Hit nie dowiózł. Osłabiony Bayern poradził sobie w Madrycie

Kacper Korpak

03 listopada 2026, 23:27 • 6 min czytania 0

Reklama
Hit nie dowiózł. Osłabiony Bayern poradził sobie w Madrycie

Mecz Atletico z Bayernem to zdecydowanie jedno z ciekawszych starć w tej kolejce Ligi Mistrzów. Jak się jednak okazało, jedynie na papierze. W Madrycie obejrzeliśmy przeciętny mecz, który z hitem nie miał zbyt wiele wspólnego. Mimo że hit nie dowiózł, to ostatecznie Bayern ze stolicy Hiszpanii wywiózł komplet punktów.

Reklama

Szpital w Monachium, rekordy w Madrycie

Przed meczem w drużynach panowały zdecydowanie odmienne nastroje. W Bayernie powodów do optymizmu było niewiele. Co prawda Die Roten wciąż zasiadali na fotelu lidera Bundesligi, ale umówmy się, nie jest to jakakolwiek sensacja. W zasadzie zajmowanie pierwszej pozycji w Bundeslidze, jest w Monachium obowiązkiem. Utrzymanie tego miejsca będzie jednak dość ciężkie. W Bawarii panuje bowiem istny szpital. Na starcie w prestiżowym Der Klassikerze Vincent Kompany nie mógł skorzystać z Manuela Neuera (problemy ze stopą), Luisa Diaza i Jamala Musiali (obaj kontuzje mięśniowe). Tak naprawdę, poprzednie zdanie nie jest do końca poprawne, bo oprócz liderów zespołu w Bayernie brakowało także samego Kompany’ego. Belg po zasłabnięciu na jednym z treningów musi na pewien czas odpocząć od piłki.

Jakby tego było mało, to po starciu z Borussią Dortmund do listy kontuzjowanych dołączyli Serge Gnabry i Ismael Saibari. Pierwszy z panów wróci do gry w styczniu, Marokańczyka czekają natomiast trzy lub cztery miesiące przerwy. Jedynym pozytywem okazała się sytuacja z Michaelem Olise. Francuz też opuścił przedwcześnie boisko podczas meczu z BVB. Na szczęście ten uraz nie przeszkodził skrzydłowemu, który znalazł się w składzie na starcie z Atletico.

Reklama

No właśnie, a jak w Madrycie? W stolicy Hiszpanii fani Rojiblancos nie mieli ostatnio powodów do zmartwień. Podopieczni Diego Simeone notują wspaniałą serię siedmiu ligowych zwycięstw z rzędu. Oprócz ciągłego punktowania za trzy, Atleti nie traci w zasadzie bramek. W tych siedmiu wiktoriach, aż pięciokrotnie Jan Oblak schodził z boiska niepokonany. Jakby pozytywów było mało, to sam Cholo zyskał tytuł trenera z największą liczbą wygranych starć w La Liga. Argentyńczyk ma na swoim koncie 344 zwycięstwa i rekord dzierży wraz z legendą – Luisem Aragonesem.

Niezła intensywność, ale co z tego?

Pierwsza połowa to była uczta dla prawdziwych koneserów. Intensywność panująca w spotkaniu była na naprawdę wysokim poziomie. Ale co z tego? Nie ujrzeliśmy w niej tego, co najbardziej lubimy – goli. Żeby być bardziej precyzyjnym, to nie obejrzeliśmy nawet celnych strzałów. Z kronikarskiego obowiązku można wspomnieć jedynie o trzech sytuacjach. Na samym starcia swoich sił próbował z dystansu Julian Alvarez. Argentyńczyk jednak nie trafił (niczym do Barcelony w letnim okienku transferowym). Następnie swoich sił z daleka próbował Pablo Barrios. Pomocnik Rojiblancos wycelował jednak w kibiców siedzących za bramką Manuela Neuera.

Reklama

Bayern kreował akcje, przeważał, ale jak to się teraz mówi – posiadanie piłki jest przereklamowane. Jedyne zagrożenie dla Jana Oblaka to strzał Kane’a. Zdobywca Złotej Piłki nie ma jednak w ostatnim czasie dobrze ustawionego celownika. Już w meczu z Borussią wolał obijać obramowanie bramki.

