Runda jesienna sezonu 2025/26 była w wykonaniu Porto bliska doskonałości. Smoki wymiatały w lidze, dobrze sobie radziły w Europie, imponując przede wszystkim szczelną defensywą. Ale w tej chwili nie jest już tak różowo. Ekipa Jana Bednarka, Jakuba Kiwiora i Oskara Pietuszewskiego poległa już w Pucharze Ligi (Portugalia jest jednym z niewielu krajów, obok Anglii np., gdzie mamy cztery krajowe trofea), Lidze Europy, a i odpadła również z Pucharu Portugalii. Do wygrania pozostało jej zatem tylko i aż mistrzostwo kraju. Czy także i ono powinno się zatem znaleźć pod znakiem zapytania?
Cóż, tutaj akurat zagrożenie jest skrajnie małe, bo terminarz Porto wygląda na naprawdę banalny. Choć akurat z trenerem Francesco Fariolim nigdy nic nie wiadomo.
Koniec marzeń Polaków. Porto poza finałem po dramatycznym dwumeczu
Francesco Farioli doskonale zaczyna. Znacznie gorzej kończy
Kiedy Farioli obejmował stanowisko szkoleniowca Smoków latem 2025 roku, był świeżo po przerżnięciu w niebywałych okolicznościach wyścigu o mistrzostwo Holandii w Ajaksie. Jego podopieczni w sobie tylko znany sposób roztrwonili na samym finiszu ligowych zmagań dziewięciopunktową przewagę nad PSV Eindhoven i ostatecznie uplasowali się na drugim miejscu w tabeli. Niedługo potem Włoch ustąpił ze stanowiska. – Zarząd i ja mamy te same cele, ale inne wizje i ramy czasowe dla ich osiągnięcia. Różnice są fundamentalne, dlatego uznałem, że najlepszym rozwiązaniem będzie zakończenie współpracy – oznajmił Farioli.
Mało tego, w sezonie 2023/24 włoski trener na podobnej zasadzie punktował także w OGC Nice.
Jesień? Znakomita postawa w Ligue 1, długa seria meczów bez porażki i mnóstwo czystych kont w lidze, co było akurat warte uwagi z polskiej perspektywy, by dostępu do bramki strzegł tam wówczas Marcin Bułka. Wiosna? Mnóstwo potknięć i zjazd na piąte miejsce w stawce, niepremiowane udziałem w Lidze Mistrzów.
Farioli nie mógł więc nie połapać się, że dowodzone przezeń zespoły mają tendencję do wytracania impetu w trakcie drugiej części rozgrywek i nie potrafią potem złapać drugiego oddechu. Już na początku 2026 roku analizował na łamach „O Jogo:
– Nasze defensywne statystyki są imponujące. Ale to nie tylko dlatego, że dobrze się ustawiamy w polu karnym. Wynika to też z faktu, że atakujemy w określony sposób, wymagający cierpliwości w budowaniu akcji. Kluczem jest koordynacja i synchronizacja ruchów między piłkarzami w pressingu. […] Ostatnio po meczu w samolocie oglądałem jedną z niewielu szans, do jakich dopuściliśmy rywala. I widziałem, jak dwóch zawodników rzuca się, by zablokować uderzenie, a kolejnych czterech czy pięciu stara się zasłonić światło bramki. Ten wysiłek i poświęcenie są najważniejsze. Ale za rekordy na półmetku rozgrywek nie przyznaje się trofeów. Na razie nie mamy jeszcze żadnych powodów do świętowania.
Od tej wypowiedzi minęły mniej więcej cztery miesiące, a Porto nadal nie może być pewne happy endu w bieżącym sezonie.
- Taça da Liga – porażka w ćwierćfinale 1:3 z Vitórią Guimarães
- Liga Europy – porażka w ćwierćfinale 1:2 w dwumeczu z Nottingham Forest
- Taça de Portugal – porażka w półfinale 0:1 w dwumeczu ze Sportingiem
Trzy fronty Smoki mają już z głowy. Pozostała batalia o mistrzowski tytuł.

To wciąż jest świetny sezon Porto. Drużyna podźwignęła się z kryzysu
Oczywiście, żeby nadać odpowiedni kontekst bieżącym rozgrywkom, trzeba krótko przypomnieć, co się działo na Estádio do Dragão nieco wcześniej. Porto jest bowiem na etapie podnoszenia się z poważnego kryzysu i wydostawania się z gigantycznych tarapatów finansowych. Drużyna nie sięgnęła po mistrzostwo kraju od 2022 roku, a w ostatnich latach nie była nawet w stanie zgarnąć wicemistrzostwa Portugalii. FC Porto sypała się sportowo, organizacyjnie, finansowo, wizerunkowo.
André Villas-Boas, który został wybrany prezesem, zastępując legendarnego Pinto da Costę (dziś już Świętej Pamięci) i przejął władzę w klubie, tak opowiadał o pierwszym etapie swoich rządów (cytat za Portal dos Dragões):
– Dokonaliśmy gruntownej restrukturyzacji klubowych finansów. Jako organizacja, znajdowaliśmy się w krytycznym położeniu. Gdy objąłem stanowisko, mieliśmy piętnaście dni na spłatę 15 milionów euro zaległości. Pół roku na uregulowanie 115 milionów euro. Klub był poważnie zagrożony, bardzo pomogli nam socios. Dopiero po ugaszeniu tych pożarów, mogliśmy dokonać jednych z najbardziej znaczących operacji finansowych dla portugalskiego futbolu. Z pewnością nasze działania znajdą naśladowców w Sportingu i Benfice. Sprzedaż 30% naszych praw komercyjnych – ten zastrzyk gotówki uratował FC Porto. Pozwolił mu zachować formę stowarzyszenia. To był najważniejszy cel, który od początku nam przyświecał.
– Na szczęście towarzyszą mi prawdziwi profesjonaliści, którzy oddali Porto serce. To oni sprawili, że wdrożyliśmy plan naprawczy w momencie, gdy brakowało kapitału. Dzięki zaangażowaniu socios uzbieraliśmy 15 milionów euro na spłatę zaległości względem pracowników i piłkarzy. To był najtrudniejszy moment. Nie chcieliśmy dopuścić do kolejnych aktów przemocy. Możemy być z tego dumni, choć to wciąż za mało, bo chcemy zwyciężać – dodał Villas-Boas.
Właśnie dlatego znakomita postawa Smoków w rundzie jesiennej była tak wielkim wydarzeniem.
Przypomnijmy, że ekipa Fariolego po 19 kolejkach legitymowała się bilansem:
- 18 zwycięstw, remis, zero porażek
- 40 strzelonych goli, cztery stracone
Na początku lutego Porto złapało jednak na krajowym podwórku zadyszkę. Przegrało pierwszy mecz w sezonie (1:2 na wyjeździe z Casa Pia), zremisowało u siebie w ligowym klasyku ze Sportingiem. Potem doszły też do tego remisy z Benficą (2:2 na wyjeździe) oraz Famalicão (2:2 u siebie). Jasne, niby nic wielkiego, kilka drobnych niepowodzeń. Dość powiedzieć, że zespół już zdążył zgromadzić w portugalskiej ekstraklasie więcej punktów (79 po 30 seriach spotkań) niż w całym sezonie 2024/25 (71) czy 2023/24 (72). No ale Farioli z pewnością chciałby jak najprędzej odpędzić demony przeszłości poprzez przyklepanie mistrzostwa.

Tytuł na wyciągnięcie ręki. Porto ma banalny terminarz
Można powiedzieć, że Smokom mimowolnie pomógł autor bodaj największych sukcesów w ich historii – Jose Mourinho. Gdyby bowiem Sporting zatriumfował w ostatnich derbach Lizbony na Estádio José Alvalade, miałby obecnie tylko pięć oczek straty do Porto przy jednym zaległym spotkaniu do rozegrania. No ale Rafa Silva zapewnił zwycięstwo Benfice w doliczonym czasie derbowej potyczki, co wydatnie zredukowało szanse Sportingu na mistrzostwo Portugalii.
Aktualna* sytuacja w czubie tabeli prezentuje się tak:
- 1. FC Porto – 30 meczów – 79 punktów – 25-4-1 – gole: 71-14
- 2. SL Benfica – 30 meczów – 72 punkty – 21-9-0 – gole: 63-19
- 3. Sporting CP – 29 meczów – 71 punktów – 22-5-2 – gole: 74-19
* – stan na 23.04.2026
Teoretycznie zwrot akcji w walce o tytuł wciąż jest rzecz jasna możliwy, lecz Porto musiałoby odwalić jeszcze grubszy numer niż Ajax przed rokiem. Drużyna Bednarka, Kiwiora i Pietuszewskiego wciąż dysponuje przecież marginesem błędu, a czekają ją już wyłącznie starcia ze średniakami lub słabeuszami.
