Havertz znowu to zrobił! Gol Niemca w finale Ligi Mistrzów [WIDEO]

Jan Broda

Autor:Jan Broda

30 maja 2026, 19:07 • 2 min czytania 1

Reklama
Havertz znowu to zrobił! Gol Niemca w finale Ligi Mistrzów [WIDEO]

Arsenal nie mógł wymarzyć sobie lepszego początku finału Ligi Mistrzów! Kanonierzy już w 6. minucie meczu wyszli na prowadzenie i są na dobrej drodze, by po raz pierwszy w dziejach sięgnąć po uszate trofeum. Wszystko za sprawą Kaia Havertza, który tym samym już przeszedł do historii Champions League.

Reklama

Finałów się nie gra, finały się wygrywa. Coś nam się wydaje, że właśnie w myśl tej niestarzejącej się dewizy Mikel Arteta przygotował swoich podopiecznych do boju z PSG. W pierwszej połowie Arsenal popisał się bowiem stuprocentową skutecznością. Świeżo upieczeni mistrzowie Anglii oddali tylko jeden strzał w kierunku bramki Safonova i… to wystarczyło, by na przerwę schodzili z jednobramkową przewagą.

Havertz znowu to zrobił! Arsenal blisko triumfu w Lidze Mistrzów

Bohaterem Kanonierów został Kai Havertz. Niemiec huknął z ostrego kąta prosto pod ladę. I choć w pierwszej części akcji sprzyjało mu szczęście, bo piłka trafiła pod jego nogi po nieudanym wybiciu Marquinhosa, to resztę wykonał perfekcyjnie. Wręcz wybitnie. Przyjęcie kierunkowe, rajd przez pół boiska i kliniczne wykończenie. Tutaj wszystko się zgadzało.

Zresztą, co tu dużo mówić, oddajmy cesarzowi, co cesarskie.

Reklama

Havertz tym samym zapisał się w złotymi zgłoskami w dziejach Ligi Mistrzów. 26-latek zdobywał gole w finałach dla dwóch różnych klubów. W 2021 roku, gdy występował w barwach Chelsea, poprowadził The Blues do triumfu 1:0 nad Manchesterem City.

Niemiec dołączył do ekskluzywnego grona i może zbić piątkę z Cristiano Ronaldo i Mario Mandzukiciem. Tylko ci trzej piłkarze trafili do siatki w finale Ligi Mistrzów dla dwóch różnych klubów.

Reklama

Czy historia zatoczy koło? Kibice Arsenalu z pewnością nie mieliby nic przeciwko, żeby bramka Havertza ponownie okazała się na wagę zwycięstwa w Champions League. Dzieli ich od tego tylko 45 minut.

1 komentarz
Jan Broda

Pasją do futbolu zaraził go tata, za co jest mu dozgonnie wdzięczny - głównie dlatego, że pierwszym meczem, jaki zaliczył z trybun, był bezbramkowy paździerz Wisły ze Śląskiem jesienią 2010 roku. Skoro przetrwał tamto 0:0, przetrwa już wszystko. Dumny wychowanek Bronowianki Kraków, którego nieuchronny marsz po Złotą Piłkę brutalnie zweryfikował chroniczny brak talentu i drewniane nogi. Zamiast więc w piłkę grać, zaczął o niej pisać. Z wykształcenia politolog, którego bardziej niż cyrk odbywający się w Sejmie interesuje wpływ rządów Nicolae Ceaușescu na sukcesy Steauy Bukareszt w latach 80. XX wieku. Kręci go piłkarski plankton, outsiderskie historie spoza mainstreamu i wersy Kaza Bałagane. Baczny obserwator zjawisk na styku świata sportu i brudnej dyplomacji. Z ciekawości nauczył się kilku języków, w tym rumuńskiego, ale najwięcej do powiedzenia ma chyba po polsku. W przeszłości związany m.in. z Tygodnikiem „Piłka Nożna".

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Liga Mistrzów

Reklama