Zalewski bohaterem we Florencji. Viola znów bez wygranej

Marcin Ziółkowski

29 października 2026, 23:04 • 5 min czytania 0

Reklama
Zalewski bohaterem we Florencji. Viola znów bez wygranej

Fiorentina po serii czterech meczów bez wygranej, liczyła na przełamanie trendu. Na Stadio Artemio Franchi była na to dobra okazja, bo Atalanta nie zachwyca pod wodzą Maurizio Sarriego. Nicola Zalewski skutecznie temu zapobiegł – Polak zanotował asystę, a w drugiej połowie dołożył jeszcze gola. W Toskanii padł remis 2:2. Fiorentina po spotkaniu nadal jest więc w strefie spadkowej.

Reklama

Okoliczności meczu

Fiorentina ma swoiste deja vu. Poprzedni sezon i obecne rozgrywki to nowy trener, jego słaby start i zastąpienie go Paolo Vanolim. Ponownie też trzeba dać trochę czasu na uporządkowanie bałaganu. Viola po zdobyciu 4 oczek w dwóch pierwszych meczach nowego-starego trenera, przegrała później trzy kolejne, z czego z Interem straciła dwa gole po 90. minucie.

David de Gea ma najgorszy wynik ze wszystkich „wyjściowych” golkiperów w klasyfikacji tzw. powstrzymanych goli (-2,4). Obrona nadal pozostawia wiele do życzenia, ale kiedyś trzeba było przełamać złą passę.

Kiedy jak nie z Atalantą, która jest najprościej mówiąc drużyną niestabilną? W końcu Maurizio Sarri miał szansę utrzymać Atalantę na dwunastym miejscu w tabeli, w przypadku niekorzystnego rezultatu w Toskanii. Cztery porażki w ośmiu kolejkach to dorobek godny Atalanty, ale tej sprzed ery Gasperiniego.

La Dea nie zachwycała do tej pory, jest wobec niej dużo wątpliwości. Nicola Zalewski po raz pierwszy od 23 sierpnia rozpoczął ligowy mecz w pierwszym składzie.

Reklama

Fiorentina XI: de Gea – Jimenez, Dragusin, Viery, Joao Mario – Ndour, Fagioli, Brescianini – Mastantuono, Pellegrino, Njie,

Atalanta XI: Carnesecchi – Zappacosta, Kristensen, Obrić, Bernasconi – Gaetano, Ederson – Elmas, De Ketelaere, Zalewski – Krstović.

Reklama

Fiorentina strzelała, ale co z tego…

Los nie chciał ułatwiać Atalancie wyjścia z problemów. Reakcja Thomasa Kristensena po dwóch minutach gry sugerowała, że doznał urazu. Choć wrócił na boisko to na chwilę to już po czterech minutach zastąpił go… zawodnik dopiero wracający do gry po urazie, Giorgio Scalvini.

Atalanta często atakowała prawą stroną boiska. Nie robiło to dobrej reklamy Joao Mario, który mierzył się z Davide Zappacostą, a więc 34-latkiem będącym po wielu przejściach zdrowotnych. Działo się całkiem sporo, jak na mecz dwunastej z dziewiętnastą drużyną tabeli, ale konkretów pod bramką brakowało.

Reklama

Po kwadransie gry, Franco Mastantuono sprawdził Carnesecchiego, o dziwo strzałem z prawej nogi. Była to najlepsza okazja gospodarzy. Po drugiej stronie szansę miał Gaetano i Krstović. Nicolo Fagioli spróbował wariantu siłowego, ale piłka wylądowała na budowie, w końcu nadal na stadionie trwają prace budowlane.

Wydawało się, że pierwsza połowa zakończy się bezbramkowym remisem, aż tu nagle Fagioli stracił piłkę w środku boiska. Po kilku sekundach, była ona już w polu karnym Fiorentiny.

Nicola Zalewski atakowany przez dwóch rywali wypatrzył zupełnie niekrytego Charlesa De Ketelaere’a, a Belg przełamał ligową strzelecką niemoc. Płaski strzał dał prowadzenie Atalancie. Jedyny piłkarz, który na MŚ pokonał Unaia Simona, trafił w Serie A pierwszy raz od… stycznia.

Reklama

Fiorentina miała więc 11 strzałów na bramkę, ale… żadnego celnego. Atalanty pod bramką de Gei było nieco mniej, ale drużyna z Lombardii poszła na jakość. Można by więc tutaj w kontekście gospodarzy sparafrazować klasyka.

Waleczna Viola, ale nadal bez wygranej

Vanoli w przerwie zdjął Fagiolego, po którego stracie padła bramka (za niego Christ Oulai). Wyjaśniło się też, dlaczego przedłużyła się przerwa. Federico La Penna, arbiter meczu, zamienł się rolą z Livio Marinellim, prawdopodobnie z powodu kontuzji.

Reklama

Świetnie z rzutu wolnego uderzył Mastantuono. Piłka minimalnie minęła słupek bramki Carnesecchiego.

Cierpliwość przyniosła rezultaty. Zepchnięta ponownie do defensywy Atalanta skapitulowała w 54. minucie. Alex Jimenez świetnie wrzucił w pole karne, a dopiero ostatni w kolejce do otrzymania piłki Alieu Njie szczupakiem umieścił ją w siatce. Był to dla niego pierwszy gol w nowych barwach.

Reklama

Szczęście zaczęło dopisywać Fiorentinie. Joao Mario nie wiedział do końca co zrobić z piłką. No więc wymyślił, że pociągnie dalej akcję. Zbiegł do środka, uderzył, piłka odbiła się od Relji Obricia, a na koniec jeszcze otarła się o nogę Carnesecchiego. Tym oto sposobem Fiorentina objęła prowadzenie.

Reklama

Njie mógł dopisać asystę. Szwed był dość aktywny. Podobnie, jak już zwykle, Mastantuono.

W pobliżu pola karnego i bramki rywala, nic sobie Nicola Zalewski nie robił z rywali w tym meczu. De Ketelaere na skraju szesnastki podał do Polaka, a ten mimo tłoku w polu karnym (trzech, może czterech rywali obok niego) uderzył po ziemi i pokonał de Geę.

W ostatni kwadrans spotkania, drużyny wchodziły więc z wynikiem remisowym. Polak czekał na tego gola od Walentynek i meczu z Lazio, ponad osiem miesięcy.

Reklama

Bardzo ważną interwencję zanotował po rzucie rożnym Carnesecchi. Piłka po strzale trafiła w Edersona, co pozwoliło dojść do okazji Brescianiniemu. Bramkarz Atalanty odbił strzał z kilku metrów, była to zdecydowanie kluczowa obrona dla końcówki meczu.

Bohaterem meczu mógł zostać Beto, który wszedł na ostatnie minuty. Piłkarz grający w reprezentacji Gwinei-Bissau minimalnie chybił po uderzeniu głową. Zakończyło się wynikiem 2:2, nikt nie mógł być z tego wyniku zadowolony.

ACF Fiorentina – Atalanta Bergamo 2:2 (0:1)

  • 0:1 – Charles De Ketelaere – 41′
  • 1:1 – Alieu Njie – 53′
  • 2:1 – Joao Mario – 61′
  • 2:2 – Nicola Zalewski – 74′
Reklama

Fot. Newspix

0 komentarzy
Marcin Ziółkowski

Człowiek urodzony w roku stulecia swojego przyszłego ulubionego klubu. Schodzący po czerwonej kartce Jens Lehmann w Paryżu w finale Ligi Mistrzów 2006 to jego pierwsze piłkarskie wspomnienie. Inspiruje się Robertem Kubicą, Fernando Alonso i Ottem Tanakiem, bo jest zdania, że warto dać z siebie sto i więcej procent, nawet mimo niesprzyjających okoliczności. Po szkole godzinami czytał o futbolu na Wikipedii, więc wybudzony nagle po dwóch godzinach snu powie, że Oleg Błochin grał kiedyś w Vorwarts Steyr. Potrafi wstać o trzeciej nad ranem na odcinek specjalny Rajdu Safari, ale nigdy nie grał w Colina 2.0. Na meczach unihokeja w szkole średniej stawał się regenem Lwa Jaszyna. Esencją piłki jest dla niego styl gry Barcelony i Bayernu Hansiego Flicka, bo Zdenek Zeman i jego podejście to życie, a posiadanie piłki jest przehajpowane

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Piłka nożna

Reklama