Motor Lublin odpadł z Pucharu Polski po porażce z Rakowem Częstochowa w serii rzutów karnych. Po 90 minutach i dogrywce był remis 1:1. Trener Mariusz Misiura nie ukrywał rozczarowania, ale podkreślał, że jest dumny z postawy swoich zawodników. Jego zdaniem Motor stworzył więcej dogodnych sytuacji i nie pozwolił rywalom na wykreowanie ani jednej stuprocentowej okazji.
Misiura: Trudno zaakceptować taki wynik
Szkoleniowiec Motoru zwrócił uwagę na sytuacje bramkowe swojej drużyny. Wśród nich wymienił uderzenie Bereszyńskiego w słupek, strzał Plavoticia, który został wybity sprzed linii bramkowej, oraz okazję Karola Czubaka po dośrodkowaniu Fabio Ronaldo.
– Ciężko mi zaakceptować wynik spotkania i nam jako drużynie, że strzelając w bramkę, mając takie sytuacje, nie dopuszczając nawet do pół takiej sytuacji, jakie my mieliśmy, odpadamy z pucharu – powiedział Misiura.
Trener docenił również pracę zespołu w defensywie, także po czerwonej kartce dla Bartosza Bereszyńskiego. Przyznał, że bramka wyrównująca dla Rakowa była efektem znakomitego uderzenia, a po stronie Motoru nie chciał szukać winnych.
Trener Motoru broni Bereszyńskiego i rezerwowych
Misiura stanowczo stanął w obronie Bereszyńskiego, który obejrzał drugą żółtą kartkę. Podkreślił, że obrońca rozegrał bardzo dobre spotkanie, wygrywał pojedynki z rywalami i skutecznie zabezpieczał prawą stronę defensywy.
– Nie zgadzam się z krytyką Bartka. Jego wkład w tę drużynę, w to, gdzie dzisiaj jest i jak się rozwija, jest nieoceniony – zaznaczył szkoleniowiec.
Nie zgodził się również z zarzutami dotyczącymi zmian. Jego zdaniem rezerwowi pomogli utrzymać kontrolę nad spotkaniem, a w dogrywce, mimo gry w osłabieniu, Motor dobrze się bronił i nie dopuszczał Rakowa do groźnych sytuacji.
Misiura tłumaczy się z decyzji personalnych
Misiura wyjaśnił również, dlaczego nie zdecydował się na zmianę Bartosza Bereszyńskiego, mimo że obrońca miał już na koncie żółtą kartkę. Trener Motoru chciał przede wszystkim wzmocnić zespół w walce z wysokim napastnikiem Rakowa, który w końcówce szukał okazji po dośrodkowaniach. Z tego powodu zależało mu na obecności na boisku najwyższych zawodników. Bereszyński został przesunięty na prawą obronę, a zmiany miały pomóc drużynie skuteczniej bronić dostępu do własnej bramki.
– Chcieliśmy mieć wszystkich naszych najwyższych obrońców na boisku – tłumaczył Misiura.
Szkoleniowiec opowiedział też o wyborze wykonawców rzutów karnych. Motor wcześniej wytypował grupę zawodników, którzy mieli podejść do jedenastki. Misiura zdradził, że drużyna chciała, aby pierwszy i ostatni strzał oddawali najpewniejsi egzekutorzy. Pierwszy do piłki podszedł Yacine Bourhane, ostatni miał strzelać Tin Plavotić. Co ciekawe, jako drugi strzelać miał Mateusz Łęgowski, ale sam poprosił o przekazanie tej odpowiedzialności innemu zawodnikowi. W jego miejsce wyznaczono Kamila Lukoszka. Trener przyznał, że na treningach piłkarze bardzo dobrze wykonywali rzuty karne, dlatego tym trudniej było mu zaakceptować niepowodzenie w konkursie jedenastek.
Motor Lublin musi szybko się pozbierać
Po odpadnięciu z Pucharu Polski lublinianie mogą skupić się na rozgrywkach ligowych. Czasu na regenerację jest niewiele, ponieważ już w piątek żółto-biało-niebieskich czeka kolejne spotkanie – z Cracovią.
Misiura przyznał, że porażka w takich okolicznościach jest trudna do zaakceptowania, ale wierzy w reakcję zespołu. Podkreślił, że po przerwie reprezentacyjnej Motor nie przegrał jeszcze meczu w regulaminowym czasie gry.
– Jestem dumny z tej drużyny – podsumował trener, zapewniając, że zawodnicy, którzy wystąpili przeciwko Rakowowi, jeszcze nie raz pomogą zespołowi zdobywać punkty i dawać kibicom radość.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
fot. Newspix