Różnica między obecną Legią a tą za Astiza i Iordanescu jest taka, że tamta Legia by dzisiejszy mecz z Zagłębiem Lubin przegrała. Dostałaby sztukę ze stałego fragmentu gry, podłamała się, coś tam poudawała, że próbuje odrobić, ale no właśnie: ostatecznie byłoby to tylko udawanie. Skończyłoby się na 0:1 i złych humorach. No, ale tej Legii już nie ma, jest zespół prowadzony przez Marka Papszuna, który wygrał 3:1.
Legia Warszawa – Zagłębie Lubin 3:1. Szósta wygrana Legii z rzędu
Czy mogło się skończyć inaczej? Teoretycznie tak, ale ekipa Papszuna ma po prostu zdolność do przepychania spotkań. Coś się może nie układać, coś nie wychodzić, ale na końcu często wychodzi na dobre dla Legii. Natomiast nie jest też tak, że gospodarze siedzieli dupą we własnym polu karnym i trzy ataki przyniosły trzy gole. Nie, momentami oglądało się to bardzo dobrze, śledzenie, jak zorganizowany jest to zespół, to dla widza przyjemność.
W Legii groźny może być każdy piłkarz: dziś gola strzelił Vinagre, asystę zaliczył Wszołek, czyli wahadłowi. W poprzednim meczu trafiał Arsenić, stoper. Dziś na 1:1 trafił Zjawiński, wyciągnięty z pierwszej ligi, wynik na 3:1 ustalił zmiennik, Adamski, któremu zresztą podawał też zmiennik, Biczachczjan.
Gdzie nie spojrzysz – coś się może wydarzyć. Tylko ten Rajović…
Nie dość, że jest słaby, to jeszcze ma pecha. Najgorsza kombinacja. W meczu z Zagłębiem potrafił się znaleźć w polu karnym, trafił przecież do siatki po przytomnym uderzeniu głową, ale był spalony. Nawet nie jego, tylko kolegi, który zasłaniał Buriciowi (słuszna decyzja Arysa, nawet jeśli Burić i bez rywala pewnie by nie obronił). No i co tu zrobić? Albo nie trafia, bo nie umie, albo trafia, ale i tak mu nie uznają.
A jeszcze zrobił cieszynkę z zatkanymi uszami. Ojej…
Czy Zagłębie może żałować, że wyjeżdża bez punktu? Na pewno – strzeliło gola w czwartej minucie, miało ustawiony mecz. Potem były też okazje – Reguła trafił w poprzeczkę (choć tutaj sędzia mógłby się cofnąć do faulu na Szymańskim), Nalepa w słupek, Szymczak był o centymetry od gola po kolejnym dobrze rozegranym stałym fragmencie gry. Kolejnym, bo tak padł wspomniany gol z początku spotkania: wrzutka z rożnego, zgranie, siedzi. Miedziowi zrobili coś podobnego w drugiej połowie, ale właśnie: Szymczakowi zabrakło centymetrów.
Inna sprawa, że Leszek Ojrzyński trochę zdziwił, ściągając Regułę w 83. minucie. Niby prawie cały mecz, ale prawie to jednak nie cały, a Reguła jest dla Zagłębia wszystkim. Jego ruchliwość, technika to rzecz niezbędna, żeby ta drużyna mogła dobrze grać. Jeśli odejdzie, a raczej: gdy odejdzie, no to będzie trzeba to tak naprawdę wszystko przemodelować, bo Zagłębie jest od tego chłopaka po prostu uzależnione. Duży talent.
Zmiany:
Legenda
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix