Reklama

Wielki przegląd zmarnowanych szans. Kto zaliczył największe pudła w Ekstraklasie?

Szymon Janczyk

Autor:Szymon Janczyk

24 maja 2024, 11:56 • 14 min czytania 23 komentarzy

Stuprocentowe sytuacje, czyli — jak zwykło się mówić w piłkarskim żargonie — „setki” tak naprawdę nie istnieją. Okazje, w których szanse na gola są tak duże, że gdy ktoś je marnuje, można tylko złapać się za głową, są jednak faktem. Dzięki danym platformy „StatsBomb” sprawdziliśmy, kto w Ekstraklasie zaliczył największe pudła, a kto okazał się prawdziwym lisem pola karnego. Oto lista wstydu, ale w wyliczance nie zabraknie też pochwał.

Wielki przegląd zmarnowanych szans. Kto zaliczył największe pudła w Ekstraklasie?

Ten obrazek jest dobrze znany wszystkim wiernym fanom Ekstraklasy. Pusta bramka, tocząca się futbolówka, wystarczy dołożyć nogę, ale zamiast tego obserwujemy fatalny kiks i viral w mediach społecznościowych gotowy. W minionym sezonie aż sześciu zawodników zmarnowało okazje, które według współczynnika xG platformy „StatsBomb” były lepszymi szansami na zdobycie bramki niż rzut karny, który oznacza 78% szans na strzelenie gola.

Zepsuć coś takiego jest naprawdę trudno, ale cóż, zdarza się.

Pradawne przysłowie mówi jednak, że pudło pudłu nierówne i jest to szczera prawda. To, co potoczenia nazywamy „zmarnowaną setką”, można zmierzyć, zestawić i porównać, a tak się składa, że „StatsBomb” może się pochwalić najlepszym modelem xG na świecie — firma uwzględnia najwięcej czynników i najdokładniej mierzy prawdopodobieństwo zdobycia bramki w każdej sytuacji.

Grzechem więc było nie skorzystać i nie przeszukać archiwów, w poszukiwaniu największych pomyłek, jakie zaserwowała nam Ekstraklasa.

Reklama

Największe pudła Ekstraklasy – sezon 2023/2024 i niewykorzystane okazje bramkowe

Na starcie trzeba jednak ustalić punkt wyjścia — czym w zasadzie jest „dogodna okazja”, gdzie wytyczyć granicę? Na potrzeby tego tekstu ustalmy, że świetna sytuacja do zdobycia bramki to taka, która ma xG minimum 0,3. Oznacza to 30% szans na strzelenie gola, czyli całkiem sporo. W teorii co trzeci taki strzał powinien skończyć w siatce. Oczywiście można się tym progiem bawić, ktoś uzna, że już 20% szans na trafienie (xG 0,2) spełnia wymogi „dogodnej okazji”, ktoś inny, że xG takowej nie powinno być niższe niż 0,25.

Nasz wybór jest subiektywny, ale jednocześnie zgodny z logiką. Pozwala odsiać te sytuacje, które były naprawdę dobre — musicie wiedzieć, że spośród ponad 45 tysięcy strzałów (nie wliczając rzutów karnych), jakie „StatsBomb” sklasyfikował w ostatnich pięciu sezonach, ustalony przez nas próg przekroczono w dokładnie 2370 przypadkach (bez zaokrąglania), więc takie uderzenia nie zdarzają się co chwilę.

W obecnym sezonie wymogi „dogodnych okazji” spełnia dokładnie 388 prób wszystkich zespołów łącznie, z których 191 (mniej niż połowa) zakończyła się golem. Najczęściej do świetnych sytuacji dochodzili zawodnicy Jagiellonii Białystok oraz Pogoni Szczecin, co raczej nikogo nie dziwi, bo mówimy o dwóch drużynach stawiających na ofensywę. Zarówno zmierzająca po mistrzostwo Jaga, jak i znajdujący się poza strefą pucharową Portowcy wykorzystali 17 z 35 strzałów o wartości min. 0,3 xG.

Jeśli myślicie, że to dość kiepski wynik, poczekajcie na ekipę, która zamyka podium. Raków Częstochowa spartaczył robotę po całości. Z 34 szans o xG równym bądź wyższym 0,3 piłkarze Dawida Szwargi wykorzystali ledwie trzynaście. Żadna inna drużyna nie myliła się w takich sytuacjach ponad dwadzieścia razy; nikt nie zdołał też wykręcić gorszego bilansu strzelonych oraz zmarnowanych okazji niż częstochowskie -8.

