Wejść na szczyt? Utrzymać się? Nie, najtrudniej tam wrócić [KOMENTARZ]

Sebastian Warzecha

08 września 2026, 18:46 • 7 min czytania 0

Reklama
Wejść na szczyt? Utrzymać się? Nie, najtrudniej tam wrócić [KOMENTARZ]

Iga Świątek odpadła z US Open. Nie byłaby to może tak bolesna porażka – choć w IV rundzie, przed kluczowymi fazami – gdyby nie fakt, że w pierwszym secie prowadziła 5:0, a potem przegrała siedem gemów z rzędu. I gdyby nie wcześniejsze dobre wyniki, z turniejów przed amerykańskim Szlemem. Po raz pierwszy od sezonu 2021 Iga nie zagra więc nawet w wielkoszlemowym półfinale, a co dopiero mówić o wygraniu imprezy tej rangi. Walka Polki o powrót na szczyt trwa, na razie jest jednak nieskuteczna.

Reklama

Iga Świątek i powrót na szczyt. Kolejna próba bez powodzenia

To sezon rozczarowujący, pewnie nawet bardziej niż ten poprzedni. Sezon kolejnych zmian – trenera, ale i spadków w rankingu, przyzwyczajenia się do tego, że jest się w nieco innym miejscu, niż przez ostatnie lata. Bo przecież Iga Świątek od 2022 roku co roku wygrywała chociaż Szlema. Na ostatnich sześć sezonów – nie licząc trwającego – nie zrobiła tego tylko raz, w 2021. To fantastyczne statystyki.

Walczył o nie ostatnio Andy Roddick, który zastanawiał się w amerykańskiej telewizji, czemu tak bardzo nie docenia się tego, co Iga już zrobiła. I słusznie, bo Świątek już teraz jest w zasadzie w TOP 10 najlepszych zawodniczek w historii. Ma więcej Szlemów niż Maria Szarapowa czy Naomi Osaka. Długo była jedynką. Notowała fenomenalne serie zwycięstw. Triumfowała na każdej nawierzchni. Z największych turniejów brakuje jej tak naprawdę czterech, by wygrać wszystkie, ale to absolutnie wszystkie możliwe.

Roddick zauważył, że mimo to Polkę się ignoruje.

Reklama

Można napisać, że to kwestia obecnej formy – i pewnie jest w tym trochę prawdy. Ale zapewne również tego, na co media amerykańskie zwracają uwagę, a one zawsze będą „pchać” na przykład Coco Gauff, choć ta osiągnięć ma na koncie znacznie mniej od Igi (ale jest tez młodsza, oddajmy jej to). Faktycznie jednak – od dwóch lat Świątek ma tylko „wyskoki”, gdy przypomina o swojej wielkości, o tym, że wciąż może i potrafi.

Żeby zrobić to jednak na stałe? Żeby wrócić na szczyt i się tam ponownie usadowić? Tego nie ma, tego wciąż szuka. I możliwe, że to najtrudniejsze zadanie, jakie stoi przed sportowcem – odnaleźć to, co się utraciło. Przepracować, że już nie jest się najlepszym.

I zacząć walczyć o to, by znów nim być.

Tenis nie wybacza

W zasadzie niewielu jest wielkich sportowców, którzy nie spadliby ze szczytu. I nie chodzi mi o to, że stało się to pod koniec kariery, ale o to, że w jej środku. Jeśli już, to najczęściej takie przykłady znaleźć można w sportach, gdzie wszystko zależy od ciebie – na przykład lekkiej atletyce czy pływaniu. Usain Bolt, Michael Phelps, nawet Anita Włodarczyk to postaci, które długo, naprawdę długo trzymały się na czele.

Reklama

W zasadzie robiły to nawet dłużej, niż tego po nich oczekiwano.

