Uniki, bzdury, pozorowana skrucha. Marcin Herra wyszedł z ukrycia

Michał Kołkowski

23 lipca 2026, 16:19 • 7 min czytania 3

Reklama
Uniki, bzdury, pozorowana skrucha. Marcin Herra wyszedł z ukrycia

A jednak, stało się! Marcin Herra przerwał milczenie. Prezes Legii Warszawa udzielił wywiadu Sebastianowi Staszewskiemu z portalu WP Sportowe Fakty, w którym niby powiedział to, czego oczekiwało wielu kibiców. To znaczy: przepraszał, przyznawał się do błędu, mocno obiecywał poprawę. I zapewnił, że klubowi nie grozi całkowite sprzeciętnienie. Ale wystarczy tylko delikatnie poskrobać tę warstwę skruchy i pokory, by za jej fasadą zauważyć stare grzechy i problemy, które sprowadziły Legię do statusu zespołu walczącego o utrzymanie w lidze.

Reklama

Jeśli zresztą chodzi o poprzedni sezon, to u Herry – a co za tym idzie, zapewne u całego kierownictwa Legii – dalej widać mechanizm wyparcia. Prezes Wojskowych zdaje się nie przyjmować do wiadomości, że klub dopiero co doświadczył najczarniejszej passy w 110-letniej historii. Wymiar tej klęski do niego nie dociera.

Był jakiś tam kryzys, ale przyszedł pan trener Papszun, niestety troszeczkę za późno, no i już jest dobrze. A będzie jeszcze lepiej.

Marcin Herra przerwał milczenie. „Uważam, że jestem blisko kibiców”

Co mamy konkretnie na myśli, pisząc o tej pozorowanej skrusze? Oto prosty przykład.

– Wina leży także po mojej stronie. Dlatego niedawno przeprosiłem kibiców – zaznacza Herra w rozmowie ze Staszewskim, nawiązując do listu otwartego, jaki kilka tygodni temu skierował do kibiców Legii. Tylko że ci sami kibice miesiącami domagali się, by prezes Legii stanął do rozmowy z nimi, albo przynajmniej do jakiegoś wywiadu, w którym wytłumaczyłby katastrofalną postawę drużyny w minionym sezonie. No ale o tym Herra już nie pamięta.

Reklama

Napisał kilka zdań i to pozwala mu uważać samego siebie za działacza będącego… blisko fanów. Uważam, że jestem blisko kibiców, nigdy się przed nimi nie chowałem, nie chowam i nie zamierzam tego robić. Regularnie rozmawiam z ludźmi z różnych trybun, pojawiam się w różnych miejscach na stadionie i wysłuchuję uwag, krytyki. 

Czyli: Herra schował się na kilka miesięcy, a jak już wyszedł z ukrycia, to stwierdził: nigdy się nie chowam.

Reklama

Ta z kolei wypowiedź to w zasadzie kwintesencja Legii Warszawa pod samodzielnymi rządami Dariusza Mioduskiego: – Kiedy kryterium oceny sytuacji w Legii jest mistrzostwo, to rzeczywiście nie mamy się czym chwalić. Dlatego musimy sprawić, aby w najważniejszym obszarze, czyli sporcie, zdecydowanie poprawić nasze wyniki. Ale czasem warto spojrzeć trochę szerzej. Od jakiegoś czasu w Legii mamy na przykład wysoką sprawność organizacyjno-biznesową, a to wbrew pozorom istotne, bo pozwala klubowi normalniej funkcjonować. Natomiast do tego musimy dołożyć wyniki sportowe na najwyższym poziomie.

Klasyka gatunku legijnej korpogadki.

Kolejne lata bez mistrzostwa, teraz nawet brak europejskich pucharów. Akademia nie dostarcza piłkarzy do pierwszego zespołu, kolosalne długi przygniatają klub. Ciągle zmieniają się trenerzy, dyrektorzy sportowi – tak, jest tu trochę do poprawy. Kilka niedociągnięć jest, cytując klasyka. Ale za to „sprawność organizacyjno-biznesowa” się zgadza! No przecież to tak, jakby sprinter aspirujący do występu na igrzyskach olimpijskich chwalił się tym, że potrafi raczkować.

Marcin Herra

Reklama

Marcin Herra rzuca ogólnikami. Jedyny konkret nie ma sensu

Zresztą w całej tej rozmowie Staszewski uparcie próbuje wyciągnąć z Herry jakieś szczegóły odnośnie tego, co się w Legii właściwie zmieniło, by koszmar minionego sezonu już się nie powtórzył. Prezes Wojskowych wychodzi tu z jednym konkretem: – To też nie jest tak, że do tej pory wszystko robiliśmy źle. Oczywiście, popełniliśmy błędy, które jednak naprawiliśmy, nad innymi dalej pracujemy. Jedną z kluczowych decyzji, która ma nam pomóc, jest ustabilizowanie sytuacji w dziale sportu. Jego liderem jest teraz Fredi Bobić, nasz dyrektor sportowy, który bierze pełną odpowiedzialność za sprawy piłkarskie.

Czyli: Bobić, który był współodpowiedzialny za katastrofę letniego okna transferowego w 2025 roku, teraz wziął już pełną odpowiedzialność za sprawy piłkarskie. No to faktycznie, pozmieniało się! Całą resztą wymijających odpowiedzi Herry można zaś sprowadzić do hasła: mamy Papszuna, a on to jakoś ogarnie.

Złote usta Ekstraklasy. 20 najlepszych cytatów sezonu 2025/26

Warto się jednak na moment cofnąć do pamiętnego podcastu Kilka słów o Legii („znamy przepis na mistrzostwo Polski”), kiedy Herra perorował:

Reklama

– Michał Żewłakow, którego znamy i który jest debeściakiem, jeżeli chodzi o pracę z trenerem, budowanie zespołu, transfery i kompletowanie zespołu, współpracuje z pierwszą drużyną. Jakby on miał jeszcze ogarniać: akademię, skauting, analitykę, kuchnię, stroje – to by nie miał czasu na to. I w związku z tym jest Fredi, który odpowiadał za zarządzanie obszarem sportu w dużych klubach. I on odpowiada za te wszystkie obszary: współpracę z akademią, ze skautingiem, integrację danych. […] Tak jak patrzę, jest bardzo dobra synergia między Michałem a Fredim. Jeden i drugi bardzo dobrze się poruszają na poziomie relacji, a dodatkowo mają tę kompetencję, że znają się na piłce. Dzięki temu są bardzo merytoryczni, jeśli chodzi o ocenę i mają też swoje doświadczenia, jeśli chodzi o funkcjonowanie w klubie.

A zatem rok temu mocną stroną Legii była „dobra synergia Żewłakowa z Bobiciem”. Teraz atutem ma być fakt, że cała odpowiedzialność spoczęła na barkach byłego reprezentanta Niemiec. Genialne! Jak nadchodzący sezon będzie nieudany, to stawiamy dolary przeciwko orzechom, że przełomowym pomysłem kierownictwa Legii na rozwiązanie problemów będzie ponowny podział obowiązków w pionie sportowym. I tak w koło Macieju.

Marcin Herra bredzi o transferach Legii. Po co wydawać pieniądze?

Komicznie wyglądają też próby pudrowania rzeczywistości w kwestii kłopotów finansowych stołecznego klubu. Wszyscy gołym okiem widzą, że Legia Warszawa funkcjonuje obecnie w trybie radykalnie oszczędnościowym: że nie zdołała utrzymać w kadrze kilku pożytecznych graczy, na co otwarcie narzekał trener. Że rozwiązała kontrakt z Kacprem Urbańskim, byle tylko budżet przestało obciążać tłuste wynagrodzenie młodego pomocnika. Że sprzedała utalentowanego Jana Leszczyńskiego, zanim na poważnie zaistniał w drużynie, natomiast ściąga przede wszystkim graczy dostępnych na rynku bez konieczności opłacania kwoty odstępnego.

Herra niby przyznaje, że faktycznie nie jest łatwo. – Dziś zwracamy większą uwagę na efektywność wydawanych pieniędzy. Brak gry w pucharach sprawia, że każdą złotówkę oglądamy dwa razy – twierdzi. Ale w innym miejscu dodaje: – Ale powiem coś panu: pytanie „na co nas stać” jest zabawne. Rocznie na sport przeznaczamy 120 mln zł. W tym samym czasie inne ligowe kluby – poza Lechem – na ten sam cel wydają znacznie niższe kwoty. Więc stać nas na bardzo dużo, więcej niż innych. W poprzednim sezonie decyzją właściciela zainwestowaliśmy zresztą bardzo dużo. W dwóch oknach transferowych na zakupy, prowizje i pensje nowych zawodników wydaliśmy ponad 50 mln zł. To była inwestycja, która niestety nie przyniosła efektu. Teraz nasze ruchy musimy dostosować do możliwości.

Reklama

I wisienka na torcie: My też możemy wydać milion euro czy dwa na transfer. Ale czy w tym momencie ma to sens? Widzew niedawno wydał rekordowe kwoty na zakupy i zakończył sezon tuż nad kreską. Dlatego podawanie konkretnych kwot jako dowodu na to, że ktoś komuś odjechał, nie ma sensu. Obecnie szukamy innej drogi do osiągnięcia celów; innej niż nieroztropne wydawanie kasy.

No cóż, jakby to powiedzieć: tak, ma to sens. Czy raczej: miałoby, gdyby te pieniądze wydawali kompetentni ludzie.

To, że Legia Warszawa przepierdzieliła na przestrzeni dwóch okienek transferowych – jak wylicza sam Herra – 50 milionów złotych, nie oznacza przecież, że robienie kosztownych transferów jest z zasady bez sensu. To bzdura. Oznacza tylko tyle i aż tyle, że transfery Legii były w większości bezsensowne. Zatem nie jest to żadne olśnienie prezesa, by teraz „szukać innej drogi niż nieroztropne wydawanie kasy” (swoją drogą, po co było na taką drogę w ogóle wchodzić?), tylko smutna konieczność.

Marcin Herra w Legii Warszawa

Reklama

Marcin Herra nie natchnął kibiców optymizmem

Kwestią wymagającą bezwzględnej poprawy jest też efektywniejsze wydawanie pieniędzy. Każdy punkt powinien nas kosztować znacznie mniej niż obecnie – dodaje też odkrywczo prezes stołecznej ekipy. Od razu wyobrażamy sobie naradę kierownictwa Legii, burzę mózgów po poprzednim sezonie. I nagle: eureka! Teraz trzeba efektywniej wydawać pieniądze. No panowie, fenomenalny pomysł, że też wcześniej na to nie wpadliście.

Co tu dużo gadać, na pewno nie jest to wywiad, który wlał optymizm w serca kibiców Legii. W zasadzie można odnieść wrażenie, że prezesa klubu – jak na ironię – łączy z fanami wiara w warsztat trenerski Marka Papszuna i traktowanie 51-letniego szkoleniowca jako ostatniej deski ratunku przed utonięciem w problemach.

– Patrzę na Legię, […] widzę zjednoczony klub, który zna swoją wartość. A to daje mi wiarę, że kraina przeciętniactwa nie jest dla nas oświadczył Herra.

Legia Warszawa na przestrzeni ostatnich pięciu sezonów trzykrotnie zakończyła ligowe zmagania poza TOP4. Dwa razy martwiła się przez pewien czas o utrzymanie w Ekstraklasie. Notorycznie dostaje w bezpośrednich starciach po głowie od przeciwników z ligowej czołówki. Dlatego zupełnie nas nie dziwi, że Marcin Herra tym razem nie chciał już rozprawiać o przepisie na mistrzostwo Polski i ograniczył się do wyrażenia wiary, że klub nie sprzeciętnieje do reszty. Tak, to jest w tej chwili wymiar aspiracji Legii, którą dawno prześcignął Lech, którą przyćmiewają także Jagiellonia czy Raków, a ostatnio nawet Górnik.

Reklama

fot. NewsPix.pl

3 komentarze
Michał Kołkowski

Za cel obrał sobie sportretowanie wszystkich kultowych zawodników przełomu XX i XXI wieku i z każdym tygodniem jest coraz bliżej wykonania tej monumentalnej misji. Jego twórczość przypadnie do gustu szczególnie tym, którzy preferują obszerniejsze, kompleksowe lektury i nie odstraszają ich liczne dygresje. Wiele materiałów poświęconych angielskiemu i włoskiemu futbolowi, kilka gigantycznych rankingów, a okazjonalnie także opowieści ze świata NBA. Najchętniej snuje te opowiastki, w ramach których wątki czysto sportowe nieustannie plączą się z rozważaniami na temat historii czy rozmaitych kwestii społeczno-politycznych.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Ekstraklasa

Reklama
Ekstraklasa

Transfer Rakowa upadł przez upartość drugiego klubu. Piłkarz rozczarowany

Szymon Janczyk
11
Transfer Rakowa upadł przez upartość drugiego klubu. Piłkarz rozczarowany