Spodziewaliśmy się, że Marek Papszun będzie stopniowo naprawiał Legię, ale – szczerze – rzeczywistość wygląda jeszcze lepiej, niż nam się wydawało. Spośród 11 meczów pod jego wodzą zespół z Warszawy przegrał tylko ten pierwszy, z Koroną Kielce. Dziś Legia ograła u siebie 1:0 wicelidera, Zagłębie Lubin, mimo że długimi fragmentami grała w dziesiątkę, bo nie pierwszy raz nic nie wychodziło Milecie Rajoviciowi. Ale miała naprawdę dobrego dziś Kamila Piątkowskiego, który miał coś do udowodnienia. W następnej kolejce Legia jedzie na Lecha i, jeśli by wygrała, mocno namiesza w walce o mistrzostwo Polski.
Przed sezonem spodziewaliśmy się, że to Legia będzie walczyła o mistrzostwo Polski, a Zagłębiu pozostanie bronić się przed spadkiem. Tymczasem zespół Papszuna przystępował do tego meczu jako 14. w tabeli, a drużyna Ojrzyńskiego z pozycji wicelidera. Tyle że, obiektywnie, to Legię należało uznać za lekkiego faworyta spotkania, biorąc pod uwagę coraz lepszą grę zespołu z Warszawy i długą serię bez porażki.
Taką mamy w tym sezonie Ekstraklasę
Marcel Reguła już na początku pokazał nieprzeciętne umiejętności. Mógł mieć kapitalną asystę
O Marcelu Regule mówi się, że jest talentem zbliżonym do Oskara Pietuszewskiego i, gdy wyjedzie do dużo lepszej ligi, powinien pobić rekord transferowy Zagłębia, należący do Bartosza Białka. Dziś 19-latek umiejętności, ale i luz pokazał już po kilku minutach, kiedy kapitalnie zgrał piłkę do Adama Radwańskiego, ale ten nie wykorzystał tej szansy. Legia zaczęła bardzo źle, gubiła się i już po siedmiu minutach jej bramkarz Otto Hindrich poczuł ból (albo usłyszał z ławki, że należy poczuć ból) i upadł na murawę. Przerwa w grze (zróbmy coś z tym procederem, litości!) – Marek Papszun oczywiście wykorzystał ją, żeby przekazać piłkarzom uwagi.
I Legia, gdy wróciła do grania, była już solidniejsza.
Papszun postanowił zaufać Kacprowi Urbańskiego i posłał zawodnika, który w ostatnim czasie jest bez formy, do boju od pierwszej minuty. Pomocnik rozpoczął mecz Ekstraklasy od pierwszej minuty po raz pierwszy od 8 marca, kiedy Legia ogrywała u siebie 1:0 Cracovię. Przez pewien czas był aktywny, w 20. minucie mógł mieć asystę, kiedy nieźle podawał po ziemi, ale do piłki nie doszedł Mileta Rajović. Później jednak Urbański grał coraz gorzej.
Im dalej w las, tym jednak lepiej całościowo wyglądała Legia. Co prawda raz po raz irytował Rajović, który w swoim stylu nie potrafił dobrze ustawić się w polu karnym, ale Legia w końcu trafiła. Z rzutu rożnego dograł Jurgen Elitim, a potem piłkę uderzył głową jeden były piłkarz Zagłębia Lubin (Kamil Piątkowski), a na linii bramkowej musnął ją jeszcze kolejny były gracz Miedziowych – Rafał Adamski. I było 1:0. Ważny moment przede wszystkim dla Piątkowskiego, który w pierwszym meczu obu drużyn w tym sezonie wyleciał z boiska z czerwoną kartką.
Kamil Piątkowski strzela głową, a Rafał Adamski, by nie było wątpliwości, wbija piłkę do bramki Zagłębia! 🎯 Legia prowadzi w Warszawie! 🔥
📺 Oglądaj: https://t.co/Khg2yEVJUo pic.twitter.com/q2LJFdjk5a
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) April 17, 2026
Reguła gasł, podobnie jak Urbański, choć trzeba też przyznać, że był ostro, być może nieprzypadkowo, atakowany przez kolejnych obrońców Legii. Sztab Zagłębia się wściekał, a sędzia z Japonii jakby tego nie widział.
W drugiej połowie długo wydawało się, że Legia kontroluje spotkanie. A kiedy błąd popełnił Piątkowski i goście ruszyli z szybką akcją, obrońca Legii wrócił za nią i naprawił swój błąd. Ogólnie mecz stał się jedną wielką bryndzą, do momentu, gdy Damian Szymański świetnie przyłożył z dystansu, ale trafił w poprzeczkę. Później mieliśmy wydarzenie – pierwsze udane zagranie Rajovicia w tym meczu! Duńczyk zgrał piłkę do Urbańskiego, ale ten się pogubił. Chwilę potem Rajović jeszcze fatalnie uderzył zza pola karnego – to był taki symbol jego „występu”.
W końcówce obie drużyny próbowały jeszcze coś zdziałać, ale brakowało konkretów. Pierwsza połowa była niezła, ale druga niestety słabiutka.
Piłkarze Legii Warszawa od dawna są niepokonani. W Poznaniu, przeciwko Lechowi, mogą coś zdziałać
Dziesięć ostatnich spotkań ligowych Legii za Papszuna? Cztery zwycięstwa i sześć remisów. Jest lepiej niż nieźle, zespół z Warszawy powoli zostawia za sobą strefę spadkową. W tej absurdalnej i nieprzewidywalnej lidze jest jedną z nielicznych drużyn, po których mniej więcej wiemy, czego się spodziewać. A Papszun, taka prawda, nie ma do dyspozycji zbyt wielu kreatywnych piłkarzy, robiących różnicę.
W kolejny weekend Legia jedzie na Lecha i nie można skazywać jej na porażkę. Jeśli by wygrała, w czołówce zrobi się ultra ciekawie. A niedawne słowa Papszuna o walce o europejskie puchary będą przytaczane coraz częściej.
Zmiany:
Legenda
Noty wkrótce
Fot. Newspix.pl
WIĘCEJ O EKSTRAKLASIE NA WESZŁO:
- Taka GieKSa może dojechać do pucharów!
- Boniek o zwolnieniu Jagody: Jeśli tak, to wielki błąd
- Ojciec piłkarza Radomiaka pojedzie na MŚ!