Zdobył 83 punkty i podzielił fanów NBA! Kim jest Bam Adebayo?

Tomasz Kordylewski

13 marca 2026, 19:45 • 11 min czytania 1

Reklama
Zdobył 83 punkty i podzielił fanów NBA! Kim jest Bam Adebayo?

Bam Adebayo przeszedł do historii NBA. We wtorkowym starciu z Washington Wizards podkoszowy Miami Heat zapisał na konto 83 punkty. To drugi najlepszy wynik w dziejach NBA i najlepszy w jej „nowożytnej” erze, czyli od czasu wprowadzenia linii rzutów za trzy punkty w 1979 roku.

Adebayo przeskoczył tym samym Kobego Bryanta na liście wszech czasów. Legendarny obrońca Los Angeles Lakers w 2006 roku zdobył 81 punktów. Wyczyn 28-latka podzielił jednak społeczność NBA. Jedni celebrują fantastyczny wynik, inni rekordu nie doceniają.

To właśnie dzisiejsza NBA w pigułce.

Reklama

Bam Adebayo zdobył 83 punkty i przeszedł do historii NBA

31 punktów w pierwszej kwarcie, 43 do przerwy i 83 na koniec spotkania. Bam Adebayo już na stałe zapisał się w historii NBA. We wtorek uzyskał drugi najlepszy wynik punktowy w historii. Więcej punktów w jednym meczu NBA zdobył tylko Wilt Chamberlain w 1962 roku, kiedy to zapisał na konto równo 100 punktów. Niestety na tym spotkaniu nie było żadnych kamer…

Adebayo pobił więc wynik Kobego Bryanta (81 punktów), a przy okazji ustanowił nowy też rekord Miami Heat. Wcześniej najwięcej punktów dla klubu z Florydy zdobył LeBron James (61). To jednak nie koniec. 28-latek trafił w tym meczu 20 rzutów z gry – w tym siedem trójek – oraz aż 36 rzutów wolnych, co jest nowym rekordem ligi.

Dla mnie liczyło się to, żeby pozostać spokojnym i skupionym. Żeby rozumieć, że mogę zrobić coś wyjątkowego – mówił po meczu bohater Heat.

Reklama

Nie myślałem, że to będą 83 punkty. Ale przeżyć coś takiego jest wręcz nierealne. We własnej hali, na oczach mojej mamy, moich ludzi, kibiców… Zostawiłem ślad w historii, który zostanie zapamiętany na zawsze – dodał Bam.

28-latek został więc dopiero 11. graczem w historii NBA, który dobił do granicy co najmniej 70 punktów w jednym spotkaniu. Wcześniej dokonali tego Chamberlain (sześć razy), Bryant, Luka Doncić, David Thompson, Damian Lillard, Donovan Mitchell, David Robinson, Elgin Baylor, Joel Embiid oraz Devin Booker. W całym spotkaniu Adebayo obok 83 punktów miał też 9 zbiórek, 3 asysty, dwa przechwyty oraz dwa bloki. 

Ten rekordowy występ podzielił jednak społeczność NBA. Są tacy, którzy doceniają. Jakby nie patrzeć, to historyczny wyczyn. Ale niemal natychmiast pojawiły się głosy, że sposób, w jaki Adebayo zdobył 83 punkty, sprawił, że sam wynik nie jest aż tak imponujący.

Widziałem, że trafił tylko siedem trójek, ale jakieś 40 rzutów wolnych, a to mówi samo za siebie – stwierdził Ime Udoka. – No i grali z Washington Wizards – dodał trener Houston Rockets. – On nie jest strzelcem, więc to, że pobił wynik Kobego, nie świadczy dobrze o lidze – oznajmił Gordon Hayward, który też zwrócił uwagę na to, kto był rywalem Heat w tym meczu.

Reklama

– I przez to wydaje się to trochę mało poważne – dodał były zawodnik NBA.

Krytykują wyczyn Adebayo. „Nie ma znaczenia, w jaki sposób zdobyłeś tyle punktów”

Faktem jest, że wtorkowy rywal Heat, a więc Wizards, to jedna z najgorszych drużyn w lidze. Stołeczna ekipa ma najgorszą defensywę w NBA. Jest też wśród kilku „tankujących” w tym sezonie zespołów. Co roku część klubów NBA bije się nie o mistrzostwo, a o jak najwyższe miejsce w drafcie. W tym celu trzeba jednak sporo meczów przegrać, bo im gorszy drużyna ma na koniec fazy zasadniczej bilans, tym większe szanse w loterii, która decyduje o kolejności wyboru w naborze młodych zawodników z potencjałem.

W trwających rozgrywkach „tankowanie” – często dobrze utożsamiane wręcz z celowym przegrywaniem – osiągnęło już zresztą taki poziom, że komisarz Adam Silver zapowiedział kolejne duże zmiany. Od przyszłego sezonu liga chce to ukrócić, choć łatwo jej nie będzie. Bo dopóki drużyny są de facto nagradzane (lepszą pozycją w loterii) za przegrywanie, przez co kolekcjonowanie porażek się opłaca, dopóty taki proceder będzie mniej lub bardziej zachodził.

Nie ma więc wątpliwości, że Wizards we wtorek chcieli przegrać. Była to zresztą ich dziewiąta kolejna porażka. W ten sposób cały czas „biją się” o najgorszy bilans w lidze, by jako jedna z trzech najgorszych ekip w NBA zagwarantować sobie 14 proc. szans na wylosowanie pierwszego numeru w drafcie.

Reklama

Heat tymczasem są na fali wznoszącej. I we wtorek wynik spotkania rozstrzygnęli tak naprawdę już na długo przed ostatnią syreną. Mimo tego Adebayo został na boisku. A jego koledzy cały czas dostarczali mu piłkę. A potem faulowali rywali, by szybko posiadanie piłki odzyskać. To też spotkało się z dużą krytyką wśród fanów. W takich sytuacjach mówi się często o sztucznym „pompowaniu” statystyk.

– Nie ma znaczenia, w jaki sposób zdobyłeś tyle punktów – odpowiada jednak Giannis Antetokounmpo. Były MVP ligi mówi wprost: najważniejsze jest to, ile punktów zdobyłeś. – Za 10, 20 czy 30 lat nikt nie będzie pamiętał o tym, ile rzutów wolnych oddał. Myślę, że nikt chyba nie pamięta, ile rzutów oddał Kobe albo ile trafił rzutów wolnych czy trójek. Pamięta się tylko to, że zdobył 81 punktów – dodał Grek.

Trudno się z nim nie zgodzić w tej kwestii. Szczególnie jeśli chodzi o rzuty wolne, które też są częścią tej gry. Nikt za darmo tych punktów nie daje. Wystarczy spytać o to np. Shaquille’a O’Neala. Jeden z najbardziej dominujących zawodników w historii NBA miał przecież ogromne problemy na linii rzutów wolnych. W swojej karierze zdobył ponad 28 tys. punktów. Mógł mieć ponad 5 tys. więcej, bo właśnie tyle rzutów wolnych przestrzelił.

A to, że Wizards są jedną z najsłabszych drużyn w lidze? To nie wina Adebayo. Nie można się też dziwić temu, że Heat zrobili tej nocy wszystko, by pomóc 28-latkowi w wyśrubowaniu rekordu. Ani że on – wielki fan Bryanta – zrobił wszystko, by swojego idola doścignąć, a nawet przegonić. Przecież o to w sporcie właśnie chodzi: by równać do legend.

Reklama

Bam Adebayo poprawił swój rekord kariery o… 41 punktów. Tego w NBA jeszcze nie było

Tym bardziej że takie okazje nie zdarzają się zbyt często. Z reguły takie występy dzieją się zupełnie nieoczekiwanie. Często są wynikiem jakichś dziwnych wydarzeń czy zbiegów okoliczności; inaczej byłyby przecież codziennością, a nie są. 100 punktów Chamberlaina też zdarzyło się w jakimś zupełnie randomowym meczu pod koniec fazy zasadniczej przeciwko słabej drużynie. I tak samo Bryant swoje rekordowe 81 punktów zdobywał w starciu z Toronto Raptors, którzy po 40 meczach sezonu mieli na koncie tylko 16 wygranych.

Nie będę absolutnie za nic przepraszał – oznajmił więc w czwartek na konferencji prasowej Erik Spoelstra, czyli trener Miami Heat. – Tak, był na boisku na koniec meczu, bo tego chcieli nasi fani. I to też chcemy oglądać w tej lidze, by działy się takie historie. To była magiczna, fantastyczna noc, która pojawiła się znikąd. Trzeba korzystać z takich okazji. Nasi kibice są podekscytowani, a nasza szatnia potrzebowała czegoś takiego. Chcę, żeby na naszym zespole była presja. I założę się, że to pozwoli nam wejść na wyższy poziom – dodał Spoelstra.

