Borussia Dortmund miała pełen komfort po godzinie gry na Signal Iduna Park. Prowadziła 2:0, rywal był zupełnie bezradny, awans do kolejnej rundy Pucharu Niemiec był o krok. Tymczasem podopieczni Niko Kovaca znowu wsadzili sobie kij w szprychy, drugi raz w ciągu niecałych trzech tygodni tracąc dwubramkowe prowadzenie w starciu z Werderem Brema. Tym razem skończyło się happy endem, bo w końcówce odrobinę magii zaprezentował Marcel Sabitzer.
Borussia Dortmund gra dalej, choć nie było to takie pewne
Wielu polskich kibiców kliknęło w tę relację, żeby dowiedzieć się, jak wypadł Dariusz Stalmach. Niosę nienajlepsze wieści – 20-letni pomocnik zagrał słabo. Nie oczekiwałem od Polaka stuprocentowej dokładności podań, dwóch kluczowych zagrań czy trzech zdobytych bramek, szczególnie że w środku pola rywalizował z Veermanem i Nmechą, jednak liczyłem na zdecydowanie większą aktywność.
Tymczasem Polak często unikał gry. Na samym starcie spotkania udanym podaniem napędził akcję gości, a potem zniknął. Werder potrafił przez dwie minuty rozgrywać akcję zakończoną strzałem, a Stalmach kończył ją, nie dotykając nawet futbolówki. Po zmianie stron był ciut aktywniejszy, dwukrotnie podał w tempo przy szybkim ataku, ale nie przekonało to trenera, który zdjął go po niecałej godzinie gry.
Niestety pomocnik nie ustrzegł się także błędów. Zanotował jedną banalną stratę na własnej połowie, a przede wszystkim nie popisał się przy golu na 0:2, kiedy to zgubił z krycia Chukwuemekę. Austriak nie oddał najbardziej precyzyjnego strzału w karierze, ale na Karla Heina wystarczyło. Pomocnik BVB wykorzystał świetne zgranie głową Jobe’a Bellinghama i podwyższył prowadzenie gospodarzy.
Odnotujmy, prowadzenie jak najbardziej zasłużone. Już pierwsze sekundy pokazały, że goście mogą mieć spore problemy na bokach i to się w stu procentach potwierdziło. Po niecałych sześciu minutach lewą stroną urwał się Beier, dograł w pole karne i szczęśliwie akcję wykończył Serhou Guirassy. „Szczęśliwie”, bowiem niewiele brakowało, a piłkę sprzed nosa sprzątnąłby mu Julian Ryerson. Wyszła jednak z tego dość efektowna asysta Norwega.
Kontrola BVB. Do czasu
Po dwudziestu minutach piłkarze gospodarzy włączyli tempomat. Werder starał się jakoś odgryzać, szarpał z lewej strony Gruell, który oddał dwa niezłe strzały (jeden techniczny, celny, jednak za lekki, a drugi nieznacznie niecelny) oraz zanotował bardzo dobre dośrodkowanie na głowę Ittena, natomiast próbę Szwajcara bez większych problemów wybronił Kobel.
Borussia nie odwdzięczyła się niczym nadzwyczajnym. Momentami grała na stojąco, ale i tak wystarczało to na długie utrzymywanie się przy piłce. Szczególnie źle dla gości wyglądała akcja z końcówki pierwszej części, kiedy to Gadou zacentrował na głowę Guirassy’ego, ale napastnik BVB uderzył niecelnie. Obaj panowie mieli wtedy dość dużo miejsca.
W drugiej połowie Werder nieco się rozkręcił, szansę po rożnym miał Itten, ale bez większych problemów interweniował Kobel. Dortmundczycy z kolei dwukrotnie byli bliscy zamknięcia tego spotkania. Sprzed pola karnego minimalnie pomylił się Nmecha, a chwilę później Chukwuemeka do spółki z Guirassym zmarnowali szansę dwóch na jednego (więcej winy leży po stronie Austriaka, który przekombinował).
Nic, kompletnie nic nie zwiastowało po godzinie gry, że jakoś ten awans może się wymsknąć Borussii.
I wtedy do akcji wszedł on. Niclas Fuellkrug.
Jak nie wygrywasz 3:0, to przegrywasz 2:3?
I oczywiście gen frajerstwa BVB.
Bo jak inaczej wyjaśnić to, co wydarzyło się między 65. a 70. minutą spotkania? Najpierw Schmetgens urwał się Ryersonowi, a Norweg pociągnął składającego się do strzału rywala za bark, co spowodowało jego upadek. Dość miękki, ale zdaniem arbitra faul miał miejsce w szesnastce, zatem mieliśmy rzut karny dla gości, którego na gola zamienił wprowadzony chwilę wcześniej z ławki Fuellkrug.
Trzy minuty później były napastnik BVB założył siatkę Antonowi, ruszył z futbolówką na bramkę Kobela i perfekcyjnym strzałem sprzed szesnastki pokonał Szwajcara. Nagle zrobiło się 2:2!
𝐒𝐙𝐎𝐊 𝐖 𝐃𝐎𝐑𝐓𝐌𝐔𝐍𝐃𝐙𝐈𝐄! 🤯
Kolejny dzień w biurze Niclasa Füllkruga! 💼🔥 𝐃𝐔𝐁𝐋𝐄𝐓 po kilku minutach od wejścia! ✌️ Werder znowu to robi! 😱 Od 0:2 do 2:2 #BundesTAK 🇩🇪 https://t.co/3ofN7h2nim
— ELEVEN SPORTS PL (@ELEVENSPORTSPL) October 27, 2026
Borussia znów to zrobiła. Znowu to zrobiła z Werderem Brema. W pięciu ostatnich sezonach CZTEROKROTNIE wypuszczała z rąk dwubramkowe prowadzenie, grając u siebie z Werderem. Nieprawdopodobne.
Nie zgadniecie, co się właśnie wydarzyło w meczu BVB z Werderem XDDDDDDDD https://t.co/Qekgdnl1vc
— Marcin Borzęcki (@m_borzecki) October 27, 2026
Niewiele brakowało, a mogło być i 2:3 z perspektywy gospodarzy, ale po szybkim wypadzie pomylił się Mitchell Weiser. Zawodnik Werderu świetnie ściął do środka i wydawało się, że poda na prawe skrzydło, ale zdecydował się na strzał, który przeleciał tuż obok słupka. Gdyby piłka poszła w światło bramki, Kobel byłby bez szans, bo ruszał już w kierunku drugiego słupka.
Werder był na fali wznoszącej, a najlepiej postawę Borussii oddawał Waldemar Anton. Autentycznie obsrany. Jak tylko miał piłkę przy nodze, panikował. Wybijał na oślep. Niemiec, podobnie jak Borussia, potrzebował dłuższej chwili na ochłonięcie, ale czas się kończył, a gospodarzom coraz bardziej się spieszyło. Perspektywa dogrywki na cztery dni przed hitowym starciem w lidze z Bayernem Monachium nikomu w Dortmundzie nie była na rękę.
Sabitzer bohaterem Borussii
Tym bardziej że BVB nie tworzyło sobie żadnych sytuacji. Dopiero w 89. minucie swoją okazję miał Svensson, jednak został zablokowany.
Dortmundczycy uniknęli wpadki dopiero w ostatniej akcji meczu. Rzut wolny, spory dystans, wszyscy spodziewają się dośrodkowania…
A Marcel Sabitzer robi to:
𝐌𝐚𝐫𝐜𝐞𝐥 𝐒𝐚𝐛𝐢𝐭𝐳𝐞𝐫 𝐛𝐨𝐡𝐚𝐭𝐞𝐫𝐞𝐦! 🦸
Nie ma nic piękniejszego niż gol w doliczonym czasie gry i to jeszcze na wagę awansu do 1/8 finału Pucharu Niemiec! 😍🤌 #BundesTAK 🇩🇪 https://t.co/q9JMflInVW
— ELEVEN SPORTS PL (@ELEVENSPORTSPL) October 27, 2026
Perfekcyjne uderzenie ze stojącej piłki na wagę awansu do kolejnej rundy Pucharu Niemiec.
Kilka chwil po golu mogliśmy usłyszeć głośny huk na Signal Iduna Park – to odgłos kamieni spadających z serc sympatyków BVB z radości, że udało się wygrać. Przetrwać trudniejszy moment i zadać decydujący cios.
O występie Stalmacha niestety wiele mówi fakt, że lepszy fragment gry gości zbiegł się w czasie z jego zejściem z boiska. Z kronikarskiego obowiązku dodajmy również, że Oskar Wójcik przesiedział cały mecz na ławce rezerwowych.
Borussia Dortmund – Werder Brema 3:2 (2:0)
- 1:0 – Serhou Guirassy 6′
- 2:0 – Carney Chukwuemeka 17′
- 2:1 – Niclas Fuellkrug 65′
- 2:2 – Niclas Fuellkrug 68′
- 3:2 – Marcel Sabitzer 90+3′
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix