Jedno jest pewne – polski siatkarz będzie w niedzielę wieczorem cieszył się z wygrania Ligi Mistrzów. W turnieju finałowym w Turynie grają cztery zespoły, w tym dwa z naszego kraju. PGE Projekt Warszawa skazywany jest na pożarcie, bo trafił w półfinale na najlepszy obecnie zespół świata, z Kamilem Semeniukiem w składzie. Aluron CMC Warta Zawiercie, świeżo upieczony mistrz Polski, jest w lepszej sytuacji – zmierzy się z zespołem, który przypomina trochę Real Madryt, w którego składzie byli jednocześnie Zinedine Zidane i Francisco Pavon. Ekipa Michała Winiarskiego będzie jednak musiała zatrzymać Tomasza Fornala. Jeżeli się uda, może dojść do powtórki finału sprzed roku. Czekają nas wielkie emocje.
Pierwszy z półfinałów, czyli mecz PGE Projektu z Perugią (start w sobotę o 17.00), określany jest jako starcie Dawida z Goliatem. Przesada? Niekoniecznie.
Zobaczmy, jak to wygląda na papierze: z jednej strony drużyna, która ma za sobą niezły sezon, zakończony brązowym medalem PlusLigi. Ale Projekt to jedyna ekipa z tej czwórki, która nie wygrała ligi. Prowadzi ją 30-letni ambitny Kamil Nalepka, który jest też statystykiem w reprezentacji Polski Nikoli Grbicia. Dla Projektu to pierwsze doświadczenie z tak wielką imprezą. W dodatku – w Turynie nie może wystąpić kontuzjowany Bartosz Bednorz, lider drużyny.
Działacze z Warszawy po jego urazie dokonali transferu medycznego, ściągając Aleksandra Śliwkę, ale reprezentant Polski mógł pomóc w PlusLidze, ale nie może w Champions League. Dlatego w sobotę w pierwszej szóstce wystąpi najprawdopodobniej Bartosz Firszt – 27-latek, który przez lata nie potrafił przebić się do pierwszego składu w słabszych klubach, a teraz ma swój moment. O Firszcie, którego Grbić postanowił spontanicznie powołać do kadry, napisaliśmy ten duży tekst.
❗️ FINAL FOUR SIATKARSKIEJ
LIGI MISTRZÓW – TURYN 2026! 🏆Przed nami ostatni a jednocześnie najważniejszy weekend klubowej siatkówki w sezonie ligowym 2025/2026 – Final Four Ligi Mistrzów!
Sir Safety Susa Vin Perugia, Aluron CMC Warta Zawiercie, PGE Projekt Warszawa czy Ziraat… pic.twitter.com/SbXEwyAFBs
— Jakub Balcerzak (@Jakub110Jakub) May 15, 2026
Czy Projekt ma szanse z Perugią? „Ich wygraną oceniałbym w kategorii cudu”
Po drugiej stronie siatki Perugia. Nie dość, że wielka firma, to jeszcze wydaje się najmocniejsza w ostatnich latach. Serie A? W sezonie zasadniczym wygrali 20 spotkań i przegrali ledwie dwa. W play-offach byli niepokonani, odnosząc dziewięć kolejnych zwycięstw i tylko raz grając tie-breaka (w ćwierćfinale z klubem z Mediolanu). W Lidze Mistrzów same zwycięstwa. Bronią trofeum. W tym roku kalendarzowym doznali tylko jednej porażki, ulegając w lutym Weronie 0:3 w półfinale Pucharu Włoch. To był jedyny moment słabości. W Perugii jednym z liderów jest Kamil Semeniuk, który w ten weekend po raz czwarty w karierze może wygrać Ligę Mistrzów. Był najlepszy w 2021 i 2022 roku z ZAKS-ą Kędzierzyn-Koźle i właśnie w ubiegłym roku z włoskim klubem.

Semeniuk jako zawodnik Perugii
Czy, obiektywnie patrząc, szanse Projektu rzeczywiście są tak małe? – Zwycięstwo obecnej Warszawy z Perugią oceniałbym w kategorii cudu. Tutaj trzeba się modlić. Perugia sportowo to główny faworyt, bo to na teraz najlepiej grający zespół świata. Biją wszystkich, dlatego szanse są bardzo małe, ale w sporcie czasami zdarza się cud – mówi w rozmowie z Weszło Jakub Bednaruk, były zawodnik, trener, a obecnie ceniony ekspert Polsatu Sport.
– Rzadko zgadzam się z Kubą, ale w tym przypadku tak jest. Trzymam mocno kciuki za polską drużynę, ale obiektywnie nie widzę podjazdu pod Perugię. Nie chcę umniejszać Projektowi, to naprawdę fajny, niezły zespół, jednak ciężko jest mi wskazać choć jeden element, w którym oni mogą ewentualnie górować nad włoskim zespołem – dodaje Wojciech Żaliński, były siatkarz, który z ZAKS-ą wygrywał te rozgrywki w 2022 i 2023 roku.