Widoczne wyżej dane mogą być dobrym początkiem wielu dyskusji, bo można je interpretować na wiele sposobów. W teorii Śląsk Wrocław i Widzew Łódź są na zero, ale ich bilans wcale nie jest podobny. WKS stworzył blisko dwukrotnie więcej dogodnych okazji, podczas gdy pod względem liczby szans łodzianie wyprzedzają tylko Stal Mielec, Wartę Poznań oraz ŁKS.

Reklama

No i właśnie — Stal. Zespół Kamila Kieresia najrzadziej znajdował się w świetnej pozycji do oddania strzału, ale wykorzystał aż 80% z nich, prezentując niemal wzorową skuteczność. Co więcej: drużyna z Podkarpacia zaprzepaściła tylko jedną okazję, w której szanse na gola były wyższe niż 50% (Krzysztof Wołkowicz z Pogonią Szczecin — xG 0,86), więc celowniki w Mielcu były ustawione tak, jakby regulował je sam Simo Hayha.

Być może gdyby podobną skuteczność prezentowała Warta Poznań, kwestia jej utrzymania się w Ekstraklasie byłaby zamknięta, mimo stosunkowo niewielkiego ofensywnego rozmachu.

W teorii najprostszą drogą do osiągnięcia dobrych rezultatów jest właśnie stwarzanie sobie dogodnych okazji na zdobycie bramki. Najlepiej, gdy idzie za tym skuteczność, ale teorię o keczupie — jak już się odblokuje, to leci — wszyscy znamy. Na dłuższą metę kreowanie szans, nawet jeśli rezultatem sporej części z nich jest rozczarowanie, opłaca się bardziej niż wykręcanie wyniku ponad stan, tj. strzelanie dużej liczby bramek ze stosunkowo niskiego xG.

Mamy jednak przykład Korony Kielce, która wykorzystała tyle samo okazji o xG min. 0,3, ile Zagłębie Lubin i o jedną mniej niż będący na szczycie rankingu z najlepszym bilansem Górnik Zabrze. Tyle że dla jedynego przedstawiciela województwa świętokrzyskiego w Ekstraklasie nie oznacza to takiego sukcesu, jak dla Lukasa Podolskiego i jego kumpli z szatni. Tylko trzy wymienione wcześniej zespoły stwarzały tyle samo dogodnych szans, ile piłkarze Kamila Kuzery, a mimo to Korona na kolejkę przed końcem ligi jest w strefie spadkowej.

Możemy się założyć, że jeśli w niej zostanie, nikogo nie zadowoli wymówka, że przecież ofensywa potrafiła zrobić kocioł pod bramką rywala.

Asy i płotki pola karnego. Którzy napastnicy najlepiej spisują się pod bramką rywala?

Jeśli myślicie, że powyższe dane to tylko ciekawostki i zbiór cyferek dla nerdów, które nie mają wielkiego przełożenia na rzeczywistość, jesteście w dużym błędzie. Kluby z najwyższej półki w Europie regularnie sprawdzają takie rzeczy, jak wartości xG poszczególnych strzałów. W ten sposób próbują ograniczać liczbę strzałów ze złych pozycji, czyli po prostu lepiej funkcjonować w najważniejszym fragmencie boiska.

Sama liczba oddanych strzałów od dawna nie służy już do wyciągania trafnych wniosków. Co z tego, że zaliczyłeś trzydzieści prób, jeśli połowa z nich to tak zwane „farfocle”, czyli — powiedzmy — uderzenia, które oznaczały mniej niż 10% szans na gola? O takich przypadkach środowisko analityczno-trenerskie zwykło mawiać „spamowanie słabymi strzałami”.

Ciekawym przypadkiem do zademonstrowania czym owo spamowanie jest może być wzięcie pod lupę Patryka Makucha. Tylko jeden napastnik w lidze oddał w tym sezonie więcej uderzeń (w przeliczeniu na 90 minut Makuch jest pod tym względem piąty, wciąż bardzo wysoko) – jest nim Efthymios Koulouris. Kiedy jednak spojrzymy na xG obydwu panów, Grek wykręcił dwukrotnie lepszy wynik niż zawodnik Cracovii. Z czego to wynika? Trochę upraszczając: z tego, że Makuch strzela bez sensu, ładu i składu.

