Blisko, naprawdę blisko byli Japończycy, by doprowadzić do dogrywki i powalczyć w niej o pierwsze w historii zwycięstwo w fazie pucharowej mistrzostw świata. Podopiecznych Hajime Moriyasu dzieliła od tego dosłownie minuta. Niebiescy Samurajowie zginęli jednak od własnej broni. Tak, jak sami wykorzystali błąd rywala w pierwszej połowie, tak Brazylijczycy bez litości wykorzystali ich potknięcie w końcówce.
Ten mecz zaczął się jeszcze przed pierwszym gwizdkiem. Kento Shiogai, rezerwowy napastnik Japonii, podgrzał atmosferę swoim stwierdzeniem, że to już ta Brazylia co kiedyś. Po drugiej stronie zakłopotany Rayan przyznał na konferencji prasowej, że nie zna żadnego zawodnika rywali. Cóż, Shiogai wiedział co mówi. A Rayan pewnie zapamięta kilka japońskich nazwisk.
Brazylia – Japonia 2:1. Kosztowny błąd w końcówce
Brazylia w pierwszej części tego meczu była całkowicie bezradna. Japończycy byli w defensywie znakomicie zorganizowani, a niemal wszystkie ataki Canarinhos były do bólu czytelne. W zasadzie dwa razy udało się drużynie Ancelottiego zaskoczyć przeciwników nieszablonowym zagraniem – raz świetną daleką piłkę w pole karne Japonii posłał Casemiro, za drugim razem Brazylijczycy wykorzystali lukę w środkowej części boiska i do strzału doszedł Matheus Cunha.
Tyle że z obu tych prób nie urodziło się nic groźnego. Z podania Casemiro niewiele wycisnął Danilo, a strzał Cunhii był dość słaby i chyba nawet nie leciał w bramkę, choć Suzuki wolał być ostrożny i odbił piłkę.
Japończycy z kolei byli cierpliwi i polowali na błędy rywali, jakby wiedzieli, że te w pewnym momencie nadejdą. No i ten kluczowy nadszedł w okolicach trzydziestej minuty. Nieodpowiedzialną stratę zaliczył Danilo, piłkę w środku pola przejął Kaishu Sano i po efektownym rajdzie pokonał Alissona. Fantastyczna była ta akcja gracza Mainz, czapki z głów. A jeszcze chwilę wcześniej wydawało się, że Sano może narobić Japończykom problemów – zarobił żółtą kartkę po brutalnym stemplu na nodze rywala, a niedługo później faulował przeciwnika w okolicy własnego pola karnego.
SANO! 𝐆𝐎𝐎𝐎𝐎𝐎𝐋 𝐃𝐋𝐀 𝐉𝐀𝐏𝐎𝐍𝐈𝐈! Ale poszedł, ale wykończył! 🔥
🔴📲 𝐓𝐑𝐀𝐍𝐒𝐌𝐈𝐒𝐉𝐀 𝐁𝐑𝐀𝐙𝐘𝐋𝐈𝐀 – 𝐉𝐀𝐏𝐎𝐍𝐈𝐀 👉https://t.co/QrxIO3OCth pic.twitter.com/gQZVFF7Y3L
— TVP SPORT (@sport_tvppl) June 29, 2026
Nie wiemy, co działo się w przerwie w szatni Canarinhos – czy padło legendarne „kilka mocnych, męskich słów”, czy była to bardziej subtelna forma motywacji, w każdym razie na drugą połowę wyszła kompletnie inna Brazylia. No i wierzcie lub nie, ale Carlo Ancelotti posłał w bój Endricka. Trochę wymusiła to kontuzja Lucasa Pacquety, ale jednak w końcu 19-latek dostał poważna szansę. No chyba że Endrick po prostu powiedział trenerowi, że nie chce grać.
W każdym razie Brazylia po przerwie była zdecydowana, naładowana energią, nastawiona na to, by od samego początku nie dawać rywalom choćby chwili oddechu. Nie było w tym nawet wielkiej finezji, ale była metoda – konsekwentne posyłanie w pole karne Japończyków dośrodkowań. Natężenie tych ataków sprawiało drużynie Moriyasu mnóstwo problemów.
I wreszcie przy jednej z takich prób Brazylijczycy dopięli swego. Precyzyjną wrzutkę na dalszy słupek posłał Gabriel, a sytuację niczym rasowy napastnik wykończył strzałem głową Casemiro.
Próba za próbą, dośrodkowanie za dośrodkowaniem, aż w końcu wpadło. 𝐂𝐚𝐬𝐞𝐦𝐢𝐫𝐨 naprawia swój błąd i strzela na remis! ⚽️:⚽️
🔴📲 𝐓𝐑𝐀𝐍𝐒𝐌𝐈𝐒𝐉𝐀 𝐁𝐑𝐀𝐙𝐘𝐋𝐈𝐀 – 𝐉𝐀𝐏𝐎𝐍𝐈𝐀 👉https://t.co/QrxIO3OCth pic.twitter.com/CqaHAnCd5D
— TVP SPORT (@sport_tvppl) June 29, 2026
Gdy już zawodnicy Ancelottiego poczuli krew, Japończycy niewiele mieli do powiedzenia. Były co prawda pojedyncze próby szybkich ataków, ale ze wszystkimi bez problemu radziła sobie brazylijska defensywa. Ta japońska z kolei miała coraz więcej pracy, bo obudził się wreszcie Vinicius. Lider Canarinhos był bardzo blisko pokonania Suzukiego po pięknej indywidualnej akcji, ale trafił tylko w słupek.
To jednak nie Vinicius okazał się bohaterem Brazylii, a Gabriel Martinelli. Byliśmy już przekonani, że czeka nas dogrywka, gdy błąd na wagę pogrzebania marzeń o dokonaniu czegoś wielkiego na mundialu zaliczył Ao Tanaka. Pomocnik Leeds stracił piłkę tuż przed polem karnym, a Brazylijczycy dzięki temu byli w stanie wyprowadzić zabójczy cios – Bruno Guimaraes znakomicie wypatrzył w polu karnym Martinellego , a wprowadzony w drugiej połowie za Cunhę gracz Arsenalu w tej sytuacji zachował zimną krew i umieścił piłkę w siatce.
Dramat Japończyków, bez dwóch zdań. Nie było to w ich wykonaniu złe spotkanie – znów pokazali, że są odpowiedzialni taktycznie, zdeterminowani i waleczni. Ale tak jak oni polowali na błędy rywali, tak rywal odwdzięczył im się pięknym za nadobne.
Brazylia ma awans, ale czy powiemy, że zachwyciła? Pierwsza połowa była w jej wykonaniu naprawdę słaba. W drugiej była już bardziej przekonująca, ale jednak na drużynę lepszą w pojedynkach powietrznych od Japonii seria wrzutek może nie wystarczyć. Jeśli w czymś szukać pozytywów, to raczej w nastawieniu. Bo tego, że Canarinhos wrzucili wyższy bieg i chcieli zdominować rywala, nie można im odmówić.
Ocena atrakcyjności meczu: 4,5/6
Zmiany:
Legenda
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix