Najszybszy gol w historii Bundesligi, dwa babole Manuela Neuera, trzy nieuznane gole dla Bayernu Monachium i dwie asysty Harry’ego Kane’a. Działo się w starciu dwóch bawarskich drużyn – Augsburg dzielnie postawił się Bayernowi i powstrzymał ekipę Vincenta Kompany’ego przed wskoczeniem na fotel lidera. Mecz zakończył się remisem 2:2, z czego najbardziej zadowolona może być Borussia Dortmund.
Gdy popularność święciły dowcipy o Chucku Norrisie, jeden z nich brzmiał: „Chuck Norris wygrał kiedyś w szachy z diabłem jednym ruchem. Diabeł zaczynał”. Podobnie było dziś w Augsburgu, gdy gospodarze zdobyli najszybszą bramkę w historii Bundesligi. A to… Bayern zaczynał.
Samo trafienie było kuriozalne. Ismail Saibari ze środka boiska zagrał bezpośrednio do Manuela Neuera. Ten wyszedł przed pole karne i chciał nonszalancko podciąć piłkę nad Robinem Fellhauerem. Trafił prosto w niego, więc zawodnik Augsburga chwilę później biegł sam z piłką, mając przed sobą pustą bramkę.
Żeby skierować ją do bramki, potrzebował zaledwie 8,5 sekundy.
Tym samym Fellhauer pobił rekord należący dotychczas do Kevina Vollanda z czasów gry w Hoffenheim i Karima Bellarabiego z Bayeru Leverkusen. Obaj do bramki trafiali w dziewiątej sekundzie meczu.
𝐏𝐀𝐍𝐈𝐄 𝐍𝐄𝐔𝐄𝐑, 𝐂𝐎 𝐏𝐀𝐍 𝐑𝐎𝐁𝐈𝐒𝐙 ⁉️
Fatalny błąd bramkarza Bayernu w pierwszych sekundach meczu! 🫣 Augsburg na prowadzeniu! 🔥 #BundesTAK 🇩🇪 https://t.co/qHLKJYmJIK
— ELEVEN SPORTS PL (@ELEVENSPORTSPL) October 10, 2026
Bayern nie wykorzystał potknięcia Borussii Dortmund
A przecież weekend zaczął się dla Bayernu znakomicie. W piątkowy wieczór liderująca Borussia Dortmund prowadziła już z Werderem Brema 2:0, a do końca meczu zostawało tylko kilka minut. Mimo tego spotkanie zakończyło się remisem 2:2.
Dla piłkarzy z Signal Iduna Park była to powtórka z rozrywki – rok temu też wygrywali z Werderem 2:0, by mecz zakończył się remisem 2:2. A cztery lata temu wynik 2:0 utrzymywał się jeszcze w 89. minucie meczu. Wówczas skończyło się na porażce 2:3.
Teraz wszyscy spodziewali się, że remis będzie kosztował Borussię utratę prowadzenia w tabeli. Aby Bayern znów wskoczył na szczyt, potrzebował „tylko” zwycięstwa w Augsburgu.
Dobra i szczęśliwa obrona Augsburga
Na WWK Arenie gospodarze pokazali jednak, że mają zupełnie inne plany. I dzielnie stawili czoła maszynie Vincenta Kompany’ego.
Zaczęło się od prezentu w postaci bramki Fellhauera, ale każdą kolejną minutą Augsburg pokazywał, że zasłużył na uzyskane prowadzenie. W 35. minucie na 2:0 podwyższyć powinien nawet Chrislain Matsima, ale w sobie tylko wiadomy sposób spudłował po rzucie rożnym, strzelając z trzech metrów ponad pustą bramkę.
Bayern długo nie potrafił odpowiedzieć żadną klarowną sytuacją. Dopiero w doliczonym czasie pierwszej części gry po świetnym podaniu Aleksandara Pavlovicia podobną okazję miał Harry Kane, ale też nie trafił w światło bramki.
Można było się jednak spodziewać, że indolencja Bawarczyków nie będzie trwała przez cały mecz. Tak też faktycznie było – po przerwie Bayern był już o wiele groźniejszy, tylko że jego zawodnicy do bramki trafiali zazwyczaj wtedy, gdy akurat byli na spalonym.
Gdyby nie ofsajdy – dwa szalenie efektowne gole zaliczyłby Luis Diaz. Pierwszy uderzeniem nożycami, po którym błąd popełnił broniący w FCA Finn Dahmen. Drugi – gdy po płaskim podaniu w pole karne strzelił gola… piętą, biegnąc do przodu, gdy piłka jednocześnie po strzale odbiła się od poprzeczki.
Naprawdę aż ciężko to opisać, a jeszcze ciężej sobie wyobrazić. Ale tak właśnie było – gdyby nie spalone, Kolumbijczyk miałby dwa trafienia z gatunku „stadiony świata”. Trzeciego gola ze spalonego zaliczył aktywny po wejściu Serge Gnabry, który w końcówce mógł jeszcze przesądzić o losach spotkania.
Ale zaskoczenie – i tym razem, choć ostatecznie piłkę z linii bramkowej wybił Michael Gregoritsch, Gnabry był na spalonym.
Wymiana ciosów zakończona remisem
Bayern potrafił jednak trafiać też w przepisowy sposób, a Harry Kane tym razem zamiast maski egzekutora ubrał strój asystenta. W 55. minucie fantastycznym podaniem obsłużył Saibariego, który świetnie przyjął sobie piłkę w polu karnym i wyrównał wynik meczu płaskim uderzeniem.
Dziewięć minut później to Augsburg wrócił jednak na prowadzenie. I znów nie popisał się Manuel Neuer. Po kontrze gospodarzy i – wydawało się – dość prostym uderzeniu, odbił piłkę prosto pod nogi nadbiegającego napastnika, a Rodrigo Ribeiro bez problemu skierował ją do pustej bramki.
𝐁𝐀𝐘𝐄𝐑𝐍 𝐙𝐍𝐎𝐖𝐔 𝐏𝐑𝐙𝐄𝐆𝐑𝐘𝐖𝐀 𝐙 𝐀𝐔𝐆𝐒𝐁𝐔𝐑𝐆𝐈𝐄𝐌! 🤯
Kłopoty ekipy z Monachium! 🚨 Odwrócą jeszcze losy tego meczu? 💭 Gramy w Eleven Sports 2 ⚽ #BundesTAK 🇩🇪 https://t.co/DnxthNGawq
— ELEVEN SPORTS PL (@ELEVENSPORTSPL) October 10, 2026
Ostatecznie wymiana ciosów zakończyła się w 80. minucie, gdy wynik meczu na 2:2 ustalił Nathaniel Brown, inny z rezerwowych wprowadzonych przez Kompany’ego. Przy jego bramce także asystował Kane, choć bura w tym wypadku należy się Hennesowi Behrensowi, który w kardynalny sposób stracił z oczu gracza Bayernu.
Mimo zwyczajowej dominacji Bayernu (uzbierał xG przekraczające 4), remis wydaje się wynikiem dość sprawiedliwym. I oczywiście bardziej cieszącym gospodarzy, którzy po niezłym początku sezonu wskoczyli na piąte miejsce i tracą do Bawarczyków tylko trzy punkty.
Bayern zaś nie wykorzystał szansy, by objąć fotel lidera i wciąż ma dwa punkty straty do Borussii Dortmund. Klassiker zaplanowany jest na ostatni dzień października.
FC Augsburg – Bayern Monachium 2:2 (1:0)
- 1:0 – Fellhauer 1’
- 1:1 – Saibari 55’
- 2:1 – Ribeiro 64’
- 2:2 – Brown 80’