Jakiś czas temu sytuacja była oczywista – dyskusja wokół najlepszego zawodnika na świecie koncentrowała się wokół Leo Messiego i Cristiano Ronaldo, nikt z tym nie polemizował. A dziś? Nie jest to tak jednoznaczne. Sporo osób pewnie wskaże Kyliana Mbappe i będzie miało dużo argumentów na poparcie swojej tezy. Ktoś wybierze Michaela Olise, ktoś Lamine’a Yamala, ktoś Harry’ego Kane’a. Dla mnie najlepszym piłkarzem świata jest Erling Haaland i nie piszę tego w euforii po jego występie z Brazylią. On tym spotkaniem tylko udowodnił swoją niesamowitą klasę.
Ktoś powie – „Zaraz, a Kylian Mbappe?”. Doda, że Francuz jest bardziej wszechstronny, bo, oprócz wykańczania akcji, potrafi też dryblować czy wykreować sytuację kolegom. Rozumiem te argumenty. Myślę, że każdy ma nieco inny klucz, zestaw cech niezbędnych, jakie musi posiadać piłkarz, którego uważa za najlepszego w danym momencie na świecie. Ja zawsze zwracałem uwagę na wpływ na drużynę i na to, jak bardzo dany zawodnik potrafi zrobić coś na boisku w zasadzie z niczego. Nagle, w ułamku sekundy, zostać bohaterem. Pokazać coś wybitnego, gdy się na to nie zanosi. Kompletnie zaskoczyć przeciwnika. Przerastać innych o klasę, robić różnicę. Zachować się w taki sposób, że oglądasz to na powtórce i mówisz do siebie: „Rany, przecież tego nie dało się zrobić lepiej”.
Haaland zdecydowanie to ma. I pokazał to najdobitniej w spotkaniu z Brazylią.
Brazylia ma w obronie finalistów Ligi Mistrzów. Erling Haaland się z nimi zabawił
To prawdopodobnie jedna z najsłabszych piłkarsko reprezentacji Brazylii, jakie oglądaliśmy w ostatnich siedmiu, ośmiu mistrzostwach świata. Pewnie z 20 ekip, które awansowały na obecny mundial, ma lepszych bocznych obrońców. Środek pola też pozostawia sporo do życzenia. Brazylia broniła się tym, że zatrudniła świetnego trenera, który potrafił ukryć jej słabości i trochę wyeksponować atuty, choć wpuszczenie na boisko Neymara przez Carlo Ancelottiego w ogóle się nie broni. Ale Brazylia – trzeba to przyznać – ma topowych graczy na środku obrony, finalistów Ligi Mistrzów – Gabriela Magalhaesa i Marquinhosa.
Widzieliście, co zrobił z nimi Haaland, gdy już trafiła do niego piłka?
Norwegia w pierwszej połowie nie grała najlepiej. Widać było jej braki: trzy razy traciła piłkę w niebezpiecznym miejscu i za każdym razem było groźnie pod jej bramką. Nierówny był Martin Odegaard, który ma jeszcze na pewno rezerwy. Spóźnieni byli w kilku sytuacjach stoperzy, co na tym mundialu jest normą. A Haaland długo był niewidoczny. Ale wystarczyło, by Orjan Nyland, drugi z norweskich bohaterów tego spotkania, w doliczonym czasie pierwszej połowy wybił mocno i daleko piłkę, trochę na zasadzie: „Zagram na niego i zobaczymy, może coś zrobi”. Zrobił. Haaland zaprezentował swoje genialne połączenie siły, szybkości i ciągu na bramkę. Zabawił się z obrońcą, przepchnął go i jeszcze dostrzegł Odegaarda, który zmarnował świetną szansę.
Pierwszy gol był trochę kopią akcji Anglików na 1:1 w meczu z Demokratyczną Republiką Konga. Tam dogrywał Anthony Gordon, a do siatki trafił Harry Kane. Tu asystą popisał się Andreas Schjelderup, a Haaland z łatwością, jakby robił to na lokalnym boisku w Bryne, wyprzedził obrońcę i nie miał problemów z wpakowaniem piłki do bramki.

