Film o facecie w łódce. Kibice żegnali piłkarzy gwizdami

Wojciech Górski

25 września 2026, 22:59 • 4 min czytania 22

Reklama
Film o facecie w łódce. Kibice żegnali piłkarzy gwizdami

W pierwszej połowie lepiej było uciąć drzemkę niż oglądać mecz Polski z Bośnią i Hercegowiną. W drugiej było odrobinę lepiej, pochwalić możemy za wejście debiutującego Wiktora Nowaka, ale w ogólnym rozrachunku – mizeria. Po nudnym meczu Polacy zremisowali bezbramkowo z Bośniakami na inaugurację nowej edycji Ligi Narodów. Schodzących z boiska Biało-Czerwonych żegnały gwizdy.

Reklama

W kultowej komedii „Chłopaki nie płaczą”, gdy gangsterzy z Wybrzeża przyjeżdżają do stolicy, Bolec chce ugościć ich filmem akcji. – Mam nowy, zajebisty film. „Śmierć w Wenecji”. Brzmi nieźle, co? – pytał ekranowy Michał Milowicz.

Później przez cały film nie dzieje się nic ciekawego.

Takie skojarzenie nasunęło nam się, gdy oglądaliśmy pierwszą połowę meczu Polski z Bośnią i Hercegowiną. W ciągu sześciu pierwszych minut Biało-Czerwoni wypracowali sobie xG w wysokości 0,05. Przez następne 38 minut – okrągłe 0,00.

Gdyby w jednej z ostatnich akcji pierwszej połowy Robert Lewandowski koślawo nie przyjął sobie piłki w polu karnym, a ta nie spadłaby pod nogi Piotra Zielińskiego, dowieźlibyśmy ten bilans do końca pierwszej części. Gracz Interu uderzył mocno z pola karnego, ale prosto w to miejsce, gdzie stał Martin Zlomislić.

Reklama

Poza tym – musiały nam wystarczyć uderzenia sprzed pola karnego Zielińskiego i Casha, oddane w ciągu pierwszych sześciu minut. A najlepszym podsumowaniem pierwszej części była chyba akcja, w której Lewandowski dwukrotnie tracił piłkę na własnej połowie, po to, by za chwilę ruszyć rajdem lewym skrzydłem. Kiedy jednak nikt nie poszedł mu w sukurs, wycofał ją do kolegi, po czym zdążył jeszcze poprawić obuwie, wydłubać trawę z korków i podreptać w okolice pola karnego.

Dopiero wówczas Polacy wznowili atak w scenie jak z piłki ręcznej, gdy drużyna czekała, aż obrotowy pojawi się pod bramką przeciwnika.

Całe szczęście, że w meczu Ligi Narodów sędzia Anastasios Papapetrou nie mógł odgwizdywać gry pasywnej, bo wtedy po gwizdek musiałby sięgać co chwilę. Bośniacy bowiem też atakowali bez większego przekonania, byli dość bezzębni i przed przerwą nie oddali żadnego celnego uderzenia.

Ogółem – film o facecie w łódce.

Reklama

Polska – Bośnia i Hercegowina. Lepiej z tyłu, gorzej z przodu

Biorąc poprawkę na okrojoną jakość Bośniaków (choć duet napastników Tabaković – Demirović nie wygląda wcale źle), może warto spojrzeć na to jednak także z drugiej strony. Wreszcie, przed przerwą uniknęliśmy głupich błędów i do gry obronnej trudno było mieć większe zastrzeżenia. Polacy nie dopuszczali do groźnych sytuacji pod własną bramką i nie dawali się rozpędzać rywalom – wyjątkiem była sytuacja, gdy Kiwior dał się łatwo ograć przy linii bocznej i obejrzał za to żółtą kartkę.

Czy związek z tym miało przejście na czwórkę obrońców? Pewnie tak, zwłaszcza, że Jan Urban zaryzykował, rozdzielając duet stoperów z Porto i przesuwając Jakuba Kiwiora na lewą obronę. Na środku, obok Jana Bednarka, zagrał 18-letni Kacper Potulski i spisał się bez zarzutu. Trzeba trzymać kciuki, by rozwój obrońcy Mainz nadal przebiegał tak harmonijnie, bo jest materiałem na naprawdę klasowego stopera.

Większy problem mieliśmy w ofensywie, zwłaszcza, że już w 24. minucie Urban stracił jednego ze skrzydłowych, gdy kontuzjowanego Jakuba Kamińskiego musiał zastąpić Nicola Zalewski.

Plusy? Potulski i Nowak. Ale kibice i tak gwizdali

Co ciekawe, grę do przodu próbował rozruszać dopiero debiutujący w kadrze Wiktor Nowak, który w przerwie meczu zmienił Bartosza Slisza. To on w 58. minucie był bliski zdobycia ładnego gola strzałem z dystansu, to on później ładnym podaniem obsłużył Lewandowskiego – i gdyby Lewy był kilka lat młodszy, to pewnie za chwilę brałby obrońcę na plecy i pakował piłkę do bramki. Niestety, po kapitanie było widać dziś wyraźnie upływający czas.

Reklama

Ale generalnie – Nowak pokazał się z bardzo dobrej strony. Brał grę na siebie, odważnie ruszał do przodu, wiedział, kiedy podłączyć się z drugiej linii. Podobnie jak w przypadku Potulskiego: chcemy więcej, z tej mąki naprawdę może być dobry chleb.

Po zmianie stron gra Biało-Czerwonych wyglądała, trzeba przyznać, nieco lepiej niż przed przerwą. Niewiele lepiej, ale lepiej. Zwłaszcza w okolicach pierwszego kwadransa zaliczyliśmy kilka niezłych akcji, w tym tę zwieńczoną mocnym strzałem Szymańskiego czy szansą Zalewskiego po przerzucie Casha, który jednak przy finalizacji podjął złą decyzję.

Bośniacy mogli odgryźć się dwukrotnie. Raz nawet trafili do naszej bramki po rożnym, ale wówczas faulowany wyraźnie był Marcin Bułka, któremu uniemożliwiono wyjście z bramki. Później jako ostatni obrońca poślizgnął się Zieliński, ale rywal pospieszył się z uderzeniem.

W odpowiedzi Zieliński w doliczonym czasie mógł indywidualną akcją dać nam wygraną. Widowiskowy drybling nie poszedł jednak w parze ze skutecznym strzałem.

Reklama

Ostatecznie mecz zakończył się bezbramkowym remisem, a temperatura spotkania w drugiej części z chłodnej stała się najwyżej letnia. Kibice widocznie liczyli na zdecydowanie więcej, bo po ostatnim gwizdku żegnali zawodników gwizdami.

Polska – Bośnia i Hercegowina 0:0

22 komentarzy
Wojciech Górski

Uwielbia futbol. Pod każdą postacią. Lekkość George'a Besta, cytaty Billa Shankly'ego, modele expected Goals. Emocje z Champions League, pasja "Z Podwórka na Stadion". I rzuty karne - być może w szczególności. Statystyki, cyferki, analizy, zwroty akcji, ciekawostki, ludzkie historie. Z wielką frajdą komentuje mecze Bundesligi. Za polską kadrą zjeździł kawał świata - od gorącej Dohy, przez dzikie Naddniestrze, aż po ulewne Torshavn. Korespondent na MŚ 2022 i Euro 2024. Głodny piłki. Zawsze i wszędzie.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Piłka nożna

Reklama