Liverpool odwrócił losy meczu! Udany debiut Iraoli w Lidze Mistrzów

Wojciech Piela

09 września 2026, 23:03 • 6 min czytania 0

Reklama
Liverpool odwrócił losy meczu! Udany debiut Iraoli w Lidze Mistrzów

Liverpool nie zaczął najlepiej, ale skończył dokładnie tak, jak chciał. Atletico Madryt jako pierwsze uderzyło na Anfield, jednak gospodarze odpowiedzieli dwoma golami i odwrócili losy spotkania. Andoni Iraola może więc świętować zwycięski debiut w Lidze Mistrzów, a Diego Simeone po raz kolejny przekonał się, jak niewygodnym miejscem dla jego zespołu jest stadion Liverpoolu.

Reklama

W poprzednim sezonie obydwa zespoły również zmierzyły się ze sobą na Anfield w 1. kolejce fazy ligowej Ligi Mistrzów. Wówczas The Reds prowadzili już 2:0, ale Atletico za sprawą dwóch goli Marcosa Llorente było w stanie doprowadzić do wyrównania. Dopiero za sprawą niesamowitej końcówki i trafieniu w drugiej minucie doliczonego czasu gry Virgila Van Dijka gospodarze dopisali sobie trzy punkty.

Udany debiut Iraoli w Lidze Mistrzów. Liverpool odwrócił losy meczu!

Dzisiaj rzeczywistość jest już jednak nieco inna, a na ławce Liverpoolu zasiada Andoni Iraola zamiast zwolnionego latem Arne Slota. Dla szkoleniowca rodem z kraju Basków był to debiut w najbardziej elitarnych klubowych rozgrywkach. Zarówno Llorente, jak i Van Dijk znaleźli się jednak w wyjściowych składach.

Z ciekawszych informacji dotyczących jedenastek: po raz pierwszy w tym sezonie znalazł się w niej choćby Julian Alvarez, który latem próbował wymusić odejście do FC Barcelony. Diego Simeone postawił też choćby na pozyskanego latem z Tottenhamu Cristiana Romero na środku obrony czy Kang-Ina Lee z PSG na pozycji napastnika.

Poza kadrą znalazł się natomiast Arnau Ortiz, a to efekt… czerwonej kartki, jaką zobaczył ponad dwa lata temu w starciu eliminacji Ligi Konferencji Śląsk Wrocław – Sankt Gallen. Tak, to ten słynny mecz, w którym Łukasz Ciona krzyczał o niewyobrażalnej kradzieży sędziego Duje Strukana. Trzeba przyznać, że niesłychanie potoczyła się ta historia.

Reklama

Pierwszy mecz w wyjściowym składzie zaliczył natomiast w Liverpoolu sprowadzony z PSG za 123 miliony funtów Bradley Barcola. Poza nim fani gospodarzy ujrzeli również innych nowych graczy – Jeremy’ego Jacqueta czy Ronalda Araujo. W kadrze zabrakło z kolei kontuzjowanego Cody’ego Gakpo. The Reds przystępowali do starcia z Atletico po pierwszym zwycięstwie w sezonie, gdyż w 3. kolejce Premier League pokonali Ipswich 2:0. Dubletem popisał się Alexander Isak.

To właśnie Szwed urwał się obrońcom rywali już w 1. minucie, kiedy otrzymał podanie po przejęciu piłki przez Szoboszlaia. Strzał byłęgo napastnika Newcastle poszybował jednak obok bramki i skończyło się na strachu dla ekipy z Madrytu. Kilkanaście minut później to oni z kolei przeszli do ofensywy. Poskutkowało to golem w 17. minucie, a jego autorem został – cóż za zaskoczenie – Marcos Llorente! Hiszpański mistrz świata strzelił swojego piątego gola w trzecim meczu na Anfield wykorzystując prostopadłe podanie Alvareza, który miał wokół siebie bardzo dużo wolnej przestrzeni.

Reklama

Nie po raz pierwszy w tym sezonie wysoko ustawiona linia obrony Liverpoolu dała się zaskoczyć. Linię spalonego złamał Milos Kerkez, który nie dał rady upilnować Llorente. Energetyczny styl gry Andoniego Iraoli oparty na intensywnym pressingu w połączeniu z brakami w dynamice u poszczególnych defensorów znów był powodem kłopotów dla The Reds. Po dwa gole tracili oni przecież przeciwko Newcastle i Nottingham Forest.

Reklama

W obydwu tamtych meczach Liverpool również był zmuszony do odrabiania strat, ale Rojiblancos wcale nie wyglądali na ekipę, która zamierza spuszczać z tonu. W 27. minucie groźny strzał z dystansu oddał bowiem Alvarez, kiedy wysokimi umiejętnościami musiał popisać się Alisson. Brazylijczyk dosięgnął piłki zmierzającej do bramki i wybił ją na rzut rożny.

The Reds zaczęli się budzić dopiero po pół godzinie gry. To wówczas w nieco bardziej żywiołowy sposób zaczęły reagować trybuny, a do dobrej sytuacji doszedł Florian Wirtz. Niemiec otrzymał dobre podanie z lewej strony od Isaka, lecz jego uderzenie wybronił Jan Oblak. Okazało się jednak, że nawet gdyby w tej sytuacji padł gol, to nie zostałby uznany, bo wcześniej Szwed znajdował się na spalonym.

Angielski zespół poczuł się jednak na murawie nieco pewniej, gdyż nie dopuszczał już Atletico w pobliże własnej bramki. Poskutkowało to wyrównaniem w 40. minucie. Najpierw do uderzenia z pola karnego doszedł Barcola. Jego strzał wybronił jeszcze Oblak, ale chwilę później był bez szans przy trafieniu Szoboszlaia. Na szczególne wyróżnienia zasłużyło dwóch ludzi. Po pierwsze, Kerkez, który po swoim doskoku odebrał piłkę Lee i rozpoczął całą akcję. Tym samym Węgier zrehabilitował się za błąd przy straconym golu.

Reklama

Po drugie, Ronald Araujo. Urugwajczyk został przed sezonem wypożyczony z Barcelony i nie został przyjęty przez fanów Liverpoolu z wielkim entuzjazmem. Nominalny stoper po raz drugi zagrał już w tym sezonie na prawej obronie, a przy trafieniu Szoboszlaia popisał się sytuacyjną asystą, pięknie zagrywając piłkę piętą.

Węgier jest jednym z zawodników, którzy latem przedłużyli kontrakt z Liverpoolem, podobnie jak Ryan Gravenberch. Tego nie może o sobie powiedzieć na razie Alexis Mac Allister, którego umowa wygasa latem przyszłego roku. – Nie było bezpośredniej rozmowy ze mną. Rozmawiali za to z moim agentem. To, co od niego usłyszałem, to to, że nie są w stanie przedłużyć mojej umowy. To naprawdę smutne. Wygraliśmy razem Premier League, przeszliśmy razem przez trudne chwile, a ja zawsze dawałem z siebie wszystko – powiedział przed meczem mistrz świata z 2022 roku.

Reklama

Niedługo po wyjściu z szatni na drugą połowę, w 50. minucie Argentyńczyk pokazał jednak, dlaczego z nim również być może warto byłoby niebawem usiąść do rozmów. Były zawodnik Brighton huknął zza pola karnego i dał Liverpoolowi prowadzenie. Wcześniej dobrą akcją popisał się Rio Ngumoha, który sprawiał spore kłopoty Marcowi Pubillowi. Niedługo po trafieniu Liverpoolu na 2:1 Hiszpan zobaczył za faul na 18-letnim Angliku żółtą kartkę.

Simeone reagował zmianami. Po godzinie gry na boisku pojawili się Ademola Lookman i Alejandro Grimaldo. Korekt dokonał również Andoni Iraola, ale o ile pojawienie się Jeremiego Frimponga było być może zaplanowane, to wejście Victora Munoza raczej niekoniecznie. Hiszpan zastąpił bowiem kontuzjowanego Barcolę, który doznał urazu mięśniowego. W swoim debiucie na Anfield skrzydłowy chciał się pokazać z dobrej strony, ale fani zapamiętają przede wszystkim jego zmarnowaną sytuację z 49. minuty, kiedy przestrzelił po błyskawicznej kontrze i podaniu Wirtza.

Reklama

Mimo straty gola, Atletico nie wykazywało się przesadną aktywnością w ofensywie. Coś próbował stworzyć Alvarez, oddał nawet jeden celny strzał, ale ekipie z Madrytu zdecydowanie brakowało argumentów. Liverpool również nie kwapił się do ataków, co sprawiło, że ostatnie minuty na Anfield upłynęły dosyć sennie. Nie zmienia to faktu, że to gospodarze byli bliżej podwyższenia prowadzenia niż goście wyrównania. W 89. minucie gola po akcji Munoza strzelił bowiem Frimpong, ale Holender był w tej sytuacji na spalonym.

Liverpool od zwycięstwa rozpoczął więc kolejny sezon w Lidze Mistrzów i przy okazji pokazał spory charakter podnosząc się po stracie gola Llorente. Jeszcze latem na mundialu Diego Simeone żywiołowo dopingował swoją reprezentację Argentyny w drodze do wielkiego finału. Wśród wspieranych przez niego zawodników był Mac Allister, ale tym razem z pewnością wpędził on szkoleniowca Atletico w znacznie gorszy nastrój. The Reds pod wodzą Iraoli wyglądają na zespół, który się rozkręca i w ofensywie na pewno postraszą jeszcze niejednego rywala. Po końcowym okresie Arne Slota nieco głębszy oddech na Anfield z pewnością wszyscy przyjęli z dużym uśmiechem na twarzy.

fot. Newspix

Reklama
0 komentarzy
Wojciech Piela

Uwielbia sport, czasem nawet próbuje go uprawiać. W przeszłości współtworzył legendarne radio Weszło FM, by potem oddawać się pasji do Premier League na antenie Viaplay. Formaty wideo to jego żywioł, podobnie jak komentowanie meczów, ale korzystanie z języka pisanego również jest mu niestraszne. Wytężone zmysły, wzmożona czujność i mocne zdrowie – te atrybuty przydają mu się zarówno w pracy, jak i życiu codziennym. Żyje nadzieją na lepsze jutro słuchając z zamiłowaniem utworów Andrzeja Zauchy czy Krzysztofa Krawczyka – bo przecież bez przeszłości nie ma przyszłości.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Liga Mistrzów

Reklama
Ekstraklasa

Wyjaśnione. Za rok dwa polskie zespoły z miejscem w fazie ligowej

AbsurDB
46
Wyjaśnione. Za rok dwa polskie zespoły z miejscem w fazie ligowej