Byłem w Brazylii na MŚ 2014, jeździłem za jej reprezentacją i nawet wtedy tego nie było. Panował oczywiście duży entuzjazm, ale Brazylijczycy powtarzali, że nie mają drużyny na mistrzostwo świata. W 2018 roku podobnie. W Katarze chyba też mieli świadomość, że ich czas minął. Brazylii nie brakuje kozaków w składzie, tyle że jeszcze trzeba wykorzystać ich potencjał w ujęciu drużynowym. Są fachowcy, świetni trenerzy, ale wokół piłki kręci się też mnóstwo kombinatorów i łajdaków, którzy marnują talent wielu chłopaków.

Skoro Brazylia nie zostanie mistrzem, to czego się pan spodziewa?

Ponownie ćwierćfinału. Jeśli Brazylijczycy to przebiją, będę zaskoczony.

Reklama

rozmawiał PRZEMYSŁAW MICHALAK

Fot. Newspix/screen YT „Lubię Komiksy”

3 komentarze
Przemysław Michalak

Jeżeli uznać, że prowadzenie stronki o Realu Valladolid też się liczy, o piłce w świecie internetu pisze już od dwudziestu lat. Kiedyś bardziej interesował się ligami zagranicznymi, dziś futbol bez polskich akcentów ekscytuje go rzadko. Miał szczęście współpracować z Romanem Hurkowskim pod koniec jego życia, to był dla niego dziennikarski uniwersytet. W 2010 roku - po przygodach na kilku stronach - założył portal 2x45. Stamtąd pod koniec 2017 roku do Weszło wyciągnął go Krzysztof Stanowski. I oto jest. Najczęściej możecie czytać jego teksty dotyczące Ekstraklasy – od pomeczówek po duże wywiady czy reportaże - a od 2021 roku raz na kilka tygodni oglądać w Lidze Minus i Weszłopolskich. Kibicowsko nigdy nie był mocno zaangażowany, ale ostatnio chodzenie z synem na stadion sprawiło, że trochę odżyła jego sympatia do GKS-u Tychy. Dodając kontekst zawodowy, tym chętniej przyjąłby długo wyczekiwany awans tego klubu do Ekstraklasy.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Mistrzostwa Świata 2026

Reklama