Wszyscy piłkarze Realu Madryt chcieliby już być na wakacjach i to widać. Ci z Sevilli – podobnie, choć dla nich wakacje mają oznaczać utrzymanie się w lidze. Dziś spotkał się zespół, który chciał, a nie mógł, i taki, który już właściwie nie czuje potrzeby, by cokolwiek w tym sezonie sobą prezentować. Wygrał ten drugi, choć – bo to w końcu Hiszpania – po kontrowersji.
Real Madryt lepszy od Sevilli. Mecz jak lek na bezsenność
Widać po piłkarzach Królewskich, że ten sezon był dla nich męczący. Co prawda pewnie nie tak, jak dla fanów tego klubu, ale zmiana trenera, ciągłe konflikty, problemy, przegrane mecze i tytuły musiały się odbić i na zawodnikach. Owszem, to nie tak, że wyszli na boisko i właściwie mieli to wszystko głęboko… wiadomo gdzie. Coś tam kreowali, strzelali, zdobyli nawet bramkę. Konkretnie: zrobił to Vinicius Junior po tym, jak powalczył o piłkę Kylian Mbappe.
Było też kilka sytuacji Francuza. Kilkukrotnie musiał wykazać się też – po drugiej stronie – Thibaut Courtois. Do tego na przykład w słupek trafił Franco Mastantuono.
To wszystko jednak nie zmieniało faktu, że ten mecz był po prostu piekielnie nudny w swoim założeniu. Real już o nic nie walczył i mimo że Alvaro Arbeloa posłał do boju mocny skład, a mecz był z rywalem, z którym Królewskim zawsze gra się trudno i na jednym z „gorętszych” stadionów w Hiszpanii, to… trudno było to odczuć. Momentami gra przypominała tę z przedsezonowych sparingów, po prostu. Sevilla też się bowiem niespecjalnie dokładała.
Choć im akurat zależało – ekipa gospodarzy wciąż walczyła bowiem o utrzymanie, do którego znacznie przybliżyła się ostatnimi wynikami, bo wygrała trzy poprzednie spotkania. Tyle tylko że Sevilla pokazywała dokładnie to, co przez cały sezon: że niby ma niezłych zawodników, niby swoje potrafi, ale ostatecznie niewiele z tego tak naprawdę wynika. Owszem, mieli gracze z Sewilli sytuacje, tyle że zwykle uderzali albo daleko od bramki, albo prosto w Thibaut Courtois.
A większość tych strzałów była tak anemiczna, że idealnie pasowała do klimatu tego spotkania.
Jak to w Hiszpanii – była kontrowersja
Nawet w takim meczu nie poradzili sobie jednak sędziowie. Bo jedyny gol padł po ich błędzie, tak to raczej trzeba ocenić. Kylian Mbappe, walcząc o piłkę, uderzył bowiem łokciem obrońcę Sevilli. Sędzia faulu nie odgwizdał, VAR też go nie skorygował (ani nie przywołał do monitora), trafienie więc zaliczono. I tak to wyszło, że ten błąd arbitra ustawił mecz, a Vinicius mógł się cieszyć z gola.
Potem bowiem… no potem, to sami wiecie.
Vinicius Junior dał Królewskim prowadzenie w meczu z Sevillą! 🪩
📺 Transmisja meczu: https://t.co/MddNhZeSza pic.twitter.com/HnTU71T5CC
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) May 17, 2026
A to Alexis przyłożył wysoko nad bramką, a to ktoś prosto w Courtois. Belg wykazać musiał się na koniec, gdy Kike Salas z okolicy szesnastego metra przyłożył mocno bez nabiegu. Courtois się jednak złożył i zbił piłkę na rzut rożny… którego już nie było, sędzia bowiem odgwizdał koniec spotkania. I zrobił to mniej więcej tak, jak toczył się cały ten mecz – ukradkiem. Bo temperatura tego spotkania była letnia, a w hiszpańskiej multilidze nie był to mecz, który jakkolwiek by się wyróżnił.
Brakowało pięknych akcji, brakowało godnych zapamiętania momentów, brakowało czegokolwiek, co pokazałoby nam, że to spotkanie było o coś. A z perspektywy Sevilli przecież było. Gospodarze jednak ostatecznie i tak mogli odetchnąć – inne wyniki ułożyły się tak, że Sevilla matematycznie jest już utrzymana.
Dokonała tego w taki sposób, w jaki przeszła przez cały ten sezon – mierny, ale jak się okazało, wystarczający.
Sevilla – Real Madryt 0:1 (0:1)
- 0:1 – Vinicius 15′