To jednak – no właśnie – dyscypliny czy konkurencje, w których liczy się w zasadzie wyłącznie to, jak się przygotujesz i jak szybko pobiegniesz czy popłyniesz – jedyny warunek: być szybszym od rywali. Tenis ma więcej zmiennych i te zmienne często wpływają na to, co dzieje się u zawodnika czy zawodniczki. Są kwestie fizyczne – kontuzje, zmęczenie, choroby, są i mentalne – wypalenie, lęki, presja, a nawet i takie, że w danym meczu czy kilku brakuje nieco szczęścia, że to rywal ma go minimalnie więcej.

No i, wiadomo, są rywale czy też rywalki. Oni też mają swoją rolę do odegrania. Czasem nie muszą wcale grać lepiej, wystarczy, że są na tyle solidni, by zmusić cię do błędów. Kwestia taktyczna, kwestia „rozbicia” tego kogoś po drugiej stronie siatki – to też jest ważne. I po części tak wczoraj wygrała mecz z Igą Qinwen Zheng. Wciągnęła ją w swoją grę, początkowo po prostu przebijając i utrudniając Polce życie. A gdy Chinka złapała rytm, to dołożyła jeszcze winnery, świetne serwisy i bardzo dobry return.

Reklama

Efekt był, jaki był. Iga przegrała, Iga znów nie wróciła na szczyt. I tak naprawdę to już dwa lata.

Jasne, był po drodze Wimbledon. Było Cincinnati, był turniej w Toronto (i Seul, choć to WTA 500). Trzy wygrane duże turnieje, cztery ogółem. Niezły wynik, wiele tenisistek o takim marzy, a triumf w Londynie to już w ogóle rzecz, o której śni się będąc dzieciakiem i trzymając rakietę na korcie. Pomiędzy tymi rezultatami było jednak jeszcze więcej frustracji, nerwów, przekleństw, a nawet łez.

Ostatecznie wydaje się, że znacznie więcej niż czystej radości z tych wygranych.

Każdy wielki miał problemy. Nie wszyscy wracali

Iga nie jest jedyną osobą, która mierzyła – czy raczej mierzy – się z tego typu problemami. Ba, właściwie każdy wielki tenisista, który był na szczycie, prędzej czy później miał moment kryzysu. Bjoern Borg odszedł na tenisową emeryturę w wieku 26 lat i męczył się ze zdrowiem psychicznym. Serena Williams miała kilka różnych okresów, gdy – często z powodu zdrowia – nie wygrywała. Rafa Nadal tak samo. Roger Federer pomiędzy Wimbledonem 2012, a Australian Open 2017 dochodził do finałów, ale nie wygrał tytułu wielkoszlemowego, bo rywale byli lepsi.

Reklama

Nawet Novak Djoković – ten największy z największych – miał spisane na straty w zasadzie dwa lata – od Wimbledonu 2016, do Wimbledonu 2018.

Przyczyny były różne. Wypalenie, wspomniane zdrowie, kwestia tego, jak doskonale grali rywale. Schemat jednak ten sam: ktoś, kto był na szczycie i to długo, nagle gwałtownie z niego spadał i przez jakiś czas trudno mu było wrócić. Mógł to być rok, mogły być dwa lata, może nawet więcej. W każdym razie dość, żeby zaczęły narastać pytania czy dawny mistrz lub dawna mistrzyni może jeszcze coś osiągnąć? Czy stać taką osobę na kolejne sukcesy?

Odpowiedzią zwykle było tak. Choć nie zawsze.

Borg na przykład wrócił jeszcze do tenisa, ale już bez sukcesów. Andy Murray po najlepszym w karierze sezonie 2016, gdy wygrał złoto olimpijskie, Wimbledon, ATP Finals i został liderem rankingu, nigdy już nie był tak wysoko, bo zaszwankowało mu zdrowie. Dominic Thiem po triumfie w US Open, miał problemy z motywacją, a potem doszła kontuzja i wreszcie Austriak skończył karierę.

Reklama

Można też podawać przykłady z początku wieku: Lleyton Hewitt, Andy Roddick, Martina Hingis, Lindsay Davenport. To wszystko ludzie, którzy po największych sukcesach jeszcze byli przez jakiś czas – kilka, może nawet kilkanaście lat – w czołówce, ale nigdy się do tych najlepszych sezonów już nie zbliżyli.

Oczywiście, to tak, że im ktoś jest większy, tym bardziej widać jego „upadek”. W cudzysłowie, bo nie zawsze to słowo oddaje rzeczywistość. Bo „upadek” Igi tak naprawdę jest sufitem, marzeniem tysięcy zawodniczek. W skali światowej to nadal na ogół świetne granie. W skali Igi Świątek – no cóż, oceniając tak, to może faktycznie jest to swego rodzaju upadkiem. A przynajmniej solidnym potknięciem, takim, po którym boli noga i trochę trudniej stawiać kroki.

Na razie jednak Iga jeszcze idzie. I dopiero z czasem przekonamy się, w którym kierunku.

Kilka możliwych dróg

Scenariuszy jest wiele. Jeden to taki, w którym Świątek wreszcie łapie rytm, odmienia swój tenis i wraca na szczyt. Wiadomo, że to marzenie, ale zdecydowanie takie, które może się spełnić. Zmiennych jest tu jednak wiele. Podobnie wiele w tym kompletnie przeciwstawnym, w którym Iga nigdy już nie odzyskuje w pełni swojego tenisa i staje się zawodniczką co najwyżej z szerokiej światowej czołówki, która do Szlemów się nie zbliża.

Reklama

Są też możliwości pomiędzy, coś w rodzaju sezonu 2025 – lata mieszanej gry, ale takiej, w której udaje się osiągnąć jeden czy dwa spore sukcesy. Tutaj ważna byłaby po prostu regularność, solidne dochodzenie do dalszych rund turniejów, by można było wystrzelić co jakiś czas.

W zasadzie taką karierę miała Agnieszka Radwańska. I była to kariera – jak na nasze ówczesne warunki – znakomita. Skala ocen od jej sukcesów się jednak zmieniła.

Nie wiadomo, gdzie pójdzie Iga. Widać w jej grze wciąż wiele podobnych mankamentów. Jednym jest na pewno serwis. Drugim próba „przebijania” rywalek, które grają mocno, płasko. A trzecim – wciąż nieodzyskana w pełni pewność siebie. Bo chyba nie ma przypadku w tym, że Polka najlepiej w ostatnich dwóch latach grała wtedy, gdy nie była faworytką. Wygrała przecież Wimbledon, gdy nikt nie postawiłby, że jej się to uda. Triumfowała w Cincinnati, ale tam też raczej wielkich nadziei nie było. No i teraz, w Toronto, po kiepskim okresie od początku sezonu.

Reklama

Ba, biorąc to wszystko pod uwagę, nie zdziwiłoby, gdyby z zaskoczenia wzięła w przyszłym sezonie na przykład Australian Open. Wydaje się to w pewnym sensie bardziej prawdopodobne, niż triumf na Roland Garros, gdzie wciąż wiele się od niej oczekuje.

Sęk w tym, że to coś, z czym wielka mistrzyni radzić sobie musi. I Iga sobie radziła przez niemal trzy sezony. A potem przyszły igrzyska, sprawa z krótkim, ale jednak zawieszeniem, a na końcu zmiana trenera. Może tych czynników było za dużo, a może po prostu tak musiało być – ostatecznie trudno się na szczycie utrzymać. Wielu twierdzi, że znacznie trudniej, niż się tam dostać.

Świątek utrzymywała się długo. Teraz jednak przekonuje się, że na szczyt najtrudniej jest wrócić.

Reklama

Fot. Newspix

0 komentarzy
Sebastian Warzecha

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Ekstraklasa

Widzew reaguje na problemy w ataku. Nadchodzi 19-letni napastnik z Włoch [NEWS]

Piela  &  Janczyk
0
Widzew reaguje na problemy w ataku. Nadchodzi 19-letni napastnik z Włoch [NEWS]

Inne sporty

Reklama