Powiększony mundial działa. Mecz RPA – Kanada tego nie zmienia

Aleksander Rachwał

29 czerwca 2026, 16:41 • 5 min czytania 13

Reklama
Powiększony mundial działa. Mecz RPA – Kanada tego nie zmienia

Mecz Kanady z RPA był kiepski. To jest fakt, z którym trudno dyskutować – niewiele w tym spotkaniu się działo, zespoły pokazały mało dobrej piłki, było za to mnóstwo niedokładności i błędów. Jednocześnie starcie to stało się dla przeciwników nowej formuły mundialu ostatecznym argumentem za tym, że powiększenie liczby uczestników było błędem. I z tym już zamierzam polemizować.

Reklama

Format mistrzostw świata z 48 drużynami od początku budził sporo negatywnych emocji. Pojawiały i wciąż pojawiają się głosy, że zwiększenie liczby uczestników zaniża poziom turnieju, że dostaniemy przez to mnóstwo słabych meczów, a faza grupowa w takim układzie to już w ogóle porażka. Mogę się zgodzić, że turniej w tej formule ma swoje wady, ale nie powiedziałbym, że jest nią akurat liczba zespołów.

Nowy format zaniża jakość na mundialu? Liczba drużyn nie jest problemem

Z pewnością idealnym rozwiązaniem nie jest tabela drużyn z trzecich miejsc. Gdy trzy ekipy z grupy mogą awansować, pojawiają się sytuacje jak w meczu Paragwaju z Australią, gdy obie strony urządza remis. To był wyjątek, ale jednak potwierdzający, że w takiej formule sportowa rywalizacja może ustąpić pola kalkulacji.

Na pewno można by też lepiej rozwiązać kwestię eliminacji na poziomie kontynentalnym. Ścieżka Nowej Zelandii na turniej to był kompletny żart. Pewien niesmak można też czuć wobec tego, jak rozstrzygnęła się czwarta runda eliminacji w Azji – Katar i Arabia Saudyjska „stworzyły sobie” tam przecież warunki stawiające je w uprzywilejowanej pozycji.

W tej kwestii co do zasady zgadzam się z opinią, którą przedstawił w wywiadzie na Weszło Jonathan Wilson – dobrym rozwiązaniem byłoby zglobalizowanie eliminacji. Przydzielenie drużynom z danego kontynentu miejsca na mundialu „z urzędu” moim zdaniem nieco mija się z celem – może wówczas dojść do takiej sytuacji jak z Tunezją, która przekonująco wygrała łatwą grupę eliminacyjną w Afryce, a na turnieju wypadła fatalnie.

Reklama

Wilson w tej samej rozmowie zwrócił jednak uwagę na inny istotny aspekt: do tej pory reprezentacja krajów afrykańskich na mistrzostwach świata była skromna – na turniej jechało tylko pięć drużyn z liczącego 55 państw kontynentu. Teraz było ich dziesięć i osiem z nich zakwalifikowało się do kolejnej rundy. Do tego aż pięć bezpośrednio dzięki zajęciu drugiego miejsca w grupie.

Ktoś powie: taka RPA awansowała tylko dlatego, że dzięki dużej liczbie grup trafiła do takiej, która była wyjątkowo słaba. Cóż, po pierwsze, nie czepiałbym się w tej sytuacji drużyny, która obok Meksyku okazała się najlepsza pośród najsłabszych. Po drugie, nie jest to pierwszy zespół, który w grupie zaprezentował się słabo, a mimo to awansował – takie przypadki zdarzały się i na turniejach z 32 drużynami. Żeby nie szukać daleko, przypomnijmy sobie Polskę z mundialu w Katarze. Jej mecze z Meksykiem i Argentyną były fatalne, ale jeden przyzwoity z Arabią Saudyjską załatwił sprawę. W przypadku RPA decydujący okazał się jeden dobry występ z Koreą.

Zdecydowanie nie zawiódł też element „egzotyczny”. Awans Republiki Zielonego Przylądka to jak na razie jedna z najciekawszych historii trwających mistrzostw, a przecież mówimy tu o awansie z drugiej pozycji, osiągniętym w grupie, z której miał z łatwością wyjść teoretycznie dużo mocniejszy Urugwaj. Z dobrej strony pokazała się też choćby Demokratyczna Republika Konga. O takich właśnie historiach jest według mnie mundial.

Republika Zielonego Przylądka

Reklama

Republika Zielonego Przylądka świętująca wyjście z grupy

Jeśli jednak skupimy się na samej atrakcyjności meczów, to… nie zauważyłem wyraźnej dysproporcji pomiędzy tymi, w których brały udział drużyny mocniejsze i te niżej notowane.

Na Weszło podczas mistrzostw świata oceniamy atrakcyjność każdego spotkania. Zachęcamy też do tego was, czytelników, udostępniając ankiety, w których można przyznać każdemu meczowi notę od 1 do 6. Z tych ocen wychodzi, że wśród sześciu najlepszych do oglądania meczów (takie, które oceniliśmy na 5 lub wyżej) tylko trzy były starciami z udziałem wysoko notowanych zespołów (Anglia – Chorwacja, Holandia – Szwecja, Niemcy – Curacao). Dwa z nich to spotkania między ekipami z drugiego szeregu, które przed startem turnieju pewnie ominęlibyśmy w pierwszej kolejności (Iran – Nowa Zelandia, DR Konga – Uzbekistan).

Działa to też w drugą stronę – nie ma reguły, które spotkanie okaże się ciężkostrawne. Oglądanie meczu Republiki Zielonego Przylądka z Arabią Saudyjską nie należało do najprzyjemniejszych, ale podobnie było w przypadku „popisów” Anglików w starciu z Ghaną czy spotkania Urugwaju z Hiszpanią, które miało być hitem grupy H.

Reklama

Do tych ocen oczywiście podchodzimy z pewną rezerwą, nie traktujemy ich jak badania statystycznego, natomiast według czytelników Weszło tylko cztery spotkania fazy grupowej były tymi z kategorii naprawdę męczących (średnia ocen 2 lub niżej) – poza wspomnianym starciem Anglii z Ghaną były to Szkocja – Maroko, Czechy – RPA i wspomniany też Paragwaj – Australia, gdzie obie drużyny nie musiały wygrać, by awansować.

Co ciekawe, prawie osiemdziesiąt procent spotkań miało średnią ocen trzy lub wyższą. To mniej więcej odzwierciedla moje odczucia po fazie grupowej – uważam, że poziom zdecydowanej większości meczów był co najmniej przyzwoity. Kilka słabszych spotkań trafić się musiało. Niezależnie od tego, czy na turnieju mamy 32 drużyny czy 48, nie każdy mecz będzie godny zapamiętania.

Spotkanie Kanady z RPA było jednym z najgorszych do oglądania (być może nawet najgorszym) i rozumiem, że można oczekiwać więcej od zespołów na poziomie 1/16 finału. Dla mnie jedna słabsza para na tym etapie turnieju (być może jedna z dwóch, obok Australii i Egiptu) to jednak niewielka cena za kilka znakomitych historii, które dostaliśmy po drodze – ze wspomnianymi awansami Republiki Zielonego Przylądka i Demokratycznej Republiki Konga czy z debiutami Jordanii i maleńkiego Curacao, które nawet wbiło gola Niemcom.

Mam też poczucie, że obecność takiej pary to naturalna konsekwencja tego, że grupy nie są i nie będą nigdy obsadzone tak, by w każdej był podobny poziom – dotyczy to zwłaszcza tych, w których obecni są gospodarze. I tutaj awans najlepszych drużyn z trzecich miejsc traktuję jako coś pozytywnego – jest kilka ekip, które szkoda byłoby pożegnać już po fazie grupowej. Uważam, że były na tym turnieju zdecydowanie słabsze ekipy niż Ekwador czy Senegal, a obie trafiły do bardzo mocnych grup. Teraz zagrają z Belgią i Meksykiem, dla których awans był raczej obowiązkiem.

Reklama

W tym kontekście nie mam nic przeciwko temu, że nieco wolniej niż do tej pory odkrywamy kolejne stopnie drabinki – uważam, że dzięki temu w dalszych fazach turnieju znajdą się zespoły, które zwyczajnie powinny tam być.

Fot. Newspix

13 komentarzy
Aleksander Rachwał

Zainteresowany futbolem od kiedy jako 10-latek wziął wolne w szkole żeby zobaczyć pierwszy w życiu mecz reprezentacji Polski na mistrzostwach świata. Na szczęście później zobaczył też Ronaldo wygrywającego mundial, bo mógłby nie zapałać uczuciem do piłki. Niegdyś kibic ligi hiszpańskiej i angielskiej, dziś miłośnik Ekstraklasy i to takiej z gatunku Stal Mielec – Piast Gliwice w poniedziałkowy wieczór.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Mundial 2026

Reklama
Mundial 2026

Najpiękniejsza historia mundialu? Były reprezentant zastąpił kibica w pracy

Kacper Korpak
4
Najpiękniejsza historia mundialu? Były reprezentant zastąpił kibica w pracy