Różne oryginalne formy informacji o przedłużeniu kontraktu widzieliśmy, ale czegoś takiego jeszcze nie. Śląsk poinformował, że podpisał nową umowę z zawodnikiem rezerw… na znacznie gorszych warunkach niż dotychczas. Jednocześnie po zakończeniu sezonu piłkarz ma sobie zdecydować, czy na pewno chce zostać we Wrocławiu.
Klub z Wrocławia przekazał, że przedłużył kontrakt z Simonem Schierackiem do czerwca 2027 roku. Sama treść komunikatu pierwszoligowca jest jednak… niecodzienna.
– Na mocy nowej umowy Niemiec otrzymuje znacznie niższe wynagrodzenie niż wcześniej, a po sezonie może zdecydować o swojej przyszłości – czy wypełni nową umowę, czy zdecyduje się opuścić klub – czytamy w mediach społecznościowych Śląska, a konkretnie profilu akademii.
Simon Schierack podpisał nowy kontrakt ze Śląskiem Wrocław, ważny do czerwca 2027.
Na mocy nowej umowy Niemiec otrzymuje znacznie niższe wynagrodzenie niż wcześniej, a po sezonie może zdecydować o swojej przyszłości – czy wypełni nową umowę, czy zdecyduje się opuścić klub. pic.twitter.com/jeYkVpu11e
— Akademia Śląska Wrocław (@AkademiaSlaska) May 7, 2026
Oczywiście, przedłużenie kontraktu nawet na gorszych warunkach nie jest niczym unikatowym, aczkolwiek raczej nie zdarza się, żeby klub tak wprost to komunikował. Wyobrażacie sobie państwo taką sytuację, że FC Barcelona zatrzymuje Roberta Lewandowskiego i daje z dumą podobny komunikat?
Niecodzienny komunikat Śląska. Piłkarz przedłużył kontrakt, ale może odejść
Poza aspektem finansowym, dość interesujący jest także dalszy fragment. Schierack przedłużył umowę, ale dopiero po sezonie będzie zastanawiał się, co dalej. W takim razie po co taki kontrakt był podpisywany? Raczej powinien najpierw określić się co do swojej przyszłości, a dopiero później decydować się na złożenie parafki. Skoro podpisał coś do 2027 roku, to raczej powinien być zdecydowany, że do tej daty wiąże swoją przyszłość ze Śląskiem.
21-letni Niemiec przez blisko dwa lata spędzone we Wrocławiu rozegrał w pierwszym zespole dokładnie… 97 minut rozłożone na trzy mecze. Każde z tych spotkań przypadło na zeszły sezon, gdy ekipa Ante Simundży broniła się przed spadkiem z Ekstraklasy. Zresztą, prawdę mówiąc, jedyny poważny występ Schieracka to starcie w Niepołomicach, gdy WKS był już pewny, że nie utrzyma się na najwyższym szczeblu rozgrywkowym. Rozegrał wtedy pełne 90 minut, a pozostałe dwa mecze to były epizodyczne wejścia na ostatnie fragmenty.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
W tym sezonie ofensywny pomocnik nawet na sekundę nie pojawił się na boiskach Betclic 1. Ligi. Mało tego, ani razu nie znalazł się w kadrze meczowej. Wszystkie występy zaliczył w klubowych rezerwach. Jest ich istotnym elementem i w 27 spotkaniach uzbierał blisko 1300 minut, strzelił cztery gole oraz zaliczył tyle samo asyst. Rok wcześniej miał także spory udział w wywalczeniu awansu z czwartego na trzeci szczebel rozgrywkowy. Zdobył wówczas osiem bramek oraz dołożył cztery ostatnie podania w 24 meczach.
CZYTAJ WIĘCEJ O BETCLIC 1. LIDZE NA WESZŁO:
- Wisła o krok od awansu do Ekstraklasy. Powstrzymać może ją tylko cud
- Sławomir Peszko o Wieczystej: W Internecie jest mnóstwo dezinformacji
- Właściciel ŁKS-u bez ogródek o trenerze: Niewypał. Poniosła nas fantazja
Fot. Newspix