- 31. kolejka: Estrela da Amadora (15.) – FC Porto
- 32. kolejka: FC Porto – FC Alverca (10.)
- 33. kolejka: AVS (18.) – FC Porto
- 34. kolejka: FC Porto – CD Santa Clara (13.)
Dużo trudniejszy terminarz ma przed sobą wciąż niepokonana w lidze Benfica, którą czekają choćby mecze z Bragą czy Famalicão. Zestaw przeciwników Sportingu wygląda natomiast na porównywalnie łatwy. Ale Porto nie musi się tym wszystkim przejmować, ani nawet przesadnie interesować. Smoki mają wszystko w swoich rękach. Bogiem a prawdą, to byłoby dużą niespodzianką, gdyby podopieczni Fariolego nie zamknęli ligowych zmagań kompletem punktów w czterech spotkaniach.
– Jestem dumny z naszego występu – oznajmił Włoch po środowym remisie ze Sportingiem, który zakończył przygodę Porto w Pucharze Portugalii.
– Nie zdobyliśmy bramki, na którą zasługiwaliśmy. Całkowicie zdominowaliśmy Sporting. Byliśmy lepsi przez cały czas: zarówno grając w kompletnie, jak i w dziesiątkę [po czerwonej kartce dla Alana Vareli w 89. minucie – przyp. red.]. Oni przyjechali tu, by grać na czas, a my zmiażdżyliśmy ich na wszystkich płaszczyznach. Chcę to powiedzieć jasno: FC Porto powraca – zaznaczył Farioli, cytowany przez serwis „Renascenca”. – Daliśmy z siebie wszystko. Próbowaliśmy awansować z całą wiarą, jaką w sobie wyzwoliliśmy. Staraliśmy się jak najmocniej. Sami widzieliście pewne momenty, pewne sytuacje. Nie chcę ponownie mówić o rzeczach, które powtarzają się od początku sezonu. Zaczyna mi brakować do tego energii. Wszyscy to widzieli i dalej widzą. Ale mamy cały czas trofeum do zdobycia.
– To prawda, że odpadliśmy z Pucharu Portugalii i Ligi Europy, ale wciąż nie widziałem drużyny, która byłaby od nas lepsza – dodał trener.
Statystyki meczowe dostarczone przez Superscore
Następnie pozwolił sobie na jeszcze kilka ironicznych uwag na temat jakości sędziowania i specjalnego traktowania, na jakie – w jego ocenie – mógł liczyć Sporting. – Musimy teraz zapomnieć o tym meczu i z pełną koncentracją wrócić do rozgrywek ligowych. Duch i energia w zespole są bardzo dobre.
O tym, że drużyny nie podłamały ostatnie potknięcia, zapewnił również Jan Bednarek.
– Trener Farioli powiedział po meczu, że jest dumny z tego, czego dokonaliśmy. Daliśmy z siebie wszystko, wykreowaliśmy dobre okazje strzeleckie. Graliśmy dobrze, ale nie zdobyliśmy gola – powiedział reprezentant Polski w Sport TV (cytat: „Record”). – Oczywiście gdy patrzymy na tabelę, to widzimy, że tytuł jest blisko. Ale mamy spokojne głowy. Wiemy, że musimy wygrać najbliższe mecze. Jesteśmy zmotywowani, skupieni na naszej misji i nic, co dzieje się wokół nas, nie zdoła nas zdekoncentrować. Najważniejsze teraz jest zakończenie sezonu zwycięsko.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Kibice na Estádio do Dragão również jasno dali zawodnikom do zrozumienia, czego od nich oczekują, okazując im wsparcie po odpadnięciu z pucharu i wyśpiewując gromko „eu quero o FC Porto campeão”, co chyba nawet nie wymaga tłumaczenia. Dla Smoków liczy się już tylko mistrzostwo Portugalii.
Czy można było z tego sezonu wyciągnąć więcej?
No pewnie tak. Jednak biorąc pod uwagę, z jakiego dołka wygrzebały się Smoki, odzyskanie mistrzowskiego tytułu i tak będzie nie lada wyczynem. I będą w tym uczestniczyć trzej Polacy.
CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:
- Feio zachwycony Pietuszewskim. „Nie pracowałem z nim, ale…”
- Pietuszewski przeprosił trenera Porto. „Przyszedł porozmawiać”
- Porto pokonało ekipę Feio. Komplet Polaków w pierwszym składzie
- Thiago Silva przyznaje. Źle zniósł rozłąkę z rodziną po odejściu z Chelsea
fot. NewsPix.pl