Reklama

Nie da się jednak ukryć, że występ Adebayo jest najbardziej szokującą ze wszystkich strzeleckich eksplozji, jakie widziała najlepsza koszykarska liga świata. NBA lubi jednak zaskakiwać. A to transfer Luki Doncicia do Los Angeles Lakers, a to 83 punkty zawodnika, którego poprzedni rekord kariery wynosił… 41 punktów. Co więcej, Bam pobił swój najlepszy wynik po ponad pięciu latach! A przy tym go jeszcze podwoił. Było to więc absolutnie niespodziewane. Wcześniej w historii NBA rekordy kariery w punktach najbardziej poprawiali Devin Booker (z 39 do 70 punktów) oraz Kenneth Lofton Jr. (z 11 do 42 punktów), ale Adebayo wyraźnie ich przebił.

W tych wszystkich liczbach i analizach nie można jednak zapomnieć o jednym. O człowieku, który stoi za całą ta historią. – Nic bym nie zmienił i zrobiłbym wszystko tak samo dla Bama. Nie będę za to nikogo przepraszał. Ogromnie się cieszę z jego powodu, bo Bam to po prostu porządny gość – stwierdził Spoelstra.

Kim jest Bam Adebayo? Zielony barak przypomina o tym, skąd się wyrwał

Adebayo zasłynął w mediach kilka lat temu, gdy po podpisaniu pierwszego dużego przedłużenia kontraktu, kupił swojej mamie niezwykły prezent na jej 56. urodziny.

Dom.

Reklama

Przez lata żył bowiem z mamą w zielonym, podłużnym baraku. Fotografię tego baraku trzyma zresztą w szatni Miami Heat. By przypominało mu o drodze. Także w nowym domu mamy zdjęcie poprzedniego lokum zawisło zaraz przy wejściu.

28-latek przyznał zresztą, że przez długi czas nie był świadomy tego, w jakiej sytuacji życiowej się znalazł. Jego tata opuścił rodzinę, gdy Bam był mały. To na barki mamy spadło więc wychowanie syna i zapewnienie mu jak najlepszych warunków do rozwoju.

Reklama

Gdy byłem młodszy, to wydawało mi się, że mama po prostu pracuje i że to normalna rzecz jak u dorosłych – wspominał po latach Adebayo, cytowany przez ESPN. – Ale dojrzałem i zacząłem patrzeć na to nieco inaczej. Widziałem, jak mojej mamie jest ciężko. Wracała do domu zmęczona. Nie chciała nic robić. Z czasem zacząłem sobie myśleć, że moja mama zasługuje na więcej. Zacząłem więc robić wszystko, by wyciągnąć mamę z baraku – dodał.

Mama robiła z kolei wszystko, by upewnić się, że Adebayo będzie miał szansę się wybić. Choć sama nie miała prawa jazdy, to znajdowała pomoc u znajomych. Dzwoniła nawet do dyrektora szkoły, by ten objął jej syna dodatkową opieką. Nie było jednak takiej potrzeby. – To jeden z naszych najlepszych dzieciaków – usłyszała.

A sam Adebayo mówił po latach, że nie chciał być po prostu postrzegany jako biedny dzieciak. Miał ambicje na coś więcej. Także za sprawą mieszkania w baraku, z którego chciał się tak po prostu wyrwać. – Gdybyśmy mieli lepsze życie, to nie byłoby mnie w tym miejscu – stwierdził już jako zawodnik NBA.

Wątpliwi w jego umiejętności w… ataku. Właśnie zdobył 83 punkty w NBA

Młody Bam był też bowiem jednym z najlepszych młodych koszykarzy w całym kraju na poziomie szkół średnich. Zagrał w prestiżowych meczach McDonald’s All-American Game oraz Jordan Brand Classic, a ESPN umieścił go na piątym miejscu swojego rankingu. Adebayo mógł więc przebierać w ofertach od topowych uczelni w kraju. Postawił na Kentucky, gdzie trener John Calipari miał dla niego uszykowaną rolę. Młody podkoszowy miał przede wszystkim harować w obronie. To spowodowało, że gdy Adebayo zgłosił się po jednym sezonie w NCAA do draftu, to wielu ekspertów miało spore wątpliwości co do jego umiejętności po ofensywnej stronie parkietu.

Reklama

Tak, to prawda. Zawodnik, który właśnie zdobył 83 punkty, czyli drugi najwyższy wynik w historii NBA, był na początku swojej drogi niedoceniany w kwestii ataku.

Adebayo zachwycił jednak przedstawicieli Heat na treningu przed draftem. Jak opisywał Zach Lowe na łamach ESPN, po godzinie różnego rodzaju ćwiczeń Adebayo miał za zadanie bronić przeciwników na obwodzie. Heat chcieli sprawdzić, jak wyższy zawodnik poradzi sobie z niższymi, szybszymi graczami po zamianach krycia. – Chyba mnie z kimś ku*wa pomyliliście! – wykrzyczał Adebayo w kierunku… Spoelstry oraz Pata Rileya, czyli legendarnego trenera i menedżera Heat, który sam znany jest z ciętego języka. Po czym dał pokaz swoich umiejętności.

