Choć korzenie ma stuprocentowo w Rosji, to reprezentuje Kazachstan. Jej gra zdaje się być idealna na korty trawiaste, a trwający Wimbledon tylko to potwierdza. Możliwe, że wielkie sukcesy odnosiłaby już w 2020 roku, ale jej najlepszy okres w karierze zahamowała pandemia. Jeden z trenerów nazwał ją „praworęczną Petrą Kvitovą” i dodał, że od Czeszki lepiej porusza się po korcie. Jelena Rybakina zagra jutro przeciwko Ons Jabeur o pierwszy w karierze wielkoszlemowy tytuł. 

Jelena Rybakina. Talent wypuszczony przez Rosję może wygrać Wimbledon… bez Rosjan

Najważniejsza decyzja

Zaczęła grać w tenisa, gdy miała sześć lat. Przez ojca, który uwielbiał ten sport i zabrał ją na korty.

Wcześniej uprawiałam gimnastykę i jazdę na łyżwach razem z siostrą. Jednak szybko rosłam i trenerzy powiedzieli mi, że nie będę mogła robić tego profesjonalnie. Mój tata stwierdził: „Okej, w takim razie spróbuj tenisa”, bo sam go kochał. Próbował nawet grać, gdy miał 20 lat. Poszłam na korty i sama szybko ten sport pokochałam. Od razu mi się spodobał, do dziś go uwielbiam i nie myślę o nim jak o pracy – wspominała Rybakina.

Początkowo grała jednak głównie dla zabawy. Nie myślała o tym, że mogłaby zrobić z tego karierę. Ale szło jej coraz lepiej, wygrywała lokalne turnieje, w końcu wylądowała na poziomie międzynarodowym, przechodząc przez kolejne kategorie wiekowe. Trafiła nawet do młodzieżowych reprezentacji Rosji. Gdy została juniorką, stosunkowo szybko weszła do najlepszej setki rankingu.

Wtedy – wraz z rodzicami – stwierdziła, że coś może z tego być.

Myślę, że wszystko zmieniło się, gdy zaczęłam grać w juniorskich turniejach wielkoszlemowych. W niższych kategoriach młodzieżowych szło mi dużo gorzej. Moi przyjaciele z grup treningowych – z których wielu już dziś nie gra w tenisa – dochodzili do półfinałów, nawet finałów. Ja odpadałam w pierwszych rundach. U mnie wszystko się zmieniło, gdy wygrałam mały turniej ITF, w którym przechodziłam przez kwalifikacje. Zyskałam nieco pewności siebie i cały rok zakończyłam na trzecim miejscu w juniorskim rankingu.

Coraz częściej dochodziła daleko w juniorskich imprezach. W jednej z nich – Trofeo Bonfiglio – w finale ograła nawet Igę Świątek, wracając od stanu 0:1 w setach i 5:6 (z przełamaniem) w gemach. Choć warto tu zaznaczyć, że Iga jest od niej o dwa lata młodsza, a to w rozgrywkach juniorskich często ma ogromne znaczenie. Zresztą nawet korzystając z przewagi wieku nad wieloma rywalkami, Jelenie nigdy nie udało się wygrać w juniorskich Wielkich Szlemach. Najdalej doszła w Australian i French Open, gdzie przegrywała w półfinałach. Trenerzy w Spartaku Moskwa, w którym zaczynała karierę, widzieli jej talent.

Dostrzegali go też inni – dlatego w 2018 roku, gdy była notowana w piątej setce w rankingu WTA, dostała dziką kartę do kwalifikacji turnieju w Sankt Petersburgu. Tam potwierdziła potencjał. Przeszła przez kwalifikacje, a później pokonała Timeę Bacsinszky (byłą dziewiątą rakietę świata) i Carolinę Garcię, która zajmowała wtedy 4. miejsce w rankingu WTA.

Pamiętam ten turniej bardzo dobrze. To mój pierwszy wielki wynik. To był rok, w którym zaczęłam pracować z własnym trenerem i specjalistą od przygotowania fizycznego [wcześniej trenowała wyłącznie w grupie, którą opiekowały się trzy osoby – przyp. red.]. Dla mnie to była wielka zmiana. W Sankt Petersburgu dostałam dziką kartę do kwalifikacji i byłam za to bardzo wdzięczna. Przed tamtym turniejem nie myślałam, że mogę rywalizować z najlepszymi zawodniczkami na świecie. Próbowałam jedynie pokazać swój najlepszy tenis. A po dwóch wygranych z tak doskonałymi przeciwniczkami zorientowałam się, że wszystko jest możliwe – wspominała.

W tamtym okresie skończyła też szkołę. Zwykłą, nigdy nie chodziła do sportowej, która ułatwiłaby jej łączenie nauki z treningami. Sama wspomina, że jako juniorka właśnie z powodu szkoły nie trenowała tak dużo, w tygodniu maksymalnie pięć godzin dziennie, z czego trzy tenisa, zwykle po lekcjach. Kiedy coraz częściej wyjeżdżała na turniejach, regularnie zdarzało jej się odrabiać zadania po meczach, gdy już i tak była zmęczona tym, co działo się na korcie. Jakoś udało jej się jednak to wszystko ogarnąć, bo chcieli tego jej rodzice.

Pytanie brzmiało: co dalej?

Ścieżek kariery do wyboru miała kilka. Mogła zaryzykować i zostać profesjonalną tenisistką, rzucając dalszą edukację. Ale jej rodzice raczej ją od tego odwodzili. Ojciec polecał wyjazd od jednego z amerykańskich college’ów, bo Jelena miała z nich sporo propozycji. Gdy zbliżał się termin podjęcia decyzji, nagle zgłosili się Kazachowie, którzy chcieli by utalentowana Rosjanka grała dla nich.

To był bardzo dobry timing. Ja szukałam pomocy, oni zawodniczki. Uwierzyli we mnie. Sprawili, że było możliwe, bym dalej grała i poprawiała swoje umiejętności. Dostałam wszelkie warunki ku temu, by trenować i się rozwijać. Zmieniłam swoje obywatelstwo, bo przekonali mnie tym, jak bardzo we mnie wierzyli. Kiedy składali swoją ofertę, nie byłam przecież uznaną zawodniczką, a jedynie tenisową nadzieją.

CZYTAJ TEŻ: ILE KOSZTUJE WYCHOWANIE TENISISTY? 

Przejście do Kazachstanu faktycznie dało jej mnóstwo możliwości – na czele z zatrudnieniem trenera, który stale jej towarzyszy i zorganizowaniem wokół siebie całego teamu osób odpowiedzialnych za przygotowanie jej do kolejnych występów. Wcześniej nie miała takiego komfortu i cierpiała na tym jej gra. Dlatego przyjęła ofertę Kazachów.

I choć Rosjanie, którym tenis jest bliski, oburzyli się na utratę takiego talentu, to już nic mogli zrobić. Musimy się w tym miejscu jednak zatrzymać i zapytać: jak to w ogóle możliwe, że taka sportowa potęga – w dodatku z dużymi tenisowym tradycjami w osobach Jewgienija Kafielnikowa, Marata Safina, Marii Szarapowej i wielu innych – jak Rosja oddaje swoich zawodników sąsiadom?

Gdzie są pieniądze, tam są zawodnicy

Przede wszystkim – Rybakina nie jest pierwsza. Cały proces zaczął się tak naprawdę w 2007 roku, gdy Bułat Utemuratow, kazachski miliarder, fan tenisa, mający bliskie związki z ówczesnym prezydentem kraju, został głową Kazachskiej Federacji Tenisowej i postanowił w ten sport mocno zainwestować. Zrobił to jednak na skróty – bo poza budową infrastruktury postawił też na naturalizację tenisistów i tenisistek.

Traf chciał, że wszystko zbiegło się w czasie z powolnym upadkiem podstaw rosyjskiego tenisa. W kwietniu 2007 roku zmarł bowiem Borys Jelcyn, były prezydent Rosji, prywatnie fan tenisa, za sprawą którego w dużej mierze kraj ten stał się jedną z największych potęg na światowych kortach.

Po przejściu Jelcyna na emeryturę, a potem jego śmierci, z roku na rok spadało jednak zainteresowanie sponsorów – którzy wcześniej poprzez tenis chcieli wkraść się w łaski prezydenta – a Rosjanie znacznie bardziej postawili na inne dyscypliny, zwłaszcza te, które mogły przynieść wiele medali na igrzyskach (co, jak wiemy, osiągali często w nieczysty sposób). Tenis stracił więc wiele źródeł finansowania i powoli osuwał się na dno.

Nie widać tego było na samej górze drabiny – tam rosyjscy zawodnicy, wychowani za czasów Jelcyna, nadal zdobywali trofea. Jednak kolejnym coraz trudniej było przebić się trenując w ojczyźnie. Nawet w Moskwie, nawet najlepszym z nich. Między innymi dlatego z kraju szybko wyjechali Daniił Miedwiediew i Andriej Rublow – ten pierwszy do Francji, drugi do Hiszpanii – i zamieszkali z dala od Rosji, którą jednak nadal reprezentowali.

CZYTAJ TEŻ: MAJĄ TRZY WIELKIE TALENTY I… SPORE PROBLEMY. ROSYJSKI TENIS W 2020 ROKU

Na ich sytuację z ciekawością spoglądali jednak też sąsiedzi. Kazachowie mieli bowiem pieniądze i chcieli zainwestować w tenis, za sprawą którego pragnęli się promować na świecie (zresztą nie tylko nim, wystarczy wspomnieć kolarski Team Astana, w którym po powrocie z emerytury jeździł Lance Armstrong). Zaczęli więc „podkradać” Rosjanom zawodników. Początkowo głównie tych z dołu drabinki, których sytuacja finansowa zmuszała do szukania innych możliwości rozwoju.

Tak do Kazachstanu trafili choćby Michaił Kukuszkin czy Jarosława Szwiedowa. I od razu przyszły z nimi sukcesy. Ten pierwszy przez lata rywalizował na poziomie okolic najlepszej „50” rankingu ATP, wygrał też jeden turniej na najwyższym poziomie – w… Sankt Petersburgu i to pokonując Michaiła Jużnego, reprezentanta gospodarzy. Druga została dwukrotną mistrzynią wielkoszlemową w deblu. Do tego byli też Andriej Golubiew, Jewgienij Korolew czy Sesil Karatanczewa, czyli – co ciekawe – Bułgarka.

Wszyscy trafiali tam w okolicach 20. roku życia, będąc jeszcze niezbyt znanymi zawodnikami. Z kazachskimi pieniędzmi (choć władze tamtejszego tenisa zaprzeczały, by miały wypłacać tenisistom dodatkowe stypendia, to jednak zakłada się, że te istniały i były duże) oraz możliwościami infrastrukturalnymi szybko się rozwijali.

Bez pomocy Kazachstanu nigdy nie wygrałabym tak dużo. To nie tylko moje wygrane, ale też wygrane całego Kazachstanu. Jestem im niezmiernie wdzięczna – mówiła Szwiedowa. Do dziś co jakiś czas ktoś korzysta z takiej drogi – zrobili to choćby Aleksander Bublik (w 2016) czy Julia Putincewa (2012). Co ważne, wielu z tenisistów, którzy tam trafili, podkreślało, że ich pierwszym wyborem było pozostanie w Rosji. Ale w tamtejszej federacji nikt się nimi nie interesował, a i warunki były bardzo złe.

Mówiła o tym choćby sama Rybakina, jeden z ostatnich „nabytków” Kazachów, już teraz wydaje się, że najważniejszy ze wszystkich.

– Rok wcześniej nawet na turnieje organizowane w Rosji jeździłam bez trenera. Sama. Teraz wszędzie wyruszam ze swoim własnym szkoleniowcem i z rodziną. Mam zapewniony pełen okres przygotowawczy na Florydzie. Różnica jest ogromna, nie chodzi tylko o pieniądze. Zapewniono mi znakomite warunki do rozwoju i treningów. Ludzie się o mnie troszczą. Wcześniej tak nie było.

Sam Kazachstan przed 2008 rokiem właściwie nie miał tenisowych tradycji. Gdyby wybrał typową ścieżkę rozwoju i próbę zbudowania czegoś od zera, pewnie potrwałoby to 20, może 30 lat, zanim pojawiłby się na stałe na tenisowej mapie. Obierając tę drogę, zrobił to w kilka lat. Czy to jednak dobra rzecz? Trudno powiedzieć, sporo osób krytykowało i Kazachów, i Rosjan. Z drugiej jednak strony – dzięki tamtejszym pieniądzom wielu zawodników i zawodniczek dostało szansę na rozwój swojej kariery. Wszyscy z nich powtarzali, że w Rosji właściwie nikt się nimi nie interesował. W Kazachstanie wręcz przeciwnie.

Jak widać na przykładzie Rybakiny, może jednak warto było się zainteresować.

Gdyby nie pandemia…

Sezon 2019 był pierwszym pełnym, w którym grała z kazachską flagą przy nazwisku. I gołym okiem dało się dostrzec, że robi postępy. Przede wszystkim chodziło o pozycję w rankingu – szybko weszła do najlepszej setki, zaskakując ostatecznie nawet samą siebie. Bo za cel postawiła sobie wtedy osiągnięcie najlepszej „80” rankingu. Rok kończyła jednak jako… 37. zawodniczka świata.

To – jak sama mówiła – przede wszystkim zasługa tego, że wreszcie miała trenera, który dbał tylko o jej wyniki. Tym stał się Stefano Vukov, były chorwacki zawodnik, który prowadził wcześniej kilka innych zawodniczek.