Erling Haaland cieszy się z gola
Gol na 2:0? Mam wrażenie, że to trafienie jest trochę niedoceniane. Powtórka pokazała najdobitniej, co zrobił Haaland. Facet, którego kojarzymy raczej z wykańczaniem akcji w polu karnym, dostał piłkę przed szesnastką. Nie zastanawiał się długo. Przymierzył. Po pierwsze – uderzył tak, że piłka przeszła między nogami Brazylijczyka. Nadał jej kapitalną rotację, tak, że odkręcała się w stronę rogu bramki. Strzelił bardzo mocno. Wpadła przy słupku, tak, że ciężko jest winić bramkarza.
Pewnie nikt nie wybierze akurat tego trafienia, bo było parę bramek, które na pierwszy rzut oka mogą wydawać się bardziej efektowne, ale dla mnie to jest dotąd najpiękniejszy gol tych mistrzostw. Właśnie ze względu na trudność i ideał wykonania.
Erling Haaland wysyła Brazylię do domu!
Genialny strzał Norwega przesądził sprawę awansu do ćwierćfinału mundialu 2026! pic.twitter.com/zZm9k3fVtL
— TVP SPORT (@sport_tvppl) July 5, 2026
To nie jest tak, że obejrzałem mecz Norwegia – Brazylia i pod wpływem zachwytu nad Haalandem stwierdzam, że jest najlepszy na świecie. Uważam tak od pewnego czasu, a przez te 90 minut on po prostu udowodnił swoje atuty na największej z możliwych scen, grając z wymagającym rywalem. W spotkaniu, które długo średnio się układało. Występując w drużynie, złożonej z piłkarzy bardzo dobrych, ale też niezłych i średnich. W momencie, gdy światła reflektorów były skierowane właśnie na niego. Miał błyszczeć i błysnął.
A to jeszcze nie koniec.
Robert Lewandowski w najlepszym czasie nie grał tak, jak Haaland
Czymś, co szczególnie imponuje u Haalanda, jest regularność. Ma niesamowite liczby w klubie, ale potrafi to też przełożyć na kadrę, w której otoczony jest słabszymi zawodnikami. Niektórzy porównują teraz Norwegię do Polski Adama Nawałki z najlepszych czasów, sugerując, że to droga, którą mogliśmy mocniej pójść. Wydaje mi się, że Norwegia ma jednak trochę lepszych piłkarzy. I szerszą kadrę, gdzie więcej mogą dać zmiany. Poza tym Lewandowski, przy całym szacunku dla Roberta, w swoim prime to nie była półka obecnego Haalanda.
Napastnik Norwegów w 54 meczach dla reprezentacji swojego kraju strzelił 62 gole i ma siedem asyst. A mowa o ekipie, która jeszcze do 2024 roku miała opinię przegrywów, mających duży potencjał. Która w czerwcu 2023 roku przegrała u siebie w eliminacjach EURO ze Szkocją, mimo że do 89. minuty prowadziła 1:0. Która jeszcze w październiku 2024 roku dostała lanie 1:5 od Austrii. Haaland zbudował swój niezwykły bilans w ekipie, która rosła, a zaczynała z przeciętnego poziomu. On ją ciągnął na szczyt. Ostatnich 14 meczów o stawkę to 27 goli napastnika Manchesteru City.
Kosmos.
Ktoś może powiedzieć, że zbudował tę przegenialną skuteczność głównie na słabiutkich rywalach. Ale czy aby na pewno? Mołdawia, Włochy, Estonia, Izrael (po dwa mecze), do tego Słowenia, Kazachstan, Irak, Senegal, Wybrzeże Kości Słoniowej i teraz Brazylia. Przekrój jest różny, ale Włochom wbił trzy gole w dwóch spotkaniach, a Brazylii i mocnemu Senegalowi – po dwa w 90 minut.

Haaland po meczu z Brazylią
Dla porównania – Mbappe w reprezentacji Francji ma 103 spotkania, 63 gole i 42 asysty. Haaland – 1,15 gola dla kadry na mecz. I 1,93 bramki na jedno spotkanie w ostatnich 14 meczach o punkty. Francuz – ma udział przy golu (bramka lub asysta) minimalnie częściej niż raz na mecz. Mbappe to geniusz, nie zamierzam go deprecjonować, ale jednocześnie występuje w reprezentacji, która, obok Hiszpanii, ma w ostatnich pięciu latach największy potencjał na świecie. Ma w niej wokół siebie kilku fantastycznych graczy.
