Idealny plan Rakowa na uratowanie tego sezonu jest prosty. Utrzymać się w lidze i przez wygranie Pucharu Polski awansować do europejskich pucharów. Bardzo długo zapowiadało się na to, że plan zdezaktualizuje się już we wtorkowy wieczór. Raków cudem doprowadził jednak do dogrywki w meczu z Motorem, a potem wygrał konkurs rzutów karnych. Tak naprawdę jednak to Lublinianie sami przegrali na własne życzenie.
Szachy Misiury i Szwargi
Trener Mariusz Misiura zaskoczył ustawieniem Motoru, decydując się na system z trójką stoperów i wahadłowymi. Miał to być sposób na podobnie grający zespół spod Jasnej Góry. Z kolei w ekipie „Medalików” już na przedmeczowej rozgrzewce niedyspozycję zgłosił Stratos Svarnas. Greka w podstawowym składzie zastąpił Nils Zätterström.
Mecz rozkręcał się bardzo powoli. Przez ponad 35 minut nie działo się praktycznie nic ciekawego – ot, typowa partia piłkarskich szachów. Godny odnotowania był wyłącznie celny strzał głową Bartosza Bereszyńskiego po dośrodkowaniu z rzutu wolnego. W ostatniej fazie pierwszej odsłony do głosu doszli gospodarze – nieźle strzelał Rony Lopes, ale jego uderzenie po obcierce wylądowało poza bramką. Motor miał jednak rzut rożny, po którym nieco przypadkowo do sytuacji strzeleckiej doszedł Karol Czubak. Kąt był ostry, ale od takiego snajpera można oczekiwać ciut lepszego uderzenia. To było sygnalizowane i łatwe dla Kacpra Trelowskiego.
Raków w ostatnich minutach przed przerwą był w wyraźnym odwrocie i końcowy gwizdek sędziego Pawła Raczkowskiego na pewno nie zmartwił Dawida Szwargi. Generalnie był to obraz „Medalików”, który znamy z wielu ostatnich spotkań – bezjajeczny, bez koncepcji w ofensywie. Jedyne, za co można było pochwalić gości, to ścisłe krycie Czubaka przy dośrodkowaniach, ale akurat to udawało się ostatnio nie tylko defensorom outsidera Ekstraklasy. Kapitan Motoru był pod czułą opieką defensorów Rakowa.
Pressing ma sens
Nie radził sobie Czubak z obrońcami, ale niedługo po przerwie świetnie poradził sobie z bramkarzem częstochowskiej ekipy. Snajper żółto-biało-niebieskich zaatakował pressingiem Trelowskiego, ten nabrał go zwodem, ale zbyt długo zwlekał z wykopem. Czubak zdążył powalczyć o piłkę, a golkiper „Medalików” zahaczył go w nogę. Arbiter wskazał na punkt karny i choć chwilę trwało potwierdzanie decyzji przez VAR, to ostatecznie wizyty przy monitorze nie było. Piłkę na „wapnie” postawił Mbaye Jacques Ndiaye i pewnym uderzeniem umieścił ją w bramce.
Co za błąd Kacpra Trelowskiego, Motor prowadzi z Rakowem!
🔴📲 Oglądaj online ▶ https://t.co/ucVei05vvD https://t.co/wwMnknMexo
— TVP SPORT (@sport_tvppl) October 27, 2026
Pięć minut później mogło być 2:0. Głową po kornerze strzelał Bereszyński – piłka trafiła w słupek i spadła pod nogi innego stopera Motoru. Strzał Tina Plavoticia został wyblokowany, a goście poradzili sobie też w potwornym zamieszaniu, które wywiązało się po tym strzale. Team Misiury na tym nie poprzestawał. W 63. minucie po dalekim wykopie Mihaila Popy w dobrej sytuacji znalazł się Ndiaye, ale strzał pozostawiał wiele do życzenia i dubletu Senegalczyka nie było. Swoją droga, co w tej akcji wyprawiał Zätterström? Obrońcy w chełmskiej okręgówce nie popełniają takich błędów.
Na tym nie koniec szturmu lubelskiej jedenastki. W 70. minucie po kontrze strzelał Fabio Ronaldo. Skończyło się tylko na rzucie rożnym, który znów przyniósł zagrożenie pod bramką Trelowskiego. Tym razem piłkę głową zgrał Yacine Bourhane, a Czubak ostemplował słupek. Opatrzność znów czuwała nad „Medalikami”.
