Stary dobry Arasa! ŁKS niespodziewanie zdobył Konwiktorską

Patryk Idasiak

09 marca 2026, 20:00 • 5 min czytania 7

Reklama
Stary dobry Arasa! ŁKS niespodziewanie zdobył Konwiktorską

ŁKS Łódź po raz kolejny okazał się się fachowcem w delegacji. Tym razem przywiózł trzy punkty nie od byle kogo, bo od wicelidera Betclic 1. Ligi z poprzedniej kolejki, czyli Polonii Warszawa. Jedynego gola strzelił Andreu Arasa, który przypominał tego samego zawodnika, który zachwycał wszystkich jesienią 2024 roku. ŁKS miał kilka szans na podwyższenie prowadzenia, ale je zmarnował. W kluczowym momencie ważną interwencją popisał się też Aleksander Bobek i skromne zwycięstwo stało się faktem. 

Polonia idzie po awans?

Polonia Warszawa z trudnych wyjazdów – Wieczysta i Ruch – przywiozła sześć punktów, a i nawet z niekorzystnej sytuacji, czyli gry przez ponad godzinę w osłabieniu, była w stanie wyszarpać domowy punkt ze Zniczem Pruszków. Ba, w dziesięciu nawet wykreowała lepsze szanse, bo Hide Vitalucci uderzył z wolnego w poprzeczkę, a Zjawiński z pięciu metrów trafił w kolegę z zespołu.

Łukasz Zjawiński trafił ze Stalą, miał gola i asystę z Ruchem, pokonał też bramkarza Wieczystej. Konkrety daje Robert Dadok, a wszędobylski Daniel Vega słynie z dryblingów i miał nawet trzy asysty w jednym meczu. Kibice Polonii mogą być zadowoleni z formy wielu piłkarzy.

Dziesięć punktów na dwanaście. Z takim bilansem Czarne Koszule przystępowały do starcia z ŁKS-em. Celem był powrót na pozycję wicelidera po wygranych Chrobrego Głogów i Wieczystej Kraków.

Reklama

Trener Mariusz Pawlak to jeden z najlepszych, a może i najlepszy fachowiec w tej lidze. Przecież Polonię przejął w ósmej kolejce sezonu 2024/25, kiedy ta miała na koncie cztery punkty. I doprowadził ją do baraży o Ekstraklasę. Nie może dziwić, że jeszcze wiosną 2025 roku przedłużono z nim umowę.

Za to w Łodzi oczekiwania były zdecydowanie inne. Pożegnano się w Święto Niepodległości z Szymonem Grabowskim po porażce z Puszczą Niepołomice (0:3). Zostawił ich na bardzo słabym, 12. miejscu. Grzegorz Szoka na razie w tabeli za bardzo się nie ruszył, ale przynajmniej odmienił ten zespół w grze na wyjazdach.

Reklama

Przed meczem w Warszawie z czterech delegacji przywiózł dziesięć oczek, Grabowski w ośmiu zdobył cztery punkty (bilans 1-1-6).

No i na tę formę wyjazdową mogli liczyć Rycerze Wiosny.

Arasa jak jesienią w 2024 roku

Od początku był to dość dynamiczny mecz. Na dwie akcje Polonii dwiema odpowiedział ŁKS. Jedna była niemal kopią – dośrodkowanie ze skrzydła i niecelny strzał głową. To był dobry zalążek, bo działo się pod obiema bramkami. Na burę zasłużył Mateusz Wysokiński, który po dość nieporadnej interwencji wystawił piłkę do Daniela Vegi, ale ten uderzył bardzo źle.

ŁKS odpowiedział na to błyskawicznie – akcją na skrzydle Loffelsend – Arasa. Ten drugi dośrodkował na dalszy słupek, a tam nabiegał Bastien Toma. Była to sytuacja, którą w języku piłkarskim nazwalibyśmy „setką”. Szwajcar trafił jednak w nogę Mateusza Kuchty, którego trzeba pochwalić za skrócenie kąta i utrudnienie strzału.

Reklama

Różne bywają mecze Betclic 1. Ligi, ale tu od początku na tempo narzekać nie mogliśmy (z czasem jednak wyhamowało). Mógł się podobać Andreu Arasa, który wyróżniał się w akcjach ofensywnych. Po raz kolejny znalazł dobrym, długim podaniem Tomę. Ogólnie ci dwaj piłkarze bardzo często starali się wzajemnie szukać, zamieniali też skrzydłami.

Hiszpan ma w sobie taką trudną do opisania aurę. Kiedy był długo kontuzjowany, to kibice z rozrzewnieniem wspominali, jak dobry był to piłkarz jesienią 2024 roku, kiedy strzelał gola za golem i zachwycał. Na razie liczb mu zdecydowanie brakuje, ale od czasu do czasu potrafił pokazać tę dawną magię. Tak było właśnie na Konwiktorskiej, co zresztą udokumentował golem do szatni.

Wystarczyła do tego raptem długa piłka od Artura Craciuna, zgranie głową Loffelsenda, spryt i mocny, pewny strzał Arasy.

Reklama

Wg statystyk Superscore Polonia nie oddała do przerwy ani jednego celnego strzału. ŁKS oddał takie dwa.

ŁKS zdeterminowany w obronie

ŁKS był dobrze zorganizowany w obronie, na niewiele pozwalał Czarnym Koszulom. Po trzech szybkich wypadach było bliżej, żeby to goście strzelili na 2:0 niż żeby gospodarze wyrównali. Łodzianie nie potrafili jednak dobić Polonii.

Najpierw Loffelsend trochę zawalił, a była to idealna kontra w przewadze. Mateusz Kuchta wybiegł z bramki i naprawił błąd kolegów. W 58. minucie Hinokio wypuścił Arasę, a ten wpadł na pole karne, jednak przekopał. Dziesięć minut później w głównej roli znów wystąpił Arasa, który walecznie odzyskał piłkę i zagrał prostopadle do Loffelsenda, a ten niespodziewanie wycofał piętą do Hinokio. Japończyk jeszcze minął rywala, lecz fatalnie przekopał z ośmiu metrów.

Reklama

Grzegorz Szoka mógł się wściekać, że żadna z tych akcji nie dała gola na 2:0.

W 75. minucie Polonia powinna skarcić rywali za tę nieskuteczność, bo stworzyła doskonałą okazję. Dobre wejście na murawę zanotował Antoni Klukowski. To on dośrodkował idealnie na pole karne do nabiegającego Vegi. Skrzydłowy uderzył mocno z główki, ale prosto w dobrze ustawionego Aleksandra Bobka. A z dobitki fatalnie przekopał Simon Skrabb. Bobek już leżał po interwencji, a Fin nie był w stanie z woleja wcelować do pustej bramki.

O, stąd:

Reklama

Lepszej okazji Czarne Koszule nie stworzyły, bo i trudno o lepszą.

A to sprawiło, że ŁKS Grzegorza Szoki wygrał już czwarty na pięć wyjazdów. Imponujące. Awansował dzięki temu na dziewiątą pozycję w tabeli Betclic 1. Ligi.

Ten trener ma zresztą patent na Polonię, bo w sezonie 2024/25 dwukrotnie ograł ją, prowadząc Znicza Pruszków.

CZYTAJ WIĘCEJ O BETCLIC 1. LIDZE NA WESZŁO:

Fot. Newspix

Reklama
7 komentarzy
Patryk Idasiak

Jeżeli akurat nie pisze o piłce nożnej, to na pewno o niej czyta lub z kimś o niej rozmawia. Człowiek paradoksów, bo z jednej strony ma zarośnięte pajęczyną, osławione zero tituli, a z drugiej... mnóstwo tituli w ostatnich latach. Co to oznacza? Że mocniej bije jego serce, gdy na bramkę strzela Kamil Grosicki lub Erling Haaland. Ten mniej znany z rodziny Idasiak. Pogadasz z nim o filmowych klasykach lub starych teleturniejach. Uważa "Lot nad kukułczym gniazdem" za najwybitniejsze dzieło w historii. Chciałby zagrać kiedyś w "Milionerach", ale paraliżuje go możliwość ośmieszenia się na pierwszym pytaniu dotyczącym kulinariów. Może się przełamie, daj mu Boże.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Betclic 1. Liga