Władze klubu trochę nie wierzyły, co się właśnie dzieje, a trochę były pod wrażeniem. Heat znaleźli kolejnego „swojego” gracza.

Reklama
Bam Adebayo (Miami Heat)



Reklama




Bo choć Adebayo chciał trafić do Charlotte – dzięki temu byłby bliżej rodzinnych stron i przede wszystkim mamy – to finalnie osunął się na 14. wybór właśnie do Miami. Dla Heat to była ogromna radość. Wybrali dokładnie tego zawodnika, którego chcieli. Bam szybko okazał się jednym z liderów zespołu. Dziś pozostaje jego najważniejszym graczem. Wciąż doceniany głównie za swoją defensywą wszechstronność (dowodem pięć nominacji do grona najlepszych defensorów sezonu), potrafi też ciągnąć drużynę w ataku. Ale przede wszystkim świeci przykładem jako kapitan Miami.

Jestem pewien, że Bam jest świadom, że czasem jest niedoceniany. Uważam jednak, że on to rozumie i ma na to dojrzały pogląd. On wie, że może zdobywać po 30 punktów na mecz, ale wie też, że jego rola dla tej drużyny jest większa. Robi wszystko, czego zespół potrzebuje, bo taki już po prostu jest – napisał Keshad Johnson, kolega Adebayo ze składu Heat, na łamach The Athletic.

W mojej opinii nikt nie zasłużył na to bardziej niż on. Wiem, jak ciężko pracuje. Wiem, ile wkłada w grę. Widzę to na własne oczy jako ktoś, kto z nim trenuje i dzieli tę samą szatnię. To dlatego jest liderem i kapitanem. Cieszę się teraz, widząc efekty jego pracy, że coś takiego jest jego udziałem – dodał zwycięzca tegorocznego konkursu wsadów NBA.

Wilt, Bam i Kobe. To oni zdobyli najwięcej punktów w jednym meczu NBA

Adebayo dwukrotnie grał z Miami w wielkim finale ligi. Trzy razy był wybierany do All-Star Game. Na koncie ma też dwa złote medale olimpijskie z reprezentacją Stanów Zjednoczonych – z Tokio (2021) i Paryża (2024).

Nie jest największą gwiazdą NBA, ale być może to w tej historii jest najciekawsze. Oto nie aż tak znany zawodnik dokonał czegoś naprawdę niezwykłego. Jest drugi tylko za legendarnym Wiltem Chamberlainem. Przegonił Kobego Bryanta – co nazwał „surrealistycznym” przeżyciem – na którego występach się wychowywał jak całe pokolenie zawodników i koszykarzy. I dostał gratulacje m.in. od LeBrona James czy nawet Michaela Jordana. Ten drugi niezbyt często chwali zresztą zawodników z obecnych czasów, co sprawia, że jego pochwały są tym bardziej wyjątkowe.

Dlatego w dobie bardzo wybiórczych statystyk, którymi lubują się już nie tylko Amerykanie – że ktoś we wtorek akurat po zachodzie słońca zdobył tyle i tyle punktów na takiej a takiej skuteczności, zebrał, podał, zablokował i może jeszcze jeden z rzutów trafił z zamkniętym oczami – warto docenić bardzo konkretną statystykę.

Kto zdobył najwięcej punktów w jednym meczu NBA?

Chamberlain – 100. Adebayo – 83. Bryant – 81.

Wilt, Bam, Kobe. Właśnie w takiej kolejności. I tego nikt nie podważy.

TOMASZ KORDYLEWSKI

CZYTAJ WIĘCEJ O NBA NA WESZŁO:

fot. Newspix, Wikimedia Commons, Instagram/Miami Heat

1 komentarz
Tomasz Kordylewski

Zakochany w koszykówce, odkąd w 2008 roku jako 13-latek zobaczył w akcji Rajona Rondo. Dumny fan Boston Celtics. Dziennikarz sportowy z pasji i wykształcenia. O NBA pisał dla newonce, Rzeczpospolitej i Kanału Sportowego. Od 2022 roku co roku na start sezonu wydaje "Przewodnik NBA". Za największy życiowy sukces uznaje jednak wygraną z rakiem jądra. I teraz niemal każdego faceta potrafi zapytać, czy badał sobie ostatnio jaja.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Koszykówka

Koszykówka

Jordan równo z syreną. Polska wygrywa w eliminacjach mistrzostw świata

AbsurDB
4
Jordan równo z syreną. Polska wygrywa w eliminacjach mistrzostw świata