Bayern się poprawił i w końcu zagrał na zero z tyłu

Druga połowa to już jednak lekki renesans w obozie niemieckim. Bayern już w pierwszej minucie drugiej odsłony pokazał, że zamierza wywieźć z Madrytu komplet punktów. Strzał Kimmicha w 46 minucie był wydarzaniem przełomowym, było to bowiem pierwsze celne trafienie w tym hicie. Brawo Joshua! Jakbyśmy mieli opisać Atletico w drugiej połowie to zdecydowanie miało ono twarz Davida Hancki. Słowak wyszedł w 52 minucie z kontrą. Był jednak tak zapatrzony, że zapomniał iż samo prowadzenie piłki nie przyniesie raczej pozytywnych skutków. Jak wiemy Hancko nie dysponuje tak świetnym dryblingiem jak chociażby Leo Messi. Oczywiście jego akcja zakończyła się na pierwszej przeszkodzie w postaci stojącego rywala.

Jednak Hancko był tym lepszym stoperem Atletico w tym starciu. Dwie minuty po jego popisowej akcji, do gry wkroczył Robin Le Normand. Hiszpan stwierdził, że zacznie prowadzić piłkę, jak jego kolega z bloku defensywy. Jednak on pogubił strony świata i zaczął dryblować w kierunku swojej bramki. Widząc to Lennart Karl postanowił zabrać mu futbolówkę i strzelić gola. Nie było to zadanie trudne, ciężej zabiera się czasem zabawkę dziecku.

Po akcji Karla do akcji wkroczyło Atletico. Alvarez popisał się znakomitym podaniem, ale Llorente zamiast solidnie uderzyć, po prostu podał piłkę do Neuera. W obozie Rojiblancos można było jednak powiedzieć o swego rodzaju przełamaniu. To „podanie” Llorente zaliczone zostało bowiem jako pierwszy celny strzał.

Reklama

Jeden strzał ostrzegawczy, a potem wymierzenie kary

W 73. minucie Atletico dostało sygnał ostrzegawczy. Upamecano jakimś cudem znalazł się przed polem karnym ekipy z Madrytu i stwierdził, że sobie uderzy. Nikt mu tego nie zabrania, bo w tym sezonie chłopak ma już trzy bramki. Tym razem gola nie było, bo Oblaka uratowała poprzeczka. Minutę później Słoweńca nie uratowało już jednak nic. W polu karnym piłkę otrzymał Konrad Laimer. Austriak sprawdził na zegarku, czy zmienił czas na zimowy, poprawił sobie piłkę jakieś dziesięć razy i strzelił pod poprzeczkę. Bayern prowadził więc 2:0.

Mógł dołożyć także trzecie trafienie, ale gol Upamecano nie został uznany. Francuz tak bardzo chciał trafić do siatki, że zamiast na samej piłce skupił się także na Marcu Pubillu. Obalony na ziemię Hiszpan to dość solidna podstawa do braku uznania bramki.

Reklama

Atletico do końca „coś” próbowało, ale efekty żadne. Jedynie zakończą ten pojedynek z trzema celnymi strzałami. Podopieczni Cholo Simeone zawiedli. Wydawało się, że rozpędzeni Rojiblancos będą w stanie pokonać Bayern, który połowę gwiazd zostawił w monachijskim szpitalu. Boisko pokazało jednak coś innego. W Madrycie nie mogą się załamać, bo już w niedzielę czeka ich ważne ligowe starcie z Barceloną. Jeśli uda im się pokonać Dumę Katalonii, zasiądą na pozycji lidera La Liga. Dla Bayernu był to pierwszy od 7 spotkań mecz na zero z tyłu. Ekipę z Monachium w najbliższej kolejce Bundesligi czeka starcie z Hamburger SV.

Reklama

Atletico Madryt – Bayern Monachium 0:2 (0:0)

  • 0:1 – Lennart Karl 54′
  • 0:2 – Konrad Laimer 74′

Fot. Newspix

0 komentarzy
Kacper Korpak

Pasjonat polskiej ligi. Wierzy jedynie w Boga i w prawa Ekstraklasy. Nie pogardzi dobrym jedzeniem i polskim żużlem. W przeszłości zamiast grać z kolegami w Minecrafta, oglądał jak Emilijus Zubas w pojedynkę próbował utrzymać GKS Bełchatów w Ekstraklasie. Twierdzi, że dzieci chętniej czytałyby książki, gdyby lekturą w szkole był Hrabia Monte Christo. W życiu chce jedynie pracować przy Ekstraklasie, spełniać marzenia i założyć szczęśliwą rodzinę.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Liga Mistrzów

Reklama
Liga Mistrzów

Bomba Zielińskiego dobiła Feyenoord! Inter podniósł się po przegranych derbach

Braian Wilma
0
Bomba Zielińskiego dobiła Feyenoord! Inter podniósł się po przegranych derbach