Jeszcze rok temu miał być jednym z największych wygranych wyborczej układanki w polskiej piłce. Dziś Krzysztof Gralewski może stracić władzę w Lubelskim Związku Piłki Nożnej, zanim na dobre zdążył ją umocnić. W piątek zarząd zdecydował, że dojdzie do głosowania w sprawie odwołania prezesa. To sygnał, że stronnik Cezarego Kuleszy stracił kontrolę nad własnym zapleczem, a w lubelskiej piłce rozpoczął się otwarty bunt.
Zeszłoroczny triumf Krzysztofa Gralewskiego w Lubelskim Związku Piłki Nożnej był ogromną niespodzianką. „Sensacja na Lubelszczyźnie. Padł najtwardszy beton PZPN” – informowaliśmy wówczas, donosząc o klęsce Zbigniewa Bartnika, który okręgiem rządził twardą ręką od 2012 roku.
„Zbigniew Bartnik to człowiek z innej epoki. Najtwardszy beton PZPN. Prezes Lubelskiego Związku Piłki Nożnej przyznaje, że zdarza mu się sięgać po autokratyczne metody. Chwali się, że nic go nie rusza, bo przeżył wiele burz. Kiedy rozmawiamy jednak o licznych aferach i skandalach z jego udziałem, złości się, klnie, obrusza, wytacza działa i stawia zarzuty. W środowisku plotkuje się, że lepiej z nim nie zadzierać. Bywa mściwy” – pisaliśmy zaś przed dwoma laty, rysując sylwetkę barona z Lubelszczyzny.
Przed kwietniowym spotkaniem zarządu mało kto wierzył, że era 70-letniego Bartnika może dobiec końca. Jedynym kontrkandydatem w wyborach był jego były podopieczny z Garbarni Kurów, gdzie Bartnik był swego czasu trenerem, a Gralewski – piłkarzem.
A jednak, podczas spotkania zarządu spełnił się zaskakujący scenariusz – Gralewski pokonał Bartnika w stosunku 88:59 i został nowym prezesem LZPN.
Gralewski od razu poparł Kuleszę. Liczył na miejsce w zarządzie PZPN
Jeśli ktoś miał jednak nadzieję, że rządy 46-letniego nowego prezesa będą odcięciem się od związkowego betonu, szybko został sprowadzony na ziemię. Gralewski niemal natychmiast przyłączył się do obozu Cezarego Kuleszy i otwarcie popierał go w zbliżających się wyborach na prezesa PZPN.
Świeżo upieczony szef LZPN wyraźnie liczył na miejsce w zarządzie PZPN i w pewnym momencie wydawało się nawet, że jest bliski osiągnięcia celu. Gralewski znalazł się bowiem nawet na tzw. „liście Kuleszy” z rekomendacjami jak głosować mieli obecni na czerwcowych wyborach baronowie.

Na sali wyborczej doszło jednak do przewrotu, w wyniku którego cały plan obozu Kuleszy został wywrócony do góry nogami. Delegaci odrzucili nie tylko wszystkich trzech zaproponowanych przez niego wiceprezesów (Henryka Kulę, Mieczysława Golbę i Macieja Mateńkę), ale też wprowadzili do zarządu ludzi, których chciał „wygumkować” Kulesza – jak choćby Pawła Wojtalę czy Wojciecha Cygana, wymienianych przed wyborami jako opozycjonistów do obecnej władzy.
Kulisy buntu przedstawicieli klubów i części baronów, w wyniku których Gralewski nie został wybrany do zarządu PZPN, opisywałem szczegółowo w tym miejscu:
Przewrót na szczycie PZPN. Przedstawiamy sensacyjne kulisy
Zarząd LZPN chce odwołania Gralewskiego
Wszystko wskazuje na to, że prezesura Gralewskiego na Lubelszczyźnie może potrwać wyjątkowo krótko. Zaledwie rok po objęciu stanowiska delegaci będą głosować nad jego odwołaniem.
Jak można usłyszeć – w związku panuje powszechna opinia, że 46-latek utracił kontrolę nad własnym zarządem. W ostatnim czasie notowania Gralewskiego na Lubelszczyźnie mocno spadły, a krytyczne słowa na jego temat można było usłyszeć z ust samych wiceprezesów. Jedną z przyczyn krytyki miał być choćby brak zapowiadanych reform.
Podczas piątkowego spotkania sam Gralewski otrzymał tego najdobitniejszy dowód. To wtedy zarząd LZPN zarząd zagłosował za zwołaniem nadzwyczajnego walnego zgromadzenia, podczas którego dojdzie do głosowania nad odwołaniem nowego prezesa.
– Gralewski niestety zadowolił się zwycięstwem i nie zrobił niczego odkrywczego. Myślał, że skoro już wygrał, to nie musi nic robić i wystarczą mu zdjęcia z Kulesza. No to się mocno zdziwił – mówi nam anonimowo jeden z członków zarządu LZPN.
Jak udało się ustalić Weszło, przyszłość prezesa LZPN ma rozstrzygnąć się 15 czerwca. To na ten dzień zarząd zwołał nadzwyczajne walne zgromadzenie.
To wówczas okaże się też, czy historia Gralewskiego w LZPN była początkiem nowego rozdania czy jedynie krótkim epizodem w wojnie o wpływy w polskiej piłce. Człowiek, który jeszcze niedawno pomagał obozowi Kuleszy budować władzę, dziś sam walczy o polityczne przetrwanie.
Zwłaszcza, że w kuluarach coraz głośniej słychać, że na Lubelszczyźnie rozpoczęło się już liczenie głosów w wyborach na nowego prezesa.
CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:
- Leśnodorski uderza w PZPN. „Nie da się tego zrobić”
- Gorący temat w Ekstraklasie. Papszun stanął po stronie PZPN
- Limity dla sędziów, nowy plan PZPN i zwolnienie Tomczyka [Zibi Top]
Fot. PZPN/x.com