Śląsk dołączył do pucharowego cmentarzyska. Odra grała do końca

Wojciech Piela

29 października 2026, 23:13 • 7 min czytania 15

Reklama
Śląsk dołączył do pucharowego cmentarzyska. Odra grała do końca

Puchar Polski znów udowodnił, że ekstraklasowy herb na koszulce nie gwarantuje absolutnie niczego. Śląsk Wrocław miał wszystko w swoich rękach, ale wypuścił zwycięstwo w doliczonym czasie gry, a później kompletnie pogubił się w dogrywce. Odra Opole wykorzystała swoją szansę, zafundowała kibicom wielki wieczór i dopisała kolejnego faworyta do listy pucharowych rozbitków.

Reklama

Śląsk Wrocław walczył o to, aby dopiero jako piąta ekipa z Ekstraklasy awansować do 1/8 finału Pucharu Polski. Wielki odpływ faworytów na pewno był przestrogą dla Wrocławian, którzy jednak podbudowali się ostatnią ligową wygraną z Wieczystą Kraków. Ante Simundza nieco odsunął znad swojej głowy ciemne chmury i od pierwszej minuty postawił na wielu bohaterów tamtego spotkania. Nie było mowy o lekceważeniu rywali, bo od początku zagrali choćby Piotr Samiec-Talar, Malaly Dembele czy Karol Linetty.

Odra grała do końca. Śląsk dołączył do pucharowego cmentarzyska

Nie było jednak strzelca drugiego gola w ostatnim meczu Przemysława Banaszaka, którego zastąpił Ielstin Camoes. W bramce w miejsce Karola Niemczyckiego swoją szansę dostał Michał Szromnik, a na pozycji ofensywnego pomocnika pojawił się Adam Ciućka. 18-latek po wejściu z ławki przeciwko Wieczystej zrobił naprawdę piorunujące wrażenie.

W przeciwieństwie do Simundzy swojej posady po ostatnim weekendzie nie uratował szkoleniowiec Odry Opole – Łukasz Tomczyk. Trener, który w poprzednim sezonie wraz z Rakowem Częstochowa brał udział w finale Pucharu Polski został zwolniony po porażce z Pogonią Siedlce. Ekipa z Opola zajmuje dopiero 17. miejsce w tabeli 1. Ligi, a za nią jest tylko Unia Skierniewice. Trudną sytuację Odry ma poprawić Piotr Plewnia, który już po raz 5. przejął stery w pierwszym zespole.

Do tej pory 49-latek prowadził w tym sezonie rezerwy Odry grające na piątym poziomie rozgrywkowym i odniósł w 12 meczach komplet zwycięstw. Przeciwko Śląskowi wiadomo było jednak, że nie będzie łatwo o tak przyjemne uczucia, a już w 8. minucie mogło być 1:0 dla przyjezdnych. Dobrze piłkę w środku pola przejął aktywny od pierwszych chwil Karol Linetty, podał do Dembele, który obsłużył z kolei Samca-Talara. Kapitan Śląska miał doskonałą okazję, ale jego strzał został jednak zablokowany.

Reklama

Przez początkowe fragmenty wydawało się, że Wrocławianie mogą postarać się o powtórzenie wyniku z ostatniego meczu tych drużyn, gdy w poprzednim sezonie w 1. Lidze było aż 3:0 dla ekipy Simundzy. Mieli znaczną przewagę w posiadaniu piłki i rzadko opuszczali połowę rywali. Po raz pierwszy Opolanie zaznaczyli swoją obecność w tym spotkaniu dopiero w 20. minucie. Wówczas faulowany przez Marca Llinaresa był Mateusz Spychała, a z rzutu wolnego dośrodkowywał Bartosz Biedrzycki. Jego wrzutka zamieniła się w strzał, który musiał na rzut rożny wybić Szromnik.

