Ruszamy do wyścigu po dziesiąte miejsce w Europie!

AbsurDB

Autor:AbsurDB

23 lipca 2026, 15:26 • 8 min czytania 8

Reklama
Ruszamy do wyścigu po dziesiąte miejsce w Europie!

Nasze zespoły startują w najbardziej polskim z europejskich pucharów. W Lidze Konferencji do przejścia mamy aż trzy rundy, a każde potknięcie oznacza dla Rakowa i GKS-u koniec marzeń o dalszej grze. Tu jesteś jak saper – raz się pomylisz i zostaje po tobie popiół. W Lidze Mistrzów i Lidze Europy Lech, Górnik i Jagiellonia mają znacznie mocniejszych rywali, ale każdy z tej trójki otrzyma drugą szansę, gdyby nawet odpadł w swoim dwumeczu. Raków i GKS zaczynają jako faworyci, ale później będzie tylko trudniej.

Reklama

Eliminacje Ligi Konferencji 2026/27

Druga runda eliminacji w Lidze Konferencji to najliczniej obsadzony etap spośród wszystkich rozgrywek. Udział w nim bierze w ścieżce mistrzowskiej i ligowej łącznie prawie sto klubów z 48 krajów – wszystkich poza najlepszymi sześcioma ligami oraz Gibraltare,. Tamtejsze zespoły – Saint Joseph’s i Europa odpadły w pierwszej rundzie, a Lincoln wygrał swój dwumecz w Lidze Mistrzów i uniknął spadku do najmłodszego z pucharów.

Na tym etapie zdarzają się zatem pary całkiem mocne, które spokojnie mogłyby się wydarzyć w fazie ligowej. Należą do nich choćby starcia Vojvodiny Nowy Sad z Ajaksem, Hapoelu Tel-Awiw z Łudogorcem, czy Kopenhagi i Gentu z ukraińskimi Polissią Żytomierz i ŁNZ Czerkasy. Są też zestawy, które obiektywnie rzecz biorąc można porównać pod względem poziomu do naszych pierwszoligowych baraży. Do takich należą mecze słoweńskiego Aluminju z Dinamem Tirana, islandzkiego Stjarnanu z Ilvesem Tampere czy Tobołu Kustanaj z Poniewieżem.

Nas interesują jednak przede wszystkim (choć nie wyłącznie) rywale Polaków. Zdecydowanie lepiej w Lidze Konferencji trafili Częstochowianie.

Raków zagra z jednym z najgorszych zespołów w historii europejskich pucharów

Lilywhites, jak nazywani są w swoim kraju piłkarze Valletty, rozegrali już prawie sto meczów w europejskich pucharach. Bilans? No cóż. Katastrofalny. 13 wygranych, 17 remisów i 67 porażek. 78 bramek strzelonych i 248 straconych. Na półtorej setki klubów, które grały tak często w Europie gorszą średnią punktów na mecz ma tylko jeden – północnoirlandzki Glentoran.

Reklama

Warto wymienić wszystkich przeciwników, których na prawie sto prób przeprowadzonych przez sześć dekad udało się Valletcie pokonać. Były to: HJK Helsinki (w 1974 roku), Skonto Ryga, walijskie Barry Town, islandzki Keflavik i B36 z Wysp Owczych. Wygrała też dwa spotkania z zespołem z Andory i aż sześć z reprezentantami San Marino.

A przecież pokonać godnego uwagi rywala udaje się dziś nawet naprawdę przeciętnym drużynom. Szczególnie, jak ma się do tego sto okazji, to raz na jakiś czas prawie każdemu to się zdarza. Valletta pozostaje pod tym względem wyjątkiem. I miejmy nadzieję, że pozostanie tak też po dwumeczu z Rakowem.

Valletta sprawiła duże problemy Ruchowi

Lilywhites zremisowali jednak z Ferencvarosem i Dudelange (dwukrotnie) w eliminacjach Ligi Mistrzów w 2019 roku, Zrinjskim Mostar w Lidze Europy rok wcześniej, a nawet Utrechtem w tych samych rozgrywkach w 2017 roku. Rzadki przypadek, by Valletta nie przegrała żadnego spotkania w dwumeczu miał miejsce w 2010 roku. Na Malcie udało się jej wówczas zremisować z… Ruchem Chorzów. Pisaliśmy wtedy:

Reklama

Zremisować z drużyną maltańską, to jak zremisować z ludźmi, którzy akurat wysiądą z najbliższego pociągu relacji Warszawa – Katowice albo z wycieczką szkolną zwiedzającą Muzeum Wojska Polskiego.

Rewanż w Chorzowie zakończył się bez bramek, dzięki czemu drużyna Waldemara Fornalika awansowała zgodnie z zasadą goli strzelonych na wyjeździe. A mogło do tego nie dojść. Maltańczyk oddał bowiem strzał rozpaczy z trzydziestu metrów w doliczonym czasie gry, który Matko Perdijic ledwo sparował na rzut rożny, a po nim Valletta znów miała świetną okazję do uzyskania zwycięstwa. Takie to były czasy.

Tym razem jednak z awansem Raków nie powinien mieć żadnych problemów. Wycena składu Maltańczyków nie osiąga nawet pięciu milionów euro, a więc jest zbliżona do Polonii Warszawa. Opta klasyfikuje Vallettę jeszcze niżej – gdzieś między Polonią Bytom a Odrą Opole.

Reklama

GieKSa gra z „polską” Żyliną

Znacznie trudniejsze zadanie stoi przed GieKSą. Jej rywal z Żyliny sprawił nieco problemów Hajdukowi. Prawda jest jednak taka, że Słowacy w każdym meczu oddali zaledwie po jednym celnym strzale. W Splicie przegrali 0:2, a u siebie wygrali 2:1, jednak ostatni gol padł dopiero w doliczonym czasie gry po niefortunnym odbiciu piłki od chorwackiego obrońcy Dario Melnjaka.

Słowacki klub znamy dość dobrze, bo w zeszłym sezonie wszelkich nadziei pozbawił go Raków, gromiąc Żylinę w dwumeczu aż 6:1. Przy tej okazji opisywaliśmy ich klub filialny z Ghany. Wtedy też na Weszło ukazał się wywiad z trenerem zespołu, w którym swój talent rozwinął Jakub Kiwior, a królem strzelców był Dawid Kurminowski. Pavol Stano wciąż prowadzi ekipę Żółto-Zielonych, którzy znów zajęli swoje ulubione czwarte miejsce w lidze. Na takiej lokacie skończyli pięć z dziewięciu ostatnich sezonów.

GKS jest w starciu z Żyliną faworytem do awansu, ale niekoniecznie do wygranej na Słowacji. W pierwszym meczu szanse wyglądają na niezwykle wyrównane. Szalę na swoją stronę trzeba będzie zapewne przechylić ostatecznie w Katowicach. Od czasów covidowych właściwie jedyna kompromitacja polskiego klubu z niżej notowanym rywalem w eliminacjach to odpadnięcie Lecha ze Spartakiem Trnawa w 2023 roku. Obyśmy nie musieli sobie przypominać słowackich problemów.

Najkrótszy wyjazd w historii polskich zespołów w europejskich pucharach

W Lidze Europy zagrają dzięki wygraniu Pucharu Słowacji. W Żylinie występowało łącznie aż sześćdziesięciu (!) piłkarzy, którzy mają na koncie występy w polskich klubach. Od roku gra w Żylinie Fabian Bzdyl. Kibice GKS-u mają jeden podstawowy powód do radości. Oba miasta dzieli bowiem w linii prostej zaledwie 117 kilometrów. Jest to zatem najkrótszy wyjazd na mecz europejskiego pucharu w historii polskich klubów. Dotychczasowy rekord został ustanowiony w 1971 roku, gdy Zagłębie Wałbrzych grało w oddalonych o 174 czeskich Teplicach. Nawet Legia do Krakowa na mecz z Szachtarem miała dalej.

Reklama

Spośród siedemnastu meczów wyjazdowych, jakie czekają GieKSę w tym sezonie Ekstraklasy, zaledwie sześć to wyprawy krótsze niż na Słowację: do Zabrza, Gliwic i Częstochowy oraz trzy do Krakowa. Nawet do Kielc jest z Katowic dalej niż do Żyliny.

Warto przypomnieć, że GKS wraca do Europy po 23 latach przerwy. W 2003 roku skompromitował się z macedońską Cementarnicą, a osiem lat wcześniej odpadł z Pucharu Zdobywców Pucharów z Araratem Erywań. Ostatnim rywalem wyeliminowanym przez GieKSę z rozgrywek UEFA było zatem Bordeaux w 1994 roku, gdy smaku porażki na starej Bukowej zaznał Zinedine Zidane.

Początek walki o fazę ligową

To początek walki polskiego duetu o to, by udało się przebrnąć trzy rundy i awansować do fazy ligowej. Bardzo pomogłoby to w wywalczeniu przez Ekstraklasę odpowiednio wysokiego rankingu. Oczywiście największego dorobku możemy spodziewać się ze strony Lecha, Górnika i Jagiellonii. Tego pierwszego tylko kataklizm mógłby pozbawić jakiejś fazy ligowej, a bardzo duże szanse (po około 80%) mają na to także dwaj pozostali medaliści poprzedniego sezonu.