Zmieniłam podejście do treningów. Bardziej skupiam się na tenisie, uczę się wielu nowych rzeczy. Najpierw pracowaliśmy nad techniką, którą bardzo poprawiliśmy, teraz dbamy o detale związane z taktyką. Dla mnie to bardzo ważne, że mam szkoleniowca, który jest ze mną cały czas. Zwłaszcza, że nadal jestem młodą zawodniczką bez wielkiego doświadczenia. Stefano pomógł mi bardzo, nie tylko na korcie, ale i poza nim – mówiła już po sezonie.

Nowe środki, związane ze zmianą narodowości, pozwoliły jej też spróbować rozwiązań, o których wcześniej nie było mowy. Pod koniec 2019 roku wybrała się na przykład do Rzymu, by tam trenować z uznanymi szkoleniowcami z kilku akademii. W dodatku swoją bazę treningową założyła w Bratysławie, ale trenowała też w Miami, Kazachstanie i innych miejscach. Zadbała o opiekę trenerów od przygotowania fizycznego, dietetyka i innych.

Efekty było widać choćby w turniejach w Nanchang, gdzie doszła do finału, i w Bukareszcie, gdzie wygrała pierwszy tytuł rangi WTA. I to na mączce, czyli nawierzchni, która w teorii pasuje jej najmniej. Ale to tylko dodatkowo ją motywowało. – Chciałam pokazać trenerowi, że potrafię grać nie tylko na najszybszych nawierzchniach, ale też i na mączce. On myślał inaczej, gdy zaczęliśmy współpracę! – mówiła z uśmiechem po triumfie.

Przed kolejnym sezonem – jak sama powtarzała – właściwie pierwszy raz w życiu przeszła przez pełen okres przygotowawczy z trenerem i w komfortowych warunkach. Efekt? Po pierwszych dwóch miesiącach była zawodniczką z największą liczbą zwycięstw w tourze i zagościła w finałach czterech turniejów. Jeden z nich – w Hobart – zresztą wygrała. Gdy Simona Halep pokonała ją w meczu o tytuł w Dubaju, chwaliła właściwie każdy element gry Rybakiny.

Zresztą robiła to zdecydowanie słusznie – powszechnie zgadzano się, że poza Sofią Kenin (która wygrała wtedy Australian Open), to właśnie reprezentantka Kazachstanu miała najlepszy początek sezonu. Wydawało się, że w kolejnych miesiącach powinna wygrać znacznie więcej i wejść do pierwszej „10” rankingu.

A potem przyszedł COVID.

Lockdown był dla mnie trudny. Przebywałam w Moskwie z rodziną, restrykcje były tam spore. Przez dwa i pół miesiąca właściwie nie wychodziłam z mieszkania. Ani razu nie trzymałam wtedy rakiety. Starałam się pracować nad przygotowaniem fizycznym, trzymałam się diety, rozmawiałem z trenerem przez telefon. Oglądaliśmy kilka moich starych meczów, analizowaliśmy detale. Gdy restrykcje zelżały, poleciałam do Kazachstanu i tam powoli wracałam na kort. Pojawiła się jednak druga fala i ona też utrudniła przygotowania, więc przeniosłam się do Bratysławy – wspominała Rybakina.

Pandemia zdecydowanie zahamowała jej momentum. Po powrocie do rywalizacji nie grała już na takim poziomie, miała też sporo problemów – dopadło ją kilka urazów, męczyła się z chorobami, do tego doszła nawet kwestia… alergii. To wszystko wybijało ją z rytmu i denerwowało. Nawet tuż przed Wimbledonem powtarzała, że nie sądzi, by była przygotowana tak dobrze, jak mogłaby i powinna być. I to właściwie powtarzający się u niej motyw z ostatnich dwóch lat. Zawsze jej czegoś brakowało, bo z różnych przyczyn nie mogła trenować na sto procent.

Fakt, że mimo tego utrzymywała się w szerokiej światowej czołówce, też sugerował, że potencjał ma ogromny. Od czasu do czasu go zresztą prezentowała – na Roland Garros 2021 odpadła w ćwierćfinale po niezwykle zaciętym meczu z Anastasiją Pawluczenkową. Po pandemii dwukrotnie grała jeszcze w finałach turniejów – w Strasburgu (2020, przegrała z Eliną Switoliną) i Adelajdzie (w tym roku, przegrała z Ash Barty). Z Wieroniką Kudiermietową zagościła też w deblowym finale Indian Wells 2021.

Przebłyski więc były. Ten największy nadszedł teraz. Na Wimbledonie.

Trawa będzie jej?

