Oto skala sensacji Chwalińskiej. Zrobiły to tylko dwie tenisistki

Patryk Idasiak

05 czerwca 2026, 08:25 • 3 min czytania 0

Reklama
Oto skala sensacji Chwalińskiej. Zrobiły to tylko dwie tenisistki

Nawet jak ktoś niżej rozstawiony zdobędzie tytuł w Wielkim Szlemie, to jest to pewnego rodzaju niespodzianką. Na przykład sklasyfikowana na 19. pozycji Madison Keys była najlepsza w Australian Open 2025. Sensacją jest w ogóle to, jak po taki tytuł sięga ktoś niesklasyfikowany, a kwalifikant?! To już w ogóle jakaś aberracja, abstrakcja… brakuje na to słów. Jak zmierzyć skalę tej historii?! 

Reklama

Maja Chwalińska zagrała już dziewięć meczów

Maja Chwalińska musiała się na French Open zakwalifikować. A więc nie tak jak Iga Świątek, Magda Linette, Magda Fręch – one przystępowały do rywalizacji od pierwszej rundy. A pierwszy mecz Majki z nie byle kim, bo mistrzynią olimpijską Zheng Qinwen, był de facto jej czwartym. No i nie miała przyjemnego losowania, bo trudno było ocenić na co stać Chinkę. Z jednej strony dużo straciła przez operację łokcia, ale z drugiej to przecież złota medalistka IO i to z mączki we Francji. Maja ograła ją dość łatwo 6:4, 6:0.

A następnie rozprawiła się kolejno z:

  • Elise Mertens 6:4, 6:0 (nr 21 na świecie, ale większe sukcesy w grze podwójnej)
  • Marią Sakkari 1:6, 6:3, 6:2 (nr 49 na świecie, kiedyś dwójka, dwukrotna półfinalistka Szlemów)
  • Diane Parry 6:3, 6:2 (nr 92 na świecie, niespodziewana ćwierćfinalistka)
  • Anną Kalinską 7:6, 6:3 (nr 29 na świecie)
  • Dianą Sznajder 7:6, 6:4 (nr 23 na świecie, półfinalistka AO i RG 2025)

W międzyczasie sensacyjnie odpadały kolejne mocne przeciwniczki. Jessica Pegula (numer 5) nawet już w pierwszej rundzie. Czołowa dziesiątka rozegrała absolutnie beznadziejny turniej, większość poodpadała w drugiej bądź trzeciej rundzie (w tym Iga Świątek). Wiceliderka Elena Rybakina zatrzymała się na drugiej przeszkodzie, Aryna Sabalenka za to odpadła w ćwierćfinale z przeciwniczką polskiej kwalifikantki, czyli Dianą Sznajder. Gdyby tak się nie stało, to w półfinale oglądalibyśmy starcie Sabalenka – Chwalińska.

Reklama

Tylko Chwalińska i Raducanu tego dokonała

Na konferencji prasowej Maja otrzymała pytanie – jaka tajemnica wiąże się z tym, że za każdym razem zakłada inny strój. Dziennikarz zapewne spodziewał się odpowiedzi, że to jakiś przesąd albo cokolwiek innego, a tymczasem Polka odpowiedziała, że… po prostu nie ma sponsora, ot cała tajemnica. No i już to bardzo dużo mówi o tym, jaka jest to historia, skoro dziennikarz nie wpadł na to, że tak prosta przyczyna, bo przecież sponsoring tych najlepszych zawodniczek to norma.

Reklama

No więc rzadko zdarza się, żeby kwalifikant dochodził aż tak daleko. Jeżeli ktoś z literką Q przy nazwisku dotrze do trzeciej rundy, to już często jest życiówka, a co dopiero finał?! Było 11 tenisowych historii, w których kwalifikanci dochodzili do półfinałów Wielkiego Szlema.

Polka poszła o krok dalej i jest w finale. Jak podaje Opta Ace, Maja Chwalińska jest dopiero drugą kwalifikantką w erze Open, która awansowała do finału gry pojedynczej turnieju wielkoszlemowego. Wcześniej dokonała tego jedynie Emma Raducanu podczas US Open 2021. Mowa zarówno o kobietach, jak i mężczyznach.

Reklama

Jak to się skończyło dla Raducanu? Absolutnie sensacyjnym zwycięstwem. I tego życzymy Majce!

Jak później potoczyła się kariera Raducanu? Stała się trochę zakładniczką sukcesu i był to jej jednorazowy wyskok, bo nigdy później nie przeszła nawet czwartej rundy Wielkiego Szlema. Coś jak zespół muzyczny albo wokalista, który zasłynął z jednej piosenki. Np. Gotye! Ba, nawet w WTA 1000 tylko raz dobrnęła do ćwierćfinału. Ciągle nawracały u niej kontuzje nadgarstków, a obecnie sklasyfikowana jest na 42. miejscu na świecie. Takiej drogi już jednak Majce nie życzymy.

Fot. Newspix

Reklama
0 komentarzy
Patryk Idasiak

Jeżeli akurat nie pisze o piłce nożnej, to na pewno o niej czyta lub z kimś o niej rozmawia. Człowiek paradoksów, bo z jednej strony ma zarośnięte pajęczyną, osławione zero tituli, a z drugiej... mnóstwo tituli w ostatnich latach. Co to oznacza? Że mocniej bije jego serce, gdy na bramkę strzela Kamil Grosicki lub Erling Haaland. Ten mniej znany z rodziny Idasiak. Pogadasz z nim o filmowych klasykach lub starych teleturniejach. Uważa "Lot nad kukułczym gniazdem" za najwybitniejsze dzieło w historii. Chciałby zagrać kiedyś w "Milionerach", ale paraliżuje go możliwość ośmieszenia się na pierwszym pytaniu dotyczącym kulinariów. Może się przełamie, daj mu Boże.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Polecane

Reklama