Dziewięć na dziewięć. Barcelona nie tylko nie przegrywa, ale i nie traci punktów w tym sezonie. W Sewilli na papierze miała trudne zadanie i Betis faktycznie długo stawiał jej opór. Finalnie jednak Barca wygrała wysoko i może szykować się dwóch wielkich spotkań, które czekają ją w kolejnym tygodniu.
Barcelona bezbłędna. Betis kolejną ofiarą
Betis na nie do końca własnym stadionie – bo gra na La Cartuja, przy okazji remontu Estadio Benito Villamarin – jest w tym sezonie groźny. Przekonał się o tym Real Sociedad na starcie sezonu, przekonał też Real Madryt, który choć atakował i atakował, to ostatecznie oberwał z kontry i mecz w Sewilli przegrał 0:1. W tym tygodniu przekonało za to Porto w Lidze Mistrzów. W sobotę na ten właśnie stadion przyjeżdżała wielka Barcelona. Wielka, bo absolutnie bezbłędna – w tym sezonie podopieczni Hansiego Flicka wyłącznie wygrywali.
Wiadomo, chcieli, żeby tak pozostało po wizycie w Sewilli.
10 minut zajęło gościom pokazanie, że nie planują się przed Betisem uginać. Lamine Yamal bez problemu oderwał się wtedy od swojego obrońcy, po czym idealnie przymierzył z okolic narożnika pola karnego, poza zasięgiem Alvaro Vallesa. A to istotne, bo ten miewa mecze – jak z Realem Madryt – gdy jest w stanie wyciągać w zasadzie wszystko i potrzeba strzału perfekcyjnego, by piłka przeszła przez jego rękawice. Z czasem okazało się co prawda, że akurat w tym przypadku to nie taki dzień, ale na starcie meczu nikt tego jeszcze nie wiedział.
Stąd Lamine przyłożył w samo okno.
𝐋𝐀𝐌𝐈𝐍𝐄 𝐘𝐀𝐌𝐀𝐀𝐀𝐀𝐋! 🪄🤯 COŚ NIESAMOWITEGO! 👏
Cudowny gol gwiazdora Barcelony! Musicie to zobaczyć! 👇
📺 Transmisja: https://t.co/kfk01HK0fo https://t.co/NriUmKJpLv
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) October 17, 2026
Potem mecz się unormował. Obrazki były raczej standardowe: Barcelona przeważała, szukała swoich szans, natomiast nie było z tego przesadnie dobrych okazji. I wtedy, w 27. minucie, niespodziewanie to Betis trafił. Najpierw po lewej stronie dobrą akcję przeprowadził Ez Abde i wywalczył rzut rożny. Z niego bezpośrednio nic Betisowi nie wpadło, ale kiepskie dośrodkowanie zebrał Pablo Fornals i sam piłkę w pole karne dograł lepiej – wprost na głowę Valentina Gomeza.
Gola akurat tego obrońcy raczej się nikt nie spodziewał, ale to właśnie za jego sprawą La Cartuja wybuchła po raz pierwszy tego dnia. Było więc 1:1.
I wtedy zaczęły się dziać cuda.
Rodri po raz pierwszy i kontrowersyjny VAR
Najpierw popisali się bramkarze. Valles wybronił sytuację sam na sam z Karimem Adeyemim, znakomicie odnalezionym w polu karnym przez Yamala. Potem z kolei okazję po drugiej stronie boiska zmarnował Hector Bellerin, który uderzył jakby bez przekonania i pomógł Joanowi Garcii, choć hiszpańskiemu golkiperowi trudno coś ująć przy interwencji na refleks. Niemniej: gra się wyrównała, obie strony miały swoje sytuacje, obie kreowały zagrożenie.
Ale to Barcelona jako pierwsza trafiła po raz drugi.
Konkretnie zrobił to Rodri. Nie żadnym pięknym strzałem z dystansu, ot, zwyczajną główką, jakich wiele. Strącił lekko piłkę po rożnym, nawet niezbyt mocno, po prostu na tyle dobrze, że ta wpadła tuż przy słupku. Warto zapisać sobie datę tej bramki, bo to pierwsze trafienie byłego laureata Złotej Piłki dla Barcelony. Pewnie nie ostatnie, choć akurat od strzelania goli Rodri jest dopiero w drugiej kolejności, przede wszystkim ma rozgrywać, kontrolować tempo gry. I to też robił genialnie, a gola dorzucił niejako w bonusie.
Barcelona wróciła na prowadzenie i nie minęły dwie minuty, jak to prowadzenie straciła. Genialnym golem po sytuacyjnym uderzeniu z pierwszej piłki popisał się Gonzalo Lo Celso. Piękne trafienie, absolutny szał na stadionie i… interwencja VAR-u, który dopatrzył się zagrania ręką. Tyle tylko, że miało ono miejsce w zupełnie innej strefie boiska, kilka podań – a nawet wybicie piłki przez obrońców – wcześniej. Teoretycznie zawodnicy Barcelony nie odzyskali kontroli nad piłką, w praktyce można się zastanawiać, czy aby na pewno była to decyzja dobra.
