Piłkarze już na wakacjach, ale Real pokonał Sevillę

Sebastian Warzecha

17 maja 2026, 21:14 • 3 min czytania 1

Reklama
Piłkarze już na wakacjach, ale Real pokonał Sevillę

Wszyscy piłkarze Realu Madryt chcieliby już być na wakacjach i to widać. Ci z Sevilli – podobnie, choć dla nich wakacje mają oznaczać utrzymanie się w lidze. Dziś spotkał się zespół, który chciał, a nie mógł, i taki, który już właściwie nie czuje potrzeby, by cokolwiek w tym sezonie sobą prezentować. Wygrał ten drugi, choć – bo to w końcu Hiszpania – po kontrowersji.

Reklama

Real Madryt lepszy od Sevilli. Mecz jak lek na bezsenność

Widać po piłkarzach Królewskich, że ten sezon był dla nich męczący. Co prawda pewnie nie tak, jak dla fanów tego klubu, ale zmiana trenera, ciągłe konflikty, problemy, przegrane mecze i tytuły musiały się odbić i na zawodnikach. Owszem, to nie tak, że wyszli na boisko i właściwie mieli to wszystko głęboko… wiadomo gdzie. Coś tam kreowali, strzelali, zdobyli nawet bramkę. Konkretnie: zrobił to Vinicius Junior po tym, jak powalczył o piłkę Kylian Mbappe.

Było też kilka sytuacji Francuza. Kilkukrotnie musiał wykazać się też – po drugiej stronie – Thibaut Courtois. Do tego na przykład w słupek trafił Franco Mastantuono.

To wszystko jednak nie zmieniało faktu, że ten mecz był po prostu piekielnie nudny w swoim założeniu. Real już o nic nie walczył i mimo że Alvaro Arbeloa posłał do boju mocny skład, a mecz był z rywalem, z którym Królewskim zawsze gra się trudno i na jednym z „gorętszych” stadionów w Hiszpanii, to… trudno było to odczuć. Momentami gra przypominała tę z przedsezonowych sparingów, po prostu. Sevilla też się bowiem niespecjalnie dokładała.

Reklama

Choć im akurat zależało – ekipa gospodarzy wciąż walczyła bowiem o utrzymanie, do którego znacznie przybliżyła się ostatnimi wynikami, bo wygrała trzy poprzednie spotkania. Tyle tylko że Sevilla pokazywała dokładnie to, co przez cały sezon: że niby ma niezłych zawodników, niby swoje potrafi, ale ostatecznie niewiele z tego tak naprawdę wynika. Owszem, mieli gracze z Sewilli sytuacje, tyle że zwykle uderzali albo daleko od bramki, albo prosto w Thibaut Courtois.

A większość tych strzałów była tak anemiczna, że idealnie pasowała do klimatu tego spotkania.

Jak to w Hiszpanii – była kontrowersja

Nawet w takim meczu nie poradzili sobie jednak sędziowie. Bo jedyny gol padł po ich błędzie, tak to raczej trzeba ocenić. Kylian Mbappe, walcząc o piłkę, uderzył bowiem łokciem obrońcę Sevilli. Sędzia faulu nie odgwizdał, VAR też go nie skorygował (ani nie przywołał do monitora), trafienie więc zaliczono. I tak to wyszło, że ten błąd arbitra ustawił mecz, a Vinicius mógł się cieszyć z gola.

Potem bowiem… no potem, to sami wiecie.

Reklama

A to Alexis przyłożył wysoko nad bramką, a to ktoś prosto w Courtois. Belg wykazać musiał się na koniec, gdy Kike Salas z okolicy szesnastego metra przyłożył mocno bez nabiegu. Courtois się jednak złożył i zbił piłkę na rzut rożny… którego już nie było, sędzia bowiem odgwizdał koniec spotkania. I zrobił to mniej więcej tak, jak toczył się cały ten mecz – ukradkiem. Bo temperatura tego spotkania była letnia, a w hiszpańskiej multilidze nie był to mecz, który jakkolwiek by się wyróżnił.

Brakowało pięknych akcji, brakowało godnych zapamiętania momentów, brakowało czegokolwiek, co pokazałoby nam, że to spotkanie było o coś. A z perspektywy Sevilli przecież było. Gospodarze jednak ostatecznie i tak mogli odetchnąć – inne wyniki ułożyły się tak, że Sevilla matematycznie jest już utrzymana.

Reklama

Dokonała tego w taki sposób, w jaki przeszła przez cały ten sezon – mierny, ale jak się okazało, wystarczający.

Sevilla – Real Madryt 0:1 (0:1)

  • 0:1 – Vinicius 15′
1 komentarz
Sebastian Warzecha

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

La Liga

Reklama
Ekstraklasa

Lech czeka na kluczową decyzję. Przyszłość jednego z liderów wciąż niepewna

Kacper Korpak
20
Lech czeka na kluczową decyzję. Przyszłość jednego z liderów wciąż niepewna
La Liga

Barcelona szuka zastępcy Lewandowskiego. Nie tylko Alvarez

Maciej Piętak
5
Barcelona szuka zastępcy Lewandowskiego. Nie tylko Alvarez