Simundza o szpiegowaniu przez Legię. „To nie jest normalne”

Marcin Ziółkowski

27 sierpnia 2026, 21:22 • 2 min czytania 1

Reklama
Simundza o szpiegowaniu przez Legię. „To nie jest normalne”

W ostatnich godzinach na polskim podwórku, poza walką o udział w fazie ligowej europejskich pucharów, mówi się dużo o incydencie, do którego doszło we Wrocławiu. Jeden z analityków Legii Warszawa podglądał trening Śląska Wrocław, a więc kolejnych rywali Wojskowych na poziomie Ekstraklasy. Na konferencji prasowej wypowiedział się w tym temacie Ante Simundza.

Reklama

Simundża przyznaje – sytuacja z dronem to dla niego coś nowego

W ubiegłym sezonie Motor Lublin przyłapał na podglądaniu sesji treningowej pierwszej drużyny członka sztabu Arki Gdynia. W użyciu był dron. W ostatnich miesiącach bardzo dużo na Wyspach Brytyjskich mówiło się o aferze szpiegowskiej z udziałem Southampton i trenera Tondy Eckerta. Świętych wyrzucono z walki o awans do Premier League.

Tym razem, w roli szpiega wcielił się członek sztabu Marka Papszuna, Dominik Ciarkowski.

Trenerzy Wrocławian widząc dziwne zachowanie Pana Dominika postanowili zareagować. Kiedy podszedł do niego jeden z trenerów Śląska, Pan Dominik zmieszał się i uciekł – pisał na portalu X Piotr Potępa.

Reklama

Sprawa raczej rozejdzie się po kościach, jeśli sugerować się przypadkiem Arki. Śląsk wbił przy okazji szpilkę w rywala, informując w mediach społecznościowych o otwartym treningu w dniu 31 sierpnia. Legia, jak dodał w sprawie Piotr Janas, nie chciała zabierać głosu w sprawie podglądania rywali.

Co innego „wywołany do tablicy” Ante Simundza. Słoweniec został zapytany o tę sytuację podczas przedmeczowej konferencji prasowej. Legia to bowiem kolejny ligowy rywal Trójkolorowych.

Reklama

Zapytano go czy z taką sytuacją miał już w przeszłości do czynienia.

– Ja osobiście tego nigdy nie robiłem. Dla mnie to nie jest normalne. Czy klub na to zareaguje, to już praca prezesa, nie moja – cytuje go slasknet.com.

Mecz Legii ze Śląskiem odbędzie się 28 sierpnia w piątek o godzinie 20:30.

Reklama

 

 

Fot. Newspix

Reklama
1 komentarz
Marcin Ziółkowski

Człowiek urodzony w roku stulecia swojego przyszłego ulubionego klubu. Schodzący po czerwonej kartce Jens Lehmann w Paryżu w finale Ligi Mistrzów 2006 to jego pierwsze piłkarskie wspomnienie. Futbol egzotyczny nie jest mu obcy. Przykład? W jednej z aplikacji ma ustawioną gwiazdkę na tajskie Muangthong United, bo gra tam niejaki Emil Roback. Inspiruje się Robertem Kubicą, Fernando Alonso i Ottem Tanakiem, bo jest zdania, że warto dać z siebie sto i więcej procent, nawet mimo niesprzyjających okoliczności. Po szkole godzinami czytał o futbolu na Wikipedii, więc wybudzony nagle po dwóch godzinach snu powie, że Oleg Błochin grał kiedyś w Vorwarts Steyr. Potrafi wstać o trzeciej nad ranem na odcinek specjalny Rajdu Safari, ale nigdy nie grał w Colina 2.0. Na meczach unihokeja w szkole średniej stawał się regenem Lwa Jaszyna. Esencją piłki jest dla niego styl rodem z Barcelony i Bayernu Flicka, bo Zdenek Zeman i jego podejście to życie, a posiadanie piłki jest przehajpowane

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Ekstraklasa

Reklama
Ekstraklasa

Zwycięstwo, postęp i poprawa. Siemieniec przed rewanżem z Iberią 1999

Braian Wilma
3
Zwycięstwo, postęp i poprawa. Siemieniec przed rewanżem z Iberią 1999