Nie ma wątpliwości, że Jelena Rybakina jest wręcz zbudowana pod grę na trawie. Mierzy ponad 180 centymetrów – a u kobiet to naprawdę sporo – gra agresywnie, lubi atakować zarówno z linii końcowej, jak i z okolic siatki. Do tego dysponuje piekielnie mocnym i skutecznym serwisem (regularnie osiąga prędkości w okolicach 190 km/h) oraz znakomitym forehandem. – Dla mnie to naturalne. Robię to bez wysiłku, nie muszę pracować nad tym na siłowni – mówiła, gdy pytano ją o sekret jej mocnych uderzeń.

Jej gra bywa zerojedynkowa, choć w ostatnich latach nauczyła się hamować i czekać z zadaniem ostatecznego ciosu na lepszą okazję. Wcześniej potrafiła atakować właściwie z każdej piłki. Czasem dawało to punkt, czasem sprawiało, że punkt traciła po niecelnym zagraniu. Teraz – gdy lepiej panuje nad sytuacją na korcie – jest dużo groźniejsza. Na tyle, że Adriano Albanesi, uznany w świecie kobiecego tenisa trener, nazwał ją „praworęczną Petrą Kvitovą”. A Czeszka na Wimbledonie triumfowała dwukrotnie.

Wie doskonale, jak siać zniszczenie uderzeniami z końca kortu, dokładnie tak jak Petra. Ale porusza się lepiej od niej. […] Gdy zobaczyłem ją pierwszy raz – na początku 2019 roku – od razu mi zaimponowała. Spodziewałem się, że szybko poprawi swoją grę, ale nie że zrobi to aż tak sprawnie! Wtedy brakowało jej jeszcze koordynacji, miała braki w poruszaniu się po korcie. Dziś jest znacznie bardziej kompletną, świadomą zawodniczką. Do tego uderza piłkę mocniej i szybciej od większości tenisistek. W tym momencie jest w stanie wygrać z każdym. Problemy sprawić powinny jej tylko rywalki, które potrafią mieszać uderzeniami i korzystać z ich różnorodności – mówił Włoch.

I to ostatnie zdanie z jego wypowiedzi jest naprawdę istotne. Taką zawodniczką, korzystającą z różnorodności zagrań, jest bowiem Ons Jabeur, z którą Rybakina spotka się w finale Wimbledonu. Obie grały ze sobą do tej pory trzykrotnie. W 2019 roku lepsza była Jelena, ale pozostałe dwa spotkania – w poprzednim sezonie – wygrała już Tunezyjka. Tyle że od tamtego czasu w postawie zawodniczki z Kazachstanu da się dostrzec jeszcze jedną ważną zmianę.

Ona nigdy w siebie nie wątpi. Nie wydaje się zestresowana, nie okazuje emocji. Myślę, że tym sposobem zachodzi za skórę wielu rywalkom, które nie potrafią przeczytać języka jej ciała. Na korcie jest bardzo inteligentna, również w aspektach poza wymianami – to słowa Annabel Croft, byłej brytyjskiej tenisistki, dziś komentatorki. Sama Rybakina wielokrotnie powtarzała, że jej idolem był Roger Federer. I może to stąd właśnie to wzięła – bo przed laty Roger też pokazywał w trakcie meczów naprawdę niewiele emocji.

Tych emocji Rybakina nie pokazała ani przez moment choćby w półfinale, gdy udowodniła, że komplementy Simony Halep z początków 2020 roku nie były na wyrost i w dwóch setach ograła właśnie Rumunkę, wchodząc tym samym do finału Wimbledonu. Finału, którego… nie dało się przewidzieć.

Bo to że jej gra pasuje pod trawę, to jedno. Ale przed startem turnieju Rybakina wzięła udział w dwóch turniejach na trawie. Zagrała trzy mecze, przegrała dwa z nich. Sama mówiła, że zupełnie nie spodziewała się sukcesu.

Nie sądziłam, że dojdę tu do drugiego tygodnia. A finał? Tego szczególnie. Wierzę jednak, że moja gra pasuje do tego, by w turniejach wielkoszlemowych dochodzić daleko. I wierzę, że mogę taki wygrać. Może pomogło to, że przyjechałam tu zrelaksowana, bo przed turniejem miałam sporo kłopotów i nie nastawiałam się na wielki wynik? Po prostu cieszyłam się tym, że mogę grać na Wimbledonie – mówiła po półfinałowym triumfie.

Grać, dodajmy, znakomicie. Simonę Halep rozniosła w sposób, którego nikt się nie spodziewał. Mistrzyni londyńskiego turnieju z 2019 roku była po prostu bezradna, a przecież w pięciu wcześniejszych meczach nie straciła nawet seta. Rybakina awansowała do finału pokazując, że Ons Jabeur – po odpadnięciu Igi Świątek główna faworytka turnieju – nie będzie miała łatwo.

CZYTAJ TEŻ: ONS JABEUR TWORZY HISTORIĘ. PATRZY NA NIĄ CAŁY ARABSKI ŚWIAT

Paradoksalnie przez to wszystko Rybakina… nieco ośmieszyła organizatorów. Bo przecież Jelena to – nawet jeśli występuje pod kazachską flagą – Rosjanka. Tam się urodziła, tam do dziś ma rodzinny dom (choć mówi, że jej domem jest dziś tour, zważywszy na to, ile przemieszcza się w ciągu roku). Z Kazachstanem nic ją nie łączy poza tym, że tamtejsi oficjele pomogli i nadal pomagają jej w tenisowej karierze, przez co od kilku lat właśnie ten kraj reprezentuje. Po kolejnych zwycięstwach na Wimbledonie pytano ją zresztą o to, czy czuje się bardziej Rosjanką czy Kazaszką.

Trudne pytanie. To była długa podróż. Dla Kazachstanu grałam na igrzyskach [zajęła czwarte miejsce – przyp. red.], reprezentowałam też ten kraj w Pucharze Federacji. Dostałam mnóstwo wsparcia. Sama nie wiem do końca, co czuję w tej chwili. Ban dla rosyjskich i białoruskich sportowców? Każdy chce rywalizować, zwłaszcza na Wimbledonie. Oni nie wybrali miejsca, gdzie się urodzili. Przykro mi z ich powodu, mam nadzieję, że za rok tu zagrają. Chcę by wojna się zakończyła i nastał pokój – mówiła.

Możliwe więc, że – choć dla Kazachstanu – to jednak Rosjanka wygra singlowy Wimbledon po finale, który będzie starciem dwóch debiutantek na tym szczeblu turnieju tej rangi. Inna sprawa, że gdyby jej się to udało… to w pewnym sensie może Rosję zaboleć nawet bardziej niż zakaz gry jej zawodników. Bo przecież mieli wielki talent, który wypuścili z rąk. Choć znając tamtejszą propagandę – znajdą sposób, by z opcjonalnego sukcesu Rybakiny zrobić ich własny sukces.

Nie zmienia to jednak faktu, że w finale Wimbledonu Jelena będzie grać przede wszystkim dla siebie.

SEBASTIAN WARZECHA

Fot. Newspix

Czytaj więcej o tenisie:

Suche Info
17.08.2022

Marek Papszun: Chyba nie tylko ja stawiam Slavię w roli faworyta

Trener Rakowa na konferencji prasowej przed czwartkowym meczem ze Slavią ocenił szansę swojego zespołu na awans, wskazał faworyta i wskazał mocne punkty Rakowa. Marek Papszun wypowiedział się w następujący sposób: – Nie jesteśmy w tym dwumeczu faworytem, ale będziemy walczyć, aby wejść do fazy grupowej. Byłby to ogromny sukces dla klubu i miasta. W porównaniu do zeszłego roku i dwumeczu z Gentem zrobiliśmy postęp. Jesteśmy teraz lepszą drużyną. Nie tylko przez transfery, ale przede wszystkim […]
17.08.2022
Weszło
17.08.2022

QUIZ LIVE OD 20. PACZUL, ROKI, BIAŁEK, GOŁASZEWSKI I SŁAWIŃSKI

Już o 20 wielki powrót Quizu! Quiz na żywo poprowadzi Paweł Paczul, a jego gośćmi będą także Paweł Gołaszewski, Adam Sławiński, Mateusz Rokuszewski i Jakub Białek. Zapraszamy na nasz kanał na YouTube!
17.08.2022
Suche Info
17.08.2022

Media: Fabian Ruiz musi dołączyć do PSG

Jak donosi RAI Sport, Napoli przekazało 26-letniemu pomocnikowi informację, iż ten musi zgodzić się na transfer do Paris Saint-Germain. W przeciwnym razie Hiszpan spędzi całą jesień na trybunach. Aurelio De Laurentiis słynie z twardych negocjacji z piłkarzami. Tak jest też i tym razem w przypadku Fabiana Ruiza. O transferze wychowanka Betisu do stolicy Francji mówi się od ponad tygodnia. Teraz jednak Ruiz już nie ma innego wyjścia. Musi opuścić Neapol na rzecz […]
17.08.2022
Brama dnia
17.08.2022

Arda Turan vs Mateusz Cholewiak | BRAMA DNIA

Kto dzisiaj zwycięży w głosowaniu na „Bramę dnia”? Reprezentant polskiej ekstraklasy, czy ówczesny piłkarz Barcelony? Wybór – jak codziennie – zależy tylko od was! Arda Turan vs Sevilla (17.08.2016) Superpuchar Hiszpanii, drugi mecz dwumeczu pomiędzy Barceloną a Sevillą. W pierwszym meczu Katalończycy wygrali 2:0, w drugim, na Camp Nou chcieli dokończyć dzieła. Nie chciało być inaczej. Dwa gole strzelił Turan, jednego blondwłosy wówczas Leo Messi. […]
17.08.2022
Suche Info
17.08.2022

Oficjalnie: Tanguy Nianzou nowym graczem Sevilli

Klub z Andaluzji potwierdził dziś transfer 20-letniego francuza, który dotychczas występował w Bayernie Monachium. Jak można przeczytać na portalu transfermarkt.com, obrońca podpisał umowę do 30 czerwca 2027 roku. Według Florian Plettenberga kwota transferu wynosi 16 milionów euro, plus cztery miliony euro w bonusach. Dziennikarz poinformował również, że mistrzowie Niemiec zawarli w umowie z Sevillą prawo do odkupu młodego piłkarza w przyszłości. Nie podał on jednak informacji, ile wynosi […]
17.08.2022
Weszło
17.08.2022

Ligowcu, bierz przykład z Bieszczada i Tobiasza

Dwaj młodzi bramkarze – Kacper Bieszczad i Kacper Tobiasz pokazują, że polski ligowiec wcale nie musi być przezroczystą postacią i odległą gwiazdą z ekranu telewizora. Skracanie dystansu pomaga zyskać przychylność fanów. Przez lata fan polskiej piłki mógł śledzić swoich ulubieńców wyłącznie oglądając mecze. W erze mediów społecznościowych sytuacja zmieniła się diametralnie. Najpierw Facebook, a później Instagram zbliżyły kibica do piłkarza. Wciąż jednak zachowywany był […]
17.08.2022
Tenis
16.08.2022

Serena Williams. Pięć najważniejszych momentów z kariery Amerykanki

Trudno podsumować karierę tak wybitną, jak ta Sereny Williams, która – co ogłosiła sama Amerykanka – po US Open dobiegnie końca. Nawet gdyby napisać książkę grubą na 600 stron, mogłoby nie starczyć miejsca. Spróbujmy jednak inaczej – pięcioma momentami, które w jakiś sposób występy Amerykanki na korcie i poza nim zdefiniowały. Od pierwszego tytułu wielkoszlemowego, z przystankami w Indian Wells i Australian Open, aż po dominację w Londynie. Będzie tu o przekraczaniu granic, o powrotach i o niesamowitych […]
16.08.2022
Tenis
15.08.2022

Hubert Hurkacz po raz pierwszy pokonany w finale turnieju ATP

Do tej pory schemat był prosty – jeśli Hubert Hurkacz dochodził do finału turnieju ATP, to go wygrywał. Zrobił to wcześniej pięciokrotnie, a i przed dzisiejszym starciem – o tytuł w imprezie ATP 1000 w Montrealu – był faworytem. Niestety jednak, choć w dobrym stylu wygrał pierwszego seta, to w dwóch kolejnych lepszy okazał się Pablo Carreno-Busta, który dziś osiągnął największy sukces w karierze.  Pablo znaczy niewygodny Pablo Carreno-Busta w Montrealu nie był rozstawiony, […]
15.08.2022
Tenis
13.08.2022

Prawdziwego mężczyznę poznaje się po tym jak kończy. Hurkacz w finale Canadian Open!

Po pierwszym secie Casper Ruud miał pełne prawo myśleć, że już to ma. Że wygrał to spotkanie, a kolejna partia będzie tylko formalnością. Hubert Hurkacz był podłamany, snuł się po korcie, a na returnie nie miał nic do powiedzenia. Po czym posłuchał trenera Craiga Boyntona, który z trybun zaczął krzyczeć: – Musisz walczyć! Bo przecież można przegrać. Jednak ponieść porażkę, nie dając z siebie wszystkiego? Zawodowemu sportowcowi to po prostu nie przystoi. I Hubert pokazał, że jest […]
13.08.2022
Tenis
12.08.2022

Hurkacz pokonał Kyrgiosa! Polak w półfinale turnieju w Montrealu

Mimo że trwał trzy sety, to był to szybki mecz. Obaj na korcie nie spędzili nawet dwóch godzin, a w tym czasie i tak zdążyli zagrać dwa tie-breaki. Wygrali po jednym z nich. W trzecim secie meczu Nick Kyrgios zaczął jednak popełniać więcej błędów, a Hubert Hurkacz z tego skorzystał i dwukrotnie go przełamał. I to Polak – znów udowadniający, że w Ameryce Północnej czuje się bardzo dobrze – awansował do półfinału. Za Oceanem najlepiej? Hubert Hurkacz […]
12.08.2022
Tenis
12.08.2022

