Jak bardzo może się różnić medyczna diagnoza? No może być tak, że przewidujemy absencję piłkarza/piłkarki na miesiąc, ale się trochę wydłuży i zabraknie go/jej – powiedzmy – dwa miesiące. Zdarza się. Ale tutaj mamy do czynienia z taką rozbieżnością, gdzie dwóch kumpli przyjechało na wspólne spotkanie. Jeden na Pomorze, drugi na Podkarpacie. Jeden komunikat PZPN jest tym gościem z Pomorza, a drugi właśnie z Podkarpacia.
Polki idą jak burza
Chodzi w tym wszystkim o kontuzję Weroniki Araśniewicz. To bardzo utalentowana 18-latka, która na co dzień gra w Wolfsburgu. Piłkarka zdążyła już nawet kilka razy zagrać pod wodzą Niny Patalon w seniorskiej reprezentacji, ale jako że turniej U-20 odbywa się w Polsce, to jest doskonała okazja, żeby pograć trochę na chwałę młodzieżówki. Tylko, że to wszystko dla Araśniewicz skończyło się bardzo źle.
Zagrała połówkę z Argentyną, cały mecz z Meksykiem, a później weszła na boisko w 65. minucie starcia z Beninem, lecz musiała zejść już dziewięć minut później. To był dla Polek w zasadzie mecz sparingowy, bo miały już zapewniony awans z pierwszego miejsca, a Afrykanki były najgorszym zespołem w grupie. Polska wygrała ten mecz 4:1 po hat-tricku i asyście Zuzanny Grzywińskiej i zdobyła komplet oczek.
Pierwsza diagnoza zdecydowanie różniła się od drugiej
Wróćmy do kontuzji Weroniki Araśniewicz, bo dwa różne komunikaty mówią o dwóch zupełnie innych stanach jej zdrowia. PZPN na swojej stronie napisał tak 13 września:
„Weronika Araśniewicz, która w trakcie meczu Polska – Benin (4:1) w Bielsku-Białej opuściła boisko z powodu urazu, natychmiast otrzymała fachową pomoc medyczną i została poddana szczegółowej diagnostyce. Przeprowadzone badania wykluczyły poważny uraz, a ich wyniki są uspokajające. Zawodniczka rozpoczęła już rehabilitację i pod opieką sztabu medycznego drużyny narodowej pracuje nad powrotem do pełnych treningów”.
Ufff, no więc wykluczono poważny uraz. To o tyle uspokajające, że Polskę zaraz czekają mecze fazy play-off. Miała odpocząć w 1/8 finału przeciwko reprezentacji Kolumbii, żeby być gotowa na ćwierćfinał.
Ale nie będzie gotowa ani na ćwierćfinał, ani w ogóle w 2026 roku, bo diagnoza postawiona trzy dni później zdecydowanie odbiega od tej, którą początkowo podawał PZPN. Jako pierwszy informację tę przekazał Wolfsburg, co mogło sugerować niekompetencję polskich lekarzy.
Jak tłumaczy nam rzecznik reprezentacji Polski U20, całe zamieszanie wynika z tego, że Wolfsburg uprzedził Polskę i opublikował komunikat po diagnozie polskich lekarzy. Zdecydowanie więc ten komunikat mógł piętnować kompetencje PZPN, skoro klub jedno, a kadra drugie. Tyle, że… to nieprawda.
16 września, po zakończeniu oficjalnego treningu reprezentacji, około godz. 13:30 PZPN opublikował aktualny komunikat dotyczący urazu zawodniczki, zgodny z wynikami kolejnych badań i aktualnym stanem wiedzy medycznej. Wtedy okazało się, że jest to uraz wymagający leczenia operacyjnego. Informacja ta została następnie uwzględniona w nowym komunikacie PZPN, no ale zanim został on opublikowany, to Wolfsburg uprzedził Polskę na swoich kanałach, gdyż o urazie dowiedział się stosunkowo szybko. Ot, cała historia „dramy”.
Fot. Newspix