Już wszyscy się zdążyli do nich przyzwyczaić. Jednym z nieodłącznych elementów meczów kończących się mistrzostw świata były przerwy na nawodnienie. Sprawa „hydration breaks” była już analizowana pod każdym możliwym kątem. Niektórym ten zamysł się spodobał, innym wprost przeciwnie. Zbadano nawet jego sportowe konsekwencje, gdzie mecz nabierał zupełnie innego przebiegu. Teraz głos w tej sprawie zabrał Arsene Wenger, dyrektor FIFA ds. globalnego rozwoju piłki nożnej.
Przerwy na nawodnienie są tak naprawdę obecne w piłce nożnej od lat. Z tym, że nie były obowiązkowe. Sędzia mógł zarządzić krótką przerwę mniej więcej w połowie każdej części gry, o ile służyły temu warunki pogodowe, tj. temperatura wskazywała odpowiednią wartość.
Na kończących się mistrzostwach świata FIFA zdecydowała, że „hydration breaks” będą obowiązkowe, niezależnie od temperatury, w jakiej toczy się mecz. W praktyce chodziło o zarobek. Telewizje transmitujące mundial na całym świecie z pewnością nie narzekały, że oprócz reklam między połowami mogą wyemitować je dwukrotnie także w trakcie samego meczu. Czasami – na niektórych stadionach i w niektórych sytuacjach – wyglądało to absurdalnie.
Czy jest szansa, by obowiązkowe przerwy na nawodnienie zagościły w piłce nożnej także w przyszłości? Analizę w tym aspekcie zapowiedział Arsene Wenger, dyrektor FIFA ds. globalnego rozwoju piłki nożnej.
– W niektórych spotkaniach takie przerwy były naprawdę potrzebne. Chcieliśmy jednak, aby wszystkie mecze były prowadzone według tych samych zasad, dlatego już przed rozpoczęciem turnieju zdecydowaliśmy, że będą obowiązywać we wszystkich spotkaniach. Nie wszystkim się to podobało – mówił Wenger cytowany przez The Athletic.
🚨 FIFA will reassess the controversial hydration-break policy introduced at the 2026 World Cup, Arsène Wenger has confirmed. 💧🏆
The stoppages were enforced in every match regardless of conditions, with broadcasters accused of treating them as extra advertising windows.… pic.twitter.com/XqDiN4CZIk
— Transfer News Live (@DeadlineDayLive) July 18, 2026
Przerwy na nawodnienie? Ilu selekcjonerów, tyle opinii
Różne podejścia do tego tematu mieli też selekcjonerzy poszczególnych uczestników mundialu. Jednym te przerwy się podobały, mogli traktować je jako czas, niczym w innych dyscyplinach i przekazywać swoim zawodnikom wskazówki na kolejne minuty. Niektórzy doceniali je ze względów zdrowotnych, ich podopieczni mogli chwilę odpocząć, by w kolejnych minutach dać z siebie jeszcze więcej. Dokładnie z tych samych powodów sens obowiązkowych przerw na nawodnienie w piłce nożnej przez wielu selekcjonerów był kwestionowany.
Zdaniem konserwatystów, którym robi się niedobrze na widok mieszania w przepisach gry w piłkę nożną, takie przerwy po prostu niszczą futbol. Głosem tych osób mógłby zostać Marcelo Bielsa, który prowadził na mundialu reprezentację Urugwaju.
– Granie tak naprawdę cztery razy po dwadzieścia parę minut zamiast dwa razy po 45 mocno zmienia kulturowe postrzeganie piłki nożnej. Ta zmiana moim zdaniem niczego nie wnosi, w dodatku bardzo wiele futbolowi odbiera. Przed podjęciem decyzji o tych przerwach futbol miał określoną duszę i charakter, a teraz wygląda to inaczej. Ludzie zakochali się w tej grze właśnie przez jej wyjątkowość i charakterystykę – mówił 70-latek.
Pojawiło się już wiele analiz, z których wynika, że „hydration breaks” znacząco wpływają na losy meczów. Wenger nie do końca zgadza się z tym stwierdzeniem.
– Po mistrzostwach świata przeanalizujemy, jaki były rzeczywiste efekty tego rozwiązania. Nie wydaje mi się, aby miało to jakikolwiek wpływ na wyniki meczów. Jesteśmy jednak po to, aby służyć ludziom oglądającym piłkę nożną, dlatego ostateczne wnioski wyciągniemy po zakończeniu turnieju – zapowiedział Francuz.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix