Eliaquim Mangala odbił swoje piętno na FC Porto. Trafił tam ze Standardu Liege w 2011 roku i dwukrotnie zdobył mistrzostwo Portugalii, co zostało nagrodzone powołaniem do reprezentacji Francji. W 2014 roku możliwe, że Manchester City wyłożył za niego nawet 42 miliony funtów. Dlaczego możliwe? Bo wyciekło to dopiero po tajnych informacjach od Football Leaks (przy transferze podawano kwotę 32 milionów). Francuz w rozmowie z Weszło wrócił do swoich wspomnień z gry w Porto i ocenił grających tam polskich piłkarzy.
Eliaquim Mangala: Z Hulkiem na treningach działy się niesamowite rzeczy
Miałeś ugruntowaną pozycję w Standardzie Liege, gdy dostałeś ofertę z FC Porto. Był 2011 rok. Pamiętasz ten moment, gdy się o niej dowiedziałeś?
Byłem wtedy z mamą w domu i dowiedziałem się, że FC Porto mnie chce. Ważne było dla mnie to, że wykazali dużą motywację, żeby mnie ściągnąć. Na tamtym etapie mojej kariery Porto to był już trochę inne realia, idealny wybór. To klub, w którym mogłem się pokazać światu, walczyć o tytuły, zdobywać je i grać w europejskich pucharach. Tego wtedy potrzebowałem.
Czy miało znaczenie, że asystentem trenera w Liege był Sergio Conceicao?
Sergio rzeczywiście był w FC Porto i zrobił wielką karierę, ale dla mnie mentorem w tej kwestii był Siramana Dembele, który też wtedy pracował w Liege. Był wcześniej piłkarzem Porto i wytłumaczył mi, co znaczy ten klub i że na moim etapie kariery to idealny następny krok. Miał rację, ponieważ wchodząc do szatni miałem poczucie, że jestem w zupełnie innym środowisku. Od wszystkiego bije taki profesjonalizm. To wspaniałe, niezwykłe otoczenie. Pomyślałem wtedy: WOW, jestem tu. Jestem w jednym z najlepszych klubów na świecie.
Ale najbardziej uderzającym momentem była pierwsza wizyta na Estadio do Dragao. Wierz mi, że to robi duże wrażenie. Wchodzisz tam i czujesz DNA FC Porto. Od razu rozumiesz, gdzie jesteś. Pod względem infrastruktury, warunków do treningu czułem, że mam wszystko, żeby dawać z siebie 100%. Oczywiście wiedziałem, gdzie trafiam i tego się spodziewałem, ale i tak jesteś zaskoczony skalą tego wszystkiego. Nie nazwę tego presją. Prędzej to taka pozytywna motywacja, bo dostajesz na wstępie wiadomość: jesteś w niezwykłym miejscu, gdzie panują wysokie wymagania.
Trenerem FC Porto był wtedy Vitor Pereira. Chyba dobrze trafiłeś.
Lubię mówić, że Vitor Pereira był moim piłkarskim ojcem. Pomógł mi zrozumieć i opanować niezbędne rzeczy na boisku i poza nim. Jeśli chodzi o całe struktury, każdy wówczas wiedział, że FC Porto ma coś więcej. Świetny skauting młodych zagranicznych piłkarzy. Potrafią rozwijać graczy, czerpać korzyści sportowe, ale i finansowe. Oferta z FC Porto jest pochwałą samą w sobie, bo jeśli taki klub coś we mnie widzi, to coś znaczy. Żeby osiągnąć sukces w FC Porto, trzeba zrozumieć specyfikę tego miejsca. Wspominałem już o DNA, ale uwierz, że coś w tym jest. Jak sprostasz temu wyzwaniu, wtedy robisz różnicę.

Eliaquim Mangala jako kapitan FC Porto. Pełnił taką rolę pod nieobecność legendarnego bramkarza Heltona w Lidze Europy 2012/13.
Czy poziom treningu w Porto różnił się od tego, co doświadczyłeś w Manchesterze City?
To nie jest łatwe pytanie, ponieważ tutaj nie ma rozgraniczenia na lepszy/gorszy. Trening jest dostosowany do wymagań ligi. A różnica między ligą portugalską a Premier League jest oczywista przede wszystkim w poziomie intensywności. Na pewno mogę powiedzieć, że czułem się gotowy, żeby przejść z FC Porto do Premier League. Ja urodziłem się gotowy. W Anglii tak naprawdę nie było żadnego okresu do adaptacji. Po doświadczeniu w FC Porto byłem gotów na każde wyzwanie.
W FC Porto trafiłeś do szatni z paroma piłkarzami, którzy już byli wielcy albo wkrótce stali się wielcy. Kto robił na tobie największe wrażenie?