Reklama

Znacznie trudniejsze zadanie przed Rakowem i GKS-em. Z wyliczeń Łukasza Bożykowskiego wynika, że Częstochowianie mają 32%, a Katowiczanie 24% szans na dotarcie do fazy ligowej. Jeśli odpadną, to, ile zdobędą punktów w eliminacjach będzie miało znaczenie, ale dużo mniejsze, niż potencjalny dorobek w fazie ligowej.

Polska, Czechy, Grecja – kto wyśle drużynę bezpośrednio do Ligi Mistrzów?

W walce o dziesiąte miejsce, dające grę mistrza kraju bez eliminacji w Lidze Mistrzów pozostają realnie trzy ligi: grecka, polska i czeska.

Reklama

Startujemy z najlepszym dorobkiem z tego grona, ale różnice są minimalne. Polska przed startem sezonu ma 42,125 punktu, Czechy – 41,825 punktu, a Grecja 40,412 punktu. Niżej notowane kraje mają do nas stratę aż ośmiu punktów, co jest bardzo mało realne do odrobienia w jeden sezon. Także ponadtrzypunktowa przewaga Turcji jest na dziś trudna do zniwelowania w rok, ale takie wyniki, jak remis Basaksehir z Interem Turku (debiut Karbownika) mogą bardzo pomóc. Jednak Turcy mają w fazie ligowej Galatasaray, Trabzonspor i zapewne Fenerbahce, a dołączyć może także Besiktas. Bez wyeliminowania Fener przez Górnika nie ma zatem o czym mówić.

Grecy mają w fazie ligowej AEK, Olympiakos, ale też przeciętne OFI Kreta. Raczej awans do niej uda się też PAOK-owi, a być może także Panathinaikosowi. Potknięcie tego ostatniego bardzo by się nam przydało.

Czesi do fazy ligowej delegują Slavię, Spartę i Viktorię Pilzno, ale trudno będzie do nich dołączyć Jabloncowi i Hradecovi Kralove. Czyje wyniki są zatem dla nas najistotniejsze w Lidze Konferencji?

Trzymamy kciuki za Węgrów, Finów, Chorwatów i Norwegów

Basaksehir już zdążył stracić punkty z Finami. Jeśli sobie z nimi poradzi, zmierzy się w trzeciej rundzie zapewne z Vaduz i będzie w tym starciu faworytem. Panathinaikos gra z węgierskim Paksi i nie jest w tym starciu murowanym faworytem. Na kolejnym etapie czeka wygrany z pary Spartak Trnawa – CSKA 1948 Sofia.

Reklama

Czechów w Lidze Konferencji miał reprezentować Hradec Kralove. Jednak ze względu na wyrzucenie zarówno z ligi, jak i z pucharów MFK Karwina, musiały nastąpić przetasowania. Hradec zagra w Lidze Europy z norweskim Tromso, a w jego miejsce w najmniej prestiżowych rozgrywkach Jablonec zmierzy się z chorwackim Varazdinem. Te dwa mecze są kluczowe, bo mogą pomóc wyeliminować z gry jednego z naszych przeciwników.

To tym bardziej istotne, że wygrany pary Jablonec – Varazdin zagra z łotewskim RFS-em albo drugoligowym islandzkim Vestri, co oznacza łatwą drogę do trzeciej rundy. Gdyby Hradec odpadł z Norwegami, w Lidze Konferencji będzie musiał zapewne pokonać CFR Cluj. Jest zatem możliwe, że z Czech w fazie ligowej zagrają tylko trzy zespoły.

Trzecia runda będzie znacznie trudniejsza

Kto czeka na polskie kluby po ewentualnym sukcesie w drugiej rundzie? Tu niestety los znów nie był dla nas łaskawy.

Wygrany w parze GieKSy trafia na Hapoel Tel-Awiw lub Łudogorca. Lepszy w meczu Rakowa zmierzy się z przegranym z pary Hammarby – Anderlecht. Oba kluby z województwa śląskiego czekają zatem na kolejnym etapie trudniejsze boje niż te w drugiej rundzie. Miejmy nadzieję, że do nich dojdzie.

Reklama

Fot. Newspix

8 komentarzy
AbsurDB

Kocha sport, a w nim uwielbia wyliczenia, statystki, rankingi bieżące i historyczne, którymi się nałogowo zajmuje. Kibic Górnika Wałbrzych.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Liga Konferencji

Reklama