Świetny Bomba nie uratował ŁKS-u. Chrobry w finale baraży!

Aleksander Rachwał

28 maja 2026, 20:40 • 5 min czytania 35

Reklama
Świetny Bomba nie uratował ŁKS-u. Chrobry w finale baraży!

Blisko, naprawdę blisko był ŁKS, by wymęczyć awans do ostatniej rundy baraży. Wystarczyło skutecznie wykonać jeszcze jeden rzut karny i upragniony finał byłby faktem. Do strzału podszedł jednak Serhij Krykun, a taka okazja to dla futbolowych bogów jak strzał na pustą bramkę. Zawodnik, który kiedyś wyrzucił Łodzian z baraży, tym razem, już w barwach ŁKS-u, znów pozbawił ich marzeń o Ekstraklasie.  

Reklama

Wiemy, że obie drużyny nie znalazły się w barażach przypadkowo i rozumiemy, że w meczach o tak wysoką stawkę normalną sprawą jest ostrożne, zachowawcze podejście. No ale nawet mając to w głowie, trzeba stwierdzić, że pierwsza połowa spotkania w Głogowie była widowiskiem mocno usypiającym. Chrobry próbował, głównie strzałów z dystansu, ŁKS przez pierwsze pół godziny głównie się tym próbom przyglądał.

Chrobry w finale baraży o Ekstraklasę! ŁKS odpada po rzutach karnych

Być może taki właśnie Łodzianie mieli plan, ale możliwe też, że zwyczajnie potrzebowali trochę czasu, żeby zeszła z nich trema. W każdym razie, w ostatnim kwadransie wreszcie wysłali sygnał, że nie przyjechali tylko pobiegać za piłką w oczekiwaniu na karne.

Efektem tego była najlepsza chyba sytuacja gości – strzał Norlina po znakomitym prostopadłym zagraniu Arasy. Zabrakło tylko lepszego wykończenia, bo Szwed uderzył mocno, ale prosto w Arndta.

Coś się zatem w grze ełkaesiaków ruszyło, natomiast z konkretów to było w zasadzie tyle. Z drugiej strony Chrobry, o którym powiedzielibyśmy, że w pierwszej części był aktywniejszy, bardziej nastawiony na finalizowanie akcji strzałami (co kończyło się uderzeniami z dalszej odległości), równie dobrej okazji nie miał. Choć może uczciwiej byłoby napisać, że miał, tyle że Mazur najwyraźniej pomylił strony boiska – obrońca gospodarzy znakomicie ruszył do piłki zagranej w pole karne ŁKS-u, ale zamiast oddać strzał, wybił ją z szesnastki.

Reklama

Druga połowa na szczęście usypiająca już nie była. Role nieco się odwróciły – to ŁKS od początku tworzył zagrożenie na połowie rywala, z taką różnicą, że był w tym skuteczny. A może raczej konsekwentny i zawzięty, bo gol Arasy padł po czwartym kolejnym rzucie rożnym. Każdy z nich wprowadzał spory zamęt pod bramką Arndta, aż wreszcie Łodzianie dopięli swego po uderzeniu głową Hiszpana.

Chrobry w tym momencie nie miał już nic do stracenia, więc musiał atakować. I trzeba przyznać, był naprawdę blisko, by błyskawicznie doprowadzić do równowagi. Po składnej, dynamicznej akcji piłka trafiła w polu karnym do niepilnowanego Laskowskiego, ten nieźle złożył się do woleja, ale uderzył w środek bramki, co ułatwiło interwencję Łukaszowi Bombie. Przy czym nie znaczy to, że bramkarz ŁKS-u nie wykonał kapitalnej roboty – strzał był silny i ze stosunkowo bliskiej odległości.

Reklama

Zresztą nie tylko w tej sytuacji Bomba uratował gościom skórę – od momentu objęcia przez ŁKS prowadzenia był mocno zajętym człowiekim. Łodzianie mieli dobrą okazję, gdy nieznacznie obok bramki kopnął Piasecki, ale poza tym prosili się o kłopoty pozwalając Chrobremu na oddawanie kolejnych strzałów. I w końcu przyszedł moment, gdy golkiper nie zdołał uratować gości, choć podkreślmy, że potrzebne było do tego piękne uderzenie Laskowskiego, po którym piłka wpadła w samo okienko bramki.

No i dostaliśmy dogrywkę, a nie musieliśmy – ŁKS w końcówce przycisnął i miał dwie naprawdę niezłe okazje, w których zabrakło – znowu – lepszego wykończenia. Najpierw Wojciechowski w polu karnym uderzył tyle anemicznie, co niedokładnie, potem Hinokio po imponującej indywidualnej akcji został zablokowany.

Reklama

I to mogło się na gościach zemścić, bo w tym dodatkowym czasie zdecydowanie bliżej zdobycia gola był Chrobry. Najbliżej w drugiej części, gdy po rzucie rożnym uderzał głową Grić, a Łodzian znów, i tym razem w naprawdę imponującym stylu, uratował Bomba. Znakomicie zawodnik ŁKS-u sięgnął piłkę zmierzającą prosto w okienko bramki. Już za samo dotrwanie do karnych koledzy z drużyny powinni go nosić na rękach.

Chrobry mógł sobie pluć w brodę, że nie domknął sprawy w dogrywce, widząc że w serii jedenastek będzie walczył z tak nakręconym Bombą. I rzeczywiście, zaczęło się to źle dla gospodarzy, choć za niestrzelonego pierwszego karnego bardziej można winić Wiecha za strzał w środek niż szczególnie chwalić bramkarza ŁKS-u. Ale wciąż – golkiper gości był tego dnia znakomicie dysponowany i można było spodziewać się, że jakiś strzał wyjmie. Zresztą przy innych, o wiele lepszych próbach, był całkiem blisko, by zatrzymać rywala.

Reklama

Łodzianie z kolei strzelali bezbłędnie i w piątej serii mogli przyklepać awans do finału. I wtedy pomylił się Serhij Krykun. Tak, ten sam Krykun, który swego czasu, jeszcze jako zawodnik Górnika Łęczna, okazał się katem ŁKS-u w barażach. Następnie po stronie Chrobrego próbę nerwów wytrzymał Jakub Lis, więc wszystko zależało od Macieja Wojciechowskiego. Wypożyczony z Pogoni Szczecin 19-latek nie wytrzymał presji i tym sposobem to Chrobry zostaje w grze o elitę.

Cóż, trudno powiedzieć, by nie był to wynik sprawiedliwy. Chrobry z przebiegu całego meczu był zdecydowanie bardziej przekonujący, a ŁKS pozostawał w grze tylko dzięki fenomenalnej postawie Bomby. Na finał to jednak mogłoby być trochę za mało.

Chrobry Głogów – ŁKS Łódź 1:1 (0:0, 1:1), k. 5:4

  • 0:1 – Arasa 61′
  • 1:1 – Laskowski 76′

Fot. Newspix

Reklama
35 komentarzy
Aleksander Rachwał

Zainteresowany futbolem od kiedy jako 10-latek wziął wolne w szkole żeby zobaczyć pierwszy w życiu mecz reprezentacji Polski na mistrzostwach świata. Na szczęście później zobaczył też Ronaldo wygrywającego mundial, bo mógłby nie zapałać uczuciem do piłki. Niegdyś kibic ligi hiszpańskiej i angielskiej, dziś miłośnik Ekstraklasy i to takiej z gatunku Stal Mielec – Piast Gliwice w poniedziałkowy wieczór.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Betclic 1. Liga

Reklama