Nie będzie kolejnej Polki w US Open. Martyna Kubka przegrała

Sebastian Warzecha

28 sierpnia 2026, 19:22 • 3 min czytania 1

Reklama
Nie będzie kolejnej Polki w US Open. Martyna Kubka przegrała

Martyna Kubka w swoim wielkoszlemowym debiucie przeszła dwie rundy kwalifikacji, ale nie udało się postawić Polce decydującego kroku. W meczu III rundy eliminacji przegrała z Kristiną Liutovą, czyli wielkim talentem, który ostatnio przeżywa doskonały okres.

Reklama

Martyna Kubka poza drabinką główną US Open

Bardzo dobry czas zaliczała w ostatnich tygodniach Martyna Kubka. W deblu była w finale turnieju WTA 125 w Warszawie, gdzie na korcie współpracowała z kończącą karierę Alicją Rosolską. Wcześniej wygrała turniej W75 w Hiszpanii i awansowała – po raz pierwszy w karierze – do TOP 200 światowego rankingu. Ten awans pozwolił jej dostać się do kwalifikacji US Open, co miało o tyle szczególne znaczenie, że na Wimbledonie zabrakło jej do występu w nich… jednego miejsca rankingowego.

Na US Open zaliczała więc wielkoszlemowy debiut, nawet jeśli tylko w kwalifikacjach.

Przez pierwszą rundę przeszła po problemach, ale skutecznie. Sprawiła jej wtedy spore wyzwanie utalentowana, 16-letnia, Annika Penickova. Amerykanka z czeskimi korzeniami wygrała pierwszego seta, w drugim zdawała się zmierzać po triumf, ale Martyna najpierw wyrwała jej tę partię, a potem spokojnie pokonała w trzecim secie. Rundę później turbulencje były tylko na początku, a potem – w starciu z Hiszpanką Mariną Bassols Riberą – Martyna pewnie wygrała.

Dziś niestety to rywalka ją ograła. I znów była nią 16-latka, konkretnie: Kristina Liutova, Rosjanka, która przeżywa ostatnio znakomity okres. Tuż przed US Open wygrała bowiem turniej WTA 250 w Memphis, gdzie do drabinki głównej weszła jako kwalifikantka, a po drodze ograła między innymi rozstawioną z „19” Jekatierinę Aleksandrową (ta skreczowała, ale przy stanie 5:4 dla Liutovej w decydującym secie). Innymi słowy: jest Kristina na fali wznoszącej, jest też wielkim, ogromnym wręcz talentem.

Reklama

Przed Martyną stało więc trudne zadanie. Wydaje się jednak, że ona sama może być zawiedziona tym, jak zagrała.

Bo od początku miała swoje problemy. Momentami średnio działał serwis – bardzo mocna broń jej w arsenale – nie nadążała też za niektórymi zagraniami ze strony rywalki. Jednak do stanu 4:4 wszystko wyglądało w tym meczu nieźle. Potem Kristina wywalczyła sobie break pointa. Jednego, pierwszego w meczu. I tyle wystarczyło, bo Martyna wyrzuciła piłkę w aut. Przy serwisie Liutovej walczyła, fakt, sama miała okazję na przełamanie, ale z niej nie skorzystała, a młoda Rosjanka (swoją drogą być może już niedługo – w zeszłym roku mówiła, że chciałaby zostać Amerykanką, bo w tym kraju mieszka od lat) zamknęła seta.

Reklama

W drugim zgarnęła wszystkie gemy. Pogubiła się wtedy Martyna, popełniała mnóstwo niewymuszonych błędów (choć trzeba jej oddać, że walczyła, próbowała i starała się też zmienić taktykę), a Kristina grała swoje – spokojnie, solidnie i bez pomyłek. Tyle wystarczyło, bo Polkę ewidentnie zjadły nerwy, po prostu nie poradziła sobie z presją awansu i po przegranym w końcówce pierwszym secie nie była już w stanie wejść na odpowiedni poziom.

Na debiut w drabince głównej musi więc jeszcze poczekać. A my w singlowym US Open obejrzymy szóstkę Polaków: Igę Świątek, Maję Chwalińską, Magdalenę Fręch, Magdę Linette, Huberta Hurkacza i Kamila Majchrzaka.

Fot. Newspix

Reklama
1 komentarz
Sebastian Warzecha

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Liga Europy

Bukari w ogniu krytyki po blamażu Crvenej! „Nie wiem, co on miał w głowie”

Mikołaj Duda
0
Bukari w ogniu krytyki po blamażu Crvenej! „Nie wiem, co on miał w głowie”

Inne sporty

Reklama