Gospodarze złapali trochę wiatru w żagle, a aktywny był zwłaszcza powołany na najbliższe zgrupowanie reprezentacji Salwadoru Josh Perez. Po jednej z akcji oddał niecelny strzał, a w innej dobrze przechwycił piłkę po złym zagraniu Camoesa i napędził wypad Odry. W końcówce pierwszej połowy to znów Śląsk wrócił jednak do głosu, a blisko trafienia w 33. minucie byli Dembele oraz Linetty. Po podaniu z lewej strony Ciućki przed bramką Artura Halucha doszło do sporego zamieszania, z którego ostatecznie golkiper Odry wyszedł obronną ręką.

Później z dystansu próbował jeszcze Linetty, ale piłka po rykoszecie przeleciała nad bramką rywali. Ekipa z Ekstraklasy schodziła na przerwę w poczuciu nieźle wykonanej roboty, ale również z niedosytem, bo nadal brakowało dokładności i różnorodności w polu karnym Odry, aby móc przechylić wynik na swoją stronę.

Po przerwie to jednak nie Śląsk był stroną przeważającą. Sprawy w swoje ręce postanowiła wziąć Odra, a to w dużej mierze za sprawą Tomasza Gajdy. To jego potężne uderzenie w 53. minucie z najwyższym trudem odbił Szromnik. Golkiper Wrocławian naprawdę wyglądał bardzo dobrze i robił, co mógł, aby utrzymać swój zespół w grze. To również dzięki niemu gole nie padły w 72. i 73. minucie. Wówczas znakomitą akcją popisał się Perez. Salwadorczyk odwrócił się i z łatwością minął Dominika Szalę, a jego strzał golkiper rywali wybił nad poprzeczkę.

Reklama

Szromnik był również górą chwilę później, kiedy obronił po rzucie rożnym strzał głową Brazylijczyka Cassio. Śląsk dosłownie i w przenośni chwiał się na nogach, gdyż z kontuzjami zeszło w tym meczu dwóch jego zawodników. Znacznie poważniej wyglądał uraz Yehora Matsenki, którego zastąpił Mariusz Malec, ale grymas bólu na twarzy Samca-Talara po wślizgu Michała Feliksa również był znaczący.

Wydawało się, że konieczność zmiany największej gwiazdy Śląska może tylko odbić im się czkawką. Nic podobnego. W jego miejsce na murawie pojawił się Grzegorz Tomasiewicz, który w 81. minucie doprowadził do ekstazy sektor kibiców gości, gdy z bliskiej odległości wpakował piłkę do siatki. Okazało się więc, że zdecydowanie najlepszą akcję Śląska po przerwie przeprowadzili rezerwowi, bo asystę w tej sytuacji zaliczył Alex Timossi Andersson.

Odra jednak nie odpuściła i do samego końca próbowała doprowadzić do dogrywki. Czujność Szromnika sprawdzali jeszcze rezerwowi Patryk Szysz czy Branislav Spacil. 33-latek długo dawał radę, ale skapitulował w momencie, kiedy wszyscy już szykowali się do końcowego gwizdka arbitra. To wtedy, już w piątej minucie doliczonego czasu gry, Szysz płaskim strzałem zza pola karnego doprowadził do dogrywki. Akurat w tej sytuacji Szromnik mógł się pewnie nieco lepiej ustawić, bo uderzenie nie było zbyt mocne, ale znalazło drogę do siatki. Zadania bramkarzowi Śląska na pewno nie ułatwił spryt byłego napastnika Istanbul Basaksehir, który posłał piłkę między nogami Linettego.

Reklama

Po raz kolejny w tym sezonie Wrocławianie stracili gola w samej końcówce meczu i gdy już witali się z gąską, to okazało się, że ponownie muszą udać się do poczekalni. W dogrywce Śląsk próbował szybko udowodnić, że to jednak jemu należy się awans, jednak dwukrotnie znakomitych szans na gole nie potrafił zamienić Marc Llinares. Znacznie bardziej konkretna była Odra, która w 100. minucie po raz pierwszy w tym meczu wyszła na prowadzenie.

Tym razem Szysz zaliczył asystę, a gola strzelił inny rezerwowy, który po tureckich wojażach próbuje przypomnieć o sobie na polskich boiskach. Były piłkarz Jagiellonii czy Arki Michał Nalepa w 2017 roku zdobywał Puchar Polski, a teraz soczystym strzałem pod poprzeczkę i swoim golem znacznie przybliżył Odrę do niespodziewanego awansu. Chociaż, czy przejście dalej ekipy z niższej ligi kosztem ekstraklasowicza powinniśmy jeszcze na tym etapie uznawać za coś zaskakującego?

Śląsk był na krawędzi odpadnięcia, a w odwróceniu losów spotkania miało pomóc wejście z ławki 20-letniego Karola Borysa. Zagrał on w seniorskim zespole po raz pierwszy od powrotu po słoweńsko-belgijskich wojażach. Wielki talent, którego kariera w ostatnich latach nieco wyhamowała, swoją żywiołowością próbował zarażać kolegów. Zanotował kilka niezłych akcji, ale nie przełożyło się to na gole. Znacznie bliżej była za to Odra, gdy w 114. minucie po wielometrowym rajdzie ostatkiem sił piłkę do siatki próbował wpakować Jakub Pochcioł.

Reklama

Śląsk mocniej zebrał się jeszcze w samej końcówce, kiedy od gola na 2:2 uchronił Odrę bohaterskim rzutem Spychała. Gdyby nie wybicie głową i spektakularna interwencja gracza gospodarzy, to niechybnie Ciućka cieszyłby się pewnie z najważniejszego trafienia w swojej karierze. Chwilę później próbował jeszcze Marjanac, lecz spokojnie interweniował w tej sytuacji Haluch.

Bohaterska szarża Wrocławian okazała się jednak ich łabędzim śpiewem. To wprost nie do uwierzenia, ale Śląsk jako 14. ekstraklasowicz pożegnał się z Pucharem Polski już na etapie 1/16 finału i nie dał rady przedostatniej ekipie zaplecza. Wśród 16-tu najlepszych ekip tych rozgrywek znalazły się więc tylko 4 zespoły z najwyższej klasy rozgrywkowej. Są nimi Górnik Zabrze, Jagiellonia Białystok, Wisła Płock i Raków Częstochowa. Więcej będzie ich z 1. Ligi, bo aż sześć, a wśród nich zasłużenie znalazła się Odra Opole.

Reklama

Piotr Plewnia zaliczył udany powrót na ławkę trenerską, a jego zespół został wynagrodzony za dobrą postawę od początku drugiej połowy. Piątkowe losowanie w Opolu z pewnością będą więc śledzić z wypiekami na twarzy, tym bardziej, że przecież zwycięzca tegorocznej edycji będzie miał zapewnioną grę w fazie ligowej Ligi Konferencji i przystąpi do ostatniej rundy eliminacji Ligi Europy. Być może to jeszcze odległe marzenia, ale rozstrzygnięcia minionej rundy pokazują, że nie ma takich scenariuszy, które w naszej piłkarskiej galaktyce są niemożliwe do realizacji.

Odra Opole – Śląsk Wrocław 2:1 (0:0, 1:1)

  • 0:1 – Tomasiewicz 81′
  • 1:1 – Szysz 90+5′
  • 2:1 – Nalepa 100′

fot. Newspix

15 komentarzy
Wojciech Piela

Uwielbia sport, czasem nawet próbuje go uprawiać. W przeszłości współtworzył legendarne radio Weszło FM, by potem oddawać się pasji do Premier League na antenie Viaplay. Formaty wideo to jego żywioł, podobnie jak komentowanie meczów, ale korzystanie z języka pisanego również jest mu niestraszne. Wytężone zmysły, wzmożona czujność i mocne zdrowie – te atrybuty przydają mu się zarówno w pracy, jak i życiu codziennym. Żyje nadzieją na lepsze jutro słuchając z zamiłowaniem utworów Andrzeja Zauchy czy Krzysztofa Krawczyka – bo przecież bez przeszłości nie ma przyszłości.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Piłka nożna

Reklama