A co naprzeciwko bramki Trelowskiego? W 80. minucie do wysiłku zmuszony został Popa, ale to wyłącznie dzięki rykoszetowi po strzale Mahira Emreliego. Piłka mogła spłatać figla Rumunowi, ale ten zachował czujność.
W ostatnich minutach zespół Szwargi przejął inicjatywę, ale niewiele z niej wynikało. Przyjezdni nie zawiązywali żadnych klarownych akcji, które pachniałaby kłopotami dla ekipy Misiury.
Raków do Motoru: Ruda małpo, ja jeszcze żyję!
Te kłopoty na siebie ściągnął sam Motor, a dokładniej Bereszyński, który w doliczonym czasie gry za nierozważny faul obejrzał swoją drugą żółtą kartkę. Kilka chwil później piłkę tuż za polem karnym otrzymał Lamine Diaby-Fadiga i przyłożył z lewej nogi tak, że nie powstydziłby się tego inny Lamine. Sami wiecie, który.
Piękne trafienie napastnika „Medalików” 🔥
🔴📲 Oglądaj online ▶ https://t.co/ucVei05vvD https://t.co/f0xjnio2x8
— TVP SPORT (@sport_tvppl) October 27, 2026
Czy Motor uniknąłby tej sytuacji grając 11 na 11? Tego nie dowiemy się nigdy, ale w perspektywie dogrywki wykluczenie „Beresia” było już fatalną informacją.
Zanim doszło do dogrywki, po wznowieniu gry od środka, zadziało się jeszcze sporo ciekawego. Najpierw Motorowcy domagali się rzutu karnego, potem mocny strzał Oskara Repki dość pokracznie wybronił Popa, a po chwili gospodarze zmarnowali dobrze zapowiadającą się kontrę. Remis 1:1 oznaczał oczywiście dogrywkę.
Dogrywka bez rozstrzygnięcia
Raków poczuł krew i z impetem wszedł w dodatkowy czas gry. Bardzo ładnie uderzał Diaby-Fadiga, ale jego wolej powędrował minimalnie nad poprzeczką. W odpowiedzi nieźle strzelił Makan Aiko, ale wprowadzony od początku dogrywki Tarik Karić poradził sobie bez zarzutu.
W 110. minucie było blisko prowadzenia gości. Pod bramką Popy znaleźli się Diaby-Fadiga i Patryk Makuch. Trochę sobie przeszkodzili w oddaniu sytuacyjnego strzału i skończyło się zaledwie na rzucie rożnym, bo piłkę zdołał trącić jeszcze bramkarz Motoru. Trzy minuty później niecelnie główkował zdecydowanie najaktywniejszy na boisku Diaby-Fadiga.
W końcowych fragmentach drugiej połowy dogrywki Motor bronił się już bardzo głęboko, momentami całym zespołem we własnym polu karnym i jego okolicach. Pętla na szyi teamu Misiury się zaciskała, ale ostatecznie się nie zacisnęła. Do rozstrzygnięcia potrzebne były więc rzuty karne.
Trzy pudła Motorowców
W karnych aż trzy razy mylili się gospodarze – Bourhane, Paskal Meyer i Aiko. W szeregach gości swojego strzału nie wykorzystał jedynie Bogdan Racovitan. Tym samym to „Medaliki” grają dalej, a jednym z bohaterów został rezerwowy bramkarz, Karić, który wybronił dwie jedenastki.
Motor miał na tacy skuteczny rewanż za niedawną porażkę w lidze, ale nie potrafił dobić słabo grającego przeciwnika, a potem sam podłączył go pod respirator. Tego prezentu Częstochowianie nie mogli zmarnować.
Motor Lublin – Raków Częstochowa 1:1 k. 1:3 (0:0; 1:1)
- 1:0 – M. Ndiaye 51′ (k.)
- 1:1 – L. Diaby-Fadiga 90+4′
Karne:
- 0:1 – L. Diaby-Fadiga
- 0:1 – Y. Bourhane (słupek)
- 0:2 – T. Pieńko
- 1:2 – K. Lukoszek
- 1:3 – W. Koczerhin
- 1:3 – P. Meyer (obroniony)
- 1:3 – B. Racovitan (obroniony)
- 1:3 – M. Aiko (obroniony)
ZOBACZ RÓWNIEŻ
fot. Newspix