Modrić ze szpilką w byłego trenera. „Trzeba mieć jak najwyższe cele”

Marcin Ziółkowski

19 sierpnia 2026, 19:48 • 4 min czytania 0

Reklama
Modrić ze szpilką w byłego trenera. „Trzeba mieć jak najwyższe cele”

Wiele było pogłosek po nieudanym zakończeniu sezonu przez Milan. „Luka Modrić odejdzie do Realu Madryt i będzie pracował w strukturach”. „Chorwat pozostanie w Milanie i zrezygnuje z reprezentacji.” „Modrić musi się zastanowić nad przyszłością”. Było tego pełno. Faktem jest, że Chorwat pozostał w Milanie i podpisał nową roczną umowę. W rozmowie dla klubowych kanałów informacji, Modrić podkreślił wielkość klubu i… poniekąd wbił szpilkę niedawnemu trenerowi.

Reklama

Ten regularnie w ostatnich latach, gdziekolwiek nie pracował, lubił gasić oczekiwania względem własnej drużyny.

Modrić „se queda”. Legenda futbolu pogra jeszcze co najmniej rok

Luka Modrić nie wyobrażał sobie końca przygody w Milanie meczem z Juventusem, w wyniku którego musiał nosić maskę ochronną na twarzy. Wszystko to z powodu zderzenia głowami z Manuelem Locatellim. Przyznaje, że nie czuł się dobrze grając z takim balastem.

– Nie sądziłem, że to może być mój ostatni mecz w Milanie. Chciałem od razu wrócić na boisko, jeszcze w tamtym sezonie. Musiałem grać z maską, nie czułem się komfortowo, także na boisku (…) Czułem w sobie, że chcę kontynuować, musiałem jednak czuć, że mogę dalej to robić. Jestem szczęśliwy, że wróciłem.

Reklama

Poprzedni sezon zakończył się fiaskiem i brakiem awansu do Ligi Mistrzów. Milan popsuł swoją sytuację koncertowo. Mimo mundialu, Modrić co jakiś czas wracał myślami do Mediolanu i zastanawiał się nad kontynuacją współpracy.

– Jednym słowem, mogę to opisać jako frustrację. Mieliśmy dobry sezon, dobre wyniki – do marca byliśmy w walce o tytuł. Dla mnie to było frustrujące, że nie mogłem grać na tym poziomie, co wcześniej, przed kontuzją. Nie były to dla mnie dobre chwile. 

W ubiegłym sezonie Milan trenował Massimiliano Allegri. Regulanie powtarzał on, że celem jest zrobienie TOP4 w lidze. To się nie udało. Modrić poniekąd wbił mu szpilkę, że nie to powinno być ambicją Milanu, a regularna walka o trofea.

Reklama

– Wróciłem po to, aby coś wygrać, to się nie zmienia. Nie ma co za dużo mówić, musimy wziąć się do roboty. Dla takiego klubu naturalną rzeczą powinna być walka o trofea, a nie kwalifikacja do Ligi Mistrzów. Trzeba mieć jak najwyższe cele. Z nowym sztabem, właścicielem mamy ten sam cel przed sobą, dlatego zdecydowałem się wrócić.

Pozostanie w Milanie dla Modricia było rzeczą oczywistą, ale chciał przede wszystkim skupić się na tym, czy jego ciało da radę robić przez kolejny rok to wszystko, co do tej pory. Chorwat we wrześniu będzie 41-latkiem i nie chciał podejmować pochopnej decyzji.

Reklama

– Na koniec najważniejsze są wyniki, a rozczarowanie zostało. Pierwszych kilka dni myślałem, dlaczego tak się stało po takim sezonie. Potem był mundial. Ciągle byłem w kontakcie z klubem, Milan miałem zawsze z tyłu głowy.

– Mogłem podpisać przedłużenie umowy nawet w grudniu, ale musiałem wysłuchać ciała, zobaczyć, czy nadal będę miał tyle samo pasji. Milan pokazał mi jak bardzo mnie chciał, abym ciągle był w projekcie. Tego potrzebowałem, potem rozmawiałem z rodziną i zdecydowałem się zostać. Każdy piłkarz potrzebuje tego poczucia ze strony klubu, fanów, ludzi w zespole.

– Z niektórymi dzieli mnie 20 lat, ale za dużo o tym nie myślę. Czuję się przy nich młodszy. To mnie napędza, że mogę zobaczyć jak wypadam w porównaniu z nimi. Jestem osobą, która kocha rywalizację. Ciągle mam w sobie ogień, aby walczyć.

Reklama

Z takiego stanu rzeczy na pewno ucieszy się Mario Gila. Hiszpan dołączył do Milanu tego lata, a w czasach gry dla rezerw Realu Madryt wielokrotnie trenował z pierwszą drużyną, a więc także z Modriciem. Jak przyznał stoper, gra w jednym zespole z Chorwatem to dla niego dar od losu.

– Luka Modrić jest wyjątkowy. Miałem szczęście poznać go, gdy byłem młodszy i grać z nim w Realu Madryt. Choć miałem z nim niewiele kontaktu, patrzyłem na niego jak na wzór – był zawodnikiem, którego należy podziwiać, obserwować i od którego można się uczyć.

Obydwaj panowie wystąpili ostatnio w meczu we Wrocławiu. Milan w ramach SuperMeczu pokonał Manchester United 4:2. Na trybunach Tarczyński Areny zasiadło ponad 40 tysięcy kibiców. Milan rozpocznie sezon od mocnego uderzenia – wyjazdy na mecze z Torino w ostatniej dekadzie to prawdziwa ścieżka zdrowia. Ruben Amorim ma więc twardy orzech do zgryzienia.

Reklama

 

Fot. Newspix

0 komentarzy
Marcin Ziółkowski

Człowiek urodzony w roku stulecia swojego przyszłego ulubionego klubu. Schodzący po czerwonej kartce Jens Lehmann w Paryżu w finale Ligi Mistrzów 2006 to jego pierwsze piłkarskie wspomnienie. Futbol egzotyczny nie jest mu obcy. Przykład? W jednej z aplikacji ma ustawioną gwiazdkę na tajskie Muangthong United, bo gra tam niejaki Emil Roback. Inspiruje się Robertem Kubicą, Fernando Alonso i Ottem Tanakiem, bo jest zdania, że warto dać z siebie sto i więcej procent, nawet mimo niesprzyjających okoliczności. Po szkole godzinami czytał o futbolu na Wikipedii, więc wybudzony nagle po dwóch godzinach snu powie, że Oleg Błochin grał kiedyś w Vorwarts Steyr. Potrafi wstać o trzeciej nad ranem na odcinek specjalny Rajdu Safari, ale nigdy nie grał w Colina 2.0. Na meczach unihokeja w szkole średniej stawał się regenem Lwa Jaszyna. Esencją piłki jest dla niego styl rodem z Barcelony i Bayernu Flicka, bo Zdenek Zeman i jego podejście to życie, a posiadanie piłki jest przehajpowane

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Piłka nożna

Reklama