Siatkarze z Warszawy łatwo jednak nie złożą broni. Projekt to zespół, który w ostatnich latach jest zawsze wysoko, blisko, zdobywa medale, ale ma problem z sięganiem po trofea. Jedynym jest tak naprawdę Puchar Challenge, po który udało się sięgnąć w 2024 roku, wygrywając dwumecz z włoską Monzą. Ale to jednak rozgrywki sporo mniejszego kalibru. – Ta impreza to dla nas wisienka na torcie na koniec sezonu. Przyjechaliśmy tutaj nie tylko z myślą, żeby się pokazać, ale by walczyć o trofeum – przekonuje przed półfinałem Jan Firlej, rozgrywający drużyny z Warszawy.
A Nalepka, trener Projektu, mówił kilkanaście dni temu w wywiadzie dla Siatkarskich Lig: – Dla wielu osób awans Projektu do Finał Four jest zaskoczeniem. My cierpieliśmy w tej Lidze Mistrzów od drugiej kolejki w grupie. Drżeliśmy o awans do fazy pucharowej. Dlatego Final Four będzie nagrodą za sezon, a przy okazji super przygodą. Chcemy ten turniej wygrać.

Kamil Nalepka i kapitan jego drużyny, Damian Wojtaszek
Rywal Aluronu CMC Warty Zawiercie jest jak dawny Real Madryt
Michał Winiarski od kilku lat udowadnia, że jest obecnie najlepszym polskim trenerem i nieprzypadkowo panuje przekonanie, że to on powinien być za jakiś czas w reprezentacji Polski następcą Nikoli Grbicia. Niemiecką kadrę prawie wprowadził do strefy medalowej ostatnich igrzysk. Z klubem z Zawiercia po dwóch wicemistrzostwach Polski wreszcie sięgnął po wymarzony tytuł, choć w play-offach nie było łatwo. W ćwierćfinale postawiła się ZAKSA, a w wielkim finale było już 2:1 w meczach dla Bogdanki LUK Lublin, a w czwartym spotkaniu przez pewien czas zanosiło się na zwycięstwo rywali. Aluron jednak to wszystko przetrzymał. Cierpiał, ale wstawał. I ma złoto.
W Lidze Mistrzów rok temu zespół Winiarskiego przegrał 2:3 w finale z Perugią. Były kontrowersje, bo polska ekipa miała dzień mniej na odpoczynek. W spotkaniu o trofeum potrafiła doprowadzić do tie-breaka, ale w nim siatkarzom z Zawiercia ewidentnie zabrakło sił. Chcieli, ale nie mogli. Po prostu nie byli w stanie dać więcej. Dlatego teraz wszyscy pragną, żeby powtórzyła się historia z PlusLigi – po drugim miejscu czas na pierwsze.

Siatkarze Aluronu CMC Warty Zawiercie
– W Final Four Ligi Mistrzów nie ma miejsca na wybieranie sobie rywali. Tu grają cztery zespoły, możliwe, że obecnie najlepsze w Europie, które w ćwierćfinałach musiały się uporać z innymi mocnymi drużynami – tłumaczył nam Winiarski w wywiadzie, który niedawno opublikowaliśmy na Weszło. Zawiercie w sobotę w drugim półfinale (początek o 20.30) zagra z Ziraatem Bankasi Ankara. To najsilniejszy klub z Turcji – wyłączając Rosję, ligi numer trzy w Europie. Ziraat sięgnął już w kraju po potrójną koronę (ma mistrzostwo, puchar i superpuchar), a teraz pragnie złota w najbardziej prestiżowych europejskich rozgrywkach. Zespół z Turcji nigdy w historii, od 1960 roku, nie wygrał Ligi Mistrzów. Od 2008 roku po złoto sięgają wyłącznie drużyny z Polski, Włoch albo Rosji.
– Mają znakomitych zawodników, ale my na pewno nie stoimy w tym spotkaniu na straconej pozycji – dodaje Winiarski.
Skąd porównanie Ziraatu do Realu z Zidane’em i Pavonem w składzie? Wystarczy spojrzeć na ich pierwszą szóstkę. Liderem zespołu jest Tomasz Fornal, który nie wygrał jeszcze Ligi Mistrzów. Z Jastrzębskim Węglem dwukrotnie przegrywał w wielkim finale i teraz ma wielką motywację, żeby osiągnąć to za trzecim podejściem. Obok niego na przyjęciu gra Trevor Clevenot, znakomity technicznie Francuz, mistrz olimpijski. Zdaniem wielu osób, najlepszy zawodnik turnieju siatkarskiego igrzysk w Paryżu. Na ataku w Ziraacie występuje Nimit Abdel-Aziz, czołowy zawodnik świata na swojej pozycji, który, gdyby występował w silniejszej reprezentacji niż Holandia, osiągnąłby w siatkówce międzynarodowej sporo więcej.
Ale poza nimi? Pierwszą szóstkę uzupełniają Turcy: rozgrywający Murat Yenipazar, środkowi Bedirhan Bulbul i Vahit Emre Savas, do tego libero Berkay Bayraktar. To reprezentanci swojego kraju, ale Turcja nawet w skali Europy nie należy do najsilniejszych kadr. Na pewno na naszym kontynencie jest sześć, siedem mocniejszych reprezentacji. Polska, Włochy, Francja, Bułgaria, raczej Słowenia, Niemcy. No i Rosja, choć jej nie wypada tutaj liczyć.
Bednaruk przed drugim półfinałem jest umiarkowanym optymistą. – Oba zespoły są silne, ale myślę, że jeżeli Zawiercie wykorzysta swoja przewagę na rozegraniu i pozycji libero, to jest w stanie pokonać Ziraat – ocenia. W drużynie Winiarsiego piłki wystawia Portugalczyk Miguel Tavares, a libero jest Jakub Popiwczak. – Ziraat w lidze tureckiej tak naprawdę się bawił. Miał tam potężną przewagę. Nie przegrywali, ale też nie grali z mocnymi rywalami. Nazwiska ich trzech gwiazd robią wrażenie, ale weźmy pod uwagę, że oni z kimś naprawdę silnym zmierzyli się tylko w Lidze Mistrzów, rywalizując w grupie z włoskim Trento, które pokonali dwa razy – dodaje Bednaruk.
W ćwierćfinale Champions League Ziraat trafił na Asseco Resovię Rzeszów i wyeliminował ją bez straty seta, wygrywając dwa razy po 3:0: na wyjeździe, a później u siebie. – Niestety, Resovia nie była w tym sezonie dobrym wyznacznikiem siły przeciwnika. Przypomnę, że ten zespół w krótkim odstępie czasowym najpierw przegrał dwa razy po 0:3 z Ziraatem, a potem w takim samym stosunku dwukrotnie uległ Zawierciu w półfinale play-off PlusLigi. Oba zespoły, które zagrają w sobotę, są na bardzo wysokim poziomie. Powiedziałbym, że Ziraat ma trochę lepsze skrzydła, czyli przyjęcie i atak, ale Zawiercie jest sporo lepiej zbilansowaną ekipą. Najsłabsza strona drużyny Winiarskiego jest na pewno silniejsza niż ta Ziraatu – analizuje Żaliński.
A Dominik Kwapisiewicz, który jako trener pracował w klubie z Zawiercia w latach 2015-2021, dodaje w rozmowie z Weszło: – Jeżeli nowy mistrz Polski zagra na swoim normalnym poziomie i pójdzie w tym meczu na fali euforii, to ma duże szanse pokonać Ziraat. Najsłabszym ogniwem tureckiego zespołu jest rozgrywający, który posyła sporo niedokładnych piłek na lewe skrzydło. Mają tam Fornala czy Clevenota, czyli świetnych techników, ale oni często muszą się gimnastykować i wybierają różne formy ataku. Zawiercie musi się przygotować na trochę brudnej siatkówki, różne przebicia. Muszą dostosować do tego obronę, ale są w tym elemencie bardzo mocni. Widzę naprawdę sporo argumentów po ich stronie.
Kapitan Aluronu: Nie mieliśmy czasu na świętowanie
Mateusz Bieniek, kapitan Aluronu, mówił już w Turynie, że po wywalczeniu mistrzostwa Polski od razu trzeba było skupić się na Final Four Ligi Mistrzów. – Nie mieliśmy tyle czasu na świętowanie, ile byśmy chcieli. Ale dzięki temu nie zatraciliśmy rytmu meczowego i cały czas jesteśmy w treningu. Mamy nadzieję, że to będzie nasz atut – stwierdził.
Wydaje się, że w Turynie realny jest finał, będący powtórką z ubiegłego roku. Zawiercie kontra Perugia. Wtedy niesieni dopingiem w Atlas Arenie zawodnicy Winiarskiego byli blisko, ale nie dali rady.
– O ile Projektowi będzie skrajnie ciężko, o tyle Zawiercie ma argumenty, by ograć Perugię. Finały ligi pokazały, że są lepszym zespołem niż rok temu. Zrobili progres, nie mają tylu problemów zdrowotnych. Pamiętam moje dwa triumfy w Lidze Mistrzów. To była wielka euforia, wybuch pięknych emocji. Wychowywałem się w czasach, gdy wygranie Champions League przez polski klub to było coś nieosiągalnego. Takie Himalaje siatkówki. A ZAKSA to zrobiła. Teraz jest już trochę inaczej, ale bardzo bym chciał, by po raz kolejny polski klub był najlepszy w Europie – kończy Żaliński.
JAKUB RADOMSKI
Fot. Newspix.pl
ZOBACZ RÓWNIEŻ