Jezierski oskarżany. „Uderzył mnie pięścią w twarz, zalałem się krwią”

Paweł Paczul

01 maja 2026, 11:14 • 4 min czytania 15

Reklama
Jezierski oskarżany. „Uderzył mnie pięścią w twarz, zalałem się krwią”

Czy Remigiusz Jezierski stracił nerwy w trakcie ostatniego meczu oldbojów pomiędzy Piastem Lutynią a PKS-em Łany? Tak twierdzi Michał, zawodnika Piasta, według którego prezes Śląska Wrocław w trakcie spotkania odwrócił się i celowo uderzył go z całą siłą pięścią w nos. 

Reklama

Posłuchajmy relacji Michała: – Te mecze to trochę taka sielanka, po nich jest grill, piwko, drużyny sobie razem siedzą i gadają, ale ostatnio było inaczej. Graliśmy z PKS-em Łany, oni są na drugim czy trzecim miejscu w lidze, więc się mocno spięli. Początek drugiej połowy: kryję Remka, wiem, kogo kryję, wiem, że to jest były napastnik, że może mi się urwać, po prostu przyklejam się do niego jak plaster. Przyznam, że nie interesuje mnie piłka, chodzę sobie za nim, ale nie robię nic nieprzepisowego, przepychamy się jak przy rogach i tyle. Piłka jest z drugiej strony pola karnego, ale nie jest jeszcze zagrana w szesnastkę i… on nagle mnie walnął prosto w nos, tak, że padłem na glebę.

– Ale z łokcia, z pięści?

– Z zamkniętej ręki, z pięści w ryj mi jebnął, to było ostatnie, co widziałem, nie miałem szans się uchylić, byłem w ciężkim szoku, że w ogóle do takiej sytuacji doszło. Wywaliłem się na plecy i zobaczyłem, że krew mi leci jak z kranu. Sędzia opisał to w protokole jako walka o piłkę, ale był plecami do sytuacji i jej nie widział, natomiast koledzy z drużyny, którzy byli przodem do akcji i jakby za plecami Remka, widzieli wszystko. Po meczu pojechałem najpierw do ambulatorium, potem na SOR, pięć-sześć godzin spędziłem w tych placówkach, wróciłem do domu koło trzeciej w nocy. Na szczęście nosa mi nie złamał.

– Zamierzasz coś z tym dalej robić?

Reklama

– On na pewno będzie się bronił, że to była sytuacja boiskowa, ale nie była. Powtórzę: prezes Śląska Wrocław odwrócił się do mnie, wywalił mi celowo pięścią w twarz tak, że byłem cały we krwi. Przecież to jakiś absurd. Płacę podatki we Wrocławiu, on jest jako prezes utrzymywany z moich podatków i mnie bije po ryju w meczu oldbojów. Mógłby to jakoś zadośćuczynić, na przykład zaprosić dzieciaki z Lutyni na mecz, skoro stadion we Wrocławiu i tak w 3/4 stoi pusty, ale jak mówię: na pewno się nie będzie poczuwał do winy. I jeśli zareaguje na tę publikację tak, że będzie chciał iść do sądu, to ja się nie boję jego pieniędzy i wpływów. Wiem, jak było. Nie zawracałbym głowy o zwykłą sytuację boiskową.

Michał skierował nas też do swojego kolegi Jarka, który potwierdził jego wersję wydarzeń.

– Widziałem, jak Jezierski robi zamach i uderza Michała w twarz. I to była pięść, łokciem czy przedramieniem takiej krzywdy by mu nie zrobił. To jest gra kontaktowa, wszyscy mamy prawo do zbliżania się, szturchania jeden drugiego, ale nikt nie ma prawa do tego, żeby zaciskać pięść i walić drugiego w ryj. Pytałem go: ty jesteś świadomy, co zrobiłeś? On mówi, że Michał go popychał. I co, za popychanie należy ładować kogoś po mordzie? Odwrócił się, próbował Michała poklepać po ramieniu, coś tam rzucił, że przeprasza, ale Michał był na tyle zdenerwowany, że nie dopuszczał tych słów do siebie. Zresztą, za co przeprasza? Że chwilę wcześniej celowo wywalił mu z pięści w twarz? Gdyby to było niechcący, z łokcia nawet, w ferworze walki… Okej. Ale nie w ten sposób.

Poszkodowany wysłał nam też wypis z SOR-u:

Reklama

Pozostało nam więc tylko skontaktować się z Remigiuszem Jezierskim. Ten przyznał, że rywala uderzył, ale całkowicie przypadkowo: – Do tej sytuacji doszło kompletnie niefortunnie. Chciałem się uwolnić od przeciwnika przy dośrodkowaniu i faktycznie przypadkowo go uderzyłem. Nie pamiętam już czym, czy otwartą ręką, czy przedramieniem, ale na pewno nie było to celowe. I jeśli on ma świadków, to ja też mogę takich przedstawić. Przeciwnik krwawił, ale wrócił do gry i zachowywał się agresywnie, wykrzykiwał coś w moim kierunku, mimo upomnień sędziego czy reakcji kolegów, którzy próbowali go uspokoić. Przeprosiłem go, ale nie chciał słuchać. Wydaje mi się, że ten człowiek teraz szuka poklasku w mediach. Jego klub na pewno będzie mu za to wdzięczny…

Trudno nam – przy braku dowodów w postaci nagrań z jakiejś kamery – zająć jednoznaczne stanowisko. Mieliście okazję wysłuchać jednej i drugiej strony, zatem po prostu każdy może wyrobić sobie własne zdanie.

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:

Fot. Newspix

Reklama
15 komentarzy
Paweł Paczul

Na Weszło pisze głównie o polskiej piłce, na WeszłoTV opowiada też głównie o polskiej piłce, co może być odebrane jako skrajny masochizm, ale cóż poradzić, że bardziej interesują go występy Dadoka niż Haalanda. Zresztą wydaje się to uczciwsze niż recenzowanie jednocześnie – na przykład - pięciu lig świata, bo jeśli ktoś przekonuje, że jest w stanie kontrolować i rzetelnie się wypowiedzieć na tyle tematów, to okłamuje i odbiorców, i siebie. Ponadto unika nadmiaru statystyk, bo niespecjalnie ciekawi go xG, półprzestrzenie czy rajdy progresywne. Nad tymi ostatnimi będzie się w stanie pochylić, gdy ktoś opowie mu o rajdach degresywnych.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Betclic 1. Liga

Reklama