Była saneczkarka o trenerze. „Spóźniał się, zasypiał za kierownicą, popijał”

Sebastian Warzecha

29 lipca 2026, 13:24 • 6 min czytania 3

Reklama
Była saneczkarka o trenerze. „Spóźniał się, zasypiał za kierownicą, popijał”

Natalia Wojtuściszyn była saneczkarką, reprezentantką Polski, olimpijką, a potem też – przez jeden sezon – trenerką kadry juniorów. Jej trenerem w dawnych czasach był Dariusz Ziarno, potem miała też okazję przyglądać się jego pracy, gdy sama prowadziła reprezentację, a on jej pomagał. Dziś Ziarno to człowiek, który w polskim saneczkarstwie rozdaje karty, choć – jak mówi wiele osób – jest niekompetentny, nie umie trenować i zagraża podopiecznym. A mimo to dalej w saneczkarstwie działa. Jak mówi Wojtuściszyn: „gdy zgłaszaliśmy jakieś problemy, to ludzie słyszeli, że to na pewno nie tak i przesadzają”.

Reklama

CZYTAJ REPORTAŻ O TYM, JAK ZABIJA SIĘ POLSKIE SANECZKARSTWO

Saneczkarstwo. Była zawodniczka o trenerze: „Nie można mu zaufać”

Czy jest ci przykro, a może smutno, jak widzisz, co się dziś dzieje z polskim saneczkarstwem?

Mi już było smutno, a teraz bardziej chce się śmiać. Przykro było kilka lat temu, jak widziałam, w którą stronę to zmierza i mi na tym zależało, a do tego ponosiłam tego skutki. Teraz, z boku, to już budzi naprawdę tylko śmiech.

Dziwi cię, że to Dariusz Ziarno rozdaje w polskim związku karty?

Reklama

Nie dziwi. Uważam, że pełnię winy za to ponoszą osoby, które do tej pory były w zarządach. Sam pan Ziarno mistrzem intelektu nigdy nie był, choć na pewno był przebiegły. I wszystkich zrobił w konia. Śmiali się z niego, machali na niego ręką, że to tylko „a, taki tam Darek”, a teraz to on się śmieje. Przez wiele lat zawodnicy zgłaszali różne zachowania do trenerów klubowych, szkolnych, kadrowych czy zarządu i nikt nic z tym nie zrobił. A teraz nagle wszyscy są zdziwieni. Mają za swoje, po prostu.

Jak zgłaszano jakieś problemy, to za moich czasów było na przykład tylko w odpowiedzi: „Jak możesz tak mówić o trenerze? Tak się o trenerze nie mówi, to nieładnie!”. Inni słyszeli, że to na pewno tak nie jest i przesadzają.

Z czym więc przesadzaliście?

Na przykład notorycznie się spóźniał, zasypiał za kierownicą, pił alkohol. Nie wypłacał też diet w terminach. Często kazał podpisywać puste listy i nie wiadomo było, jakie sumy były na tej liście potem wpisywanie. To właśnie były te „nieważne” problemy.

Reklama

Jakbym miała dzieci, to bym w życiu nie posłała ich teraz do kadry juniora.

Przez lata Ziarno funkcjonował jako „pełniący obowiązki” trenera, nie jako pełnoprawny trener. Nie mógł nim być?

Nie mógł, bo była tam jedna grubsza akcja. Wtedy byłam już akurat poza kadrą juniora, mniej się tym przejmowałam. Generalnie jednak tak – odsunięto go od kadry juniorów. Potem wrócił, ale miał zakaz tykania finansów, tych wszystkich papierków. On się w tym jednak najlepiej czuje, na tym się głównie zna. Więc trenerzy, którzy z nim współpracowali, po cichu i tak jego prosili o zajmowanie się papierami. I w konsekwencji ostatecznie po trochu do tego wszystkiego wrócił. Podpisy na dokumentach były innych osób, trenerów juniorów, ale to on się nimi zajmował.

Reklama

Z twojej perspektywy: czy on ma jakiekolwiek kompetencje do trenowania juniorów?

Przez tyle lat, ile on pracuje przy tym sporcie, to małpa nauczyłaby się, o co w tych sankach chodzi. Ktokolwiek, kto by się tam znalazł, zrozumiałby przynajmniej podstawy, które wystarczyłyby do trenowania juniorów właśnie. On do tej pory tego wszystkiego nie ogarnia. Do dziś, jak przyjeżdżają zawodnicy na tor, to słyszą „jedźcie po liniach”. Tyle że żeby jechać po tych liniach, trzeba rozumieć, wiedzieć, co zrobić w danym momencie, a tego im już nie wytłumaczy.

On tak do dziś funkcjonuje. Od strony technicznej, czystej jazdy na sankach, to nie ma o tym zielonego pojęcia. Już nie mówię o zajmowaniu się sankami, bo niekoniecznie musi być to człowiek od wszystkiego. Jakby się chociaż znał na samej jeździe, to juniorom to wystarczy. Dostaliby sprzęt, na którym by po prostu jeździli przez cały sezon i tyle. Bo w naszych realiach to w juniorach masz się tylko nauczyć jeździć, leżeć i poznawać tory. Nikt nie wymaga wygrywania.

Zdarzały się przypadki mobbingu, jakiegoś – ujmę to ostro – gnojenia?

Reklama

Na sobie nigdy takich rzeczy nie odczułam. Bardziej był taki „hej do przodu” do zawodników ze swoich klubów. Natomiast to raczej było do dostrzeżenia w tym, że ktoś niekoniecznie chciał gdzieś jechać, bał się, a on na siłę tego kogoś wpychał – na wyższy start, do dwójki czy wyższej konkurencji wiekowej. Tak, żeby zgadzało mu się w papierach. Teraz wiem, że zawodnicy narzekają, że jest od tej strony mobbingowej gorzej. Jeździ też z nimi Andrzej Kupczyk, który jest super specjalistą od przygotowania fizycznego, ale według wytycznych sprzed trzydziestu lat. Więc możesz sobie wyobrazić, jakie to jest podejście. Dziś się na takim daleko nie zajedzie.

Znasz nowego prezesa związku?

Nie, nie mam pojęcia, kto to jest. Natomiast poprzedniego też niespecjalnie znałam. Wiesz, to też nie jest tak, że prezes takiego związku musi się znać na sankach. Ważne, żeby był w stanie pozyskać środki dla środowiska i dbał o potrzeby osób z niego. Inna sprawa, że nowy prezes jest po prostu słupem, został tam podstawiony.

Reklama

Kiedy kończyłaś karierę, miałaś nadzieję, że coś się poprawi?

Nie, za długo w tym siedziałam i za długo widziałam, jak to wszystko jest robione, żebym miała jakiekolwiek pozytywne nastawienie, myśli, że coś będzie lepiej.

Dlaczego w takim razie byłaś przez moment trenerką juniorów?

Pomyślałam: „a spróbuję”. Bo skoro chcą mnie zatrudnić, to chyba jednak faktycznie chcą coś zrobić. Ja zaczęłam na początku sezonu, nie przetrenowałam z zawodnikami okresu przygotowawczego, weszłam w zasadzie w to, co już było. Natomiast chciałam zobaczyć, jak to wygląda i, jeżeli będzie funkcjonować dobrze, to może faktycznie z biegiem lat – bo to nie kwestia jednego sezonu – coś się uda zrobić. No ale po pół roku pracy ze związkiem stwierdziłam, że to nie to. Oni po prostu nie mieli kogo wziąć, napatoczyłam się ja i myśleli, że może uda im się mnie urobić.

Reklama

Ziarno miał na to wszystko wpływ?

Miał. Po sezonie spotkałam się nawet z prezesem, sekretarzem i z wiceprezesem. Powiedziałam im wszystko, jak było, jeżeli chodzi o Dariusza Ziarnę. Notoryczne spóźnianie się, jeżdżenie niesprawnymi autami, popijanie, zasypianie za kierownicą i zero wsparcia. Nie można mu było zaufać, tak bym to ogólnie ujęła. Wszystko to powiedziałam, trzem osobom. Dodałam, że on może dalej pracować – bo nie chodziło mi wtedy o to, żeby zniszczyć człowieka – ale niech zajmuje się papierami. Bo to robi dobrze, ja czytam, co podpisuję, więc też nie wydarzy się tam nic nieprawidłowego. Więc niech on to robi, a ja dostanę kogoś innego do pomocy przy kadrze.

Po miesiącu, może dwóch patrzę na stronie internetowej – sama nie dostałam żadnej informacji – że Dariusz jest pełniącym obowiązki trenera kadry juniorów. Wiesz, jakbym była prezesem i dowiedziała się, że trener zasypia, pije, spóźnia się, to bym zareagowała. Bo przecież gdyby coś się wydarzyło, to prezes też za to beknie.

ROZMAWIAŁ
SEBASTIAN WARZECHA

Reklama

Fot. Newspix

3 komentarze
Sebastian Warzecha

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Inne sporty

Reklama