Ależ walka Magdy Linette! Wygrała z rywalką i kontuzją

Sebastian Warzecha

24 maja 2026, 17:35 • 3 min czytania 2

Reklama
Ależ walka Magdy Linette! Wygrała z rywalką i kontuzją

Niesamowite spotkanie rozegrała w I rundzie wielkoszlemowego French Open Magda Linette. Polska tenisistka grała wyrównany mecz z Terezą Valentovą, ale na początku trzeciego seta odezwał się uraz, momentami Linette z trudem poruszała się po korcie. Nie skreczowała jednak i… wygrała! W trzech setach, po super tie-breaku w trzeciej partii.

Reklama

Magda Linette awansowała do II rundy French Open

Tereza Valentova ma 19 lat i spory talent. W rankingu WTA jest już w najlepszej „50”, grała też już w jednym finale turnieju rangi WTA. A ledwie dwa lata temu zostawała juniorską mistrzynią właśnie Roland Garros. Paryskie korty więc zna i lubi. W seniorskiej rywalizacji grała tam raz, doszła do drugiej rundy. Magda Linette za to? Siła doświadczenia, bo w Paryżu występowała już po raz 12. Nigdy jednak nie wyszła tam poza trzecią rundę, a w tej grała trzykrotnie.

W każdym razie – dziś spotkały się na korcie. I dały niezłe show.

Pierwsza partia była pełna przełamań. Lepiej zaczęła Linette, która początkowo prowadziła grę. Przyspieszała, uderzała odważnie i była w stanie dyktować warunki na korcie. Valentova jednak z czasem zaczęła tę grę Polki dobrze czytać i rozumieć. Udanie kontrowała, świetnie się broniła – Magda często musiała kończyć akcję na dwa, trzy, nawet cztery razy – i im dalej w seta, tym bardziej to ona zyskiwała, kosztem Linette właśnie. Kluczowy okazał się gem numer 11. W najdłuższej partii seta Magda ostatecznie się przed atakami rywalki nie obroniła i straciła podanie.

Chwilę później – choć miała break pointa – przegrała seta.

Reklama

W drugim jednak podniosła poziom… choć dopiero z czasem. Początkowo bowiem to Valentova kontynuowała dobre grania i wypracowała sobie przewagę 4:2. Wtedy jednak obudziła się Linette, która zaczęła przyspieszać grę. Poprawiła też jakość własnego podania, a to dało jej i dwa wygrane gemy serwisowe… i dwa przełamania! Z 2:4 zrobiło się 6:4 dla Polki. I tak nastąpił trzeci set.

W nim zaczęło się od dwóch breaków, ale potem przewagę zyskała Linette. Polka prowadziła 3:1, tyle że w międzyczasie coś stało się z jej kolanem. Kilkukrotnie Magda otrzymywała pomoc medyczną i było widać, że ma wielkie problemy. Momentami z trudem biegała, skracała wymiany, jak tylko mogła, ba, zaczęła nawet serwować z dołu, bo problemy sprawiało jej lądowanie po standardowym podaniu z góry. W efekcie traciła więc podanie… ale była w stanie przełamywać rywalkę, bo świetnie spisywała się na returnie.


Było więc – z perspektywy Polki – 3:1, potem 3:2 i 4:2. Niestety, wkrótce stan meczu się wyrównał, a przy stanie 4:4 Valentova dodatkowo miała break pointy. Magda jednak pięknie się wybroniła i trzymała przy życiu w całym spotkaniu. Podobnie w 11. gemie, gdy znów dwukrotnie odpierała punkty na przełamanie ze strony Czeszki. Nie była jednak już w stanie atakować przy jej podaniu, wszystkie siły rzuciła na to, by w ogóle dojść do super tie-breaka.

Reklama

I udało się!

Tam Linette wyszła na prowadzenie 5:1, by jednak tę przewagę stracić. Gdy Valentova doszła na 7:7, wydawało się – nie pierwszy raz – że wszystko stracone. Ale Linette okazała się z innej, trwalszej gliny ulepiona. I to nie tylko w tym przypadku. Wyszła bowiem na 9:7, ale nie udało jej się wykorzystać dwóch piłek meczowych. I co? I nic. Doprowadziła do trzeciej i tę finalnie wygrała! Wspaniały był to wyczyn ze strony Linette, bo ta naprawdę miała duże problemy. I nie dziwi, że pomagająca jej Agnieszka Radwańska biła po tym wszystkim brawa na stojąco.

Reklama

Pytaniem pozostaje, czy Linette zdoła wyjść na mecz kolejnej rundy. Jednak nawet jeśli nie – szacuneczek, Magda. Wielka to była wygrana.

Magda Linette – Tereza Valentova 5:7, 6:4, 7:6 (9)

Fot. Newspix

2 komentarze
Sebastian Warzecha

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Inne sporty

Reklama