Może na mundialu dojdzie do jeszcze jednego meczu Francja – Norwegia?
Norwegowie – tak zakładam – mocno liczyli, że zagrają w ćwierćfinale z Meksykiem, bo mierząc się z tym przeciwnikiem, który poza swoim krajem staje się średniakiem (a mecz odbędzie się w Miami), byliby zdecydowanym faworytem. Trzeba jednak grać z Anglią. Z jednej strony Haaland – najlepszy obecnie typowy środkowy napastnik świata (ja ze swoją tezą idę trochę dalej), a z drugiej drużyna Thomasa Tuchela, ze słabszym środkiem obrony niż Brazylia, ale mocniejszym środkiem pola i napastnikiem w typie Haalanda, ale chyba jednak ciut słabszym. Ekscytujące spotkanie, biorąc pod uwagę fakt, że dla wielu młodych norweskich zawodników Premier League to raj, ziemia obiecana. Dla Haalanda też nią była, trafił do najlepszej ligi świata w 2022 roku.
Jakieś 60 do 40 dla Anglików? Pewnie coś koło tego. Ale Norwegia ma argumenty, żeby awansować do najlepszej czwórki.
Jej trener Stale Solbakken w ostatnim grupowym spotkaniu z Francją zdecydował się wystawić rezerwowy skład. Sporo osób go za to skrytykowało, ale czy to przypadkiem nie było bardzo sprytne? Z obozu Norwegii dochodziły głosy o przemęczeniu zawodników, nawet najsilniejsza jedenastka mogłaby przegrać, a wynik tego konkretnego meczu nie miał olbrzymiego znaczenia. Francja wygrała 4:1, co jest trochę mylące i nie oddaje w pełni przebiegu gry. Norwegia 2, tak ją nazwijmy, zaskakująco łatwo tworzyła sytuacje. Momentami dominowała nad Francją 1, miała rzut karny (niewykorzystany przez Jorgena Stranda Larsena), a ostatniego gola straciła w końcówce.
Haaland oglądał spotkanie z ławki, a jego koledzy, nominalni zmiennicy, mogli przekonać się, że są w stanie postraszyć Francuzów. Solbakken mógł powiedzieć po meczu w szatni: „Zobaczcie, niby jesteście rezerwowymi, a długimi fragmentami postawiliście się najlepszej drużynie świata”. Na mecz 1/16 finału pierwszy norweski skład wyszedł z przekonaniem, że kiedy grają na mundialu w takim właśnie zestawieniu, zwyciężają. I pokonał 2:1 Wybrzeże Kości Słoniowej, a Haaland pokazał w tym meczu kolejny atut, który nie każdy widzi: kiedy z przodu mu nie szło, miał trzy bardzo ważne interwencje we własnym polu karnym. Mówi się często, że napastnik w takich sytuacjach przeszkadza. On pomagał.
Wyścig trwa… ⏳ pic.twitter.com/hCgKIKKvYR
— TVP SPORT (@sport_tvppl) July 6, 2026
A później wyrzucił z turnieju Brazylię.
Porażka z Francją tak naprawdę niczego nie zniszczyła czy nawet nie utrudniła. Norwegia ma w fazie pucharowej coraz mocniejszych rywali, ale jednocześnie znalazła się w – takie mam wrażenie – trochę słabszej połówce drabinki. Po drugiej stronie Francja, Hiszpania (prawdpodobnie dwie najsilniejsze drużyny w stawce), do tego mające olbrzymi potencjał Maroko i silni Amerykanie. Po stronie Norwegów Anglicy i Kolumbia, która ma argumenty, by w ewentualnym ćwierćfinale ograć Argentynę.
Kto wie – może dojdzie jeszcze do jednego meczu Francja – Norwegia na tym turnieju? I wtedy zobaczymy już Francję A grającą na Norwegię A, czyli bezpośrednie starcie Haalanda i Mbappe.
Chciałbym takiego spotkania. Wy pewnie też.
JAKUB RADOMSKI
Fot. Newspix.pl