Wyżej widzicie, jak rzadko 25-latek uderzał na bramkę z dobrej pozycji. Mnogość niebieskich kształtów oznacza strzały o niskiej wartości xG. Makuch miał wówczas przed sobą obrońcę, albo i cały gąszcz nóg. Próbował swoich sił z nieprzygotowanych piłek, szukał szans z ostrego kąta, generalnie: podejmował niezbyt dobre decyzje. Jeszcze lepiej będzie pokazać to na wykresie.

Okazuje się, że napastnik Cracovii aż 69 razy uderzał na bramkę, mając mniej niż 10% szans na pokonanie bramkarza. W normalnej sytuacji życiowej tak częste podejmowanie prób przy tak niskiej szansie powodzenia byłoby szaleństwem oraz absurdem, ale to piłka nożna — zapewne niejednemu takiemu strzałowi Makucha towarzyszyły zachęty sprzed telewizora, żeby przymierzył z dystansu.

Może gdyby przed każdym takim strzałem padała informacja, że ma on do 5% szans powodzenia, podejście kibica byłoby inne, ale czy trzeba odrzeć piłkę z emocji brutalną matematyką? Zostawmy to ekspertom wewnątrz klubów, którzy powinni zwrócić piłkarzowi uwagę, że to, co robi, mija się z celem i przede wszystkim: nie przynosi efektów drużynie. Inna sprawa, że swojej najlepszej sytuacji (xG 0,71) Makuch też nie wykorzystał…

Wróćmy jednak do tego, skąd i kiedy warto oddawać strzały. Czasami mówi się, że jakiś napastnik „potrafi odnaleźć się w polu karnym” i tak się składa, że można to zmierzyć w ten sam sposób, jaki posłużył nam do wytknięcia nieefektywności Patrykowi Makuchowi. Ba, możemy nawet zademonstrować to na przykładzie wspomnianego Koulourisa, który dorównuje napastnikowi Cracovii częstotliwością nękania bramkarzy.

Efthymios Koulouris jest ligowcem, który najczęściej ze wszystkich znajduje się w naszych umownych dogodnych okazjach — Grek oddał najwięcej (11) strzałów o wartości xG min. 0,3 (podkreślimy jeszcze raz, że nie uwzględniamy rzutów karnych). Ze skutecznością bywa różnie. Koulouris zajął drugie miejsce w rankingu wstydu, czyli konkursie na pudło sezonu za sprawą tej sytuacji z meczu z Łódzkim Klubem Sportowym.

„StatsBomb” wycenia jej xG na 0,9 – zmarnowanie czegoś takiego to dla każdego napastnika wieczna hańba. Co więcej, Koulouris znalazł się w ścisłej czołówce Ekstraklasy pod względem liczby zmarnowanych szans o xG równym lub wyższym 0,3 – mylił się pięciokrotnie. Druga strona medalu jest taka, że tylko Dawid Kurminowski z Zagłębia Lubin dorównuje napastnikowi Pogoni gdy zliczymy to, ile dogodnych okazji poszczególni zawodnicy zamienili na bramki.

Szkoda, że nie dysponujemy danymi z innych krajów i sezonów, bo mogłaby to być odpowiedź, dlaczego 28-latek lepsze lata przeplatał słabszymi, ale bez wahania możemy stwierdzić, że w szesnastce rywala funkcjonuje całkiem nieźle.

Do najlepszych „sępów” Koulourisowi jednak daleko. Takie okazy można rozpoznać w prosty sposób, segregując napastników według statystyki „xG per shot”, która określa średnią wartość xG strzału każdego piłkarza. Bierzemy poprawkę na to, że ta statystyka w pewnym stopniu faworyzuje tych, którzy oddają mniej strzałów, ale w końcu liczy się jakość, nie ilość.

Według „StatsBomb” najlepszymi snajperami Ekstraklasy pod tym względem są:

  1. Stipe Jurić (ŁKS) – 0,23
  2. Fabian Piasecki (Piast Gliwice) – 0,18
  3. Łukasz Zwoliński (Raków Częstochowa) – 0,18
  4. Adam Zrelak (Warta Poznań) – 0,17
  5. Tomas Pekhart (Legia Warszawa) – 0,17
  6. Blaż Kramer (Legia) – 0,16
  7. Ante Crnac (Raków) – 0,16
  8. llja Szkuryn (Stal Mielec) – 0,15
  9. Benjamin Kallmann (Cracovia) – 0,15
  10. Efthymios Koulouris (Pogoń Szczecin) – 0,15

Oczywiście pamiętajmy, że powyższe liczby nie zawsze pokrywają się ze skutecznością. Przykładowo Łukaszowi Zwolińskiemu bramki przewidywane dość brutalnie rozjeżdżają się z dorobkiem z obecnego sezonu.