WOOOOOW! 🚀 TO MOGŁO BYĆ TRAFIENIE SEZONU W LA LIGA… ale VAR anulował gola! 🫣
📺 Transmisja: https://t.co/kfk01HK0fo https://t.co/2aZfcvdu3q
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) October 17, 2026
Fani na stadionie oczywiście uznali, że sędzia i zespół od wideoweryfikacji popełnili błąd. Gdy więc piłkarze schodzili na przerwę, słychać było głównie gwizdy – ale wymierzone w arbitrów.
Yamal zabił mecz… prowokacją
Na starcie drugiej połowy znów popisał się Valles, znakomicie broniąc strzał Fermina. Kilka chwil później Betis mógł wyrównać, ale Cucho Hernandez właściwie podał do Joana Garcii po tym, jak bardzo ładnie wypracował sobie miejsce do strzału. Kilka minut później dwukrotnie okazało się za to, że obrońcy gospodarzy niekoniecznie pamiętają, że należy kryć Gabriela Jesusa. Raz były napastnik Arsenalu urwał się im, ale Los Verdiblancos wyratowało to, że był na pozycji spalonej.
Za drugim razem błędu już nie było, a Yamal dopisał asystę do wcześniejszego trafienia.
Jego najważniejsze zagranie przyszło jednak… tuż po golu dla Betisu. Gospodarze bowiem właściwie z miejsca odpowiedzieli, po świetnej długiej piłce do Eza Abde, niezwykle aktywnego, który w sytuacji sam na sam nie spanikował i pokonał Joana Garcię. To był moment, który powinien nakręcić ekipę z Sewilli, dać jej jeszcze dużo ognia. I może by tak było, gdyby nie Facundo Bernal, który zachował się – nazwijmy rzecz po imieniu – jak debil.
🇪🇸🟢⚪️ INSÓLITO: ROJA PARA FACUNDO BERNAL JUSTO TRAS EL GOL DEL REAL BETIS
El uruguayo sale expulsado ante Barcelona por agresión sobre Lamine Yamal 🟥🇺🇾
https://t.co/h4GUyqXb9r
— Ligas Top del Fútbol (@LigasTopFutbol) October 17, 2026
Odepchnął Lamine’a Yamala, ten odepchnął jego. On na to złapał młodego Hiszpana i nie puszczał. No i gdyby na tym się skończyło, to obaj dostaliby po żółtej albo w ogóle nie byłoby kartek. Tyle że Bernal postanowił jeszcze Yamala lekko, bo lekko, ale dwukrotnie przyłożyć mu z dyńki. No to dla niego czerwona, dla Lamine’a żółta. Yamal początkowo dał się sprowokować, ale gdy mocniej oberwał, to się położył i zapracował na to, że Betis grał w dziesiątkę. Trzeba oddać, że sprytnie się tu zachował, nie dał sędziemu alternatywnej drogi wyboru kar dla obu zawodników.
Nie pochwalamy, ale z perspektywy gości – bardzo im to pomogło.
Bo Barcelona po tej czerwonej kartce szła już po swoje. Na 4:2 niespełna 10 minut później trafił Pau Cubarsi po tym, jak Eric Garcia poszedł do końca za piłką odbitą od jednego z zawodników Betisu i uprzedził Vallesa – który pokazał, że ma mecze genialne, ale ma też momenty zaćmienia – zgrywając piłkę do Cubarsiego właśnie, któremu pozostało wpakować ją do bramki. Na 5:2 z kolei uderzył – przerywając trwającą od dawna prywatną strzelecką posuchę – Dani Olmo.
Tym razem do siatki trafił Eric Garcia i mamy 4:2 dla Barcelony! ⚽
📺 Transmisja: https://t.co/kfk01HK0fo https://t.co/0NEdCAJrkl
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) October 17, 2026
I to było już całkowite domknięcie tego meczu.
Rekord Barcelony. Teraz trudny tydzień
Barcelona ograła Betis, a fani gospodarzy długo będą się zastanawiać, co by było, gdyby nie ten VAR przy golu Lo Celso, a przede wszystkim – czerwona dla Bernala.
Podopieczni Hansiego Flicka z kolei wyrównali absolutny rekord La Ligi – dziewięć wygranych z rzędu na start sezonu zanotował tylko Real Madryt, jeszcze w latach 60. O pobicie tego wyniku i ustanowienie nowego rekordu zagrają w przyszłym tygodniu… z Królewskimi właśnie. A wcześniej, w środku tygodnia, czeka ich mecz z PSG.
Łatwo więc teraz Barcelonie nie będzie. Tym bardziej może ich cieszyć, że w tak nerwowym długimi fragmentami meczu zgarnęli – i to w miarę pewnie – trzy punkty.
Real Betis – FC Barcelona 2:5 (1:2)
- 10′ Yamal – 0:1
- 27′ Gomez – 1:1
- 41′ Rodri – 1:2
- 51′ Jesus – 1:3
- 53′ Abde – 2:3
- 62′ Garcia – 2:4
- 81′ Olmo – 2:5
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix