GKS tym razem nie zagrał aż tak efektownie, jak nas do tego przyzwyczaił w ostatnich tygodniach. Mimo niezłego tempa spotkania w Kielcach, nie oglądaliśmy wielu dobrych okazji. Oba zespoły wykorzystały po jednej dobrej sytuacji po stałym fragmencie gry i sprawiedliwie podzieliły się punktami. W kontekście układu tabeli bardziej zadowoleni z takiego wyniku mogą być gospodarze.
Wydawało się, że GieKSa po strzelonym golu przypilnuje swojego prowadzenia i wygra trzeci z ostatnich czterech meczów ligowych. Korona miały spory problem, by stworzyć sobie jakąkolwiek sytuację, ale znów dała o sobie znać jakość stałych fragmentów gry wykonywanych przez Dawida Błanika. To właśnie jego świetne dośrodkowanie i wykończenie Marcela Pięczka dało Koronie niezwykle cenny punkt w kontekście utrzymania w Ekstraklasie.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Korona Kielce – GKS Katowice 1:1. Goście dali się wyszumieć rywalom
Mimo że okazji bramkowych ciężko było nam się dopatrzeć, to nie mogliśmy narzekać na tempo pierwszych fragmentów tego spotkania. Początek należał do Korony, której zależało, by zepchnąć rywala do obrony i nie dać mu się rozpędzić. Przy sporym nakładzie sił to się udawało. Wysoki pressing, odcięcie dwóch ofensywnych pomocników GieKSy – to był sposób na przejęcie kontroli nad meczem.
Problem w tym, że podopieczni Jacka Zielińskiego swojego bardzo dobrego momentu nie byli w stanie przekuć nawet na jedną taką naprawdę dobrą sytuację. Defensywa przeciwnika funkcjonowała nienagannie, a Dawid Kudła był praktycznie bezrobotny.
A GKS nie miał zamiaru się godzić na taki przebieg meczu. Katowiczanie zaczęli dochodzić do głosu, przejmować inicjatywę, a po słabszych pierwszych minutach zaczął się budzić tak dobry w ostatnim czasie duet Marković – Nowak. Po świetnym podaniu Polaka za linię obrony dobrą okazję miał Marcin Wasielewski, ale uderzył nad bramką.
Tak jak już nas do tego przyzwyczaili piłkarze Rafała Góraka, pokazali, że ich siła ofensywna często tkwi w defensorach. Erik Jirka rzucił z autu w pole karne, a tam jak zwykle znalazł się niezawodny Arkadiusz Jędrych. Stoper najpierw obił słupek, ale bardzo przytomnie od razu ruszył do dobitki i przy drugim podejściu był już bezlitosny.
Arkadiusz Jędrych znów skuteczny! 💪 GKS prowadzi w Kielcach! ⚽
📺 Oglądaj w CANAL+: https://t.co/Khg2yEVJUo pic.twitter.com/gcJcEysBbc
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) April 25, 2026
Po strzelonym golu goście spokojnie kontrolowali przebieg spotkania. Fakt, nie było to szaleńcze tempo, nie tworzyli wielu sytuacji. Tyle że przy takim wyniku nie było to konieczne. Być może nauczeni doświadczeniem poprzednich meczów – choćby tego w Poznaniu – trener GieKSy doszedł do wniosku, że nie zawsze warto iść na wymianę ciosów. Korona nie była w stanie stworzyć poważnego zagrożenia. Przez 45 minut jedyną niezłą okazją był niecelny strzał głową Huberta Zwoźnego.
Dawid Błanik w swoim żywiole. Stały fragment na wagę jednego punktu
Po przerwie GKS miał wszystko pod kontrolą. Znów nie była to nawałnica na bramkę Dziekońskiego, ale regularnie goście potrafili sobie stworzyć przyzwoitą okazję. Wydawało się nawet, że większa krzywda im się w Kielcach nie stanie. Korona nie potrafiła znaleźć sposobu, by przedrzeć się przez obronę, dowodzoną przez bezbłędnego Jędrycha.
Druga część układała się w taką stronę, że goście w końcu zdobędą drugą bramkę i całkiem zamkną jakąkolwiek dyskusję. A jednak. Wystarczył jeden stały fragment, które są specjalnością Dawida Błanika. Kapitan Kielczan po raz kolejny posłał świetne dośrodkowanie w pole karne, a tam w tempo wbiegł Marcel Pięczek, który w ostatnim czasie bardzo dobrze odnajduje się pod bramką rywala. Jedna akcja wystarczyła, by na tablicy wyników znów był remis.
KORONA WYRÓWNUJE! Marcel Pięczek wykorzystuje kapitalne dośrodkowanie 💪
📺 Oglądaj w CANAL+: https://t.co/Khg2yEVJUo pic.twitter.com/K0v42mnboY
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) April 25, 2026
Gospodarze po wyrównującym trafieniu nabrali pewności siebie i nie dawali piłkarzom GieKSy już tyle swobody. Mimo że żadna ze stron nie była szczególnie groźna w końcówce, która nie obfitowała w wiele emocji, to piłkę meczową mieli gospodarze. W sytuacji sam na sam z bramkarzem znalazł się Marcin Cebula, ale uderzył słabo i trafił prosto w Dawida Kudłę.
Gdy popatrzyliśmy w statystyki, to potwierdziły one nasz test oka. Było to spotkanie drużyn na bardzo podobnym poziomie, co dobrze odzwierciedla końcowy rezultat. Korona w takiej formie na spokojnie się utrzyma, a GKS, mimo nie aż tak dobrej gry jak w poprzednich meczach, wciąż ma bardzo realne szanse na załapanie się do europejskich pucharów.
Zmiany:
Legenda
Czytaj więcej na Weszło:
- Ważny piłkarz Legii wraca na mecz z Lechem. Papszun potwierdza
- Siemieniec po Górniku: Ciężko mi powiedzieć coś mądrego
- Gasparik po ograniu Jagiellonii: W finale faworytem jest Raków
Fot. Newspix