W tamtym czasie grali tam piłkarze na bardzo wysokim poziomie. Trudno mi wartościować moich kolegów, bo każdy miał w sobie coś szczególnego. Cała drużyna była wtedy niezwykła. Hulk wyróżniał się fizycznie. Jego siła, jego strzały, jego wpływ na drużynę. Z Hulkiem na treningach działy się niesamowite rzeczy. Pojedynki z Hulkiem były ozdobą na treningach. Jeśli chodzi o liderowanie w szatni, byli zawodnicy, którzy brali na siebie odpowiedzialność na boisku i tacy, którzy byli liderami w szatni. Wbrew pozorom to nie jest to samo. Przychodzi mi do głowy Joao Moutinho. Poza tym Silvestre Varela i Andre Castro, którzy dzisiaj pracują w FC Porto. To byli piłkarze, którzy w naturalny sposób brali na siebie odpowiedzialność.
Treningi z Hulkiem bolały?
Kwestia jego decyzji (śmiech). Kiedy Hulk postanowił, że chce strzelać, było bardzo trudno go zatrzymać. Dysponuje niesamowitą siłą fizyczną. Nigdy nie mogłeś odpuścić krycia i dać mu się złożyć do strzału. Na dwie próby, zawsze co najmniej raz trafiał. Prowadziło to do bardzo intensywnych i emocjonujących pojedynków na treningach, ale za to oglądanie go w meczu będąc z nim w jednej drużynie było już czystą przyjemnością.
Wymienię jeszcze Jamesa Rodrigueza. Wszyscy wtedy czuliśmy, że James jest wyjątkowy i celuje bardzo wysoko w swojej karierze. Przede wszystkim jego lewa noga była niesamowita, jedna z najlepszych. To kolejny piłkarz, w którego przypadku ja się po prostu cieszę, że mogłem go obserwować. Mówię o Jamesie sprzed mundialu 2014. On już wtedy strzelał spektakularne gole i pokazywał całą swoją techniczną jakość. Pięknie się go oglądało.
De facto twoją ścieżką poszedł Oskar Pietuszewski. siedemnastolatek z Polski. Mówi się o kwocie 10 milionów euro. Widziałeś jego debiut?
Widziałem debiut Pietuszewskiego z Vitorią. Bardzo obiecujący piłkarz, który pokazuje na boisku dużo ochoty do gry. Wiem, że choć jego kariera w Portugalii się dopiero zaczyna, kibice reagują na niego z dużym entuzjazmem. Biorąc pod uwagę jego wiek, ona ma wszystko, żeby się rozwinąć i żeby rosnąć. To już jest ekscytujące. Nie lubię porównywać piłkarzy. Każdy ma swój zestaw cech i Pietuszewski ma jeszcze wiele do poprawy. Szczerze mu życzę, żeby czerpał się przyjemność ze swojego doświadczenia i rozwijał się w FC Porto. Często oglądam ich mecze.
Zapytałeś o moich kolegów z klubu, więc wymienię jeszcze Lucho Gonzaleza, który teraz jest tam asystentem trenera i pracuje z Pietuszewskim. Lucho odznaczył się w historii FC Porto i jest naturalnie mega szanowany w szatni. Dla Pietuszewskiego to wielka szansa, żeby pomóc zrozumieć specyfikę bycia piłkarzem Porto i co klub reprezentuje. Lucho może go poprowadzić dzięki swojemu ogromnemu doświadczeniu. Z takimi ludźmi jak on i Andre Castro w sztabie byłbym spokojny o Pietuszewskiego.
A ty co byś mu doradził?
Taktycznie styl zależy od trenera. Nie pracowałem nigdy z Francesco Fariolim, więc tutaj się nie wypowiem, ale poza boiskiem, to zdecydowanie moja droga, czyli zrozumienie specyfiki FC Porto i wymagań tego środowiska. Im szybciej Pietuszewski zrozumie, o co w tym klubie chodzi, tym lepiej. To mu ogromnie pomoże w przyszłości.
Czego on się nauczy w lidze portugalskiej? Stereotypowo są tam trzy mocne kluby, czyli FC Porto, Benfica i Sporting CP. Gdzieś za nimi Braga, a potem długo nic i reszta.
Ten obraz rzeczywiście istnieje. Bragę doliczyłbym do Porto, Benfiki i Sportingu, bo bardzo dobrze sobie radzili w poprzednich latach. To wszystko się bierze z realiów finansowych poszczególnych klubów. Różnica między czołówką a resztą w Portugalii jest ogromna pod tym względem. Natomiast te “mniejsze” kluby w lidze też mocno się rozwinęły na przestrzeni lat.
Trafiają tam coraz lepsi piłkarze, są lepiej rozwinięci taktycznie. Liga portugalska staje się coraz bardziej jednorodna. Mogę powiedzieć nawet na swoim przykładzie, bo jak grałem w Estoril, to dwukrotnie pokonaliśmy FC Porto i dotarliśmy do finału Pucharu Ligi, pokonując po drodze i FC Porto, i Benficę. W tym sezonie Vitoria SC wygrała Puchar Ligi. To się naprawdę fajnie ogląda i analizuje. Z mojego doświadczenia, jest tam dużo silnych napastników, są wymagające pojedynki i generalnie jest to bardziej fizyczna liga niż ludzie myślą.
