Czas nie działa na korzyść Milety Rajovicia [KOZACY I BADZIEWIACY]

Przemysław Michalak

28 października 2025, 17:22 • 4 min czytania 15

Reklama
Czas nie działa na korzyść Milety Rajovicia [KOZACY I BADZIEWIACY]

Jeśli nawet Mileta Rajović nie kosztował Legii Warszawa 3 mln euro (a już na pewno nie od razu), to i tak dużo za niego zapłacono, więc oczekiwania są konkretne. Duński wieżowiec na razie ich nie spełnia. Występ z Lechem Poznań był smutnym podsumowaniem ostatnich tygodni w jego wykonaniu.

Reklama

W tym przypadku czas wcale nie działa na korzyść zawodnika. Jest wręcz przeciwnie: im dalej w las, tym gra Rajovicia mniej się podoba. Coraz mocniej wychodzą na wierzch jego niedostatki, przykrywające atuty, które oczywiście też posiada.

Kozacy i badziewiacy 13. kolejki Ekstraklasy

Gdy Jean-Pierre Nsame był zdrowy i eksplodował z formą, Rajović wchodził sobie z ławki i powoli się rozkręcał. Zdarzało się też, że grali w ataku razem, jak w rewanżu z AEK-iem Larnaka czy spotkaniu z Cracovią, w którym Nsame doznał poważnej kontuzji. Duński snajper zdobył wtedy bramkę, podobnie jak tydzień później z Radomiakiem. W europejskich pucharach trafił w rewanżu z Cypryjczykami i zamknął rywalizację w dwumeczu z Hibernianem, decydującym o wejściu do fazy ligowej Ligi Konferencji.

Mogło się wydawać, że będzie się rozkręcał i dawał zespołowi coraz więcej, zwłaszcza że po stracie Nsame oraz oddaniu Szkurina, Guala i Alfareli rywalizacja w ataku stała się mocno ograniczona. Rzutem na taśmę doszedł co prawda Antonio Colak, ale od początku wystąpił jedynie z Samsunsporem, gdy Edward Iordanescu wymienił praktycznie całą jedenastkę. Teraz Chorwat nie wchodzi nawet w końcówkach. Najwyraźniej nie jest gotowy.

Po zamknięciu okienka nie udało się już sprowadzić nikogo na zasadzie wolnego transferu, więc Rajović zyskał naprawdę duży komfort. Nic tylko grać i umacniać swoją pozycję.

Reklama

On jednak poszedł w drugą stronę. Ma zaufanie, często gra po 90 minut i nic. Bramki nie zdobył od pięciu spotkań, ma już prawie 450 minut z pustym przebiegiem. A jeżeli pominiemy rzut karny z Pogonią Szczecin i wrócimy do ostatniego „normalnego” gola, wychodzi nam już osiem meczów i 637 minut. Zresztą, trafienie z Radomiakiem polegało na tym, że Filip Majchrowicz fatalnie minął się z piłką na przedpolu, dzięki czemu Rajović doszedł do najłatwiejszej sytuacji w swoim życiu. Nie dało się tego zmarnować.

Pudła w kluczowych momentach

A dogodne okazje Duńczyk marnuje, oj tak.

W Lubinie nie potrafił pokonać Dominika Hładuna z paru metrów. Doprowadził natomiast do zamieszania, które zakończyło się kontuzją bramkarza Zagłębia.

Reklama

Kolejkę wcześniej w Zabrzu uderzał plecami po błędzie Marcela Łubika, ale piłkę z linii bramkowej wybił Jarosław Kubicki.

Z Jagiellonią Białystok zaprzepaścił wspaniałą akcję Kacpra Urbańskiego, jego strzał głową z bliska obronił Sławomir Abramowicz.

Reklama

To wszystko były kluczowe momenty w ważnych meczach, w których Legia łącznie zdobyła jeden punkt. Gdyby Rajović nie zawiódł, mogłoby być znacznie lepiej.

Według oficjalnych statystyk Ekstraklasy napastnik Legii w praktyce powinien mieć już pięć goli, a ma tylko trzy. Jego nieskuteczność była też widoczna w pucharach, gdy Wojskowi niemiłosiernie gnietli AEK Larnaka. Rajović strzelił na 2:0, ale potem nie wykorzystał kapitalnej okazji w 43. minucie. Gdyby spisał się lepiej, straty z pierwszego meczu zostałyby odrobione, a tak goście po chwili trafili na 1:2 i Legia mentalnie już do rywalizacji nie wróciła.