Kto zmarnował najwięcej najlepszych szans na bramkę w Ekstraklasie?

Właśnie, czas wyłożyć mięso na ladę — jak to jest z tymi pudłami w obecnym sezonie Ekstraklasy? Zdradziliśmy już, że sporo okazji zmarnował Koulouris, ale Grek na koniec i tak ma bilans +1. Zdecydowanie gorzej pod tym względem wypada… Benjamin Kallman. Fin swoje w tym sezonie strzelił, zbliżył się do dwucyfrówki, ale akurat najlepsze, co miał na nodze (bądź głowie) psuł na potęgę.

Z ośmiu okazji o xG min. 0,3 popsuł aż sześć (wiosną poprzedniego roku też wykorzystał tylko jedną z trzech takich szans). Cracovia ma chyba zwichrowane filtry segregujące napastników, albo po prostu komuś w Krakowie niezwykłą frajdę sprawiło dobranie do duetu dziewiątek, z których jedna marnuje najlepsze okazje, a druga „spamuje” bezsensownymi strzałami.

Okazuje się też, że Taras Romanczuk miał trochę racji w słynnym wybuchu złości na Dominika Marczuka. Młodzieżowiec liczby ma solidne, ale „tu nie strzeli” zgadza się z faktem, że zmarnował aż pięć z sześciu dogodnych okazji. Po pięć w miarę spektakularnych pomyłek zaliczyli także Ante Crnac, Michael Ameyaw i Jesus Imaz.

Pytanie jednak: czy gorzej, gdy ktoś zmarnuje pięć szans, a cztery strzeli, czy gdy w czterech przypadkach na cztery nie trafi do siatki? Jakub Czerwiński jest defensorem, nie napastnikiem, ale czterokrotnie znajdował się w dobrej sytuacji po stałym fragmencie gry i za każdym razem niweczył dogranie kolegi.

Jeszcze bardziej wstydliwy jest komplet pudeł ofensywnego zawodnika. Bartosz Nowak z Rakowa mylił się z ŁKS, Pogonią oraz Lechem. Mateusz Czyżycki natomiast nie skorzystał z szansy, kiedy Oliwier Zych opuścił bramkę — zatrzymał go Łukasz Sołowiej. Gracz Korony mylił się też z Radomiakiem i Piastem Gliwice. Do zestawienia nie załapało się czwarte pudło o wartości xG 0,25 — z Pogonią.

Do grona zawodników, którzy zmarnowali więcej niż jedną okazję o xG równym lub wyższym 0,3 nie wykorzystując zarazem żadnej z takowych szans zaliczymy jeszcze Patryka Klimalę, Yuriego Ribeiro, Tomasza Pieńkę, Dawida Abramowicza, Dario Vizingera oraz Nacho Monsalve. Panowie, celowniki do poprawy. Zgłoście się na korepetycje do Stali Mielec.

Rozprawę o pudłach zakończmy przejrzeniem listy graczy, którzy zmarnowali najwięcej dogodnych szans dla poszczególnych klubów, ale nie załapali się do ligowej czołówki. Jest na niej kilka niespodzianek: trzykrotnie w dobrych sytuacjach mylili się Mikael Ishak (Lech Poznań), Adrian Kapralik (Górnik Zabrze) oraz Maciej Rosołek (Legia Warszawa). Po dwa takie pudła odnotujemy przy nazwiskach: Pedro Henrique, Rafała Wolskiego (obaj Radomiak Radom), Daniela Szczepana (Ruch Chorzów), Imada Rondicia (Widzew Łódź) czy Kaya Tejana (ŁKS).

W Puszczy Niepołomice oraz Stali Mielec „najlepsi” mylili się po razie (Thiago, Kamil Zapolnik, Roman Yakuba, Krzysztof Wołkowicz i Ilja Szkuryn), ale za to jak! Zarówno Zapolnik, jak i Wołkowicz wylądowali w ścisłej czołówce pudeł sezonu tuż obok wspomnianego wyżej Koulourisa. W przypadku rekordzisty sezonu Zapolnika, podobnie jak u Greka, warto zerknąć na screena z akcji, którą zmarnowali, żeby zastanowić się: jak to do cholery nie wpadło?

Zamykający podium Pedro Henrique, który o włos wyprzedził Wołkowicza, też się jednak nie popisał. Kolekcjoner słupków i poprzeczek z Radomia pomylił się w takiej chwili…

Czołową piątkę uzupełnia Petr Schwarz, który w całej swojej ekstraklasowej karierze dwukrotnie oddawał strzały, które były ponad 75-procentowymi szansami na bramkę — raz się udało, ale w tym sezonie Czech się pomylił.

Lisy pola karnego. Kto wykorzystał najwięcej najlepszych szans bramkowych w Ekstraklasie?

Przed wielkim finałem i wyborem dziesięciu największych pudeł ostatnich pięciu lat w Ekstraklasie warto na chwilę — ku pokrzepieniu serc — rzucić coś na osłodę. Pochwalmy tych, którzy stając oko w oko z bramkarzem (albo nawet przed pustą bramką) zachowują chłodną głowę. Niestraszne im kępki, dziury i nierówności, bo piłkę uderzają tak, że cały stadion od razu wie, że zatrzepocze ona w siatce.

Takim właśnie napastnikiem jest Dawid Kurminowski. Kacper Chodyna nie tak dawno mówił nam, że zupełnie nie zaskakuje go strzelecka forma kolegi, z którym zna się jeszcze z młodzieżówek Lecha Poznań. Kurminowski miał w swojej karierze zakręt, kiedy po zdobyciu korony króla strzelców na Słowacji źle wybrał kolejny klub i nie przebił się w Danii. W Zagłębiu wiedzieli jednak, co robią, kiedy płacili za niego 600 tysięcy euro.

Snajper Miedziowych ośmiokrotnie oddawał strzały o wartości xG min. 0,3 i sześć z nich zamienił na gole. Zmarnował najsłabszą okazję (xG 0,34 z Rakowem), raz pomylił się mając przed sobą tylko Jędrzeja Grobelnego (xG 0,63), ale poza tym spisywał się wzorowo, a nie jak Koulouris, który trochę strzelił, trochę zmarnował.

Jakość Kurminowskiego potwierdza statystyka „post-shot xG” — „StatsBomb” mierzy w ten sposób, jak zmieniają się szanse na strzelenie gola po oddaniu strzału. Mówiąc krótko: gdy piłka jest uderzona dobrze, psxG rośnie i przebija xG. Jeśli ktoś kopie z dobrej pozycji, ale nieczysto, psxG też to pokaże. Napastnik Zagłębia Lubin pod tym względem ustępuje tylko dwóm ligowcom: Leonardo Rochy z Radomiaka oraz Tomasowi Pekhartowi z Legii.

Tuż za nim jest natomiast Ilja Szkuryn, kolejny przedstawiciel ekipy wybitnych snajperów. Białorusin wykorzystał pięć z sześciu dogodnych okazji bramkowych. Pomylił się tylko raz, w teoretycznie najłatwiej sytuacji (xG 0,31 z Ruchem Chorzów), co stawia go tuż nad rodakiem, Jewgienijem Szykawką, który też wykorzystał pięć świetnych szans, ale mylił się dwukrotnie. Konia z rzędem temu, kto przewidziałby, że akurat Białorusini okażą się takimi lisami pola karnego. Szykawka pokazywał to już sezon temu (dwie okazje wykorzystane, dwie zmarnowane).

Powyższe dane wskazują, że za utrzymanie Cracovii największy “shout out” należy się chyba Michałowi Rakoczemu. Podczas gdy napastnicy Pasów pękali na robocie, on wykorzystał wszystkie cztery znakomite szanse, jakie mu wykreowano. Co więcej: także w poprzednim sezonie kapitan krakowskiej drużyny był nieomylny, więc ewidentnie warto powierzyć mu ważną misję.

Pochwała skuteczności dotyczy także Kristoffera Velde czy Tomasa Pekharta. Norweg zaliczył ewidentny progres względem poprzedniego sezonu, kiedy zmarnował aż cztery z pięciu dogodnych okazji — teraz było dokładnie odwrotnie. Czech w przeszłości też nie był nieomylny, ba: znajdzie się nawet w zestawieniu dziesięciu największych pudeł, ale na koniec dnia przeważnie dowoził i wykorzystywał szanse, które mu stwarzano.

Ciekawe jest na pewno to, że swojego przedstawiciela w tym gronie nie ma Górnik Zabrze, który przecież zaliczył najlepszy drużynowy bilans dogodnych okazji. W zespole Jana Urbana rozłożyło się to jednak między wielu graczy, z których najczęściej w takich sytuacjach do siatki trafiali Adrian Kapralik, Lawrence Ennali (po 3 razy) i Daisuke Yokota (2).

Największe pudła ostatnich 5 lat w Ekstraklasie. Kto zmarnował najlepsze okazje na gola?

Zamykamy sezon 2023/2024, żeby przejść do wielkiego finału. Pewnym paradoksem jest to, że w takim zestawieniu próżno szukać największych fajtłap, za to bez problemu odnajdziemy w nim nazwiska zawodników wyróżniających się w lidze. Można to wytłumaczyć prostą zależnością: im więcej strzelasz, tym większe prawdopodobieństwo, że raz ci nie wyjdzie. Jeśli Tomas Pekhart oddał już ok. 200 uderzeń w Ekstraklasie, to mniej dziwi, że jedno z nich okazało się fatalnym pudłem.

Ostatecznie jednak jest to marne pocieszenie dla samych zainteresowanych, bo Frana Tudora zapamiętamy nie tylko z wielu kapitalnych akcji, ale też z tej pomyłki z meczu z Koroną. Ostatnia minuta spotkania, strzał na wagę mistrzostwa i…

Tak, tak, właśnie to zdarzenie wygrywa konkurs na pudło pięciolecia w polskiej lidze. Nie dlatego, że subiektywna wycena wagi tego zdarzenia bije na głowę inne — żadna inna niewykorzystana okazja nie ma tak wysokiego współczynnika xG, który według „StatsBomb” wyniósł dokładnie 0,97. Przez pięć ostatnich lat trafiło się tylko pięć uderzeń o wyższym xG:

  1. Patryk Klimala w sezonie 19/20 – 0,99
  2. Jakub Łukowski w sezonie 22/23 – 0,99
  3. Lukas Podolski w sezonie 21/22 – 0,99
  4. Jardel Silva w sezonie 23/24 – 0,99
  5. Kristoffer Velde w sezonie 22/23 – 0,98

Sytuacja Klimali jest więc bramką zdobytą przy najwyższym współczynniku xG.

Na odwrotnym biegunie jest Bartłomiej Wdowik, który w obecnych rozgrywkach trafił do siatki przy xG 0,00018. Podobnym wyczynem w ostatnich latach popisali się jeszcze Filip Starzyński oraz Krystian Getinger — to bramki zdobyte przy najniższym xG.

Wróćmy jednak do wyliczanki spartaczonych robót. W dziesiątce najwięcej przedstawicieli ma Lech Poznań: fatalne pomyłki zaliczali Christian Gytkjaer (19/20) i Michał Skóraś (20/21). Spośród napastników najgorzej wypada Kamil Zapolnik (23/24), ale błędy popełniali też Vladislavs Gutkovskis (20/21) oraz Higinio Marin (21/22). Tuż za TOP 10 wylądował natomiast Ivi Lopez, zdecydowały detale.

WIĘCEJ O EKSTRAKLASIE:

SZYMON JANCZYK

fot. Newspix; dane: StatsBomb

Nie wszystko w futbolu da się wytłumaczyć liczbami, ale spróbować zawsze można. Żeby lepiej zrozumieć boisko zagląda do zaawansowanych danych i szuka ciekawostek za kulisami. Śledzi ruchy transferowe w Polsce, a dobrych historii szuka na całym świecie - od koła podbiegunowego przez Barcelonę aż po Rijad. Od lat śledzi piłkę nożną we Włoszech z nadzieją, że wyprodukuje następcę Andrei Pirlo, oraz zaplecze polskiej Ekstraklasy (tu żadnych nadziei nie odnotowano). Kibic nowoczesnej myśli szkoleniowej i wszystkiego, co popycha nasz futbol w stronę lepszych czasów. Naoczny świadek wszystkich największych sportowych sukcesów w Radomiu (obydwu). W wolnych chwilach odgrywa rolę drzew numer jeden w B Klasie.

Rozwiń

Najnowsze

Igrzyska

Amerykanie postawili się kadrze Grbicia. Wilfredo Leon: „Spokojnie. Na igrzyskach będzie dobrze””

Jakub Radomski
1
Amerykanie postawili się kadrze Grbicia. Wilfredo Leon: „Spokojnie. Na igrzyskach będzie dobrze””

Ekstraklasa

Igrzyska

Amerykanie postawili się kadrze Grbicia. Wilfredo Leon: „Spokojnie. Na igrzyskach będzie dobrze””

Jakub Radomski
1
Amerykanie postawili się kadrze Grbicia. Wilfredo Leon: „Spokojnie. Na igrzyskach będzie dobrze””

Komentarze

23 komentarzy

Loading...