GKS Katowice spędził zimę w strefie spadkowej. Ten sam GKS Katowice zrównuje się właśnie punktami z Jagielllonią i Górnikiem, pokonując inną wiosenną rewelację – Motor Lublin. Drużyna Góraka zmierza do europejskich pucharów. I nie widzimy żadnych przeciwskazań, by się w nich znalazła. Dobrze dla polskiej piłki, dobrze dla Europy i przede wszystkim sprawiedliwie.
Czy to była Ekstraklasa? Naprawdę spotkały się ze sobą dwie drużyny, które są w formie i tak po prostu rozegrały świetny do oglądania mecz? Żaden z dwóch trenerów nie chciał zamknąć spotkania i wejść w klincz, bo lepsze pewne 0:0 niż wysoki wynik, który może pójść w dwie strony?
To naprawdę niesłychane, ale jak widać można grać w tej lidze w piłkę. I jako Weszło po prostu dziękujemy za takie podejście, bo świetnie bawiliśmy się w to piątkowe popołudnie. Jeszcze czujemy w kościach trudy zeszłej kolejki Ekstraklasy i ogólnie całego sezonu, więc tym bardziej doceniamy, że na otwarcie obecnej serii gier otrzymaliśmy spotkanie, które zupełnie nie pasuje do typowych piątków o osiemnastej.
GKS – Motor 3:2. Obsypało bramkami
Po pierwszej połowie Motor schodził z boiska niezwykle poobijany. Mamy na myśli głównie metaforyczny wydźwięk tego słowa (w końcu otrzymał trzy gole w plecy), ale też dosłowny, bo stracił bramkarza (ten pojechał do szpitala z podejrzeniem złamania żeber). Sam przebieg meczu nie wyglądał aż tak jednostronnie, jak wskazywałby na to suchy wynik.
Motor popełniał jednak znacznie więcej błędów z tyłu – i właśnie w takim meczu, otwartym i szybkim, mocno wyszło to na wierzch. W tym aspekcie „królował” Bright Ede i jak tak dalej pójdzie, trudno będzie za niego skasować choćby sto tysięcy euro (a niedawno miał kosztować ponad dziesięć milionów). Młody obrońca wyglądał tak źle, że aż nie wyszedł na drugą połowę, na co wpływ miała też żółta kartka.
To Ede asystował przy otwierającym golu Markovicia. Wybił piłkę tak, że ta spadła akurat na nogę rywala, który niby nie miał dużo miejsca, a strzelił rewelacyjnie. Lublinianie szybko wyrównali, konkretnie zrobił to Czubak, który pokazał niezwykły kunszt – odkleił się od obrońców, wymusił zagranie na głowę i idealnie zmieścił piłkę będąc w sytuacji, w której połowa napastników w tej lidze nie oddałaby nawet celnego strzału.
W wywiadzie w przerwie Czubak nie podniecał się jednak tym wykończeniem i przede wszystkim był wkurzony na siebie, że w innej akcji, stojąc oko w oko z bramkarzem, dał się przeczytać.
Jeszcze bardziej wkurzony był w samej końcówce, gdy popełnił faul, za który wyleciał z boiska wskutek dwóch napomnień. Ewidentnie był to wyraz frustracji.
Wracając do chronologii, w pierwszej odsłonie trafiali za to katowiczanie. Obie akcje wyglądały w ostatniej fazie podobnie – po zagraniach z bocznej strefy okazywało się, że w szesnastce Motoru jest za dużo wolnej przestrzeni, z czego korzystali najpierw Nowak, a potem Marković. Swoją drogą, Noweg znowu kończy z doppelpackiem, a na przestrzeni ostatnich dziesięciu dni ma na koncie pięć bramek. Piłkarz, który był w cieniu, wreszcie eksplodował. GKS potrzebował kogoś takiego, kto odciążyłby w ofensywie Nowaka.
Statystyki meczowe dostarczony przez Superscore
GKS – Motor. Sprawiedliwy rezultat
Po zmianie stron mecz nam lekko wyhamował, ale tempo nie spadło na tyle, byśmy mieli jakiekolwiek powody do narzekania. To nadal były kozackie zawody. Mimo że presja była na Motorze, znacznie więcej okazji na gola stworzyli sobie gospodarze, ale…
- Szkurin zmarnował sam na sam (chciał przelobować Tratnika, ten świetnie zostawił rękę)
- strzał Jędrycha wybito z linii bramkowej
- Najemski dał sobie zabrać piłkę w szesnastce, ale Nowak nie skorzystał z prezentu
- Zrelak próbował piętą, został zablokowany.
A propos Szkurina, do zmarnowanych sytuacji należy doliczyć jeszcze jedną z pierwszej połowy, gdy wychodząc sam na sam postanowił szukać rzutu karnego. Od kiedy napastnicy szukają jedenastek, a nie bramek? To był kompletny absurd, bo przecież Białorusin miał wystarczająco dużo miejsca, żeby kończyć akcję. Zamiast tego wdał się w drybling, licząc, że zostanie przewrócony, ale nie został, a później jeszcze spowodował kontuzję Brkicia.
Piłkarze GieKSy w rolę sędziów weszli też przy drugim golu lublinian. Klemenz zagrał ręką w szesnastce, więc wszyscy stanęli uznając, że sędzia i tak się nad nimi nie zlituje. Wszyscy poza Wolskim, który skorzystał z prezentu i strzelił obok wrytych w ziemię zawodników, wlepiając im karę za gapiostwo.
Motor zrobił jednak za mało, by pokonać dziś GieKSę, która nie kalkulowała nawet w końcówce i nie grała na wynik (w tym sensie, że nie cofnęła się, by bronić). Wręcz przeciwnie, atakowała do samego końca, skończyła z xG na poziomie 2,96 i dała nam dużo radości. Taką piłkę chcemy oglądać!
Zmiany:
Legenda
WIĘCEJ O EKSTRAKLASIE:
- Wielki powrót! Bukari znajdzie się w kadrze meczowej na Radomiaka
- Miał być Lech, jest nowy kontrakt z GieKSą. Strączek ogłosił
- Przemysław Wiśniewski: W Radomiaku jest kilku dobrych grajków
Fot. newspix.pl