A mecze Porto z Benficą? W 2013 roku nawet strzeliłeś gola w tym klasyku.
Trudno je porównać z czymkolwiek. To odwieczna rywalizacja, która wykracza daleko poza piłkę nożną. W tygodniu, gdy jest mecz czuć napięcie w klubie i to się nawet przenosi na miasto. Nie ma czegoś takiego, że wyjdziesz na Benficę i przegrasz ten mecz. Dla kibiców nie ma takiej opcji. Lizbona kontra północ, stolica kontra Porto. Atmosfera na stadionie jest wyjątkowa. Tak, strzeliłem gola, ale najbardziej zapamiętałem klasyk u siebie w sezonie 2012/2013. Musieliśmy gonić wynik, bo Benfica objęła prowadzenie. W doliczonym czasie przy wyniku 1:1 Kelvin wbiegł w pole karne, uderzył po długim słupku i trafił. To było trzęsienie ziemi. Dosłownie czułem jak ziemia mi drży pod stopami. Wygraliśmy 2:1 i dzięki temu praktycznie zapewniliśmy sobie mistrzostwo. To jest właśnie Estadio do Dragao. To było niesamowite.
Neste dia, há 11 anos, o golo de Kelvin aos 92′ contra o Benfica. Jorge Jesus ajoelhou.
Via: @vsports_pt pic.twitter.com/i8r5xF53si
— Cabine Desportiva (@CabineSport) May 11, 2024
Kolejnym Polakiem w FC Porto jest Jan Bednarek. Opinia publiczna w moim kraju była do niego raczej krytycznie nastawiona. Obrona Southampton traciła dużo goli z Bednarkiem w składzie. Potem spadli do Championship. W FC Porto co miesiąc zgarnia nagrodę dla najlepszego obrońcy w lidze portugalskiej. Moja teoria jest taka, że w Portugalii po prostu łatwiej złapać balans. Jest mniej meczów i nie ma takiego wyścigu koni jak w Anglii. A z takim doświadczeniem jak 184 mecze w Premier League można normalnie sprostać oczekiwaniom FC Porto.
Przede wszystkim Bednarek nie potrzebował żadnego okresu do adaptacji i to jest imponujące. Jest wysokim obrońcą, jest odważny, jest prawdziwym liderem i natychmiast wywarł wpływ na obronę. Wbrew temu, co niektórzy mogą sądzić, presja w FC Porto jest ogromna. Każdy mecz trzeba wygrać, a nawet remis nie wystarczy kibicom. Jan Bednarek świetnie sobie z tą presją radzi. Porto wygrywa, wyniki przychodzą, a on jeszcze strzelił gola Benfice. Zapytaj dowolnego kibica FC Porto, ile to dla niego znaczy.
A Jakub Kiwior? On grał wcześniej w Arsenalu, ale potrzebował zmiany.
On z kolei imponuje rozwagą. Jak porównasz sobie jego liczbę rozegranych meczów do liczby żółtych kartek, Kiwior jest bardzo “czystym” obrońcą. Wiem po sobie, że utrzymanie takiej statystyki nie jest łatwe. Bardzo dobra lewa noga ma duże znaczenie w FC Porto w budowie akcji od obrony. To jest podstawa. Do tego dochodzi umiejętność adaptacji do warunków, co Kiwior też ma. Wiesz, co trenerzy szczególnie cenią? Uniwersalność. Po przyjściu Thiago Silvy trener wystawił Kiwiora na lewej obronie i nie było z tym problemu.
Ma już doświadczenie, grał w Premier League, ale nie powiedziałbym, że FC Porto jest krokiem w tył, bo to nadal wielki klub. Kiwior ma duży wkład w świetne wyniki. Zresztą jak spojrzysz na pracę Francesco Fariolego, skuteczna obrona to znak rozpoznawczy. Stracić tylko cztery gole w dziewiętnastu ligowych mecz to niesamowita rzecz.
Ciekawe, że wspomniałeś o rozegraniu, bo to główna cecha, z którą się Kiwiora kojarzy.
To prawda. Zwróć uwagę, że Porto potrzebuje więcej czasu na budowanie akcji. Potrafi poczekać na przeciwnika zanim przyspieszy i przejdzie do ataku. Analiza jest bardzo interesująca, ale przede wszystkim obrona. Tutaj drużyna zrobiła największy progres.
Mam prośbę na koniec. Wymień najlepszą XI piłkarzy, z którymi grałeś.
To trudne pytanie, daj mi się zastanowić.
No i Eliaquim Mangala wymyślił następującą jedenastkę:
