Fabian Bzdyl o pójściu na Słowację. „Lubię nieoczywiste wybory”

Marcin Ziółkowski

07 maja 2026, 15:22 • 3 min czytania 1

Reklama
Fabian Bzdyl o pójściu na Słowację. „Lubię nieoczywiste wybory”

Jedną z bardziej nieoczekiwanych decyzji w polskich realiach ostatniego lata podjął Fabian Bzdyl. Młody pomocnik Cracovii wybrał kontynuację swojej kariery na Słowacji, konkretnie w MSK Żylina. W rozmowie dla TVP Sport, wyjawił między innymi co było punktem przełomowym podczas jego pobytu na Słowacji, a także dlaczego zdecydował się na tak nieoczywisty kierunek.

Reklama

Bzdyl coraz lepszy. Ma już pierwsze trofeum na koncie

Początki na Słowacji nie były zbyt kolorowe. Bzdyl po wylądowaniu w Żylinie musiał co nieco poczekać na swoją szansę. Doszło do pewnych formalnych nieprawidłowości przy jego transferze i ponad miesiąc nie mógł on występować w nowych barwach. Trenował, ale o jakichkolwiek meczach o stawkę mógł zapomnieć (choćby w rezerwach).

Po nowym roku sytuacja znacznie się poprawiła. Strzelił gola w Lidze Młodzieżowej UEFA przeciwko Liverpoolowi, a do tego wygrał Puchar Słowacji. W przypadku pozostania w drużynie, czeka go gra w eliminacjach Ligi Europy. Jak przyznał, kluczowym momentem był okres przygotowawczy.

Reklama

– Trener mógł mnie wtedy zobaczyć w sparingach. Gdy przychodziłem do klubu, znał mnie głównie z wideo, występów w Cracovii. W trakcie sezonu nie ma czasu na szlify i spokojną pracę. Okres przygotowawczy był bardzo ważny. Przepracowałem go, trener mi zaufał i po nim zacząłem grać od pierwszego meczu w podstawowym składzie. Cieszę się, że mogłem się pokazać i że potem wyglądało to już tak dobrze.

Skąd w ogóle pomysł na transfer do ligi słowackiej? Bzdyl tłumaczy, że jest fanem nieoczywistych wyborów.

– To nie był oczywisty kierunek, szczególnie dla Polaków. Zamiana Ekstraklasy na ligę słowacką na pierwszy rzut oka może wydawać się zaskakująca. Ja jestem jednak człowiekiem, który lubi czasem nieoczywiste wybory. Najbardziej zależało mi na grze, nie na pieniądzach. Wielu piłkarzy się stąd wypromowało. Na pewno świeciła mi też droga Jakuba Kiwiora. Pokazał, że się da. (…) Jako Polak przetarł pewną ścieżkę.

Reklama

Bzdyl przyznał, że miał też na stole wiele ofert, ale słowacki projekt najbardziej go przekonał.

– Miałem propozycje z kilku klubów Ekstraklasy, a także z Panathinaikosu Ateny. To były dobre kierunki, również pod względem piłkarskiej marki. Żylina była wyborem nieoczywistym, a jednocześnie projekt rozwojowy najbardziej do mnie przemawiał. Dlatego też zdecydowałem się tu przyjść (…) Ktoś tutaj we mnie uwierzył, postawił na mnie i jestem za to wdzięczny.

Pomocnik zwrócił też uwagę na aspekt językowy. Trenerem w Żylinie jest doskonale znany z Ekstraklasy Pavol Stano.

– To, że trener mógł mówić po polsku, bardzo ułatwiło mi funkcjonowanie. Asystent trenera również mówi po polsku, bo pracował z nim w Górniku Łęczna. Postać trenera Stano bardzo mocno przybliżyła mnie do Żyliny. Zapamiętałem go z Polski jako trenera, który chce grać w piłkę, dominować i stawia na ofensywny styl. Taki sposób gry mi odpowiadał.

Reklama

Bzdyl w słowackim klubie zagrał do tej pory w 20 spotkaniach w pierwszej drużynie. Strzelił jednego gola – w ostatniej kolejce z Zemplinem Michalovce. Na boisku spędził 1141 minut – poza tym, notował też minuty w drugiej drużynie oraz w Lidze Młodzieżowej UEFA.

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO O POLAKACH ZA GRANICĄ:

Fot. Newspix

1 komentarz
Marcin Ziółkowski

Człowiek urodzony w roku stulecia swojego przyszłego ulubionego klubu. Schodzący po czerwonej kartce Jens Lehmann w Paryżu w finale Ligi Mistrzów 2006 to jego pierwsze piłkarskie wspomnienie. Futbol egzotyczny nie jest mu obcy. Przykład? W jednej z aplikacji ma ustawioną gwiazdkę na tajskie Muangthong United, bo gra tam niejaki Emil Roback. Inspiruje się Robertem Kubicą, Fernando Alonso i Ottem Tanakiem, bo jest zdania, że warto dać z siebie sto i więcej procent, nawet mimo niesprzyjających okoliczności. Po szkole godzinami czytał o futbolu na Wikipedii, więc wybudzony nagle po dwóch godzinach snu powie, że Oleg Błochin grał kiedyś w Vorwarts Steyr. Potrafi wstać o trzeciej nad ranem na odcinek specjalny Rajdu Safari, ale nigdy nie grał w Colina 2.0. Na meczach unihokeja w szkole średniej stawał się regenem Lwa Jaszyna. Esencją piłki jest dla niego styl rodem z Barcelony i Bayernu Flicka, bo Zdenek Zeman i jego podejście to życie, a posiadanie piłki jest przehajpowane

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Inne ligi zagraniczne

Reklama