Dwie polskie batalie w Kanadzie. Hurkacz swoją wygrał, Świątek niestety nie

To były szalenie ciężkie, grane w tym samym czasie mecze polskich tenisistów. Przy tym emocjonujące tak bardzo, że nie wiedzieliśmy na którym z nich skupić się bardziej. Ale wiemy jedno. Po dzisiejszym wieczorze z Igą Świątek oraz Hubertem Hurkaczem proponujemy wprowadzić do powszechnego użycia nowy termin. Jeżeli chcecie komuś życzyć dobrej formy i ogólnej krzepy, to spokojnie możecie powiedzieć „obyś miał zdrowie jak polski tenisista”. Chociaż ostatecznie to Hubert wygrał swoje […]
12.08.2022
Tenis
10.08.2022

Iga Świątek wróciła na kort. Wygrała bez problemów

Było nieco wątpliwości. Po porażkach na Wimbledonie i w turnieju w Warszawie – rozgrywanym przecież na jej ulubionej mączce – niektórzy sugerowali, że u Igi Świątek pojawia się zmęczenie sezonem. Dziś jednak, w swoim pierwszym meczu na kortach twardych w US Open Series, Polka pokazała, że tego zmęczenia nie ma. I dalej jest w stanie grać znakomicie. Ajli Tomljanović oddała łącznie trzy gemy.  Tylko dwie porażki, ale… Sprawa wygląda tak – gdy dominuje […]
10.08.2022
Liczba komentarzy: 11
Subscribe
Powiadom o
guest
11 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Greg
Greg
1 miesiąc temu

I tyle zostaje z wielkiego banu Wimbledonu. Rybakina dalej miejszka w Moskwie, w Spartaku na pewno mają jej juniorskie puchary etc. Premier Johnson, który podobno wpłynął na AELTC już złożył dymisję a jego spuścizna będzie raczej wyśmiewana przez lata. Tymczasem już w poniedziałek zaczynają się turnieje w San Jose i Waszyngtonie i tam Rosjan i Białorusinów nikt nie banuje. Wimbledon został z tym swoim banem jak Himilsbach z angielskim.

śmiechu warte
śmiechu warte
1 miesiąc temu
Reply to  Greg

Przecież ten cały ban, to kabaret i nie chodzi tylko o Wimbledon. Proponuję zerknąć na Instagramowe profile niektórych Ukraińskich tenisistek. Z jednej strony tekstowe antywojenne apele, a z drugiej, zdjęcia i krótkie filmiki z bytności w drogich knajpach, wygięcia oraz wypięcia w kusych strojach itp. Życie pełną gębą, gdy inni giną lub wypierdalają najtańsze puszki podczas walki na froncie.
Podsumowując, niby współczujemy z naciskiem na niby.

Kamilec
Kamilec
1 miesiąc temu
Reply to  śmiechu warte

podaj przykład chcę dowód,

Stat
Stat
1 miesiąc temu

Pojebane to jest ze loszki mają taki sam prize pool co fagasy…

6:3 6:2 i w godzinke 2mln dla cipki którejś 😛

JacekS
JacekS
1 miesiąc temu
Reply to  Stat

A ty mozesz tylko dyndac tanim chujem.

Wit Szelasko
Wit Szelasko
1 miesiąc temu

kurwa stanowska dalej napalona na ruskich, ale że arabowie mordujący ludzi kupują sobie kluby angielskie to już nikomu nie przeszkadza

dfg
dfg
1 miesiąc temu

„Nie zmienia to jednak faktu, że w finale Wimbledonu Jelena będzie grać przede wszystkim dla siebie.” – a no właśnie. Tak jak każdy inny zawodnik i zawodniczka, dlatego należy skończyć z tym cyrkiem i dopuścić Rosjan i Białorusinów do występów.

Kamilec
Kamilec
1 miesiąc temu

Powinni zakazać gry ze względu na rasę rosyjską a nie narodowość. Ponieważ Rosjanie reprezentują wiele krajów jak Zvierviev, Anisimova, Rybakina itd. Coś jak rasa żydowska za Hitlera miała zakazy w całej europie – Francji Niemiec, Polsce.

lasalu
lasalu
1 miesiąc temu
Reply to  Kamilec

Tumulec?

Greg
Greg
1 miesiąc temu

I po zabawie. Rybakina wygrała Wimbledon. W Spartaku Moskwa na pewno się cieszą 😉

lasalu
lasalu
1 miesiąc temu
Reply to  Greg

Ja też się cieszę. Idi na xuj z tym cyrkiem.