A jeśli zawodnik o takiej charakterystyce strzela mniej niż powinien, zaczyna coraz bardziej irytować w całościowym ujęciu. Wyraźne ograniczenia techniczne sprawiają, że jest z niego niewiele pożytku poza polem karnym przeciwnika.

Reklama

Niewiele, bo od czasu do czasu dobrze zagra tyłem do bramki. W ten sposób mógł zaliczyć asystę do Elitima w meczu z Jagiellonią (Kolumbijczyk trafił w słupek). Nawet z Lechem raz optymalnie zgrał piłkę do Urbańskiego, który groźnie uderzał sprzed pola karnego. W międzyczasie jednak często walczy o to, żeby piłka mu nie odskakiwała nawet w prostych sytuacjach.

Gdyby miał zadowalające liczby, moglibyśmy się do tego uśmiechnąć, ale jest inaczej. 17 meczów, 1062 minuty na boisku i zaledwie pięć goli. Za mało, zdecydowanie za mało.

Problemów ze skutecznością nie ma natomiast Karol Czubak. Napastnik Motoru Lublin przy xG wynoszącym 4.70 ma już na koncie siedem trafień.

Reklama

Z Widzewem Łódź dwukrotnie pokazał klasę. Najpierw sytuacyjnie strzelił piętą będąc plecami do bramki, a następnie po wbiegnięciu na wolne pole i otrzymaniu podania huknął nie do obrony pod poprzeczkę. Tak to się robi, panie Rajović.

Mimo że Bartosz Frankowski potwornie się mylił na korzyść Górnika Zabrze z Jagiellonią, i tak trzeba docenić generalnie dobrą grę gospodarzy. Z tego względu w kozakach ekipa z Roosevelta ma aż trzech przedstawicieli.

Drugi raz z rzędu w gronie najlepszych znajduje się Marcel Reguła. Tak trzymać. Chyba najlepszy występ w Ekstraklasie zanotował Borja Galan. Może będzie to jakiś przełom dla Hiszpana, który był gwiazdą w I lidze, ale coraz mniej osób o tym pamięta.

Adrian Chovan jako numer jeden w bramce awansował z Termaliką do Ekstraklasy i… latem przegrał walkę o skład. Bronił Miłosz Mleczko, ale rzadko pomagał drużynie. Słowak dostał szansę z Zagłębiem i pięknie ją wykorzystał. Do przerwy bronił wybornie, dzięki niemu beniaminek wywalczył punkt. Mleczko na najbliższe tygodnie musi zaprzyjaźnić się z ławką.

Reklama

CZYTAJ WIĘCEJ O EKSTRAKLASIE:

Fot. FotoPyK

15 komentarzy
Przemysław Michalak

Jeżeli uznać, że prowadzenie stronki o Realu Valladolid też się liczy, o piłce w świecie internetu pisze już od dwudziestu lat. Kiedyś bardziej interesował się ligami zagranicznymi, dziś futbol bez polskich akcentów ekscytuje go rzadko. Miał szczęście współpracować z Romanem Hurkowskim pod koniec jego życia, to był dla niego dziennikarski uniwersytet. W 2010 roku - po przygodach na kilku stronach - założył portal 2x45. Stamtąd pod koniec 2017 roku do Weszło wyciągnął go Krzysztof Stanowski. I oto jest. Najczęściej możecie czytać jego teksty dotyczące Ekstraklasy – od pomeczówek po duże wywiady czy reportaże - a od 2021 roku raz na kilka tygodni oglądać w Lidze Minus i Weszłopolskich. Kibicowsko nigdy nie był mocno zaangażowany, ale ostatnio chodzenie z synem na stadion sprawiło, że trochę odżyła jego sympatia do GKS-u Tychy. Dodając kontekst zawodowy, tym chętniej przyjąłby długo wyczekiwany awans tego klubu do Ekstraklasy.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Niższe ligi

KTS Weszło idzie jak burza! Jagiellonia II kolejną ofiarą

Jan Broda
7
KTS Weszło idzie jak burza! Jagiellonia II kolejną ofiarą

Ekstraklasa

Reklama
Ekstraklasa

Kolegium Sędziów wydało werdykt. Widzewowi należał się karny!

Jan Broda
39
Kolegium Sędziów wydało werdykt. Widzewowi należał się karny!