Maja Chwalińska może ma tylko 164 cm wzrostu i przegrywa na warunki fizyczne z większością przeciwniczek w stawce, ale stara się to wszystko nadrabiać sprytem. Jej tenis na Roland Garros 2026 jest wielki. O tej historii pisze cały świat. Jako pierwsza w erze open z kwalifikacji dotarła aż do finału French Open. Trudno w ogóle pojąć skalę tego sukcesu, ale niech oddadzą go w jakimś stopniu zarobione przez polską tenisistkę pieniądze.
Maja Chwalińska pokonała demony. Dziś jest wielka
Dziś Majkę Chwalińską chwali cały świat. Wszyscy zachwycają się stylem jej gry, sprytem, mądrze posłanymi skrótami. Nie ma w jej grze chaosu i widać, że każde zagranie jest starannie przemyślane, nawet to z pozoru szalone. Chwalińska musi tym nadrabiać, bo ma dużo słabsze uderzenie od dominujących w stawce tenisistek. Warunki fizyczne też są u niej kiepskie.
Między innymi przez to właśnie jej kariera wyhamowała. Ładnych kilka lat temu była wielkim polskim talentem wspólnie z Igą Świątek, razem grały w deblu, osiągały sukcesy. W 2015 roku zostały mistrzyniami Europy juniorek, a rok później kadetek. Kariera Igi wystrzeliła jak z kosmosu, a Maja została gdzieś tam z tyłu, z kłopotami. W 2021 roku przerwała karierę z powodu depresji. Wyznała wtedy, że od półtora roku zmaga się z tą chorobą.
– Ostatnie dwa lata były dla mnie bardzo trudne. Miałam wiele problemów zdrowotnych, przez co wycofywałam się z turniejów lub kreczowałam mecze. Te kilkanaście ostatnich miesięcy jest dla mnie ciężkie również pod kątem psychicznym. Od końca 2019 r. choruję na depresję – mówiła.
Kontuzje sprawiały, że tenis trochę o jej talencie zapomniał. Nie brała udziału w dużych turniejach, zatrzymała się. Potem wróciła i zagrała na przykład w II rundzie Australian Open 2022. Ale to były pojedyncze strzały. Dość powiedzieć, że Roland Garros 2026 jest jej… trzecim turniejem wielkoszlemowym w życiu. W 2024 roku zaczęła się troszkę przebijać w turniejach WTA 125, czyli tych prestiżowych, owszem, ale… najniższej kategorii. Bo są przecież jeszcze 250, 500, 1000. Ale zawsze to lepiej niż ITF.
W każdym razie do French Open 2026 Chwalińska zarobiła – jak podaje Tennis Letter – 864 tysiące dolarów. 154 tysiące było za wspomnianą już wyżej II rundę Australian Open. Wielki Szlem potrafi odmienić karierę, nawet przejście pierwszej rundy jest dla tenisistek z odległych pozycji bardzo pożądane, bo to ogromny zastrzyk gotówki. A może i bodziec finansowy, żeby w ogóle dalej grać.
A wiecie, ile Chwalińska zarobiła już za turniej we Francji? 1 600 000 dolarów. Milion sześćset! Tak więc podwoiła kwotę, którą zdobyła przez całych kilka lat wcześniejszej kariery. Ten turniej sprawia, że Maja przestanie już myśleć, czy w ogóle dalsza gra ma sens. Teraz będzie już w pierwszej setce rankingu.
Maja Chwalinska has changed her life at this year’s Roland Garros.
Her total career earnings before Roland Garros:
$864,030.
What she’s earned at this tournament:
$1,624,000.
Because the players don’t get the money til after the tournament, she was worried she wouldn’t be… pic.twitter.com/Tcal3EDnwi
— The Tennis Letter (@TheTennisLetter) June 4, 2026
Kiedy przerwała karierę, była sklasyfikowana na 229. pozycji w światowym rankingu i miała dużo pecha. Np. gdy poleciała na turniej do Buenos Aires, wykryto u niej zakażenie COVID-19. Nabawiła się też kontuzji łokcia.
Fot. Newspix